Mniej nowych tramwajów, za to szybsza jazda

Adam Kompowski
14.02.2012 , aktualizacja: 13.02.2012 19:47
A A A Drukuj
Co roku płacimy co najmniej kilkanaście milionów tylko za to, że tramwaje grzęzną w korkach, czekają długo na światłach albo jeżdżą okrężną trasą. To źródło ogromnych oszczędności. Nie skorzystanie z nich podczas kryzysu byłoby głupotą
Nowy tramwaj Solaris Tramino w Poznaniu
Fot. Lukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Nowy tramwaj Solaris Tramino w Poznaniu
Bilet na przejazd komunikacją miejską w Poznaniu mógłby kosztować średnio złotówkę, a komunikacja byłaby szybsza i bardziej niezawodna. No dobrze, ale za jakie pieniądze? Zdaniem specjalistów wydalibyśmy tyle samo, co wydaliśmy. Czyli - przez całe lata wydawaliśmy źle. Takie wnioski wyciągnęli poznańscy specjaliści zebrani na niedawnym Forum Transportowym Aglomeracji Poznańskiej. Forum, organizowane przez Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Komunikacji, tym razem poświęcone było wydatkom na transport zbiorowy w Poznaniu.

12 lat temu rada miasta uchwaliła politykę transportową dla Poznania - z zaleceniami budowy nowych tras tramwajowych i ograniczania ruchu samochodowego. Zdaniem fachowców, gdyby wprowadzono w życie wszystkie ustalenia zawarte w tym dokumencie, wariant z biletem za złotówkę byłby dziś realny. A gdyby przejazd był nieco droższy, zaoszczędzilibyśmy mnóstwo pieniędzy.

Tak się składa, że te 12 lat to okres rządów Ryszarda Grobelnego. Eksperci wystawiają mu druzgocącą ocenę. "Miasto w realizacji Polityki Transportowej poniosło klęskę" - napisali w podsumowaniu dyskusji Forum Transportowego. I wytknęli, że po oddaniu Poznańskiego Szybkiego Tramwaju do dziś zbudowano w Poznaniu zaledwie 1,5 km nowych torów, a wydatki na inwestycje w ulice dla samochodów i w transport zbiorowy miały proporcje jak dziesięć do jednego.

Tak klęska przekłada się nie tylko na mniejszą prędkość komunikacji zbiorowej, i - co za tym idzie - większe korki, bo tramwaj rzadko jest konkurencyjny dla samochodu. To także klęska finansowa, i to na ogromną skalę.

Bo wydatki na drogi i komunikację zbiorową to największa pozycja w budżecie Poznania, i tam można znaleźć największe oszczędności. W tym roku na komunikację wydamy ponad miliard złotych. Mniej więcej połowę z tej kwoty pochłoną inwestycje - m.in. na Bułgarską, Grunwaldzką, przedłużenie Pestki do dworca, trasę na Franowo, 45 nowych tramwajów. To gigantyczne wydatki, wreszcie są pieniądze także na nowe trasy tramwajowe. Niestety, nie przemyślano ich tak, by kwoty wydawane na komunikację w następnych latach spadły, a przynajmniej nie rosły. Myśli się za to o drastycznych podwyżkach cen biletów. Których mogłoby wcale nie być.

Przykład - kupiliśmy 45 tramwajów za 342 mln zł. Gdyby kupić mniej tramwajów, a za te pieniądze wybudować planowaną od lat trasę tramwajową w ul. Ratajczaka, można by zrezygnować z okrężnej trasy z centrum na Wildę - przez Strzelecką.

Ta trasa to czysty zysk: m.in. dzięki mniejszym wydatkom na prąd i płace motorniczych zwróciłaby się w ciągu - jak szacowali specjaliści - 4 do 6 lat. A potem - co roku bylibyśmy do przodu o kilka, kilkanaście milionów. No i do obsługi krótszej trasy nie potrzeba tyle tramwajów - co najmniej o dwa mniej. A jeden nowoczesny tramwaj kosztuje ok. 8 mln zł. No, ale trasy w Ratajczaka lepiej nie zaczynać, bo kierowcy będą protestować.

Jeszcze lepszy efekt finansowy dałoby przyspieszenie tramwajów na skrzyżowaniach. Jak szacują fachowcy, za cenę pięciu nowych tramwajów można zmniejszyć zapotrzebowanie na tramwaje w Poznaniu o kilkanaście sztuk. Bo gdy tramwaje jeżdżą szybciej, to w tym samym czasie mniejsza liczba wagonów przewiezie tyle samo ludzi. Projekt przyspieszenia tramwajów jest w planach, ale ma być zakończony w dopiero w 2015 r. Dlaczego odłożono go na później, choć jest ekonomicznie najbardziej efektywny?

W prosty sposób możemy zaoszczędzić co roku kilkanaście milionów złotych. Tymczasem od lat co roku te miliony władze miasta beztrosko wyrzucają w błoto. Tymczasem, przypomnę, na cięciu kursów tramwajów i autobusów, czyli na komforcie pasażerów, prezydent Grobelny chce zaoszczędzić 3 mln zł.

Ba, to nie wszystko. Gdyby po Poznaniu jeździło mniej tramwajów, nie potrzebowalibyśmy aż tak dużej zajezdni jak ta, którą za setki milionów buduje się teraz na Franowie. Ile bylibyśmy do przodu? Pewnie dziesiątki milionów.

Jeśli dyskutujemy o cenach biletów, pamiętajmy, że to nie jedyne, a nawet - nie główne źródło pieniędzy na komunikację zbiorową. To, że przez lata popełniano błędy i zaniechania, nie musi oznaczać, że trzeba w nich nadal tkwić. Dlaczego mamy co roku płacić miliony za to, że tramwaje grzęzną w korkach, czekają długo na światłach albo jeżdżą okrężną trasą?

To źródło ogromnych oszczędności. Nieskorzystanie z nich podczas kryzysu byłoby głupotą.



Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: czytelnicy@poznan.agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 46 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

  • Po co nowe tramwaje? Lepiej budujmy nowe trasy jim19 14.02.12, 09:48

    To że polityka ogólnie miejska, bo przecież nie dotyczy to tylko transportu, pana Grobelnego to w skrócie porażka to fakt. Jednak prezentowane w artykule poglądy, ze względu na uproszczenia »

  • Po co nowe tramwaje? Lepiej budujmy nowe trasy a.krych 14.02.12, 10:55

    Jako autor "Podsumownia" dyskusji 78 Konferencji Forum, cytowanego przez Pana red. Adama Kompowskiego w bardzo syntetycznym skrócie, czuję się zobligowany do szerszego wyjaśnienia problemu i»

  • Mniej nowych tramwajów, za to szybsza jazda viveleroi 14.02.12, 12:27

    Iiiii znów trasa w Ratajczaka. Są potrzebniejsze projekty do zrealizowania - odciążenie Mostu Teatralnego przez Solną i Nowowiejskiego, połączenia na Naramowice i Os. Kopernika, wydłużenie »