Zanim znów zaatakuje... Historia nekrofila
19.02.2012
, aktualizacja: 18.02.2012 19:06
Tą sprawą żyją wszyscy poznańscy milicjanci. Od kilku miesięcy nie opuszczają cmentarza na Miłostowie. Wiedzą, że nekrofil tutaj wróci
ZOBACZ TAKŻE
- Szymborscy: burzliwe fortuny obroty (11-02-12, 12:00)
- Wielki wybuch w gazowni - czym żył Poznań (26-02-12, 12:04)
27 lutego 1982 r. na naramowickim cmentarzu miał się odbyć pogrzeb 69-letniej Katarzyny P. Przed ceremonią rodzina zgromadziła się w kaplicy, do której dzień wcześniej przywieziono trumnę z ciałem zmarłej. Ale ciało zniknęło!
Milicja zanotuje, że w trumnie zostały: książeczka do nabożeństwa, różaniec i czarne damskie pantofle. Ciało znaleziono później - ktoś porzucił je w polu niedaleko cmentarza. Wcześniej wyciął piersi i kobiece narządy.
Prioryret
Milicja nigdy nie lubiła chwalić się takimi sprawami, chyba że przestępcę udałoby się złapać na gorącym uczynku. Ale póki pozostawał na wolności, szukano go po cichu i raczej bez specjalnego zaangażowania.
Dopiero pół roku później - gdy w Naramowicach zamordowana zostanie 11-letnia Alina, a obrażenia nie pozostawią wątpliwości, że nekrofil jest również mordercą - sprawa stanie się dla milicji priorytetową.
Zacznie się wyścig z czasem - milicjanci będą podejrzewać, że nekrofil zaatakuje ponownie. Żeby do tego nie dopuścić, zaczną przeczesywać cmentarze. Sprawdzą osoby z listy notowanych za przestępstwa na tle seksualnym. - Tylu dewiantów nigdy nie wcześniej nie spotkałem - wspomni po latach emerytowany policjant Jerzy Jakubowski w książce "Zapis zbrodni" Kazimierza Brzezickiego.
Gdy nekrofil zostanie złapany i opowie o kolejnych morderstwach, seksuolodzy stwierdzą: - W literaturze światowej kryminalistyki nie opisano takiego przypadku.
Grobowce
Edmund Kolanowski nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Ojciec, który ledwo uszedł z życiem z obozu koncentracyjnego, po wojnie zatrudnił się w fabryce spirytusu - i niemal nie trzeźwiał. Awanturował się i bił żonę, która nigdzie nie pracowała, bo zajmowała się domem. Gdy syn wstawiał się za nią, obrywał. Ale matka nie była mu za to wdzięczna. Kiedyś w złości powiedziała: "Żałuję, że nie utopiłam cię w pierwszej kąpieli".
Jeszcze przed narodzinami Edmunda zmarł jego starszy brat Andrzej. Miał dwa lata. Matka nie umiała się z tym pogodzić, wciąż jeździła na grób, zabierając Edka. Chłopiec spędza dzieciństwo na miłostowskim cmentarzu.
Nie chodzi do żłobka ani przedszkola. Ma skazę wysiękową: twarz cała w ranach i strupach, więc inne dzieci, bojąc się zarażenia, nie bawią się z nim.
Jest nieśmiałym dzieckiem, unika kolegów. A kiedy idzie do szkoły, uczy się marnie, łapie dwóje z polskiego i zachowania. Powtarza pierwszą klasę, potem trzecią i piątą. Aż lekarz stwierdza, że pomóc może tylko zamknięty zakład dla nerwowo i psychicznie chorych. Kończy tam dwie klasy podstawówki.
Gdy po latach milicjanci zapytają o wspomnienia z pobytu, opowie im o sekcjach zwłok w szpitalnym prosektorium, które podglądał, siedząc na drzewie z kolegami. I o zabawach w grobowcach na zniszczonym, poniemieckim cmentarzu: "Nie przerażał mnie widok kościotrupów w trumnach".
Profanacja
W drugiej klasie zawodówki ma dwóje ze wszystkich przedmiotów. Gdy dyrektor skreśla go z listy uczniów, idzie do prywaciarza uczyć się na elektryka.
Kiedy ma 15 lat, zaczaja się na dziewczyny przy Akademii Medycznej i technikum w okolicach MTP. Wkłada im rękę pod sukienki, łapie za majtki. Po latach wyjaśni, że nie wiedział, jak umówić się z dziewczyną. A jeśli już mu się udało, to i tak kończyło się klapą. Łóżkowe niepowodzenia dotykają go tak bardzo, że w brzuch wbija sobie nóż. Ratują go lekarze.
Kradnie damską bieliznę suszącą się na sznurkach. Potem przynosi ją do domu, zakłada na siebie, onanizuje się. A potem bieliznę chowa - jak skarby - na podwórku.
Jego konkubina Gabriela 20 lat później zezna, że jej też ginęły rajstopy, majtki i staniki odkładane do prania: "Edek mówił, że nic nie wie. Stawał się nerwowy, ale zaraz kupował mi nowe".
Gdy ma 22 lata, umawia się z prostytutką, która uczy go kilku pozycji. "To był pierwszy udany stosunek" - powie milicji.
W 1970 r. żeni się z Zofią, salową ze szpitala kolejowego. Mają swój pokój, ale kuchnię dzielą z dwiema staruszkami. Gdy po roku jedna z nich umiera, Kolanowski zostaje w mieszkaniu sam ze zwłokami. Wchodzi do pokoju, odkrywa prześcieradło, zaczyna dotykać.
Milicja zanotuje, że w trumnie zostały: książeczka do nabożeństwa, różaniec i czarne damskie pantofle. Ciało znaleziono później - ktoś porzucił je w polu niedaleko cmentarza. Wcześniej wyciął piersi i kobiece narządy.
Prioryret
Milicja nigdy nie lubiła chwalić się takimi sprawami, chyba że przestępcę udałoby się złapać na gorącym uczynku. Ale póki pozostawał na wolności, szukano go po cichu i raczej bez specjalnego zaangażowania.
Dopiero pół roku później - gdy w Naramowicach zamordowana zostanie 11-letnia Alina, a obrażenia nie pozostawią wątpliwości, że nekrofil jest również mordercą - sprawa stanie się dla milicji priorytetową.
Zacznie się wyścig z czasem - milicjanci będą podejrzewać, że nekrofil zaatakuje ponownie. Żeby do tego nie dopuścić, zaczną przeczesywać cmentarze. Sprawdzą osoby z listy notowanych za przestępstwa na tle seksualnym. - Tylu dewiantów nigdy nie wcześniej nie spotkałem - wspomni po latach emerytowany policjant Jerzy Jakubowski w książce "Zapis zbrodni" Kazimierza Brzezickiego.
Gdy nekrofil zostanie złapany i opowie o kolejnych morderstwach, seksuolodzy stwierdzą: - W literaturze światowej kryminalistyki nie opisano takiego przypadku.
Grobowce
Edmund Kolanowski nie miał szczęśliwego dzieciństwa. Ojciec, który ledwo uszedł z życiem z obozu koncentracyjnego, po wojnie zatrudnił się w fabryce spirytusu - i niemal nie trzeźwiał. Awanturował się i bił żonę, która nigdzie nie pracowała, bo zajmowała się domem. Gdy syn wstawiał się za nią, obrywał. Ale matka nie była mu za to wdzięczna. Kiedyś w złości powiedziała: "Żałuję, że nie utopiłam cię w pierwszej kąpieli".
Jeszcze przed narodzinami Edmunda zmarł jego starszy brat Andrzej. Miał dwa lata. Matka nie umiała się z tym pogodzić, wciąż jeździła na grób, zabierając Edka. Chłopiec spędza dzieciństwo na miłostowskim cmentarzu.
Nie chodzi do żłobka ani przedszkola. Ma skazę wysiękową: twarz cała w ranach i strupach, więc inne dzieci, bojąc się zarażenia, nie bawią się z nim.
Jest nieśmiałym dzieckiem, unika kolegów. A kiedy idzie do szkoły, uczy się marnie, łapie dwóje z polskiego i zachowania. Powtarza pierwszą klasę, potem trzecią i piątą. Aż lekarz stwierdza, że pomóc może tylko zamknięty zakład dla nerwowo i psychicznie chorych. Kończy tam dwie klasy podstawówki.
Gdy po latach milicjanci zapytają o wspomnienia z pobytu, opowie im o sekcjach zwłok w szpitalnym prosektorium, które podglądał, siedząc na drzewie z kolegami. I o zabawach w grobowcach na zniszczonym, poniemieckim cmentarzu: "Nie przerażał mnie widok kościotrupów w trumnach".
Profanacja
W drugiej klasie zawodówki ma dwóje ze wszystkich przedmiotów. Gdy dyrektor skreśla go z listy uczniów, idzie do prywaciarza uczyć się na elektryka.
Kiedy ma 15 lat, zaczaja się na dziewczyny przy Akademii Medycznej i technikum w okolicach MTP. Wkłada im rękę pod sukienki, łapie za majtki. Po latach wyjaśni, że nie wiedział, jak umówić się z dziewczyną. A jeśli już mu się udało, to i tak kończyło się klapą. Łóżkowe niepowodzenia dotykają go tak bardzo, że w brzuch wbija sobie nóż. Ratują go lekarze.
Kradnie damską bieliznę suszącą się na sznurkach. Potem przynosi ją do domu, zakłada na siebie, onanizuje się. A potem bieliznę chowa - jak skarby - na podwórku.
Jego konkubina Gabriela 20 lat później zezna, że jej też ginęły rajstopy, majtki i staniki odkładane do prania: "Edek mówił, że nic nie wie. Stawał się nerwowy, ale zaraz kupował mi nowe".
Gdy ma 22 lata, umawia się z prostytutką, która uczy go kilku pozycji. "To był pierwszy udany stosunek" - powie milicji.
W 1970 r. żeni się z Zofią, salową ze szpitala kolejowego. Mają swój pokój, ale kuchnię dzielą z dwiema staruszkami. Gdy po roku jedna z nich umiera, Kolanowski zostaje w mieszkaniu sam ze zwłokami. Wchodzi do pokoju, odkrywa prześcieradło, zaczyna dotykać.
- 28 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
31 głosów
-
Zanim znów zaatakuje... Historia nekrofila
tsuranni
18.02.12, 21:59
masakra... całe szczęście, że wtedy jeszcze była kara śmierci...»
-
Na szczęście Unia zakazała kary śmierci
zero85
18.02.12, 22:34
i zboczeńcom włos z głowy nie spadnie. Niech żyje tolerancja ! Co by złego nie powiedzieć o milicji, to gnoja jednak złapali. KŚ dla morderców !»
-
"Wyrwać Chwasta". Kto pamięta tę sprawę?
renepoznan
19.02.12, 09:37
Facet, który za morderstwo dostał dożywocie i w więzieniu poczuł misję "wyrywania chwastów" i zaczął mordować współwięźniów.Nie pamietan jego nazwiska.To tak dla refleksji.»
Najczęściej czytane24 htydzień







