Wiepofama na zakręcie. Wyjdzie na prostą?

Lech Bojarski
10.12.2011 , aktualizacja: 09.12.2011 19:06
A A A Drukuj
Opóźnione wypłaty dla pracowników, nieregularne składki do funduszu świadczeń socjalnych - to tylko wybrane zastrzeżenia inspekcji pracy do poznańskiej firmy. - To efekt kryzysu i feralnego kontraktu z Chińczykami - tłumaczą władze Wiepofamy
ZOBACZ TAKŻE
Państwowa Inspekcja Pracy, która na wniosek pracowników w październiku przeprowadziła kontrolę w Wiepofamie, stwierdziła szereg nieprawidłowości. Firma wypłacała wynagrodzenia po terminie, a na dodatek w ratach. W 2011 r. nie przekazywała także regularnie środków na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych. PIP ustaliła również, że Wiepofama nie odprowadzała na bieżąco składek związkowych i nie wypłacała pracownikom rozliczonych już delegacji. - W listopadzie inspekcja skierowała do sądu rejonowego wniosek o ukaranie osoby winnej tych nieprawidłowości - informuje Jacek Strzyżewski, rzecznik Okręgowej Inspekcji Pracy w Poznaniu. - Za łamanie praw pracowniczych sąd może zasądzić karę grzywny od 1 tys. zł do 30 tys. zł - dodaje.

Co się dzieje w firmie, która działa w Poznaniu od ponad 90 lat? Wiepofama, która słynie z produkcji obrabiarek, w ostatnich latach funkcjonowała głównie dzięki produkcji paneli do ekranów akustycznych wykorzystywanych przy budowie dróg. Ale i ją dopadł kryzys. Latem tego roku Wiepofama ogłosiła nawet plany zwolnień grupowych. Spośród 200-osobowej załogi pracę miało stracić 85 osób. W tym wszyscy związkowcy. Ostatecznie do zwolnień nie doszło, choć pracę straciła szefowa NSZZ Pracowników Wiepofamy Anna Stawska. Związkowcy uważają, że za krytykę władz Wiepofamy. Natomiast oficjalny powód zwolnienia podany przez firmę to niewykonanie polecenia służbowego. - W firmie źle się dzieje. Wygląda to tak, jakby miała się zwinąć, ale ludziom nikt nic nie mówi. A wystarczy choćby szczerze powiedzieć, żeby szukali nowej pracy - mówi Roman Kurek z zakładowej Solidarności.

Władze Wiepofamy nie chcą rozmawiać o konflikcie ze związkowcami. A nieprawidłowości wytknięte przez PIP tłumaczą trudną sytuacją finansową. Jerzy Naczyński, doradca prezesa Wiepofamy: - Nasze kłopoty wynikały przede wszystkim z kontraktu z Chińczykami, którzy budowali dwa odcinki autostrady A2 między Łodzią a Warszawą. Konsorcjum Covec zamówiło u nas w formule zaprojektuj i wybuduj 300 tys. m kw. paneli akustycznych. Kontrakt opiewał na 100 mln zł, mieliśmy mieć wypłacone dwie zaliczki po 20 mln zł. Zamówiliśmy aluminium w hutach, zainwestowaliśmy ok. 8 mln zł w wyposażenie zakładu, żeby podołać zamówieniu.

Ostatecznie Covec wycofał się z budowy autostrady. I jednostronnie wypowiedział nam umowę, bez zapłaty. Kancelaria prawna przygotowuje nasz pozew w tej sprawie. Domagamy się 12,5 mln zł odszkodowania. Sytuację pogarszało też załamanie rynku na Zachodzie, w kryzysie spadła liczba zamówień z Niemiec, gdzie głównie eksportowaliśmy towar. Miesięczne obroty spadły o 30 proc. - twierdzi doradca prezesa Wiepofamy.

Władze Wiepofamy zapewniają jednak, że w firmie idzie ku lepszemu i nikt nie myśli o upadłości czy zamykaniu firmy. - Mamy zamówienia do końca 2012 r. o wartości 96 mln zł, jest co robić. Pracujemy na trzy zmiany. Jedyne, czego potrzebujemy, to trochę czasu, żeby wszystko wróciło na dobrą drogę. Rozważaliśmy zwolnienia, ale ostatecznie do nich nie doszło. A ostatnio nawet zwiększyliśmy zatrudnienie, przyjęliśmy 15 osób. Jeżeli chodzi o wypłaty, to są już regulowane na bieżąco. Pracownicy nie muszą się obawiać, że nie będą mieli wypłaty na święta - obiecuje Naczyński. Firma spodziewa się też w najbliższych dniach zapłaty za duże zamówienie i zapowiada uregulowanie składek związkowych i do funduszu świadczeń socjalnych.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos