Poznań jak Kopenhaga? Po roku 2040

Michał Wybieralski
18.03.2010 , aktualizacja: 18.03.2010 20:00
A A A Drukuj
Wybitny urbanista Jan Gehl razem z władzami Nowego Jorku zamknął Broadway dla ruchu samochodowego i zachęca Amerykanów, by przesiedli się na rowery. Z Kopenhagi chce zrobić najbardziej przyjazne ludziom miasto na świecie. Co radzi Poznaniowi?
Półwiejska - jedyny poznański deptak
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Półwiejska - jedyny poznański deptak
Szerokie chodniki, których nie zastawiają auta. Stopniowa likwidacja miejsc parkingowych. Zamiast nich powstają kolejne drogi rowerowe, łączące się w kompletną sieć oraz przestrzeń publiczna. Czyli mała architektura, zieleń, ławki, place. Preferencję ma komunikacja publiczna, ruch samochodowy jest wygaszany. Powstają nowe deptaki, a przy nich sklepy, kawiarnie, restauracje. Deptakiem jest np. ulica Szkolna, dzięki czemu powstaje pieszy szlak od Starego Rynku do Starego Browaru. Uliczki przy rynku są zamknięte dla samochodów. Tak zapewne wyglądałoby centrum Poznania, gdyby naszym miejskim architektem został prof. Jan Gehl.

Duński urbanista od czterdziestu lat naprawia miasta na całym świecie. Zaczął od rodzinnej Kopenhagi, potem pracował w metropoliach na wszystkich kontynentach. Opracował strategię, dzięki której stolica Danii do 2015 r. ma stać się najbardziej przyjaznym miastem na świecie. Jak? - Poprzez tworzenie kolejnych placów, parków, deptaków, tras rowerowych i pieszych, przez sadzenie drzew. Chcemy, by ludzie byli jeszcze bardziej zadowoleni z życia w mieście i spędzali tam jeszcze więcej czasu - wyjaśnia Gehl.

Wywiad z profesorem Janem Gehlem ukazał się wczoraj na ogólnopolskich stronach "Gazety Wyborczej". Dziennikarz "Gazety" rozmawiał z duńskim urbanistą w Poznaniu i zapytał go, co radzi naszemu miastu. - Zacznijcie zmiany teraz, nie czekajcie na koniec waszej fascynacji samochodami - mówił Gehl.

Jednak władze miasta w Strategii Rozwoju Poznania zapisały rozbudowę stref uspokojonego ruchu - czyli deptaków i ulic z ograniczeniem prędkości do 30 km na godz. - dopiero w 2040 roku. Wcześniej zapisały za to kilka inwestycji drogowych. - Dróg i parkingów nigdy nie będzie dość, można je budować w nieskończoność. Chcemy mieć więcej korków i większe natężenie ruchu? Budujmy więcej dróg! - ironizuje Gehl. - Czas na mądre pomysły: uspokajanie ruchu, deptaki, szerokie chodniki, drogi rowerowe, rozwijanie transportu zbiorowego. Bo więcej ludzi przyciągnie dobre miasto niż dobry parking - radzi. Jako przykład podaje Melbourne. Po tym, jak władze australijskiego miasta wprowadziły podobne rozwiązania jak Kopenhaga, spadło tam bezrobocie, wzrosła wartość nieruchomości, a ludzie przebywający w centrum pobudzili gospodarkę.

Jednak takie zmiany, jak likwidacja parkingów i tworzenie deptaków będą wywoływać protesty zmotoryzowanych mieszkańców. - Powszechna Deklaracja Praw Człowieka nie mówi nic o tym, że władze miast muszą zapewnić swoim mieszkańcom miejsca parkingowe. W Kopenhadze zlikwidowaliśmy część miejsc, by w ich miejsce mogły powstać place, chodniki i drogi rowerowe. Bo to lepsze dla społeczeństwa - wyjaśnia Jan Gehl.

Prezydent Ryszard Grobelny mówił w wywiadzie dla "Gazety", że nie zwiększy radykalnie środków na budowę dróg rowerowych, bo w Polsce nie ma tradycji jeżdżenia na rowerze. A poznaniacy traktują go jak środek rekreacji, a nie transportu. Gehl zachęca do zmiany takiego myślenia. - W Kopenhadze drogi rowerowe budujemy od 40 lat, dziś to kompletna sieć transportu - opowiada. - Każdy u nas jeździ na rowerze: książę, ministrowie, klasa średnia, studenci. Każdy rozumie, że w mieście rower jest szybkim, ekologicznym i tanim środkiem transportu.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat ruch rowerowy w Kopenhadze się podwoił. Dziś podróże rowerem stanowią 36 proc. ruchu w mieście, 33 proc. to transport publiczny, 27 proc. to samochody a 4 proc. to ruch pieszy.

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów