Billert: Stara Gazownia to publiczna przestrzeń miasta
17.06.2008
, aktualizacja: 09.06.2008 13:08
Stara Gazownia, dawna Rzeźnia, Wolne Tory, Koryto Warty i północne obszary Ostrowa Tumskiego. Należy z całym naciskiem stwierdzić, że na tych właśnie obszarach, rozstrzygać się będzie los i przyszłość Poznania - pisze Andreas Billert*
ZOBACZ TAKŻE
- Pawilon na start Nowej Gazowni (15-06-11, 21:41)
- Stara Gazownia ożyła dzięki "Cyganerii" (28-06-10, 08:00)
- Nie sprzedawajcie Starej Gazowni! (17-06-08, 00:00)
"Obszar centrum miasta i starych zasobów budowlanych wymaga znaczącej naprawy i pracy modernizacyjnej. Budynki są w złym stanie, nawet w najbliższym sąsiedztwie ciągów pieszych i obszarów handlowych. Większość najbardziej atrakcyjnych lokalizacji w mieście jest zaniedbana i porzucona. W ten sposób duży potencjał tych interesujących budynków nie zostaje właściwie wykorzystany. Jakkolwiek ta sytuacja wydaje się obecnie słabym punktem miasta, to (...) centrum miasta i stare zasoby mają szanse rozwinąć się w atrakcyjną przestrzeń miasta europejskiego, gdyż łączy się tam cenna zabudowa historyczna i atrakcyjne obszary publiczne. Wydaje się, że te" wrodzone" tym obszarom miasta wartości, nie zostały jeszcze właściwie docenione przez społeczeństwo."
Tymi słowami organizacja Unii Europejskiej d.s. rozwoju przestrzennego (URBACT) oceniła sytuację śródmieścia Poznania w lecie ubiegłego roku. Zanim jednak ich autor - Karsten Gerkens - napisał te słowa, przybył do Poznania pełen entuzjazmu. Stojąc na Ostrowiu Tumskim, z ogniem w oczach wskazywał na przeciwległy brzeg Warty i obszar Gazowni - Proszę spojrzeć! - mówił - tam są Wasze przyszłe obszary rozwoju śródmieścia: instytuty naukowe, wyższe uczelnie, lokalizacje nowej technologii! Miasto - przekonywał - winno obszar Gazowni objąć spójnym projektem rozwojowym! Na takich właśnie obszarach, rozwijają się dziś w Europie miasta XXI wieku!" Entuzjazm specjalisty z Lipska zahamowała jednak wiadomość, że w Polsce nie istnieją żadne regulacje prawne, pozwalające gminom inicjować, planować i realizować projekty restrukturyzacji nieużytków poprzemysłowych. A jeżeli nawet takie obszary do nich należą, to muszą one je sprzedawać nie tym, którzy przedstawią najlepsze projekty, ale tym, którzy dadzą za nie najwięcej pieniędzy. Entuzjazm przedstawiciela URBACT-u całkowicie już chyba ustał, kiedy usłyszał od polskich polityków, że komunizm się w Polsce skończył, jest wolny rynek i prymat własności prywatnej. Nic gminie do tej własności, "bo co moje, to je moje!"
U siebie - w Lipsku - zarządza Karsten Gerkens wydziałem odpowiedzialnym za rozwój miasta. Miasto, w którym niedawno również polski minister infrastruktury podpisał "Kartę Lipską" (dokument o wdrażaniu zintegrowanego planowania rozwoju europejskich miast) podobnie, jak większość miast europejskich, kieruje swój cały potencjał finansowy i organizacyjny na rozwój obszarów śródmiejskich, szczególnie tych zdekapitalizowanych i zdegradowanych wymagających restrukturyzacji.
***
Poznań jako znaczący ośrodek szkolnictwa wyższego, posiadający znaczącą infrastrukturę kulturalną i bogate tradycje, a także pretensje metropolitalne, wymaga szczególnie przemyślanych działań i inwestycji rozwojowych. To przede wszystkim działania skierowane na poprawę jakości przestrzennych i odnowę zdekapitalizowanych i zdegradowanych obszarów śródmiejskich takich właśnie, jak: Gazownia, ale również dawna Rzeźnia, Wolne Tory, Koryto Warty i północne obszary Ostrowa Tumskiego. Należy z całym naciskiem stwierdzić, że na tych właśnie obszarach, rozstrzygać się będzie los i przyszłość Poznania. Wobec tych obszarów Miasto Poznań wykazuje jednak kompletny brak aktywności. Z kolei niezwykłą wręcz aktywność władze miasta i jego politycy, wykazują w zakresie budowania i realizacji niezrównoważonego, promotoryzacyjnego i destrukcyjnego dla Sródmieścia, planowania i realizowania rozwoju Poznania, czego wyrazem stały się uchwalone zmiany Studium zagospodarowania przestrzennego Poznania. Masowe protesty przeciwko tym zmianom, znalazły swe potwierdzenie w wspomnianym dokumencie URBACT: "Centrum miasta Poznania jest zagrożone zniszczeniem, podczas, gdy jego peryferie kwitną. Na dłuższą metę zniweczy to szanse Poznania na utrzymanie się w walce konkurencyjnej z innymi miastami."
Nie ulega wątpliwości, że uchwalone zmiany Studium, stanowią wyraz wsparcia przez decydujące grupy polityczne Poznania, interesu deweloperskiego, skierowanego na generowanie olbrzymich zysków z zabudowy nowych terenów lukratywnym budownictwem mieszkaniowym. Polityka ta, nie jest wynalazkiem poznańskich polityków, ale skutkiem tej woli politycznej i tych interesów, które zrodziły polską Ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 2003 roku. W ten sposób stworzono w Polsce system prawno - planistyczny, zrywający nie tylko z całą dotychczasową tradycją planowania przestrzennego, ale odbiegający w sposób drastyczny od współczesnego planowania realizowanego w innych krajach unijnych. Polityczna siła deweloperów, jak i ich lobbystów, doprowadziła do stworzenia prawa, umożliwiającego szybkie uzyskanie prawa zabudowy i radykalnie ograniczającego wpływ na planowanie sektora publicznego. W ten sposób planowanie zostało ukierunkowane na szybką realizację pojedynczych inwestycji, bez możliwości poddania ich spójnej polityce rozwoju miasta. Dla uzasadnienia tak niesłychanego w warunkach europejskich odejścia od podstawowej zasady planowania przestrzennego, jaką jest realizacji dobra publicznego, trzeba było dokonać wyolbrzymienia statusu własności prywatnej gruntu. W ten sposób złamano europejską zasadę, że grunt jest dobrem ograniczonym i nie wolno w odniesieniu do niego, realizować prawa własności w takim stopniu, jak wobec innych dóbr.
***
W Polsce dla uzasadnienia słabej roli sektora publicznego w planowaniu, identyfikuje się wszelkie planowanie z "planowaniem epoki komunistycznej". A rozwój miast pozostawia się działaniu wolnego rynku, by w nieskrępowany sposób realizował indywidualne prawo własności. W ten sposób rozumowanie epoki przemysłowej, z jej zasadą kumulacyjnego rozwoju ilościowego i ekstensywnej zabudowy, przeniesiono na sytuację współczesną, z gruntu odmienną. Dzisiaj bowiem, czynnikami rozwoju, nie są nieskoordynowane działania rynku, ale inwestycje o określonej jakości, dla pozyskania których gminy muszą realizować sprawne systemy zarządzania przestrzenią i gruntami. Pozbawiając gminy wspomnianą ustawą takich możliwości działania, otwarto przestrzeń polskich miast na nieskoordynowane inwestycje w pierwszym rzędzie realizujące interesy inwestorów, względnie zaspokajające niewielki krąg odbiorców. W wypadku inwestycji przemysłowych - inwestycje oczekujące niskich kosztów pracy, niestabilne i wywołujące konflikty społeczne i środowiskowe. W wypadku inwestycji mieszkaniowych - inwestycje (deweloperskie), dezorganizujące strukturę przestrzenną i społeczną miasta, dewastujące środowisko, wywołujące zapotrzebowanie na drogą infrastrukturę, generujące niepożądane skutki transportowe oraz transferujące ludzi i kapitały na peryferie. W wypadku inwestycji drogowych - kosztowne systemy transportu (np. III rama). Inwestycje te, jako, że nie wyprowadzone ze spójnej koncepcji zintegrowanego rozwoju miasta, nie przekładają się na nowoczesny rozwój Poznania.
***
Bezradność polityki miejskiej wobec problemów najważniejszych obszarów rozwojowych miasta - w tym Gazowni - jest więc w znacznym stopniu funkcją złego prawa (wspomnianej Ustawy), nie dającego gminie - tak jak jest to w innych krajach unijnych - możliwości zarządzania restrukturyzacją obszarów zdegradowanych. Nie ulega jednak wątpliwości, że ten stan rzeczy jest przez poznańską politykę akceptowany. Agresywna, demagogiczna i arogancka reakcja poznańskich polityków na sprzeciwy obywatelskie wobec zmian Studium, świadczyć może o tym, że politycy, jak i zwierzchnicy administracji, akceptują i wykorzystują złe prawo (Ustawę), gdyż nie tylko sprzyja ona określonym grupom interesu, ale również zwalnia polityków od trudnego zadania realizowania pożądanej, zrównoważonej polityki rozwoju miasta Poznania oraz od współpracy ze społeczeństwem.
***
Temu ostatniemu aspektowi warto poświęcić nieco uwagi.
Działania platformy My Poznaniacy, protesty związane ze sprzedażą zajezdni przy Gajowej, czy obecna interwencja prasowa w sprawie Gazowni, oznacza, że w coraz większym stopniu społeczeństwo domaga się partycypacji w decyzjach dotyczących kierunków rozwoju miasta. Przed tymi "zakusami", broni tzw. władzy również złe prawo (Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym). Ustawa ta - w odróżnieniu od praktyki i prawa innych krajów unijnych - zredukowała planowanie przestrzenne tylko do aktów prawno - planistycznych. W wyniku tego obywatele mogą do tych aktów (plany miejscowe), zgłaszać pretensje prawne. Z kolei brak kompletnie jakichkolwiek realnych i skutecznych możliwości sprzeciwu wobec zapisów Studium, nie mówiąc już o warunkach zabudowy. Tutaj społeczność jest kompletnie bezradna wobec tzw. władzy. Konia z rzędem temu, kto jest zdolny skutecznie oprotestować jakąkolwiek decyzję planistyczną w oparciu o argument łamania przez ten plan zasady zrównoważonego rozwoju! Jak walczyć o Gazownię w interesie zrównoważonego i pożądanego rozwoju Poznania, kiedy tę walkę właściciel Gazowni wygrywa jako właściciel, stojący według prawa ponad interesem publicznym, a polityk może to "olać", też w majestacie prawa?
W krajach europejskich planowanie przestrzenne rozgrywa się przede wszystkim w przestrzeni porozumień społecznych. Ten etap planowania jest zabezpieczony prawem, spójnym ze społecznie uznanym systemem europejskich wartości. Tej spójności pilnuje polityka. Dopiero, kiedy wynikiem planowania staje się konsensus, jest on zabezpieczany prawem formalnym. Oznacza to, że nic nie może stać się aktem formalno - prawnym, co nie jest społecznie zaakceptowane. Gdyż nie prawo rodzi rzeczywistość przestrzeni miasta, a społeczna zgoda, którą prawo dopiero zabezpiecza. Nie prawo własności wywołuje też akt prawno - planistyczny w Europie, ale to społeczność wywołuje go dla każdej własności.
***
Dobrze się dzieje, że obywatele, jak i prasa w coraz większym stopniu dostrzegają dramatyczny "błąd systemowy" polskiej Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Dostrzegają ten błąd jako sprzeczność między prawem a etyką, między interesem jednostki, czy grupy, a dobrem publicznym. Dostrzegają aspołeczność prawa i oportunizm jego "stróży" - polityków. Na razie społeczność jest bezbronna, ale już świadoma. To bardzo duży postęp na drodze do prawdziwej demokracji, bez której nie ma współczesnego, zrównoważonego i społecznie sprawiedliwego rozwoju miasta.
Tymi słowami organizacja Unii Europejskiej d.s. rozwoju przestrzennego (URBACT) oceniła sytuację śródmieścia Poznania w lecie ubiegłego roku. Zanim jednak ich autor - Karsten Gerkens - napisał te słowa, przybył do Poznania pełen entuzjazmu. Stojąc na Ostrowiu Tumskim, z ogniem w oczach wskazywał na przeciwległy brzeg Warty i obszar Gazowni - Proszę spojrzeć! - mówił - tam są Wasze przyszłe obszary rozwoju śródmieścia: instytuty naukowe, wyższe uczelnie, lokalizacje nowej technologii! Miasto - przekonywał - winno obszar Gazowni objąć spójnym projektem rozwojowym! Na takich właśnie obszarach, rozwijają się dziś w Europie miasta XXI wieku!" Entuzjazm specjalisty z Lipska zahamowała jednak wiadomość, że w Polsce nie istnieją żadne regulacje prawne, pozwalające gminom inicjować, planować i realizować projekty restrukturyzacji nieużytków poprzemysłowych. A jeżeli nawet takie obszary do nich należą, to muszą one je sprzedawać nie tym, którzy przedstawią najlepsze projekty, ale tym, którzy dadzą za nie najwięcej pieniędzy. Entuzjazm przedstawiciela URBACT-u całkowicie już chyba ustał, kiedy usłyszał od polskich polityków, że komunizm się w Polsce skończył, jest wolny rynek i prymat własności prywatnej. Nic gminie do tej własności, "bo co moje, to je moje!"
U siebie - w Lipsku - zarządza Karsten Gerkens wydziałem odpowiedzialnym za rozwój miasta. Miasto, w którym niedawno również polski minister infrastruktury podpisał "Kartę Lipską" (dokument o wdrażaniu zintegrowanego planowania rozwoju europejskich miast) podobnie, jak większość miast europejskich, kieruje swój cały potencjał finansowy i organizacyjny na rozwój obszarów śródmiejskich, szczególnie tych zdekapitalizowanych i zdegradowanych wymagających restrukturyzacji.
***
Poznań jako znaczący ośrodek szkolnictwa wyższego, posiadający znaczącą infrastrukturę kulturalną i bogate tradycje, a także pretensje metropolitalne, wymaga szczególnie przemyślanych działań i inwestycji rozwojowych. To przede wszystkim działania skierowane na poprawę jakości przestrzennych i odnowę zdekapitalizowanych i zdegradowanych obszarów śródmiejskich takich właśnie, jak: Gazownia, ale również dawna Rzeźnia, Wolne Tory, Koryto Warty i północne obszary Ostrowa Tumskiego. Należy z całym naciskiem stwierdzić, że na tych właśnie obszarach, rozstrzygać się będzie los i przyszłość Poznania. Wobec tych obszarów Miasto Poznań wykazuje jednak kompletny brak aktywności. Z kolei niezwykłą wręcz aktywność władze miasta i jego politycy, wykazują w zakresie budowania i realizacji niezrównoważonego, promotoryzacyjnego i destrukcyjnego dla Sródmieścia, planowania i realizowania rozwoju Poznania, czego wyrazem stały się uchwalone zmiany Studium zagospodarowania przestrzennego Poznania. Masowe protesty przeciwko tym zmianom, znalazły swe potwierdzenie w wspomnianym dokumencie URBACT: "Centrum miasta Poznania jest zagrożone zniszczeniem, podczas, gdy jego peryferie kwitną. Na dłuższą metę zniweczy to szanse Poznania na utrzymanie się w walce konkurencyjnej z innymi miastami."
Nie ulega wątpliwości, że uchwalone zmiany Studium, stanowią wyraz wsparcia przez decydujące grupy polityczne Poznania, interesu deweloperskiego, skierowanego na generowanie olbrzymich zysków z zabudowy nowych terenów lukratywnym budownictwem mieszkaniowym. Polityka ta, nie jest wynalazkiem poznańskich polityków, ale skutkiem tej woli politycznej i tych interesów, które zrodziły polską Ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 2003 roku. W ten sposób stworzono w Polsce system prawno - planistyczny, zrywający nie tylko z całą dotychczasową tradycją planowania przestrzennego, ale odbiegający w sposób drastyczny od współczesnego planowania realizowanego w innych krajach unijnych. Polityczna siła deweloperów, jak i ich lobbystów, doprowadziła do stworzenia prawa, umożliwiającego szybkie uzyskanie prawa zabudowy i radykalnie ograniczającego wpływ na planowanie sektora publicznego. W ten sposób planowanie zostało ukierunkowane na szybką realizację pojedynczych inwestycji, bez możliwości poddania ich spójnej polityce rozwoju miasta. Dla uzasadnienia tak niesłychanego w warunkach europejskich odejścia od podstawowej zasady planowania przestrzennego, jaką jest realizacji dobra publicznego, trzeba było dokonać wyolbrzymienia statusu własności prywatnej gruntu. W ten sposób złamano europejską zasadę, że grunt jest dobrem ograniczonym i nie wolno w odniesieniu do niego, realizować prawa własności w takim stopniu, jak wobec innych dóbr.
***
W Polsce dla uzasadnienia słabej roli sektora publicznego w planowaniu, identyfikuje się wszelkie planowanie z "planowaniem epoki komunistycznej". A rozwój miast pozostawia się działaniu wolnego rynku, by w nieskrępowany sposób realizował indywidualne prawo własności. W ten sposób rozumowanie epoki przemysłowej, z jej zasadą kumulacyjnego rozwoju ilościowego i ekstensywnej zabudowy, przeniesiono na sytuację współczesną, z gruntu odmienną. Dzisiaj bowiem, czynnikami rozwoju, nie są nieskoordynowane działania rynku, ale inwestycje o określonej jakości, dla pozyskania których gminy muszą realizować sprawne systemy zarządzania przestrzenią i gruntami. Pozbawiając gminy wspomnianą ustawą takich możliwości działania, otwarto przestrzeń polskich miast na nieskoordynowane inwestycje w pierwszym rzędzie realizujące interesy inwestorów, względnie zaspokajające niewielki krąg odbiorców. W wypadku inwestycji przemysłowych - inwestycje oczekujące niskich kosztów pracy, niestabilne i wywołujące konflikty społeczne i środowiskowe. W wypadku inwestycji mieszkaniowych - inwestycje (deweloperskie), dezorganizujące strukturę przestrzenną i społeczną miasta, dewastujące środowisko, wywołujące zapotrzebowanie na drogą infrastrukturę, generujące niepożądane skutki transportowe oraz transferujące ludzi i kapitały na peryferie. W wypadku inwestycji drogowych - kosztowne systemy transportu (np. III rama). Inwestycje te, jako, że nie wyprowadzone ze spójnej koncepcji zintegrowanego rozwoju miasta, nie przekładają się na nowoczesny rozwój Poznania.
***
Bezradność polityki miejskiej wobec problemów najważniejszych obszarów rozwojowych miasta - w tym Gazowni - jest więc w znacznym stopniu funkcją złego prawa (wspomnianej Ustawy), nie dającego gminie - tak jak jest to w innych krajach unijnych - możliwości zarządzania restrukturyzacją obszarów zdegradowanych. Nie ulega jednak wątpliwości, że ten stan rzeczy jest przez poznańską politykę akceptowany. Agresywna, demagogiczna i arogancka reakcja poznańskich polityków na sprzeciwy obywatelskie wobec zmian Studium, świadczyć może o tym, że politycy, jak i zwierzchnicy administracji, akceptują i wykorzystują złe prawo (Ustawę), gdyż nie tylko sprzyja ona określonym grupom interesu, ale również zwalnia polityków od trudnego zadania realizowania pożądanej, zrównoważonej polityki rozwoju miasta Poznania oraz od współpracy ze społeczeństwem.
***
Temu ostatniemu aspektowi warto poświęcić nieco uwagi.
Działania platformy My Poznaniacy, protesty związane ze sprzedażą zajezdni przy Gajowej, czy obecna interwencja prasowa w sprawie Gazowni, oznacza, że w coraz większym stopniu społeczeństwo domaga się partycypacji w decyzjach dotyczących kierunków rozwoju miasta. Przed tymi "zakusami", broni tzw. władzy również złe prawo (Ustawa o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym). Ustawa ta - w odróżnieniu od praktyki i prawa innych krajów unijnych - zredukowała planowanie przestrzenne tylko do aktów prawno - planistycznych. W wyniku tego obywatele mogą do tych aktów (plany miejscowe), zgłaszać pretensje prawne. Z kolei brak kompletnie jakichkolwiek realnych i skutecznych możliwości sprzeciwu wobec zapisów Studium, nie mówiąc już o warunkach zabudowy. Tutaj społeczność jest kompletnie bezradna wobec tzw. władzy. Konia z rzędem temu, kto jest zdolny skutecznie oprotestować jakąkolwiek decyzję planistyczną w oparciu o argument łamania przez ten plan zasady zrównoważonego rozwoju! Jak walczyć o Gazownię w interesie zrównoważonego i pożądanego rozwoju Poznania, kiedy tę walkę właściciel Gazowni wygrywa jako właściciel, stojący według prawa ponad interesem publicznym, a polityk może to "olać", też w majestacie prawa?
W krajach europejskich planowanie przestrzenne rozgrywa się przede wszystkim w przestrzeni porozumień społecznych. Ten etap planowania jest zabezpieczony prawem, spójnym ze społecznie uznanym systemem europejskich wartości. Tej spójności pilnuje polityka. Dopiero, kiedy wynikiem planowania staje się konsensus, jest on zabezpieczany prawem formalnym. Oznacza to, że nic nie może stać się aktem formalno - prawnym, co nie jest społecznie zaakceptowane. Gdyż nie prawo rodzi rzeczywistość przestrzeni miasta, a społeczna zgoda, którą prawo dopiero zabezpiecza. Nie prawo własności wywołuje też akt prawno - planistyczny w Europie, ale to społeczność wywołuje go dla każdej własności.
***
Dobrze się dzieje, że obywatele, jak i prasa w coraz większym stopniu dostrzegają dramatyczny "błąd systemowy" polskiej Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Dostrzegają ten błąd jako sprzeczność między prawem a etyką, między interesem jednostki, czy grupy, a dobrem publicznym. Dostrzegają aspołeczność prawa i oportunizm jego "stróży" - polityków. Na razie społeczność jest bezbronna, ale już świadoma. To bardzo duży postęp na drodze do prawdziwej demokracji, bez której nie ma współczesnego, zrównoważonego i społecznie sprawiedliwego rozwoju miasta.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Billert: Stara Gazownia to publiczna przestrzeń...
robocikpm
07.06.08, 10:04
Ciekawi mnie, dlaczego dla taki stotnej dla miasta sprawy nikt jeszcze nie zabrał głosu. Niedawno miałem okazję być na terenie starej gazowni i urzekło mnie piękno tego terenu, choć »
Najczęściej czytane24 htydzień



