Łowca plagiatów o Kameli-Sowińskiej
26.02.2010
, aktualizacja: 26.02.2010 21:08
- Czy autor jest podpisany, czy też nie, tekst podlega takiej samej prawnej ochronie. Przecież sam się nie napisał. Prof. Aldona Kamela-Sowińska popełniła plagiat - mówi dr Marek Wroński, tropiciel plagiatów w środowisku naukowym
ZOBACZ TAKŻE
- Plagiat prof. Kameli Sowińskiej pod lupą ministra (28-02-10, 19:59)
- Prof. Kamela-Sowińska splagiatowała tekst o etyce (26-02-10, 12:16)
- Prof. Kamela-Sowińska zapłaci za plagiat (21-05-10, 13:46)
- Jestem żerem dla rybek - Kamela-Sowińska w sądzie (05-03-10, 13:11)
Prof. Aldona Kamela-Sowińska, była minister skarbu w rządzie Jerzego Buzka, a obecnie rektor Wyższej Szkoły Handlu i Rachunkowości w Poznaniu, wydała książkę o etyce w biznesie. I splagiatowała w nim tekst o uczciwości. Za tydzień przed poznańskim rozpocznie się proces w tej sprawie.
Jakub B., autor oryginału, prezes jednej z krakowskich fundacji, żąda 20 tys. zł i przeprosin w gazetach. Kamela-Sowińska tłumaczy, że z internetu skopiowała niepodpisany tekst. Przyznaje się jedynie do braku rzetelności, ale do plagiatu już nie. Pisaliśmy o tym we wczorajszej "Gazecie".
Piotr Żytnicki: Prof. Kamela-Sowińska twierdzi, że jest ofiarą internetu. Czy rzeczywiście?
Dr Marek Wroński*: Pani profesor przepisała całą stronę czyjegoś tekstu, co nie tylko takiej osobie, ale po prostu nikomu nie powinno się zdarzyć. To kompromitujące. A czy jest ofiarą? Ludzie bronią się naprawdę różnie. Kiedyś usłyszałem, że komuś pies zjadł całą bibliografię z leżącego na ziemi maszynopisu. Rzadko ktoś potrafi się przyznać do winy, powiedzieć: poszłam na łatwiznę, spodobało mi się to.
Ale prof. Kamela-Sowińska przyznaje się do skopiowania tekstu Jakuba B. Tyle że nie nazywa tego plagiatem. Mówi, że tekst znalazła w internecie, na jakimś forum, i nie było tam autora.
- Ależ to nie ma żadnego znaczenia! Czy autor jest podpisany, czy też nie, tekst podlega takiej samej prawnej ochronie. Przecież sam się nie napisał, musi mieć jakiegoś autora. Prof. Kamela-Sowińska przeprosiła pana Jakuba B. i zaproponowała mu honorarium. To rzadko spotykana reakcja. Zabrakło mi jednak przyznania się wprost do plagiatu. A w tym wypadku plagiat jest niewątpliwy, bo pani profesor nie wzięła tekstu w cudzysłów - a tak trzeba zrobić przepisując cudze słowa - nie podała żadnego odnośnika, źródła. A wystarczyłby tylko link do strony internetowej. Czytelnik jej tekstu nie wiedział, że to nie są jej zdania, że przypisała sobie cudze przemyślenia.
I nie ma znaczenia, że przepisała "tylko" 38 wierszy, 3,5 tys. znaków? Słyszeliśmy przecież o plagiatowaniu całych prac naukowych.
- Już jedno zdanie podlega prawnej ochronie. Znam historie, że prace naukowe wycofano z czasopisma z powodu dwóch splagiatowanych zdań.
Ostatnio we Wrocławiu o plagiat posądzono rektora Akademii Medycznej. Pan takie historie zbiera od ponad dziesięciu lat. Dlaczego ludzie na wysokich stanowiskach popełniają plagiaty?
- Presja czasu, zrobienia czegoś jak najszybciej i jak najmniejszym nakładem sił. Pokusa jest tym większa, im większe możliwości. Kiedyś trzeba było pójść do biblioteki, wziąć cudzą pracę i przepisać. A teraz wystarczy otworzyć stronę w internecie, zrobić kopiuj wklej. Tak naprawdę to tylko dwa kliknięcia.
Ale jeśli złodziej ukradnie portfel wystający z torebki, nie tłumaczy się, że padł ofiarą okazji. Mamy w Polsce przyzwolenie na plagiat?
- Przykłady nierzetelności naukowej publikuję w "Forum Akademickim". I co tydzień dostaję dwa, trzy powiadomienia o kantach naukowych w środowisku naukowym. To pokazuje skalę zjawiska. Sześć lata temu doktor habilitowany socjologii z Uniwersytetu Opolskiego do swojej książki profesorskiej wprowadził co najmniej kilkanaście stron pracy magisterskiej swojego magistranta. Przy opiniowaniu kandydata na profesora wyszło na jaw, że ten magistrant sam zrobił plagiat z innej pracy. Naukowiec miał postępowanie dyscyplinarne. Odszedł z uniwersytetu. To powinna być przestroga dla wszystkich plagiatorów.
Tyle że sprawa prof. Kameli-Sowińskiej pokazuje, że z góry do studentów idzie zupełnie inny przykład.
- I to jest najgorsze. Bo jeśli rektor może splagiatować jedną stronę, to student myśli sobie: czemu ja nie mogę pięciu, w końcu jestem tylko studentem. Prof. Kamela-Sowińska jest rektorem wyższej uczelni i dlatego moim zdaniem prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, powinna z urzędu wszcząć wyjaśniające postępowanie dyscyplinarne. Niezależnie od tego, myślę, że prof. Kamela-Sowińska powinna sama zrezygnować ze stanowiska rektora. Ponad 20 lat temu rektor uniwersytetu w Bostonie podał się do dymisji, bo w mowie inauguracyjnej, którą później przedrukowano w miejscowej gazecie, skopiował dwa zdania z krytyki muzycznej. Na początku nie widział problemu. Studenci i pracownicy organizowali jednak demonstracje i w końcu po kilku miesiącach zrezygnował. Od profesorów, dziekanów i rektorów powinniśmy wymagać wyższych standardów.
Czy takich przypadków będzie więcej?
- W ramach prewencji prowadzę stałe wykłady dla pracowników naukowych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, gdzie jestem rzecznikiem rzetelności naukowej. I wszystkich uczulam, że wraz z technologicznym rozwojem plagiat nie tylko łatwiej zrobić, ale i wykryć. Za kilka lat wszystkie teksty i prace, które obecnie powstają na uczelniach, będą skanowane przed wprowadzeniem do publicznego obiegu. Plagiatorzy będą łatwiej i częściej odkrywani. Może rosnące ryzyko wpadki ograniczy ich zapędy.
* Dr Marek Wroński , rzecznik rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym; publicysta miesięcznika „Forum Akademickie", gdzie od ośmiu lat prowadzi cykl „Z archiwum nieuczciwości naukowej” demaskujący plagiaty na polskich uczelniach.
Jakub B., autor oryginału, prezes jednej z krakowskich fundacji, żąda 20 tys. zł i przeprosin w gazetach. Kamela-Sowińska tłumaczy, że z internetu skopiowała niepodpisany tekst. Przyznaje się jedynie do braku rzetelności, ale do plagiatu już nie. Pisaliśmy o tym we wczorajszej "Gazecie".
Piotr Żytnicki: Prof. Kamela-Sowińska twierdzi, że jest ofiarą internetu. Czy rzeczywiście?
Dr Marek Wroński*: Pani profesor przepisała całą stronę czyjegoś tekstu, co nie tylko takiej osobie, ale po prostu nikomu nie powinno się zdarzyć. To kompromitujące. A czy jest ofiarą? Ludzie bronią się naprawdę różnie. Kiedyś usłyszałem, że komuś pies zjadł całą bibliografię z leżącego na ziemi maszynopisu. Rzadko ktoś potrafi się przyznać do winy, powiedzieć: poszłam na łatwiznę, spodobało mi się to.
Ale prof. Kamela-Sowińska przyznaje się do skopiowania tekstu Jakuba B. Tyle że nie nazywa tego plagiatem. Mówi, że tekst znalazła w internecie, na jakimś forum, i nie było tam autora.
- Ależ to nie ma żadnego znaczenia! Czy autor jest podpisany, czy też nie, tekst podlega takiej samej prawnej ochronie. Przecież sam się nie napisał, musi mieć jakiegoś autora. Prof. Kamela-Sowińska przeprosiła pana Jakuba B. i zaproponowała mu honorarium. To rzadko spotykana reakcja. Zabrakło mi jednak przyznania się wprost do plagiatu. A w tym wypadku plagiat jest niewątpliwy, bo pani profesor nie wzięła tekstu w cudzysłów - a tak trzeba zrobić przepisując cudze słowa - nie podała żadnego odnośnika, źródła. A wystarczyłby tylko link do strony internetowej. Czytelnik jej tekstu nie wiedział, że to nie są jej zdania, że przypisała sobie cudze przemyślenia.
I nie ma znaczenia, że przepisała "tylko" 38 wierszy, 3,5 tys. znaków? Słyszeliśmy przecież o plagiatowaniu całych prac naukowych.
- Już jedno zdanie podlega prawnej ochronie. Znam historie, że prace naukowe wycofano z czasopisma z powodu dwóch splagiatowanych zdań.
Ostatnio we Wrocławiu o plagiat posądzono rektora Akademii Medycznej. Pan takie historie zbiera od ponad dziesięciu lat. Dlaczego ludzie na wysokich stanowiskach popełniają plagiaty?
- Presja czasu, zrobienia czegoś jak najszybciej i jak najmniejszym nakładem sił. Pokusa jest tym większa, im większe możliwości. Kiedyś trzeba było pójść do biblioteki, wziąć cudzą pracę i przepisać. A teraz wystarczy otworzyć stronę w internecie, zrobić kopiuj wklej. Tak naprawdę to tylko dwa kliknięcia.
Ale jeśli złodziej ukradnie portfel wystający z torebki, nie tłumaczy się, że padł ofiarą okazji. Mamy w Polsce przyzwolenie na plagiat?
- Przykłady nierzetelności naukowej publikuję w "Forum Akademickim". I co tydzień dostaję dwa, trzy powiadomienia o kantach naukowych w środowisku naukowym. To pokazuje skalę zjawiska. Sześć lata temu doktor habilitowany socjologii z Uniwersytetu Opolskiego do swojej książki profesorskiej wprowadził co najmniej kilkanaście stron pracy magisterskiej swojego magistranta. Przy opiniowaniu kandydata na profesora wyszło na jaw, że ten magistrant sam zrobił plagiat z innej pracy. Naukowiec miał postępowanie dyscyplinarne. Odszedł z uniwersytetu. To powinna być przestroga dla wszystkich plagiatorów.
Tyle że sprawa prof. Kameli-Sowińskiej pokazuje, że z góry do studentów idzie zupełnie inny przykład.
- I to jest najgorsze. Bo jeśli rektor może splagiatować jedną stronę, to student myśli sobie: czemu ja nie mogę pięciu, w końcu jestem tylko studentem. Prof. Kamela-Sowińska jest rektorem wyższej uczelni i dlatego moim zdaniem prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, powinna z urzędu wszcząć wyjaśniające postępowanie dyscyplinarne. Niezależnie od tego, myślę, że prof. Kamela-Sowińska powinna sama zrezygnować ze stanowiska rektora. Ponad 20 lat temu rektor uniwersytetu w Bostonie podał się do dymisji, bo w mowie inauguracyjnej, którą później przedrukowano w miejscowej gazecie, skopiował dwa zdania z krytyki muzycznej. Na początku nie widział problemu. Studenci i pracownicy organizowali jednak demonstracje i w końcu po kilku miesiącach zrezygnował. Od profesorów, dziekanów i rektorów powinniśmy wymagać wyższych standardów.
Czy takich przypadków będzie więcej?
- W ramach prewencji prowadzę stałe wykłady dla pracowników naukowych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, gdzie jestem rzecznikiem rzetelności naukowej. I wszystkich uczulam, że wraz z technologicznym rozwojem plagiat nie tylko łatwiej zrobić, ale i wykryć. Za kilka lat wszystkie teksty i prace, które obecnie powstają na uczelniach, będą skanowane przed wprowadzeniem do publicznego obiegu. Plagiatorzy będą łatwiej i częściej odkrywani. Może rosnące ryzyko wpadki ograniczy ich zapędy.
* Dr Marek Wroński , rzecznik rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym; publicysta miesięcznika „Forum Akademickie", gdzie od ośmiu lat prowadzi cykl „Z archiwum nieuczciwości naukowej” demaskujący plagiaty na polskich uczelniach.
- 32 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
-
Łowca plagiatów o Kameli-Sowińskiej
toja45
27.02.10, 08:45
Zdecydowanie popieram to, co robi p.dr Wroński. Przypadki opisane wyżej zdarzają się w naszym kraju nagminnie.Plagiat zaś dotyka bardziej niż strata pieniędzy czy jakiejkolwiek innej »
-
Łowca plagiatów o Kameli-Sowińskiej
tadec
27.02.10, 09:48
Wiosna 1983 r piszac tekst dla przyszlego prezydenta RP uzylem sformulowania"przekonywanie przekonanych".Ku mej satysfakcji okreslenie to weszlo na trwaledo slownika publicystyki.Choc »
-
wyparzyc babe w kotle
wybitniemadry
27.02.10, 16:28
potem wypchac sianem i ustawic na uczelni w dziale etyki»
Najczęściej czytane24 htydzień




