A hrabina siedzi i zawija je w te papierki

Radosław Nawrot
17.12.2011 , aktualizacja: 16.12.2011 12:14
A A A Drukuj
Odprawa pasażerów już się kończy, ale kolega jeszcze musi zajrzeć do sklepu wolnocłowego na lotnisku. - Daj spokój, nie zdążymy - ponaglam. Ale jest uparty: - Jeśli nie przywiozę krówek, Japończycy mnie zabiją - uzasadnia i pakuje do koszyka kilka opakowań kultowych cukierków, które narodziły się w Poznaniu 90 lat temu.
Twórca krówek Feliks Pomorski (w środku) ze swoimi pracownikami
Twórca krówek Feliks Pomorski (w środku) ze swoimi pracownikami
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Jakie krówki są najlepsze?

Kruche
Ciągutki
Wszystkie!



Jakimi ciekawostkami mógłby zareklamować się Poznań przed cudzoziemcami, np. tymi, którzy przyjadą na Euro 2012? Że jest jednym z najstarszych miast Polski, kolebką państwa - wiadomo. Odbywają się tu targi wszelkiej maści - naturalnie. Jedyne miasto Polski, którego nazwa wymieniona jest w hymnie - tak, ciekawe.

Chorwackie media nazwały niedawno Poznań "najsłodszym miastem w Polsce". Belgijskie miasta kojarzą się bowiem z czekoladkami, portugalskie - z ciasteczkami z kremem, świetne dolce mają Włosi, za to Poznań... kojarzy się w Europie z rogalami świętomarcińskimi i... krówką.

Krówka jest bodaj najbardziej znanym na świecie polskim łakociem, produkowanym dziś przez dziesiątki, a może i setki firm w całym kraju. Kto jednak pamięta, że powstała 90 lat temu w Poznaniu? Że tu narodził się jej sukces?



Feliks Pomorski pochodził z wielodzietnej rodziny. Jego rodzice byli rolnikami pod Koninem. On - ich dziesiątym dzieckiem. Pracy dla niego nie było - ani na wsi, ani w mieście. „Przyjeżdżaj do mnie” - napisał jednak w liście wuj w Żytomierzu na dalekim Wołyniu. Wuj właśnie wrócił z emigracji w Szwajcarii. Otworzył hotel, restaurację i cukiernię; potrzebował rąk do pracy. Młody Feliks zaczął jako zamiatacz, potem hotelowy boy, później został pomocnikiem kelnera, wreszcie praktykował w cukierni. To tam podpatrzył produkcję ciągnącej się słodkiej masy z cukru, mleka i masła. Na kresach mówiono na nią „ciągutka”. Taką miękką masę podawano w formie pomadek nawet na carskim dworze w Petersburgu.

A gdyby z tej ciągutki zrobić zgrabne, prostokątne cukierki? - Feliksowi Pomorskiemu zaświtała w głowie myśl. Z tą myślą wrócił w 1921 r. do Poznania, gdy sprzedał zapisaną mu przez wuja w testamencie kamienicę w Żytomierzu, i kupił lokale przy ul. Szewskiej i ul. Strzeleckiej. W ten sposób ruszyła wytwórnia łakoci "F. Pomorski".

Rzuciła na rynek 118 rodzajów słodyczy, choćby cukierki marcepanowe, czekoladki koniakowe, czekoladowe draże czy popularne wtedy muszelki. Największym hitem były jednak ciągnące się cukierki, które z czasem twardniały i kruszały, gdy z masy wytrącał się cukier. Ponieważ zawierały sporo mleka, firma Pomorskiego wybrała na opakowanie papierek z rysunkiem krowy. Szybko stał się on znakiem rozpoznawczym przysmaku.

- Pani pozwoli jedną tytkę tych meli.

- Których?

- No tych w papierku z krówką - tak mogły wyglądać wtedy coraz częstsze rozmowy w cukierniach Pomorskiego.

Od tej pory nikt nie mówił na cukierki z Poznania inaczej, jak tylko "krówka".



Sukces handlowy sztandarowego cukierka musiał być duży, bo firma rozrosła się i otwierała w Poznaniu kolejne punkty sprzedaży. W latach 30. miała pięć sklepów firmowych, w tym przy ul. Paderewskiego, Św. Marcinie, rynku Jeżyckim oraz w istniejącej do dziś kamienicy na rogu ul. Kanałowej i Kolejowej na Łazarzu. Krówki zyskały popularność. Jedni lubili je, gdy były jeszcze miękkimi, ciągnącymi się mordoklejkami. Inni czekali aż stwardnieją i skruszeją, by słodka skorupka przykryła miękkie wnętrze. Pewnie już przed wojną zasmakowały także Niemcom.

Na pewno zasmakował im interes Pomorskiego, gdy we wrześniu 1939 r. wkroczyli do Poznania. Zamknęli i przejęli wszystkie jego sklepy, linie produkcyjne i zapasy. Rodzinie dali zaledwie kilka godzin na spakowanie i wysiedlili Pomorskich na Rzeszowszczyznę. Feliks ulotnił się jednak stamtąd i przeniósł do Milanówka. Tu poznał Witolda Tarnowskiego i Kazimierza Osnowskiego. Zawiązali spółkę.

Pomorski dostarczył miedziany kociołek, załatwił mleko od okolicznych rolników i wziął pięćdziesiąt procent. Jego dwaj wspólnicy załatwili worek cukru i masło (co nie było łatwo w czasie wojny) i zatrzymali drugą połowę udziałów. Produkcja ruszyła w konspiracji, w piwnicy. Przy taśmie pracował m.in. pisarz Ferdynand Ossendowski, a łakocie w papierki z krową zawijały nawet hrabiny Czetwertyńska czy Kiersnowska.

W maju 1941 r., w środku okupacji, dostarczone cichcem w walizkach krówki pojawiły się nagle na warszawskich bazarach. Okazało się, że jest na nie podobne zapotrzebowanie, jak na rąbankę, czarny chleb czy ersatz marmolady.

Krówki trafiły też na czarny rynek, bo oficjalny miesięczny przydział na wydawanych przez Niemców kartkach obejmował tylko 10 dkg słodyczy. Konspiracyjny interes się kręcił, aż wojna się skończyła, a nieodparty smak na krówki dopadł też władzę ludową. Odbudowany po pożarze w 1946 r. zakład chroniła początkowo ustawa o popieraniu prywatnej inicjatywy i glejt z ministerstwa. Feliks Pomorski zatrudnił więcej osób i sprowadził zbiorniki zwane autoklawami, by zwiększyć produkcję. W 1951 roku w fabryce zjawiło się jednak dwóch smutnych panów, którzy stwierdzili, że na mocy zarządzenia ministra drobnego przemysłu i rzemiosła przejmują zakład. Zajęli wszystko, nawet służbowy chevrolet, rower z flakiem w przednim kole i pieniądze z kasy. Feliks Pomorski nie powiedział słowa. Wziął z wieszaka kapelusz, laskę i wyszedł. Zobowiązania za zamówione cukier, mleko i etykiety musiał spłacić sam.



Wtedy się nie odezwał, ale niemal do śmierci (w 1963 r.) toczył walkę o odzyskanie fabryki. Władza ludowa zasłaniała się prawem, które pozwalało na nacjonalizację zakładu zatrudniającego ponad 50 osób.

Krówki niewątpliwie były ważne dla ludzi, ale zaprzestanie ich produkcji nigdy nie groziło. Przeciwnie, coraz więcej zawijanych w papierek z krową cukierków trafiało do sklepów. Feliks Pomorski skarżył się do sądu, a nawet poprosił o interwencję członka Rady Państwa Jerzego Zawieyskiego. Nawet on nie potrafił pomóc.

Feliks Pomorski nie zrażał się jednak. W 1956 r. raz jeszcze skombinował miedziane kociołki, mleko, cukier i rozpoczął na własną rękę produkcję krówek - tym razem w stróżówce domu w Milanówku. Tam gotowała się masa w garnkach, a Pomorski sam rozwoził cukierki do sklepów. Z czasem jego krówki znalazły się na rynku obok produkowanych przez państwowe już zakłady, a produkcję po śmierci Feliksa kontynuował jego syn Leszek. Zapobiegliwy ojciec już w Poznaniu posłał go do szkoły cukierniczej, którą skończył ze specjalizacją karmelkarstwa! Znakomite poznańskie cukiernicze cechy rzemieślnicze kształciły wtedy osobno fachowców od cukierków, osobno od czekolad, jeszcze innych od tortów i ciastek.

W 1968 roku niewiele brakowało, aby interes skończył się klapą. Przepisy o cenach regulowanych były wyrokiem dla fabryki krówek. Leszek Pomorski udzielił wtedy wywiadu dziennikarzowi pisma "Kultura". Powiedział, że krówki mają w socjalizmie swoją wartość, choćby smakową. Przeczytał to Tadeusz Pyka, wicepremier i członek Biura Politycznego KC PZPR, a prywatnie smakosz krówek. Zwolnił Pomorskiego z obowiązku regulowania cen na krówki, których kilogram w latach 70. kosztował w RFN 12 marek.



W 1976 roku krówki pojawiły się w Kanadzie przy okazji igrzysk olimpijskich w Montrealu. Dziś są do kupienia niemal na całym świecie. W kraju wciąż wygrywają konkurencję z innymi słodyczami.

- Krówki produkuje dziś w Polsce wiele firm. Ruszyła także ich produkcja na Ukrainie i Białorusi. Patent tkwi jednak w procedurze. Ja do dziś stosuję tę, którą przywiózł z Żytomierza do Poznania mój dziadek, Feliks - mówi Piotr Pomorski, który kontynuuje rodzinny interes. I uchyla rąbka tajemnicy: - Używamy nadal miedzianych kociołków, a cukierki formujemy ręcznie. Krówki przetrwały wiele lat i wiele zawirowań historii, ale gdyby ich zabrakło Nie, nie może zabraknąć.

Także w Poznaniu, który przecież za pół roku mógłby witać gości Euro 2012 chlebem, solą krówką, która tu powstała.

*Autor tekstu woli krówki twardsze

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów