Twórca Solarisa: Nigdy nie żałowałem swoich decyzji
27.12.2011
, aktualizacja: 26.12.2011 20:58
Wysoki kurs euro mnie nie martwi. Problemem jest to, że na rynku jest coraz mniej pieniędzy. Żeby były zamówienia publiczne, to gospodarka musi mieć na nie pieniądze, musi kwitnąć - mówi Krzysztof Olszewski, założyciel firmy Solaris
ZOBACZ TAKŻE
- Przeprosiłam, że wyśniłam tylko brąz (28-12-11, 13:15)
- Kryzys kultury w Poznaniu? Nie, ale... (27-12-11, 12:00)
- Akta znanych poznaniaków w internecie (27-12-11, 11:00)
- Deszczowo i bardzo ciepło - pogoda na dziś (27-12-11, 06:56)
Krzysztof Olszewski jest założycielem firmy Solaris, produkującej autobusy i od niedawna także tramwaje. Firma jest dziś jedną z gospodarczych wizytówek Poznania. Rodzice Olszewskiego pochodzą z kresów wschodnich, po wojnie mieszkali m.in. we Wrocławiu. On sam studiował na Politechnice Warszawskiej, potem pracował m.in. w Szwecji, Austrii i Niemczech na różnych stanowiskach i w różnych branżach. W niemieckim Neoplanie doszedł do stanowiska dyrektora. W latach 90. wrócił do Polski, jako szef firmy Neoplan Polska zdobył kontrakt na dostawę pierwszych 72 autobusów niskopodłogowych dla Poznania. Po kilku latach wykupuje udziały od Niemców i zakłada na bazie Neoplana własną firmę - Solaris, która jest dziś jednym z największych producentów autobusów w Polsce. W fabrykach w Bolechowie, Poznaniu i Środzie Wlkp. pracuje 2 tys. osób.
Lech Bojarski: Na koniec 2011 roku ma pan poczucie, że...
Krzysztof Olszewski:... to był dobry rok. Produkujemy więcej, do Poznania dostarczyliśmy już 22 tramwaje, mamy zamówienia tramwajowe dla Jeny. Wszystko idzie cudownie, gdyby nie te ciemne chmury na horyzoncie...
Jakie chmury?
- Kryzys, który ogarnia Europę.
Ale pana jako eksportera chyba nie martwią takie jego skutki jak słaba złotówka. Poza tym Solaris żyje z zamówień publicznych, a w tej branży one ciągle są, niezależnie od kryzysu.
- Wysoki kurs euro wcale mnie nie martwi. Problemem jest jednak to, że na rynku jest coraz mniej pieniędzy. Żeby były zamówienia publiczne, to gospodarka musi mieć na nie pieniądze, musi kwitnąć. Bo inaczej grozi nam sięganie do kieszeni ludzi, czyli podnoszenie podatków.
Czy w tym mijającym roku przydarzyło się coś panu, co będzie pan długo pamiętał?
- No właśnie się nie przydarzyło, a w sumie mógłbym być już dziadkiem.
Czyli tego pan teraz oczekuje?
- Nie, nie mogę tak mówić. Moje dzieci mają same kształtować swoje życie i byłoby nie w porządku mówić im, że takich rzeczy od nich oczekuję.
Buduje pan autobusy, tramwaje... Co dalej? Pociągi?
- Kiedy zaczynałem produkować autobusy, nie myślałem, że będę produkował pojazdy szynowe. Trzeba uważnie obserwować rynek i robić kolejne kroki. Ale uważać, żeby nie były zbyt wielkie, abyśmy się przy nich nie potknęli. Są piękne przykłady firm, które zaczynały od małych rzeczy, a kończą na wielkich. Taki Bombardier zaczynał od skuterków śnieżnych, a teraz produkuje samoloty i pojazdy szynowe.
A coś się panu nie udało w tym roku?
- To nie do końca prawda z tymi samymi sukcesami. O nich się słyszy zawsze na zewnątrz, a problemy załatwiamy w rodzinie. Bo nie pierze się brudów na zewnątrz. Nie wszystko nam wychodzi, czasem zdarza się, że do jednego tematu podchodzimy po trzy razy i wciąż się nie udaje. Ale ja tak strasznie nie lubię mówić o tym, co się nie udało, bo jestem wielkim optymistą.
To znamienne, gdy mówi pan, że problemy zostają w rodzinie, bo firma jest rodzinna. Pamiętam, że nawet pana syn miał problemy ze znalezieniem pracy w tej branży, bo wszyscy kojarzyli go z Solarisem i ostatecznie wylądował w firmie rodziców. Czyli jest Olszewski, który w przyszłości przejmie pałeczkę i dalej poprowadzi ten biznes.
- Tego to bym nie chciał przesądzać. Przejąć pałeczkę czy zostać spadkobiercą to jest jedna sprawa, ale rządzenie to jest druga sprawa. Rządzić powinien ten, kto jest najlepszy. Poza tym nikogo nie zamierzam na siłę uszczęśliwiać. Tego trzeba też chcieć. Gdyby się zdarzyło, że oba warunki spełniałoby któreś z moich dzieci [córka Małgorzata również pracuje w firmie Solaris - red.], byłbym bardzo szczęśliwy.
Pana firma mieści się w gminie Czerwonak. Jest oczywiście kojarzona z Poznaniem, ale czy w ogóle bywa pan czasem w tym mieście?
- Oczywiście, prawie codziennie. Jedna z naszych fabryk jest przecież w Poznaniu, przy ul. Wieruszowskiej. Druga w Środzie Wlkp., a żeby tam dojechać i tak jadę przez Poznań.
Lech Bojarski: Na koniec 2011 roku ma pan poczucie, że...
Krzysztof Olszewski:... to był dobry rok. Produkujemy więcej, do Poznania dostarczyliśmy już 22 tramwaje, mamy zamówienia tramwajowe dla Jeny. Wszystko idzie cudownie, gdyby nie te ciemne chmury na horyzoncie...
Jakie chmury?
- Kryzys, który ogarnia Europę.
Ale pana jako eksportera chyba nie martwią takie jego skutki jak słaba złotówka. Poza tym Solaris żyje z zamówień publicznych, a w tej branży one ciągle są, niezależnie od kryzysu.
- Wysoki kurs euro wcale mnie nie martwi. Problemem jest jednak to, że na rynku jest coraz mniej pieniędzy. Żeby były zamówienia publiczne, to gospodarka musi mieć na nie pieniądze, musi kwitnąć. Bo inaczej grozi nam sięganie do kieszeni ludzi, czyli podnoszenie podatków.
Czy w tym mijającym roku przydarzyło się coś panu, co będzie pan długo pamiętał?
- No właśnie się nie przydarzyło, a w sumie mógłbym być już dziadkiem.
Czyli tego pan teraz oczekuje?
- Nie, nie mogę tak mówić. Moje dzieci mają same kształtować swoje życie i byłoby nie w porządku mówić im, że takich rzeczy od nich oczekuję.
Buduje pan autobusy, tramwaje... Co dalej? Pociągi?
- Kiedy zaczynałem produkować autobusy, nie myślałem, że będę produkował pojazdy szynowe. Trzeba uważnie obserwować rynek i robić kolejne kroki. Ale uważać, żeby nie były zbyt wielkie, abyśmy się przy nich nie potknęli. Są piękne przykłady firm, które zaczynały od małych rzeczy, a kończą na wielkich. Taki Bombardier zaczynał od skuterków śnieżnych, a teraz produkuje samoloty i pojazdy szynowe.
A coś się panu nie udało w tym roku?
- To nie do końca prawda z tymi samymi sukcesami. O nich się słyszy zawsze na zewnątrz, a problemy załatwiamy w rodzinie. Bo nie pierze się brudów na zewnątrz. Nie wszystko nam wychodzi, czasem zdarza się, że do jednego tematu podchodzimy po trzy razy i wciąż się nie udaje. Ale ja tak strasznie nie lubię mówić o tym, co się nie udało, bo jestem wielkim optymistą.
To znamienne, gdy mówi pan, że problemy zostają w rodzinie, bo firma jest rodzinna. Pamiętam, że nawet pana syn miał problemy ze znalezieniem pracy w tej branży, bo wszyscy kojarzyli go z Solarisem i ostatecznie wylądował w firmie rodziców. Czyli jest Olszewski, który w przyszłości przejmie pałeczkę i dalej poprowadzi ten biznes.
- Tego to bym nie chciał przesądzać. Przejąć pałeczkę czy zostać spadkobiercą to jest jedna sprawa, ale rządzenie to jest druga sprawa. Rządzić powinien ten, kto jest najlepszy. Poza tym nikogo nie zamierzam na siłę uszczęśliwiać. Tego trzeba też chcieć. Gdyby się zdarzyło, że oba warunki spełniałoby któreś z moich dzieci [córka Małgorzata również pracuje w firmie Solaris - red.], byłbym bardzo szczęśliwy.
Pana firma mieści się w gminie Czerwonak. Jest oczywiście kojarzona z Poznaniem, ale czy w ogóle bywa pan czasem w tym mieście?
- Oczywiście, prawie codziennie. Jedna z naszych fabryk jest przecież w Poznaniu, przy ul. Wieruszowskiej. Druga w Środzie Wlkp., a żeby tam dojechać i tak jadę przez Poznań.
1
2
następne »
- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Twórca Solarisa: Nigdy nie żałowałem swoich dec...
leszekes
27.12.11, 13:42
Życzę wielu nowych sukcesów. Solaris to dobrze prowadzona firma z wielką jak wierzę przyszłością a produkowane przez nią autobusy i tramwaje są po prostu super. »
-
a mi się marzy...
mmmmmm000
27.12.11, 14:17
marsz Solarisa w drugim kierunku. Czyli wcale nie pociągi, ale na początek jakieś ciężarówki, dostawczaki i w końcu jakieś fajne osobówki... Może doczekamy się w końcu w pełni polskiego »
Najczęściej czytane24 htydzień




