Europoseł Kaczmarek: Na gazownię nie jest za późno
17.06.2008
, aktualizacja: 06.06.2008 13:19
Czy chcesz być piękny, młody i bogaty? A może uważasz, że lepiej być chorym i biednym? Czekamy na Wasze opinie. Taką mniej więcej ofertę złożyła czytelnikom "Gazeta Wyborcza" w sprawie Starej Gazowni. A zatem wyrażam opinię, że lepiej być pięknym, młodym i bogatym.
Dla jasności - wielokrotnie przekonywałem, że miasto Poznań nie powinno sprzedawać takich terenów jak stara zajezdnia przy ul. Gajowej. Miasto powinno być aktywnym kreatorem przestrzeni publicznej, a nie znudzonym życiem księgowym. Nie udało się też stworzyć niczego ciekawego w Starej Rzeźni, mimo że przymierzano się do tego od lat. Było wprawdzie to, czego teraz domagają uczestnicy dyskusji w kontekście Starej Gazowni, czyli wizja, odwaga, marzenia, ale skończyło się na mówieniu. Czegoś zabrakło. Jak nie wiadomo co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze. Jestem przekonany, że w przypadku Starej Rzeźni zabrakło po prostu pieniędzy, ale też pomysłu i determinacji na sfinansowanie projektu. Tak samo może być w przypadku Starej Gazowni. Dotychczas właściwie jednym pozytywnym przykładem zagospodarowania przestrzeni postindustrialnej w Poznaniu jest Stary Browar.
Artyści i dziennikarze mogą nie wiedzieć, że kluczem są pieniądze. Mogą też wiedzieć, ale nie zgadzać się z obrzydliwym dyktatem mamony. Pan Janusz Pazder był jednak radnym i powinien orientować się, co jest realne budżetowo, a co jest tylko populizmem. Kwestia utworzenia ze Starej Gazowni centrum kultury nie może polegać tylko na akcie odwagi prezydenta. Aby zrealizować taki pomysł, miasto musiałoby się zdobyć nie tyle na akt odwagi, co na głębokie przemodelowanie swej polityki. To pewne, że kultura od lat nie jest priorytetem dla władz Poznania. Rozbudowa Biblioteki Raczyńskich jest dobrym tego przykładem. Przyczyną przewlekłości zdobywania funduszy na ten cel, jest fakt, że miasto woli wydawać pieniądze na drogi. Jestem pewien, że bez zmiany polityki inwestycyjnej miasta nie powstanie żadne publiczne centrum kultury. Nie ma na to żadnych szans.
Problem ze Starą Gazownią polega na tym, że miasto nie jest jej właścicielem. Apelowanie do komercyjnych spółek, aby czegoś nie sprzedawały, wydaje się zajęciem dość jałowym. Przecież spółki działają według kodeksu handlowego i celem ich istnienia jest tworzenie zysku. Pomysł, aby miasto kupiło nieruchomość od spółki, w której jest udziałowcem, potem przygotowało i narzuciło niekomercyjny sposób zagospodarowania danego terenu, jest bardzo ryzykowny. Wskutek takiego działania nieruchomość straci na wartości, a ci, którzy podejmowaliby takie decyzje, mogliby trafić do sądu z zarzutem niegospodarności.
Upływ czasu jest istotnym elementem. A dlaczego miałoby być za późno na zrobienie czegoś sensownego ze Starą Gazownią? Wystarczy zebrać kilkadziesiąt milionów złotych. Pomysł powołania stowarzyszenia jest dobry, ale nie powinno się ono tylko zastanawiać nad wyższością piękna nad brzydotą. Niech stowarzyszenie poszuka pieniędzy. Można pójść jeszcze inną drogą. Można wskazać w budżecie miejskim zadania, z których można albo trzeba zrezygnować, po to by zaoszczędzone fundusze przeznaczyć na Starą Gazownię. Na razie nikt w tej dyskusji nie odpowiedział jednak na kluczowe pytanie - komu zabrać? I zapewne nie szybko się znajdą chętni do wskazywania źródeł finansowania. Ja podam jeden ze sposobów na rozpoczęcie procesu - zlikwidować Izbę Wytrzeźwień.
Rozumiem jednak, że w przypadku tak gigantycznego projektu potrzeba mechanizmu finansowania strategicznego. Takim rozwiązaniem może być PPP czyli partnerstwo publiczno-prywatne. Niech miasto założy partnerstwo nie ze stowarzyszeniem twórców, które poza dobrą wolą i ogólnie słusznymi postulatami niewiele może wnieść do przedsięwzięcia. Miasto powinno porozumieć się z właścicielami gruntów i budynków. Polegałoby to na odwróceniu tradycyjnego modelu PPP, gdzie podmiot publiczny udostępnia infrastrukturę prywatnemu operatorowi. W tym przypadku spółki udostępniłyby infrastrukturę podmiotowi publicznemu. A ten przez częściową komercjalizację przestrzeni publicznej zdobyłby środki na dofinansowywanie projektów kulturalnych. Źródłem środków inwestycyjnych mogą być budżet miasta, fundusze europejskie albo kredyty, zaciągnięte przez podmiot operujący całym przedsięwzięciem.
Artyści i dziennikarze mogą nie wiedzieć, że kluczem są pieniądze. Mogą też wiedzieć, ale nie zgadzać się z obrzydliwym dyktatem mamony. Pan Janusz Pazder był jednak radnym i powinien orientować się, co jest realne budżetowo, a co jest tylko populizmem. Kwestia utworzenia ze Starej Gazowni centrum kultury nie może polegać tylko na akcie odwagi prezydenta. Aby zrealizować taki pomysł, miasto musiałoby się zdobyć nie tyle na akt odwagi, co na głębokie przemodelowanie swej polityki. To pewne, że kultura od lat nie jest priorytetem dla władz Poznania. Rozbudowa Biblioteki Raczyńskich jest dobrym tego przykładem. Przyczyną przewlekłości zdobywania funduszy na ten cel, jest fakt, że miasto woli wydawać pieniądze na drogi. Jestem pewien, że bez zmiany polityki inwestycyjnej miasta nie powstanie żadne publiczne centrum kultury. Nie ma na to żadnych szans.
Problem ze Starą Gazownią polega na tym, że miasto nie jest jej właścicielem. Apelowanie do komercyjnych spółek, aby czegoś nie sprzedawały, wydaje się zajęciem dość jałowym. Przecież spółki działają według kodeksu handlowego i celem ich istnienia jest tworzenie zysku. Pomysł, aby miasto kupiło nieruchomość od spółki, w której jest udziałowcem, potem przygotowało i narzuciło niekomercyjny sposób zagospodarowania danego terenu, jest bardzo ryzykowny. Wskutek takiego działania nieruchomość straci na wartości, a ci, którzy podejmowaliby takie decyzje, mogliby trafić do sądu z zarzutem niegospodarności.
Upływ czasu jest istotnym elementem. A dlaczego miałoby być za późno na zrobienie czegoś sensownego ze Starą Gazownią? Wystarczy zebrać kilkadziesiąt milionów złotych. Pomysł powołania stowarzyszenia jest dobry, ale nie powinno się ono tylko zastanawiać nad wyższością piękna nad brzydotą. Niech stowarzyszenie poszuka pieniędzy. Można pójść jeszcze inną drogą. Można wskazać w budżecie miejskim zadania, z których można albo trzeba zrezygnować, po to by zaoszczędzone fundusze przeznaczyć na Starą Gazownię. Na razie nikt w tej dyskusji nie odpowiedział jednak na kluczowe pytanie - komu zabrać? I zapewne nie szybko się znajdą chętni do wskazywania źródeł finansowania. Ja podam jeden ze sposobów na rozpoczęcie procesu - zlikwidować Izbę Wytrzeźwień.
Rozumiem jednak, że w przypadku tak gigantycznego projektu potrzeba mechanizmu finansowania strategicznego. Takim rozwiązaniem może być PPP czyli partnerstwo publiczno-prywatne. Niech miasto założy partnerstwo nie ze stowarzyszeniem twórców, które poza dobrą wolą i ogólnie słusznymi postulatami niewiele może wnieść do przedsięwzięcia. Miasto powinno porozumieć się z właścicielami gruntów i budynków. Polegałoby to na odwróceniu tradycyjnego modelu PPP, gdzie podmiot publiczny udostępnia infrastrukturę prywatnemu operatorowi. W tym przypadku spółki udostępniłyby infrastrukturę podmiotowi publicznemu. A ten przez częściową komercjalizację przestrzeni publicznej zdobyłby środki na dofinansowywanie projektów kulturalnych. Źródłem środków inwestycyjnych mogą być budżet miasta, fundusze europejskie albo kredyty, zaciągnięte przez podmiot operujący całym przedsięwzięciem.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


