Elita zabita strzałem w tył głowy

Rozmawiał Piotr Bojarski
08.04.2010 , aktualizacja: 08.04.2010 14:26
A A A Drukuj
Rozmowa z Aleksandrą Pietrowicz z Biura Edukacji Publicznej poznańskiego Instytutu Pamięci Narodowej, autorką wystawy ,,Wielkopolanie w dołach śmierci Katynia, Charkowa i Miednoje". Wystawa stanie wokół pomnika katyńskiego w Poznaniu 12 kwietnia.
Inżynier Władysław Rudnicki więzień Starobielska. Zginął w Charkowie.
IPN
Inżynier Władysław Rudnicki więzień Starobielska. Zginął w Charkowie.
Kartka, napisana w maju 1940 r. do Władysława Rudnickiego przez córeczkę Zosię.
IPN
Kartka, napisana w maju 1940 r. do Władysława Rudnickiego przez córeczkę Zosię.
Kapitan pilot Józef Mańczak z małżonką i psem Frycem. Mańczak zginął w Katyniu
IPN
Kapitan pilot Józef Mańczak z małżonką i psem Frycem. Mańczak zginął w Katyniu
ZOBACZ TAKŻE


Piotr Bojarski: Kim byli Wielkopolanie, którzy trafili do sowieckich obozów?

Aleksandra Pietrowicz, autorka wystawy "Wielkopolanie w dołach śmierci Katynia, Charkowa i Miednoje": - Większość z nich była oficerami rezerwy. Byli to więc ludzie przeszkoleni wojskowo, ale nie zawodowi żołnierze. Starsi z nich zdobyli szlify wojskowe w powstaniu wielkopolskim, czy nawet jeszcze wcześniej, w armii pruskiej lub w innych armiach.Do Wielkopolski przybyło bowiem po I wojnie światowej wiele osób z byłego zaboru austriackiego czy rosyjskiego. Ludzi ci zajmowali często wysokie stanowiska w urzędach państwowych, przyczyniali się do rozwoju Uniwersytetu Poznańskiego. Mieli za sobą chrzest bojowy - czy to w Legionach Piłsudskiego, czy to w oddziałach niemieckich, austriackich, czy w powstaniu wielkopolskim, albo w wojnie bolszewickiej. Byli wśród nich kawalerowie Orderu Wojennego Virtuti Militari otrzymanego przeważnie za udział w wojnie z Rosją sowiecką.

Była to więc elita przedwojennego społeczeństwa.

- Tak, można ich z pewnością zaliczyć do elity.

Byli zaawansowani wiekowo?

- Nie aż tak bardzo. Większość z nich walczyła w czasie I wojny światowej, będąc w wieku poborowym. W 1939 roku byli to w większości ludzie w swoim najlepszym okresie twórczym, na pewno możemy tak powiedzieć o pracownikach uniwersyteckich. Wielu z nich miało już tytuły profesorskie, wielu też było lekarzami. W 1939 r. zmobilizowano ich na potrzeby tworzonych na zapleczu frontu szpitali wojskowych. Nasze przedwojenne dowództwo zdawało sobie sprawę, że ukształtowanie polskich granic nie pozwoli na dłuższą obronę Pomorza, Wielkopolski czy Śląska. Wiadomo było, że Wojsko Polskie prowadzić będzie głównie działania opóźniające, a główna linia oporu zostanie zorganizowana na linii Wisły. W związku z tym jednostki zapasowe dla Armii ,,Poznań" znajdowały się w centralnej i wschodniej Polsce. Na przykład Wielkopolska Brygada Kawalerii miała taki ośrodek zapasowy w Kraśniku. Rezerwiści, mobilizowani w sierpniu 1939 roku, byli właśnie tam kierowani. Podobnie było ze szpitalami polowymi. Również je stawiano na zapleczu frontu, np. w Białymstoku. Zgodnie z planem obronnym, po wybuchu wojny wielkopolskie jednostki wojskowe wycofywały się również na wschód.

Tak właśnie było z Janiną Lewandowską, córką gen. Józefa Dowbora-Muśnickiego, która zginęła w Katyniu?

- Tak. W Poznaniu na Ławicy stacjonował 3 pułk lotniczy, który został przemianowany na 3. bazę lotniczą. Część pilotów i maszyn została przeniesiona na lotniska polowe, zanim wybuchła wojna. Reszta - wśród nich Lewandowska, - przemieszczała się ruchem kolejowym bądź kołowym na wschód. Lewandowska była zapaloną pilotką i gdy zbliżała się wojna, zgłosiła się do bazy na Ławicy z nadzieją, że może się przydać, np. w lotach rozpoznawczych. Z przekazów wiemy, że w trakcie ewakuacji na wschód otrzymała mundur oficerski, zresztą za duży, co w jakimś sensie przypieczętowało jej los. Bo ten właśnie rzut, którym wycofywała się Lewandowska, po wkroczeniu Sowietów próbował się przedrzeć na południe, ku granicy rumuńskiej - i dostał się do niewoli sowieckiej w rejonie Tarnopola. Ponieważ Lewandowska była w mundurze oficerskim, trafiła do obozu w Kozielsku. Nieformalny komendant tego obozu, polski generał Minkiewicz postanowił utrzymać jej status oficerski sądząc, że dzięki temu będzie lepiej traktowana. Cóż, wiadomo, jak to się skończyło.

Wycofujący się na wschód Wielkopolanie byli przygotowani do walki z Niemcami. Nie spodziewali się, że zginą od sowieckiej kuli.

- Byli przygotowani do walki o Polskę. Agresja ze wschodu była zaskoczeniem nie tylko dla nich, także dla polityków. Choć wiedziano o porozumieniu Ribbentrop-Mołotow, jednak nikt nie zdawał sobie sprawy z tajnych ustaleń między III Rzeszą i ZSRR. Istnieją dowody na to, że wiedzieli o nich Francuzi - nie poinformowali jednak polskiego sojusznika.

Co ciekawe, polscy jeńcy wojskowi od razu po osadzeniu ich w obozach zostali przekazani NKWD, czyli w ręce policji. Związek Radziecki nie podpisał konwencji genewskiej i nie czuł się związany jej przepisami. Bardzo ciekawe są opublikowane dokumenty katyńskie (np. Katyń. Dokumenty Zbrodni. t. 1-3) - wynika z nich, że uwięzieni Polacy próbowali ustalić, jaki jest ich status. Występowali w związku z tym do władz sowieckich, by te określiły, czy Polacy są internowanymi, czy jeńcami wojennymi. Oficerowie zawodowi apelowali do Rosjan, by zwolnić osoby starsze - bo w obozach znalazły się nawet osoby powyżej 60 roku życia - i rezerwistów.

Dostali jakąkolwiek odpowiedź?

- W dokumentach takiej odpowiedzi nie ma. Zachował się natomiast ciekawy dokument, który powstał już po wymordowaniu Polaków. To sprawozdanie komisarza politycznego z czerwca 1940 roku po likwidacji obozu w Starobielsku, w którym autor dokumentu skarży się na zachowanie polskich oficerów. Komisarz raportuje, jak ciężką pracę włożono w ,,reedukację" Polaków: ile pogadanek zorganizowano, ile wystaw i filmów ukazujących zwycięstwo socjalizmu pokazano. Przez cały dzień polscy więźniowie musieli słuchać przez głośniki audycje propagandowe. I to wszystko zdało się na nic.

Po co Rosjanie zadali sobie tyle trudu? Czyżby liczyli na to, że kogoś pozyskają?

- Początkowo prawdopodobnie liczyli na pozyskanie przynajmniej niektórych z uwięzionych. Tym bardziej, że w obozie działał oddział specjalny NKWD, który zbierał informacje o jeńcach. Przesłuchiwano ich nieraz całe noce, zbierano informacje na temat ich poglądów, notowano adresy ich rodzin i znajomych. Znalazło się jedynie kilku takich, którzy zadeklarowali chęć walki u boku Armii Czerwonej. Na współpracę z Sowietami poszła znikoma liczba jeńców. Ale interesująca rzecz: w momencie, kiedy zaczęto wywozić Polaków na stracenie, parokrotnie w oficjalnej korespondencji pojawiają się pisma, w których pod najwyższą sankcją dla komendanta obozu nakazuje się dopilnowanie, by określone osoby nie zostały dołączone do transportu. Ile takich przypadków było, nie wiadomo.

Z zagłady ocalało tylko 395 osób spośród prawie 14 600 Polaków, uwięzionych w trzech obozach specjalnych - Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Z liczby tej nie możemy jednak wnosić niczego pewnego na temat zjawiska współpracy. Ogromna większość tych osób to były osoby ,,wyreklamowane" przez ambasady państw neutralnych, czy ambasadę niemiecką. Bywały też inne przypadki. Prof. Stanisława Swianiewicza zatrzymano na potrzeby dalszego śledztwa, ponieważ wyszło na jaw, że przed wojną był pracownikiem naukowym, specjalizującym się w studiach wschodnich. Był więc osobą, która mogła być powiązana w opinii NKWD z ,,Dwójką" (Oddziałem II Sztabu Głównego Wojska Polskiego - czyli wywiadem) i jego wiedza mogła być dla Rosjan cenna. Prof. Swianiewicz został ,,wyjęty" z transportu kolejowego już na samej stacji Gniezdowo - tuż przed egzekucją - i odstawiony na Łubiankę.

W źródłach mówi się o około 1570 Wielkopolanach, którzy zginęli w Katyniu. To pełna lista?

- To tylko szacunek. Ciągle nie ma jeszcze pełnej, imiennej listy ofiar. Poza tym w trakcie ekshumacji w Charkowie okazało się, że stracono tam więcej osób, niż ich było w obozie Starobielskim. Zabijano tam również więźniów trzymanych w innych miejscach. Dzięki wydanemu przez ,,Kartę" indeksowi represjonowanych wiemy, że w Charkowie zginęły osoby, których nie ma na tamtejszych listach straconych. Na przykład Stanisław Czapiewski, znany dziennikarz ,,Kuriera Poznańskiego", który został wysłany na front jako korespondent wojenny. Czapiewski dostał się do niewoli i - jak wskazują wszystkie dowody - zginął w Charkowie. Do tej pory nie znamy również tzw. białoruskiej listy katyńskiej.

Kogo przypomnicie na wystawie ,,Wielkopolanie w dołach śmierci Katynia, Charkowa i Miednoje"?

- Na wystawie pokazać możemy oczywiście tylko losy niektórych osób. Ich przypomnienie ma charakter symboliczny. Przywołujemy przedstawicieli, jeśli tak można powiedzieć, różnych środowisk i grup społecznych: pracowników nauki, lekarzy, inżynierów, prawników, urzędników państwowych, dziennikarzy, ziemian, działaczy gospodarczych, nauczycieli, zawodowych wojskowych itp. Na przykład inżyniera Władysława Rudnickiego, kierownika Wydziału Budowy Lokomotyw w Zakładach Cegielskiego. W sierpniu 1939 r. został zmobilizowany jako kapitan rezerwy. Był jeńcem obozu w Starobielsku, zginął zamordowany w Charkowie. Jego rodzina - żona, dwie córki i syn - została wysiedlona przez Niemców do Generalnego Gubernatorstwa.

Wśród wielkopolskich ofiar Katynia był też prof. Marcin Zieliński, W 1938 r. objął on Katedrę Neurologii i Psychiatrii na Uniwersytecie Poznańskim i dyrekcję Kliniki Neurologiczno-Psychiatrycznej UP. Pracował też w szpitalu dla psychicznie chorych w Owińskach, którygo pacjentom tak tragiczny los zgotowali Niemcy Był majorem rezerwy, kawalerem Orderu Wojennego Virtuti Militari za męstwo wykazane w czasie wojny polsko-bolszewickiej.. Zmobilizowany w sierpniu 1939 r. i mianowany komendantem szpitala armii "Łódź", wraz ze szpitalem ewakuował się na wschodnie tereny Polski, 18 września 1939 dostał się do niewoli sowieckiej. Osadzony w obozie w Kozielsku, pomagał jako lekarz chorym jeńcom. Zamordowany został w Katyniu między 7 a 11 kwietnia 1940 r. Jednym z bohaterów powstania wielkopolskiego był kapitan pilot Józef Mańczak, jeden z twórców wielkopolskiego lotnictwa, uczestnik odsieczy Lwowa i wojny z bolszewikami. Na zdjęciu widać go w samolocie z żoną - tu ciekawostka - z domu Greiser. Przed wojną zagrał w filmie, był animatorem kultury w Poznaniu - dzierżawcą kina ,,Stylowe" (późniejszego ,,Bałtyku" - red.). Był osobą nietuzinkową. Również on, zmobilizowany jako oficer w stanie spoczynku, do 3 Bazy Lotniczej, dostał się do niewoli sowieckiej i zginął w Katyniu.

W Katyniu spoczywają też trzej kuzyni Żółtowscy: Stefan, Marceli i Władysław - przedstawicieli znanej, zasłużonej wielkopolskiej rodziny ziemiańskiej. Odznaczyli się w czasie powstania wielkopolskiego i wojny polsko-bolszewickiej (Marceli był kawalerem Orderu Wojennego VM). Byli oficerami rezerwy 15 i 17 pułku ułanów.

Na wystawie znajdzie się też wzruszające zdjęcie Tadeusza Żuralskiego, znanego poznańskiego lekarza położnika, zrobione z córką w dniu, w którym wyjechał na front. Żuralski był przed wojną znanym lekarzem w Poznaniu, jego klinika cieszyła się zasłużoną renomą wśród dam z towarzystwa. Zmobilizowany do szpitala wojskowego w Białowieży, znalazł się w niewoli sowieckiej, trafił do obozu w Kozielsku, zginął w Katyniu. W trakcie wojny był poszukiwany przez Niemców.

Co jeszcze zobaczymy na wystawie?

- Zamiarem naszym jest pokazanie losów ludzi na szerszym tle historycznym. Dlatego przypominamy pakt Ribbentrop-Mołotow, ukazujemy agresję sowiecką 17 września 1939 r., powstanie obozów NKWD dla polskich jeńców i warunki jakie w nich panowały. Staramy się też przekazać choć trochę z atmosfery tam panującej (m. in. poprzez cytaty), przede wszystkim postawę uwięzionych. Prezentujemy sylwetki niektórych jeńców, ich zdjęcia, kartki, dokumenty, które po nich zostały. Pokazujemy wreszcie akcję likwidacji Polaków, zatwierdzoną decyzją Biura Politycznego WKP(b) z 5 marca 1940 roku. Osobny panel mówi o ujawnieniu przez Niemców grobów w Katyniu. Pokazujemy też historię powojennego kłamstwa katyńskiego. O Katyniu można było w PRL mówić tylko pod warunkiem, że jako moment śmierci polskich oficerów podawano datę 1941 roku - a więc kojarzono ten fakt z Niemcami. Inaczej cenzura by tego nie puściła. Ostatnim akcentem wystawy jest upamiętnienie ofiar, których groby odkryto w 1991 roku w Miednoje i Charkowie. W 2000 roku otwarto tam polskie cmentarze wojenne.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów