Jechał na rehabilitację. Jak to się skończyło?
18.02.2012
, aktualizacja: 18.02.2012 10:30
Gdyby nie zapalenie płuc poznaniaka Jacka Jaśkowiaka, Szklarska Poręba prawdopodobnie nie emocjonowałaby się w ten weekend ekscytującym pojedynkiem Justyny Kowalczyk i Marit Bjoergen
W Poznaniu znany prawnik i przedsiębiorca, sprowadzający do Polski inwestorów, a także były kandydat My-Poznaniaków na prezydenta miasta. W Szklarskiej Porębie uchodzi za pozytywnie zakręconego poznaniaka, który wprowadził miasto do pierwszej ligi sportowych ośrodków Europy.
Od 10 lat żyje 'w rozkroku'
Urodził się na Dębcu, mieszka w domu odziedziczonym po dziadku na Ławicy (a także w willi w Szklarskiej Porębie). Od 10 lat wiedzie życie "w rozkroku" - między Poznaniem i Karkonoszami. Sport uprawia od małego - najpierw judo, wioślarstwo i boks, a kiedy rozkręcił własną firmę, zabrał się za kolarstwo. Startował nawet w kilku wyścigach, ale przełomem w jego sportowym życiu była poważna choroba. W 2002 r. długo zmagał się z zapaleniem płuc, którego nie mógł wyleczyć. - Wyjechałem wtedy na dwa tygodnie rehabilitacji do Szklarskiej Poręby. I tam odkryłem narty biegowe. Pierwszego dnia "zrobiłem" 10 km, drugiego 20 - opowiada.
Fascynacja nartami była tak wielka, że ledwie dwa miesiące później wystartował w Biegu Piastów. To nie był szczęśliwy start: w karambolu na 3 km złamał bark, dotrwał do połowy dystansu (26 km). Ale białe szaleństwo wciągnęło go całkowicie - przebiegł potem ok. 50 narciarskich maratonów (m.in. w Australii, Japonii, Kanadzie i USA). - Tak się wkręciłem, że biegałem po 10-12 maratonów rocznie. Bieganie to bardzo fajny sposób poznawania świata, różnych ludzi i kultur - opowiada. - W Japonii dzięki bieganiu mogłem zobaczyć, jak tam ludzie żyją naprawdę. Ten kraj wygląda inaczej niż z okien Sheratona.
Propozycja burmistrza
Gdy w 2008 r. Bieg Piastów starał się o wpisanie do cyklu Worldloppet, Jaśkowiak zaproponował prezesowi biegu Julianowi Gozdowskiemu pomoc w prezentacji imprezy. Bieg został jednogłośnie przyjęty do cyklu. Wtedy w Biegu Piastów startowało 500 osób - głównie Polaków, dziś - rekordowa liczba 5400 zawodników z całego świata. - Władze Szklarskiej Poręby dostrzegły znaczenie takiej imprezy dla promocji i rozwoju miasta. W rozmowie z jakimś dziennikarzem wyrwało mi się, że miasto powinno zabiegać o zawody Pucharu Świata. Wtedy burmistrz zaproponował, bym pomógł w przygotowaniu prezentacji na konferencję FiS w Dubrowniku - wspomina Jaśkowiak.
- Kiedy poznałem pana Jaśkowiaka w Dubrowniku, uwierzyłem, że to człowiek, który może doprowadzić do przyznania Szklarskiej Porębie zawodów Pucharu Świata. Potrafi łatwo nawiązywać kontakty. Podziwiam go za energię i rzutkość - chwali Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.
Prezentacja była udana, FiS zgodziła się wpisać Szklarską Porębę do kalendarza imprez PŚ. Tajner zaproponował Jaśkowiaka do czteroosobowej komisji FiS, układającej kalendarz imprez narciarskich. - To że mamy w niej swojego człowieka, to dla nas kluczowa sprawa. Przypilnuje, by Szklarska Poręba miała szansę zorganizować takie zawody ponownie w 2014 r., a potem już być może regularnie - podsumowuje Tajner.
- Te zawody to zasługa Jacka i jego zdolności negocjacyjnych. Sam jeździł na kongresy i nas wspaniale reprezentował - nie ukrywa burmistrz miasta Grzegorz Sokoliński.
Odzyskać świetność sprzed wojny
Gdy okazało się, że Puchar Świata zawita w Karkonoszach , Sokoliński wymógł na Jaśkowiaku, by stanął na czele komitetu organizacyjnego zawodów. - I nagle z amatora biegania stałem się działaczem sportowym, co wcale nie było moim marzeniem - śmieje się poznański prawnik. Zawody nakręcają rozwój miasta. W dysponującej 24-milionowym budżetem, niespełna 7-tysięcznej Szklarskiej Porębie inwestycje sięgnęły kwoty 240 mln zł. Jaśkowiak: - Rok temu w mieście udało się uruchomić nowy wyciąg za 70 mln zł. W ciągu roku zrewitalizowano dwa zapuszczone hotele do poziomu "czterogwiazdkowców". W jednym z nich gości właśnie ekipa norweska, zachwycona poziomem i standardem. W toku są negocjacje na temat hotelu pięciogwiazdkowego. To zmiany takiego kalibru, jak gdyby w Poznaniu ktoś zainwestował 10 mld zł.
Jaśkowiak ma nadzieję, że Szklarska Poręba szybko odzyska świetność sprzed wojny, gdy była kurortem porównywalnym z Garmisch-Partenkirchen. I że większość turystów, którzy przyjechali tu trzymać kciuki za Kowalczyk (albo Bjoergen), wróci na narty lub rower. - Te zawody zmienią to miasto - prorokuje. - Cieszę się, że mogę w tym uczestniczyć.
Woli działania od gadania
Wypisał się z polityki poznańskiej. Choć w kuluarach można usłyszeć, że jego związek z My-Poznaniakami zakończył się konfliktem, on sam twierdzi, że nadal szanuje środowisko społeczników, choć nie zawsze się z nim zgadza (np. w sprawie kontenerów socjalnych). - Wolę działania takie, jak w Szklarskiej Porębie, gdzie mogę zrobić coś konkretnego, pozytywnego, a nie tylko rozmawiać o tym, co trzeba zrobić, bez możliwości działania - tłumaczy.
Biegania na nartach nauczył swoją rodzinę: żonę i dwóch synów. Starszy z nich pomaga mu teraz przy organizacji PŚ jako wolontariusz. - Cały czas odkrywam coś nowego. Trzy lata temu, dzięki tekstom "Gazety", wyrąbałem przerębel i spróbowałem morsowania. Zaraziłem tym żonę i młodszego syna. Nowy Rok witałem w przerębli pod wodospadem w Przesiece. Dzięki "Gazecie" zacząłem też dojeżdżać do pracy rowerem. Właśnie założyłem się z synem, że latem przejadę jednym ciągiem z Poznania do Szklarskiej Poręby. To 270 km. Sądzę, że wygram i syn Staś będzie mi musiał kupić czeskie piwo Rohozec - mówi Jaśkowiak. Zapowiada też, że po Pucharze Świata wróci do biegania: - Kiedy przebiegnie się 90 km w temperaturze minus 26 st. C, wszystko w życiu staje się prostsze.
Od 10 lat żyje 'w rozkroku'
Urodził się na Dębcu, mieszka w domu odziedziczonym po dziadku na Ławicy (a także w willi w Szklarskiej Porębie). Od 10 lat wiedzie życie "w rozkroku" - między Poznaniem i Karkonoszami. Sport uprawia od małego - najpierw judo, wioślarstwo i boks, a kiedy rozkręcił własną firmę, zabrał się za kolarstwo. Startował nawet w kilku wyścigach, ale przełomem w jego sportowym życiu była poważna choroba. W 2002 r. długo zmagał się z zapaleniem płuc, którego nie mógł wyleczyć. - Wyjechałem wtedy na dwa tygodnie rehabilitacji do Szklarskiej Poręby. I tam odkryłem narty biegowe. Pierwszego dnia "zrobiłem" 10 km, drugiego 20 - opowiada.
Fascynacja nartami była tak wielka, że ledwie dwa miesiące później wystartował w Biegu Piastów. To nie był szczęśliwy start: w karambolu na 3 km złamał bark, dotrwał do połowy dystansu (26 km). Ale białe szaleństwo wciągnęło go całkowicie - przebiegł potem ok. 50 narciarskich maratonów (m.in. w Australii, Japonii, Kanadzie i USA). - Tak się wkręciłem, że biegałem po 10-12 maratonów rocznie. Bieganie to bardzo fajny sposób poznawania świata, różnych ludzi i kultur - opowiada. - W Japonii dzięki bieganiu mogłem zobaczyć, jak tam ludzie żyją naprawdę. Ten kraj wygląda inaczej niż z okien Sheratona.
Propozycja burmistrza
Gdy w 2008 r. Bieg Piastów starał się o wpisanie do cyklu Worldloppet, Jaśkowiak zaproponował prezesowi biegu Julianowi Gozdowskiemu pomoc w prezentacji imprezy. Bieg został jednogłośnie przyjęty do cyklu. Wtedy w Biegu Piastów startowało 500 osób - głównie Polaków, dziś - rekordowa liczba 5400 zawodników z całego świata. - Władze Szklarskiej Poręby dostrzegły znaczenie takiej imprezy dla promocji i rozwoju miasta. W rozmowie z jakimś dziennikarzem wyrwało mi się, że miasto powinno zabiegać o zawody Pucharu Świata. Wtedy burmistrz zaproponował, bym pomógł w przygotowaniu prezentacji na konferencję FiS w Dubrowniku - wspomina Jaśkowiak.
- Kiedy poznałem pana Jaśkowiaka w Dubrowniku, uwierzyłem, że to człowiek, który może doprowadzić do przyznania Szklarskiej Porębie zawodów Pucharu Świata. Potrafi łatwo nawiązywać kontakty. Podziwiam go za energię i rzutkość - chwali Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.
Prezentacja była udana, FiS zgodziła się wpisać Szklarską Porębę do kalendarza imprez PŚ. Tajner zaproponował Jaśkowiaka do czteroosobowej komisji FiS, układającej kalendarz imprez narciarskich. - To że mamy w niej swojego człowieka, to dla nas kluczowa sprawa. Przypilnuje, by Szklarska Poręba miała szansę zorganizować takie zawody ponownie w 2014 r., a potem już być może regularnie - podsumowuje Tajner.
- Te zawody to zasługa Jacka i jego zdolności negocjacyjnych. Sam jeździł na kongresy i nas wspaniale reprezentował - nie ukrywa burmistrz miasta Grzegorz Sokoliński.
Odzyskać świetność sprzed wojny
Gdy okazało się, że Puchar Świata zawita w Karkonoszach , Sokoliński wymógł na Jaśkowiaku, by stanął na czele komitetu organizacyjnego zawodów. - I nagle z amatora biegania stałem się działaczem sportowym, co wcale nie było moim marzeniem - śmieje się poznański prawnik. Zawody nakręcają rozwój miasta. W dysponującej 24-milionowym budżetem, niespełna 7-tysięcznej Szklarskiej Porębie inwestycje sięgnęły kwoty 240 mln zł. Jaśkowiak: - Rok temu w mieście udało się uruchomić nowy wyciąg za 70 mln zł. W ciągu roku zrewitalizowano dwa zapuszczone hotele do poziomu "czterogwiazdkowców". W jednym z nich gości właśnie ekipa norweska, zachwycona poziomem i standardem. W toku są negocjacje na temat hotelu pięciogwiazdkowego. To zmiany takiego kalibru, jak gdyby w Poznaniu ktoś zainwestował 10 mld zł.
Jaśkowiak ma nadzieję, że Szklarska Poręba szybko odzyska świetność sprzed wojny, gdy była kurortem porównywalnym z Garmisch-Partenkirchen. I że większość turystów, którzy przyjechali tu trzymać kciuki za Kowalczyk (albo Bjoergen), wróci na narty lub rower. - Te zawody zmienią to miasto - prorokuje. - Cieszę się, że mogę w tym uczestniczyć.
Woli działania od gadania
Wypisał się z polityki poznańskiej. Choć w kuluarach można usłyszeć, że jego związek z My-Poznaniakami zakończył się konfliktem, on sam twierdzi, że nadal szanuje środowisko społeczników, choć nie zawsze się z nim zgadza (np. w sprawie kontenerów socjalnych). - Wolę działania takie, jak w Szklarskiej Porębie, gdzie mogę zrobić coś konkretnego, pozytywnego, a nie tylko rozmawiać o tym, co trzeba zrobić, bez możliwości działania - tłumaczy.
Biegania na nartach nauczył swoją rodzinę: żonę i dwóch synów. Starszy z nich pomaga mu teraz przy organizacji PŚ jako wolontariusz. - Cały czas odkrywam coś nowego. Trzy lata temu, dzięki tekstom "Gazety", wyrąbałem przerębel i spróbowałem morsowania. Zaraziłem tym żonę i młodszego syna. Nowy Rok witałem w przerębli pod wodospadem w Przesiece. Dzięki "Gazecie" zacząłem też dojeżdżać do pracy rowerem. Właśnie założyłem się z synem, że latem przejadę jednym ciągiem z Poznania do Szklarskiej Poręby. To 270 km. Sądzę, że wygram i syn Staś będzie mi musiał kupić czeskie piwo Rohozec - mówi Jaśkowiak. Zapowiada też, że po Pucharze Świata wróci do biegania: - Kiedy przebiegnie się 90 km w temperaturze minus 26 st. C, wszystko w życiu staje się prostsze.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Jechał na rehabilitację. Jak to się skończyło?
mare.com
19.02.12, 08:21
dolny slask dziekuje Poznaniowi za p.Jacka»
-
Jechał na rehabilitację. Jak to się skończyło?
organizator_org.domow_inc
19.02.12, 09:43
z jednej strony należałoby się cieszyć, że poznaniak został zauważony i odnosi sukcesy czego efektem jest Puchar Szklarska Poręba, z drugiej strony jakoś smutno...że to nie u nas..!»
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć