Strzelała do niedźwiedzi. Papierowych

Justyna Suchecka
11.12.2011 , aktualizacja: 09.12.2011 19:49
A A A Drukuj
A przed nią - Katarzyną Siekierzyńską z Poznania - i jej dwoma koleżankami z Torunia pierwsza polska kobieca wyprawa na Spitsbergen.
... i na chwilę przed metą 12. Poznań Maratonu (październik 2011)
... i na chwilę przed metą 12. Poznań Maratonu (październik 2011)
Gdzie diabeł nie da rady, pośle same baby - śmieje się Katarzyna Siekierzyńska, 38-letnia poznanianka, która właśnie szykuje się do przemierzenia lodów Spitsbergenu i pierwszego zimowego wejścia Polek na szczyt Newtontoppen. Góra do zdobycia (choć teoretycznie nie bardzo wysoka - 1713 m n.p.m.) w rzeczywistości jest nie lada wyzwaniem. Kasia: - Arktyka to wyzwanie samo w sobie, choć paradoksalnie Spitsbergen to najdostępniejszy fragment Arktyki na świecie.

Mężczyźni już to zrobili, one twierdzą, że kobiety nie powinny dłużej czekać. Bo od 1997 roku, gdy miało miejsce pierwsze polskie zimowe wejście na Newtontoppen i szczyt zdobyli panowie, minęło sporo czasu. Wyprawa z udziałem Kasi wyruszy 15 marca 2012 roku. - Kobiecych wypraw jest mniej, bo my po prostu znacznie częściej myślimy, że nie damy rady - mówi. - Pojawiają się też problemy rodzinne. Pytanie: czy jak zostawię dzieci na parę tygodni, to znaczy, że jestem złą matką? A ja wierzę, że również dzięki takim wyprawom jestem dobrą mamą. Pokazuję moim dwóm córkom, że warto mieć marzenia i że trzeba je realizować. Chcę im też pokazać, jak wielki i wspaniały jest świat i że jak się jest kobietą, to nie trzeba tylko sprzątać i pracować w biurze. Praca jest środkiem do realizacji marzeń.

Radek, mąż Kasi, doskonale rozumie jej pasje. Gdy rozmawiałyśmy po raz pierwszy, on akurat robił zdjęcia w Rumunii. Góry są dziś ich wspólną, rodzinną pasją. Córki uwielbiają wyjazdy pod namiot, szczególnie rozpalanie ogniska. - Ludzie pytają, kiedy mamy na to wszystko czas - mówi Kasia. - A ja po prostu od 15 lat żyję bez telewizora. Zamiast tego chodzimy do kina i jeździmy na wycieczki. Łapiemy każdą chwilę.

Na Arktyce czasu do łapania będzie dużo. - Wszystkie dni będą nam się zlewać w całość - mówi Kasia. - To wygląda tak: stopić śnieg, żeby mieć wodę, zjeść śniadanie, spakować się, iść, rozłożyć namiot, stopić śnieg, zjeść kolację, spać. Znów stopić śnieg. Widok jest raczej monotonny - wszystko jest białe. A do tego jeszcze dochodzi siarczysty mróz, nawet do minus 40 st. C.

Urozmaiceniem mogą być niestety niedźwiedzie polarne. - Tego chyba boję się najbardziej, bo jak tu strzelać do takiego misia, gdy się pojawi? - zastanawia się Kasia. - Ale to właśnie te wielkie i groźne bestie mogą stanąć naszej wyprawie na przeszkodzie. Bo nawet jeśli nie będą chciały zjeść nas, to mogą zjeść nasze zapasy. I wówczas z wejścia nie pozostanie już nic. Trzeba wracać.

Dlatego dziewczyny muszą zaopatrzyć się w karabiny i jeszcze w Polsce zapisać na zajęcia na strzelnicy. Uczą się też obsługi rac świetlnych. I robią małe obozy w polskich górach. - Musimy się też uczyć zaufania - mówi Kasia. - Bo taka wyprawa to przede wszystkim wzajemna asekuracja.

Do drużyny Kasia trafiła dzięki Facebookowi. - Przeczytałam, że dziewczyny wybierają się na wyprawę życia. Polubiłam, pogratulowałam i napisałam, że zazdroszczę. Zbieg różnych dziwnych okoliczności sprawił, że po jakimś czasie okazało się, że mogłabym do nich dołączyć. Nie potrafiłam odmówić!

Największym wyzwaniem przed wyprawą dla Kasi, która na co dzień jest księgową, będzie okres podatkowy. - W te ostatnie tygodnie przed wyjazdem pewnie nie będę wiedziała, w co ręce włożyć. Nie mogę przecież zostawić firmy z bałaganem na głowie - mówi Kasia. - Ale paradoksalnie, im więcej człowiek ma zajęć, tym ma więcej czasu.

W 2010 roku Kasia spędziła pięć tygodni w Afryce i zdobyła Kilimandżaro. W tym roku dołożyła do tego Mont Blanc. Wcześniej - w 2009 r. - pokonała w Poznaniu swój pierwszy maraton. Jak sama mówi, w tempie nie zająca, a żółwia. - Ale to najmniej ważne. Bo podobnie jak w górach, tak i w bieganiu potrzebna jest wytrwałość - mówi. - Z trasy maratonu, owszem, można zejść, gdy się ktoś zmęczy, ale to niehonorowo. Chyba że się komuś przydarzy kontuzja. Więc nawet wtedy, gdy było mi najtrudniej, zawsze docierałam do mety. W drodze na Newtontoppen nie będzie można zejść z trasy, więc też muszę dotrzeć na szczyt. A potem wrócić do domu.

Choć wyprawa ma zająć 25 dni, czasu na kobiece ploteczki nie będzie. - Nasze życie skurczy się do fizjologii i podstawowych działań. Nawet nie wiem, czy będzie nam się chciało jeszcze rozmawiać - śmieje się Kasia. - O przetrwaniu w tak trudnych warunkach, gdy dzień trwa tylko osiem godzin i trzeba cały czas iść przed siebie, decydują czasem bardzo proste czynności, jak właściwe rozkładanie namiotu. Musimy się dograć i siebie zrozumieć, bo w tym będzie tkwić nasza siła.

Arktyka to nie jest miejsce, gdzie robi się makijaż. Właściwie taka wyprawa oznacza, że przez wiele dni nie będziemy miały okazji się umyć. - Na takich wyprawach można się wiele o sobie dowiedzieć.

Na razie panie mają za sobą pierwsze strzelanie do papierowych niedźwiedzi. I wspólny wyjazd w Tatry. Udany, choć w listopadzie śniegu i zimnych wiatrów było dziewczynom za mało. - Nic tak nie integruje jak wspólne chodzenie po górach - twierdzi Kasia, która z niecierpliwością czeka na pierwszy śnieg w Poznaniu i noclegi w namiocie.

W pierwszej polskiej kobiecej wyprawie na Newtontoppen udział wezmą: Katarzyna Siekierzyńska (Poznań), Anna Arseniuk i Agnieszka Siejka (obie z Torunia). Przygotowania do wyprawy można śledzić na: spitsbergen-polishfemaleexpedition.pl

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy