Szpital zapłaci 2 miliony za krzywdę dziecka
18.08.2009
, aktualizacja: 17.08.2009 20:28
Rodzice chłopca, który z powodu błędu anestezjologa ze szpitala im. Krysiewicza do końca życia nie będzie mógł samodzielnie chodzić, mówić i jeść, dostaną ponad 2 mln zł odszkodowania - zdecydował poznański sąd. - Krzywda dziecka będzie trwać całe jego życie - tłumaczył sędzia.
ZOBACZ TAKŻE
- Sąd obniżył rekordowe odszkodowanie. 'To nie Ameryka' (30-06-11, 00:00)
Kiedy 9-letni obecnie chłopiec (rodzina prosi o zachowanie całkowitej anonimowości) przyjechał pięć lat temu do szpitala dziecięcego im. Krysiewicza na wycięcie migdałków, był w pełni zdrowy. Podczas zabiegu doszło jednak do poważnych powikłań: wskutek niedotlenienia uszkodzony został mózg dziecka. Chłopiec nie mówi i nie chodzi, nie jest w stanie chwycić nic do ręki, a nawet załatwiać sam potrzeb fizjologicznych. Pewne jest, że jego stan już się nie poprawi.
Sprawą zajęła się prokuratura. Śledczy znaleźli winnego - rok po tragedii anestezjolog Mirosława K. została skazana za błąd lekarski i tuszowanie sprawy. Jednak zdrowia dziecka nic już nie było w stanie przywrócić.
Rodzice chłopca, którzy musieli całkowicie przeorganizować swoje życie (kupili dom z pokojem dla chorego na parterze, zatrudnili na etat opiekunkę) dostali odszkodowanie od ubezpieczyciela szpitala: 180 tys. zł, plus 4,5 tys. renty miesięcznie. Szybko jednak okazało się, że to kropla w morzu potrzeb. Dotychczas wydali już ponad 500 tys. zł, kupili m.in. specjalny wózek i pionizator, dzięki któremu dziecko może stać. Ponieważ syn rośnie, czekają ich kolejne prace, jak powiększenie łazienki i zamontowanie w niej podnośnika.
Stąd wniosek do sądu o podwyższenie odszkodowania i renty. Reprezentujący rodzinę mec. Zenon Marciniak zażądał podniesienie odszkodowania do 6 mln zł, a comiesięcznej renty - do 6,5 tys. zł. Szpital odpowiedzialności za tragedię z 2004 r. się nie wypiera, płacić jednak nie zamierzał.
Wniosek rodziców trafił do sądu trzy lata temu. - Mamy po 40 lat, musimy zabezpieczyć przyszłość naszego dziecka - tłumaczyli w rozmowie z "Gazetą".
Wczoraj sąd okręgowy niemal całkowicie zgodził się z ich argumentacją i przyznał im rekordowe - jak na polskie warunki - odszkodowanie. Rekompensata została podwyższona z 180 tys. zł do 2,4 mln zł, a miesięczna renta - z 4,5 do 6 tys. zł. - Tu nie chodzi o pieniądze, ale bardzo dobrze się stało, że sąd podszedł do tej sprawy indywidualnie, nie opierając się tylko na matematycznych wyliczeniach - powiedział "Gazecie" mec. Zenon Marciniak (rodzice na ogłoszenie wyroku nie przyszli).
- Chłopiec nie jest w stanie samodzielnie nic zrobić, zabieg pozbawił go wszelkich planów życiowych - uzasadniał przyznanie rekordowego odszkodowania sędzia Maciej Busz. - Żaden jego zmysł nie funkcjonuje prawidłowo, błąd lekarski skazał go na wegetację do końca życia.
Sędzia podkreślił, że skazana w tej sprawie anestezjolog Mirosława K. zachowała się "karygodnie". - Nie tylko popełniła błąd, ale i opuściła salę operacyjną w trakcie reanimacji przez inną lekarkę, a następnie próbowała tuszować sprawę. To zwiększa poczucie krzywdy rodziny - tłumaczył Busz.
Prawnicy szpitala twierdzą, że odszkodowanie jest "za wysokie". - Sprawdzałam. Takiej sumy nie przyznał jeszcze żaden sąd w tym kraju - powiedziała "Gazecie" mec. Ewa Gogolewska i zapowiedziała, że odwoła się do sądu apelacyjnego.
Dyrektor szpitala im. Krysiewicza, dr Jacek Profaska: - Nieszczęście tego dziecka jest bezsporne, nigdy nie uchylaliśmy się od odpowiedzialności. Ale ten wyrok - jeśli się uprawomocni - spowoduje, że rodzina jednego dziecka wzbogaci się kosztem innych dzieci. Bo szpital straci 2 mln zł, które powinien wydać na leki, specjalistów i remonty. Ucierpią pacjenci, bo nikt nam tych pieniędzy nie odda.
Sprawą zajęła się prokuratura. Śledczy znaleźli winnego - rok po tragedii anestezjolog Mirosława K. została skazana za błąd lekarski i tuszowanie sprawy. Jednak zdrowia dziecka nic już nie było w stanie przywrócić.
Rodzice chłopca, którzy musieli całkowicie przeorganizować swoje życie (kupili dom z pokojem dla chorego na parterze, zatrudnili na etat opiekunkę) dostali odszkodowanie od ubezpieczyciela szpitala: 180 tys. zł, plus 4,5 tys. renty miesięcznie. Szybko jednak okazało się, że to kropla w morzu potrzeb. Dotychczas wydali już ponad 500 tys. zł, kupili m.in. specjalny wózek i pionizator, dzięki któremu dziecko może stać. Ponieważ syn rośnie, czekają ich kolejne prace, jak powiększenie łazienki i zamontowanie w niej podnośnika.
Stąd wniosek do sądu o podwyższenie odszkodowania i renty. Reprezentujący rodzinę mec. Zenon Marciniak zażądał podniesienie odszkodowania do 6 mln zł, a comiesięcznej renty - do 6,5 tys. zł. Szpital odpowiedzialności za tragedię z 2004 r. się nie wypiera, płacić jednak nie zamierzał.
Wniosek rodziców trafił do sądu trzy lata temu. - Mamy po 40 lat, musimy zabezpieczyć przyszłość naszego dziecka - tłumaczyli w rozmowie z "Gazetą".
Wczoraj sąd okręgowy niemal całkowicie zgodził się z ich argumentacją i przyznał im rekordowe - jak na polskie warunki - odszkodowanie. Rekompensata została podwyższona z 180 tys. zł do 2,4 mln zł, a miesięczna renta - z 4,5 do 6 tys. zł. - Tu nie chodzi o pieniądze, ale bardzo dobrze się stało, że sąd podszedł do tej sprawy indywidualnie, nie opierając się tylko na matematycznych wyliczeniach - powiedział "Gazecie" mec. Zenon Marciniak (rodzice na ogłoszenie wyroku nie przyszli).
- Chłopiec nie jest w stanie samodzielnie nic zrobić, zabieg pozbawił go wszelkich planów życiowych - uzasadniał przyznanie rekordowego odszkodowania sędzia Maciej Busz. - Żaden jego zmysł nie funkcjonuje prawidłowo, błąd lekarski skazał go na wegetację do końca życia.
Sędzia podkreślił, że skazana w tej sprawie anestezjolog Mirosława K. zachowała się "karygodnie". - Nie tylko popełniła błąd, ale i opuściła salę operacyjną w trakcie reanimacji przez inną lekarkę, a następnie próbowała tuszować sprawę. To zwiększa poczucie krzywdy rodziny - tłumaczył Busz.
Prawnicy szpitala twierdzą, że odszkodowanie jest "za wysokie". - Sprawdzałam. Takiej sumy nie przyznał jeszcze żaden sąd w tym kraju - powiedziała "Gazecie" mec. Ewa Gogolewska i zapowiedziała, że odwoła się do sądu apelacyjnego.
Dyrektor szpitala im. Krysiewicza, dr Jacek Profaska: - Nieszczęście tego dziecka jest bezsporne, nigdy nie uchylaliśmy się od odpowiedzialności. Ale ten wyrok - jeśli się uprawomocni - spowoduje, że rodzina jednego dziecka wzbogaci się kosztem innych dzieci. Bo szpital straci 2 mln zł, które powinien wydać na leki, specjalistów i remonty. Ucierpią pacjenci, bo nikt nam tych pieniędzy nie odda.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Szpital zapłaci 2 miliony za krzywdę dziecka
cegla000
18.08.09, 08:25
Szpital to nie poligon doswiadczalny, nie rozumiem wiec dlaczego kwestionujewysokosc odszkodowania. Za bledy, niestety trzeba placic, czasem slono. Mozewarto zatem pomyslec o wiekszej kwocie»
-
Po takiej wypowiedzi Profaska
trinte
18.08.09, 12:02
powinien się szybko zwinąć na zieloną trawkę. Bezczelny konował! Wzbogacili?Facet! Może to dla ciebie za trudne ale wyłożę najprościej jak potrafię:spartoliliście życie trojga ludzi, ze »
-
Szpital zapłaci 2 miliony za krzywdę dziecka
mn_poz
19.08.09, 10:08
Panie Profaska - taka wypowiedź to skandal. Gdyby to ode mnie zależało, wyleciałby Pan z hukiem! »
Najczęściej czytane24 htydzień




