Sąd wycenił krzywdę dziecka. Szpital nie chce płacić
24.11.2009
, aktualizacja: 24.11.2009 23:22
PZU wypłaciło pół miliona złotych rodzicom chłopca z uszkodzonym mózgiem. Płacić nie chce szpital Krysiewicza i walczy przed sądem o obniżenie rekordowego odszkodowania.
ZOBACZ TAKŻE
- Sąd obniżył rekordowe odszkodowanie. 'To nie Ameryka' (16-12-09, 16:41)
Trzy miesiące temu poznański sąd przyznał rodzicom 9-letniego chłopca (proszą o zachowanie całkowitej anonimowości) 2,4 mln zł - to najwyższe w Polsce odszkodowanie za błąd w sztuce lekarskiej.
Chłopiec nie mówi i nie chodzi, nie może nic chwycić do ręki, a nawet sam załatwiać potrzeb fizjologicznych. Pięć lat temu niedotlenienie podczas operacji wycięcia migdałków nieodwracalnie uszkodziło jego mózg. Winna była anestezjolog. Sąd skazał ją za błąd lekarski i tuszowanie sprawy.
Rodzice dostali 180 tys. zł odszkodowanie, ale szybko okazało się, że to kropla w morzu potrzeb. Do dzisiaj wydali już ponad pół miliona. W sądzie żądali 6 mln zł.
Choć sąd przyznał "tylko" 2,4 mln zł, szpital od wyroku się odwołał. Ale wczoraj na rozprawie w sądzie apelacyjnym okazało się, że drugi pozwany, czyli PZU, po wyroku wypłacił rodzicom chłopca ponad pół miliona złotych. Tyle właśnie pozostało z polisy szpitala. Ubezpieczyciel wykonał więc wyrok.
Szpital jednak nadal walczy. - Nie uchylamy się od odpowiedzialności. Kwestionujemy jedynie wysokość odszkodowania. Jest nadmiernie wysokie - przekonywała wczoraj prawnik szpitala Ewa Gogolewska.
Przyznając rekordowe odszkodowanie, sąd tłumaczył, że rośnie zamożność społeczeństwa, a Polska przyjmuje europejskie standardy. Na Zachodzie takie odszkodowania już nie szokują. - W Polsce standard życia wciąż odbiega od europejskiego. Sąd powinien raczej spojrzeć na mizerię służby zdrowia i wyroki, jakie zapadają w innych takich sprawach. Odszkodowania nie są tak wysokie. Sąd oderwał się od rzeczywistości - tłumaczyła powody apelacji mecenas Gogolewska.
- Dyrektor szpitala przekonywał przed sądem, że mniejsze odszkodowanie dostały nawet rodziny ofiar zamachów z 11 września 2001 r. Tyle że tu nie czekamy na śmierć. Ten chłopiec ma prawo do życia. I to życia godnego. Tu nie chodzi o litość. To zadośćuczynienie mu się zwyczajnie należy - ripostował mecenas Zenon Marciniak, reprezentujący rodziców chłopca.
Wicedyrektor szpitala Sylwia Świdzińska twierdziła, że lecznicy nie stać na wypłatę odszkodowania. - NFZ obcina nam kontrakty na przyszły rok. Jest ciężko - mówiła.
Sąd ogłosi wyrok za dwa tygodnie.
Chłopiec nie mówi i nie chodzi, nie może nic chwycić do ręki, a nawet sam załatwiać potrzeb fizjologicznych. Pięć lat temu niedotlenienie podczas operacji wycięcia migdałków nieodwracalnie uszkodziło jego mózg. Winna była anestezjolog. Sąd skazał ją za błąd lekarski i tuszowanie sprawy.
Rodzice dostali 180 tys. zł odszkodowanie, ale szybko okazało się, że to kropla w morzu potrzeb. Do dzisiaj wydali już ponad pół miliona. W sądzie żądali 6 mln zł.
Choć sąd przyznał "tylko" 2,4 mln zł, szpital od wyroku się odwołał. Ale wczoraj na rozprawie w sądzie apelacyjnym okazało się, że drugi pozwany, czyli PZU, po wyroku wypłacił rodzicom chłopca ponad pół miliona złotych. Tyle właśnie pozostało z polisy szpitala. Ubezpieczyciel wykonał więc wyrok.
Szpital jednak nadal walczy. - Nie uchylamy się od odpowiedzialności. Kwestionujemy jedynie wysokość odszkodowania. Jest nadmiernie wysokie - przekonywała wczoraj prawnik szpitala Ewa Gogolewska.
Przyznając rekordowe odszkodowanie, sąd tłumaczył, że rośnie zamożność społeczeństwa, a Polska przyjmuje europejskie standardy. Na Zachodzie takie odszkodowania już nie szokują. - W Polsce standard życia wciąż odbiega od europejskiego. Sąd powinien raczej spojrzeć na mizerię służby zdrowia i wyroki, jakie zapadają w innych takich sprawach. Odszkodowania nie są tak wysokie. Sąd oderwał się od rzeczywistości - tłumaczyła powody apelacji mecenas Gogolewska.
- Dyrektor szpitala przekonywał przed sądem, że mniejsze odszkodowanie dostały nawet rodziny ofiar zamachów z 11 września 2001 r. Tyle że tu nie czekamy na śmierć. Ten chłopiec ma prawo do życia. I to życia godnego. Tu nie chodzi o litość. To zadośćuczynienie mu się zwyczajnie należy - ripostował mecenas Zenon Marciniak, reprezentujący rodziców chłopca.
Wicedyrektor szpitala Sylwia Świdzińska twierdziła, że lecznicy nie stać na wypłatę odszkodowania. - NFZ obcina nam kontrakty na przyszły rok. Jest ciężko - mówiła.
Sąd ogłosi wyrok za dwa tygodnie.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




