Niemiecki piłkarz, gwiazda 'Warty'. Po 1939 r. grał dalej

...

Radosław Nawrot 2011-08-23, ostatnia aktualizacja 2011-08-23 16:19:15

Fryderyk Scherfke, przedwojenna gwiazda Warty Poznań i strzelec pierwszego gola dla Polski na piłkarskich mistrzostwach świata, po wybuchu wojny już nigdy nie zagrał w piłkę. Tak przynajmniej sądzono, dopóki zainspirowany naszymi artykułami na temat piłkarza niemiecki dziennikarz Thomas Urban nie odszukał w Niemczech syna piłkarza.

Łucja Fontowicz szła zadumana ulicą Zwierzyniecką. Nie rozglądała się za bardzo, jej myśli krążyły wokół męża - bramkarza Warty Poznań, który właśnie trafił do niemieckiej niewoli. Nawet nie zauważyła, gdy wpadła na człowieka w niemieckim mundurze. - O Boże! - jęknęła tylko przestraszona. - Witaj, Lusiu, co u ciebie? - zapytał tymczasem niemiecki żołnierz i uśmiechnął się. - Nie poznajesz mnie? To ja, Fryc Scherfke.

***

Scherfke, Fryderyk Egon. Urodzony 7 września 1909 roku w Poznaniu, syn Gustawa Fryderyka i Albertyny z domu Krenz. Piłkarz poznańskiej Warty, uczestnik mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. W czasie II wojny światowej członek Wehrmachtu oraz SS. Współpracownik gestapo, volksdeutsch. Po wojnie nie wrócił do Polski - tak w czasach PRL wyglądała większość notatek biograficznych na temat Fryca Scherfke, autora pierwszego gola dla naszego kraju w historii polskich występów na mistrzostwach świata. To było w 1938 roku, na mundialu we Francji, choć wiele osób do dziś myśli, że Polska zaczęła grać na piłkarskich mistrzostwach świata dopiero od 1974 roku, od czasów Kazimierza Górskiego. Przez lata PRL jej pierwszy występ na przedwojennym mundialu w 1938 roku był pomijany, m.in. ze względu na Fryderyka Scherfke, który strzelał wtedy gole dla Polaków, a potem chadzał po Poznaniu w niemieckim mundurze.

***

Łucja Fontowicz skamieniała, gdy go zobaczyła. Rozpoznała Fryca od razu. Był w Poznaniu postacią bardzo znaną. Sławę dał mu gol strzelony Brazylii w meczu, który Polska przegrała z nią na mistrzostwach świata w nieprawdopodobnych okolicznościach. 5:6, po dogrywce.

To był mecz, który obrósł legendą, jak każdy z jego uczestników. Mecz, z którego można było posłuchać jedynie radiowej relacji. Po Poznaniu i całej przedwojennej Polsce krążyły niesamowite opowieści o niesamowicie wyszkolonych piłkarzach z Brazylii, którzy skórę mieli w kolorze czekolady bądź kawy i potrafili zrobić z piłką wszystko. O Brazylijczyku Leonidasie, zwanym "Czarnym Diamentem", który jakoby w trakcie meczu miał uznać, że źle gra mu się w butach, bo na plażach Copacabany przyzwyczaił się do gry w piłkę bez nich, po czym zzuł je i odtąd strzelał gole bosą stopą. Dziś wiemy, że to nieprawda, bo Leonidas w trakcie meczu tylko zmienił buty na inne. Ale legenda pozostała.

Legenda o Frycu Scherfke, który stawił mężnie czoła brazylijskim wirtuozom - również.

A przecież Scherfke grał też na igrzyskach w Berlinie, gdzie Polacy byli o krok od medalu i zajęli czwarte miejsce. W przedwojennym Poznaniu każdy, kto spotkał go na ulicy, uchylał kapelusza.

Teraz na ulicy Łucja Fontowicz nie myślała o tym, by się ukłonić. Wpatrywała się w elegancki, szary mundur Wehrmachtu z przerażeniem. Jak każdy Polak, którego w czasie okupacji zaczepiał na ulicy niemiecki żołnierz. Scherfke jednak tylko się uśmiechał.

***

- Co u ciebie słychać, Lusiu? - spytał ciepło. Opowiedziała mu zatem, że nic dobrego. Że jej mąż, z którym Scherfke grał w Warcie, zaginął gdzieś na froncie podczas kampanii wrześniowej.

Wysłuchał, zafrasował się, pokiwał głową, pożegnał, całując ją w dłoń, i odszedł. Jakiś czas potem pociąg wiozący polskich jeńców w stronę Rzeszy zatrzymał się na stacji. Drzwi otworzyły się, stanął w nich człowiek w szarym mundurze Wehrmachtu. Odszukał Mariana Fontowicza. - Jesteś w Posen. Nie chcesz iść do domu? - zapytał i bramkarz wysiadł. Człowieka w mundurze rozpoznał bez trudu. To był Scherfke.

Grał też w Warcie bramkarz Zbigniew Szulc. Jego żonę Scherfke wyciągnął z listy na einsatz, czyli wywózkę Polaków na roboty przymusowe do Rzeszy. Rzekomy esesman, współpracownik gestapo i volksdeutsch skutecznie interweniował też w sprawie Bolesława Gendery zatrzymanego na stadionie za... grę w piłkę. Innego byłego gracza Warty Michała Fliegera, lewego obrońcy mistrzowskiej drużyny Warty z 1929 r., a potem członka ruchu oporu, Scherfke dwukrotnie miał ostrzec przed dekonspiracją i aresztowaniem.

Jego współpraca z gestapo prawdopodobnie ograniczała się do tego, że pracował tam jako kierowca. Co innego brat Fryderyka Scherfkego, Günther, który przed wojną także grał w Warcie Poznań.

Stanisław Krajna, pseudonim "Siwek", zajmował się w poznańskiej AK zbieraniem informacji na temat Niemców, z którymi można by nawiązać współpracę. Według jego informacji, polskie państwo podziemne wydało wyrok śmierci na Günthera Scherfke. Wyroku nigdy nie wykonano. Nie wiadomo dlaczego. Nie podjęto nawet próby. Jakby ktoś się rozmyślił. Niewykluczone, że ze względu na brata i jego zasługi w ratowaniu Polaków. Szczegółowych informacji na temat tego tajemniczego wyroku brakuje jednak nawet w AK.

***

W 1942 roku wszystko się zmieniło. Fryc Scherfke widywany był w Poznaniu coraz rzadziej. Nie podchodził już na ulicy do dawnych znajomych, mało tego - zdarzało się, że odmawiał i mówił, żeby go już o nic nie prosić, a zwłaszcza o wstawiennictwo na gestapo. Przez lata nikt nie zadał sobie trudu, by spróbować ustalić, dlaczego się zmienił. Wystarczało stwierdzenie, że był niemieckim konfidentem, więc pewnie dlatego nie interesował go los Polaków, nawet kolegów z boiska. Dziś wiemy, że od 1942 roku Niemcy deptali Scherfkemu po piętach. Były piłkarz był śledzony, inwigilowany, nawet wzywany na gestapo, podejrzewany o zdradę Trzeciej Rzeszy i współpracę z Polakami. Dowodów Niemcy nie znaleźli, ale wystraszyli go skutecznie.

Informacje te znalazły się w naszym tekście na temat Fryca Scherfke, który ukazał się we wrześniu 2001 roku. Także pod jego wpływem zmienione zostały notatki biograficzne piłkarza Warty. Teraz brzmią one mniej więcej tak:

Scherfke, Fryderyk Egon. Urodzony 7 września 1909 roku w Poznaniu, syn Gustawa Fryderyka i Albertyny z domu Krenz. Piłkarz poznańskiej Warty, uczestnik mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich. W czasie II wojny światowej żołnierz Wehrmachtu. Mimo to pomógł wielu swoim kolegom z Warty przeżyć wojnę. Po wojnie uznany przez PRL za współpracownika gestapo, został w Niemczech.

***

Redaktor Thomas Urban - korespondent gazety "Süddeutsche Zeitung" w Polsce - natrafił na tekst o Frycu Scherfke kilka lat temu. Akurat zbierał materiały do książki o stosunkach polsko-niemieckich w piłce nożnej, od czasów zaborów aż po Miroslava Klose i Lukasa Podolskiego. - Fryc Scherfke zmarł 15 września 1983 roku, ale zacząłem się zastanawiać, czy nie żyją jacyś jego krewni - opowiada niemiecki dziennikarz. - Na całe szczęście "Scherfke" to nie jest zbyt popularne w Niemczech nazwisko. Złapałem więc po prostu za książkę telefoniczną...

Udało się ustalić, że Fryderyk Scherfke zmarł w Bad Soden, niedaleko Frankfurtu nad Menem i tam redaktor Urban rozpoczął poszukiwania. Wykręcał numer, pytał. Rozmowa niemal zawsze przebiegała tak samo:

- Przepraszam, czy jest pan/pani krewną Fryderyka Scherfke, byłego piłkarza?

- Nic mi o tym nie wiadomo. A gdzie on grał?

- Na przykład w reprezentacji Polski.

- Nie, to na pewno nie.

Aż w końcu telefon odebrał Michael Scherfke. Fryc Scherfke był jego ojcem. - Spotkaliśmy się we Frankfurcie nad Menem. On wiedział tylko o tym, co ukazywało się na temat jego ojca w czasach PRL - mówi Urban. Był przekonany, że ojciec skrywał jakąś mroczną tajemnicę z czasów wojny. Że zrobił coś strasznego i właściwie wolał nie wiedzieć, co. Dla samej miny Michaela Scherfke, gdy się dowiedział, jak było naprawdę, warto było go szukać.

***

- Michael Scherfke wzruszył się i od razu udostępnił mi materiały z rodzinnego archiwum - mówi Urban. Do kolejnych dotarł, przeglądając niemieckie dokumenty i gazety z czasów wojny. Wnioski są rewolucyjne.

Redaktor Urban zawarł je w swej książce "Schwarze Adler-Weisse Adler" (Czarne Orły, Białe Orły), która właśnie ukazała się w niemieckich księgarniach. - Znalazłem nowe informacje, które tłumaczą, jakim sposobem mógł pomagać swoim kolegom: W gazecie "Kicker" z 18 czerwca 1940 roku znajduje się informacja, że Fryderyk w lutym został kierownikiem nowego klubu niemieckiego 1. FC Posen i tymczasowym kierownikiem działu piłki nożnej w urzędzie ds. sportu. Zajmował to stanowisko przez parę tygodni, dopóki jego następcą nie został jakiś porucznik Wulff z Wehrmachtu, o czym donosi z kolei "Ostdeutscher Beobachter" z 6 października 1940 roku - relacjonuje.

To było wpływowe stanowisko. Dodatkowo świadczyło o tym, że Scherfke zajmował się jednak piłką nożną po wybuchu wojny. Dotychczasowe doniesienia mówiły o tym, że po wrześniu 1939 roku całkowicie się z nią rozstał, że nie miał nawet ochoty rozmawiać na temat futbolu. Okazuje się, że to nieprawda, a Scherfke nie tylko nadal interesował się piłką, ale nawet... w nią grał.

W czasie okupacji w dystrykcie poznańskim działało osiem klubów niemieckich. W lipcu 1940 roku zespół 1. FC Posen był na pierwszym miejscu. Wtedy drużyna klubów poznańskich wygrała z drużyną klubów berlińskich 4:3. - Mam notatkę z wydania "Kickera" z 9 lipca 1940 roku, która informuje o tym, że Scherfke strzelił dla 1. FC Posen jedną bramkę - mówi redaktor Thomas Urban.

To nie wszystko. 6 października 1940 r. Scherfke był kapitanem i napastnikiem drużyny Kraju Warty, która przegrała 1:2 w Poznaniu z drużyną Śląska w pucharze regionów niemieckich (Reichsbundpokal). Scherfke strzelił z karnego bramkę dla swej drużyny. Zespół Śląska trenował wtedy Niemiec Kurt Otto, który w latach 1935-1936 był trenerem reprezentacji Polski. Także zatem Fryca Scherfkego. Teraz Scherfke wybiegł przeciwko grającym dla Śląska innym byłym reprezentantom Polski, Erwinowi Nycowi i Leonardowi Piątkowi, którzy razem z nim grali z Brazylią w słynnym meczu strasburskim w 1938 r.

W końcu października 1940 r. 1. FC Posen zmieniło nazwę na Luftwaffen SV Posen i w jego barwach Fryderyka Scherfke już nie było. Prawdopodobnie przestał grać.

W książce "Schwarze Adler-Weisse Adler" znalazły się także nowe, zupełnie dotąd nieznane w Polsce fakty z życia zdobywcy pierwszego dla Polski gola na mistrzostwach świata. Fakty, które jeszcze dobitniej tłumaczą, dlaczego po 1942 roku Scherfke nie zdołał pomóc już nikomu z przedwojennych kolegów i znajomych. Nie zdołał, gdyż... nie było go w ogóle w Poznaniu!

***

W ostatniej fazie wojny Fryc był podoficerem Wehrmachtu i służył na froncie wschodnim, a potem w Jugosławii. W walkach z jugosłowiańskimi partyzantami w styczniu 1945 roku został ranny.

- Wtedy mógł wrócić do swojej jednostki niedaleko od Kilonii - wyjaśnia Thomas Urban. - Wbrew rozkazowi nie pojechał tam jednak, lecz wrócił do Poznania, skąd zabrał żonę i syna i przywiózł ich do krewnych w Meklemburgii. W Poznaniu zostawił cały majątek i nigdy tu nie wrócił. Dlaczego? Nie wiemy.

Od tej pory w polskich źródłach po Scherfkem nie ma śladu. W niemieckich jednak są informacje, że w maju 1945 r. trafił do niewoli brytyjskiej, ale został zwolniony po trzech miesiącach. Z rodziną osiedlił w Senftenberdze w południowej Brandenburgii. Tam wkrótce po wojnie zmarła jego żona, a Fryderyk Scherfke z synem opuścił radziecką strefę okupacyjną (późniejszą NRD), by osiedlić się w Berlinie Zachodnim. Tam otworzył sklep meblowy, przewidując, że berlińczycy będą potrzebować mebli w czasie odbudowy miasta. Interes szedł bardzo dobrze przez długie lata. Scherfke sprzedał sklep dopiero na początku lat 80. i przeprowadził się do Eschborna pod Frankfurtem nad Menem.

Zmarł z opinią zdrajcy i volksdeutscha. - Nigdy nie próbował rozmawiać ze swym synem, opowiadać o wojnie i Polsce, tłumaczyć. Michael prawie nie znał ojca od tej strony - relacjonuje Urban. - Teraz już zna i odetchnął z ulgą. Jest tak szczęśliwy, że jego podejrzenia się rozwiały, że rozważa nawet przyjazd do Polski.

Do Poznania, w którym urodził się 70 lat temu i w którym nigdy nie był. Do Poznania, w którym w latach 30. jego ojciec był gwiazdą futbolu i celebrytą, a w czasie wojny - ratunkiem dla swych przyjaciół.