Przekorny stulatek - rozmowa o Zamku cesarskim
22.01.2010
, aktualizacja: 22.01.2010 17:58
,,Wiluś zamek zbudował. I cóż w tym tak złego? Przyjdziemy może kiedyś już do gotowego" - mawiali prześmiewczo poznaniacy, obserwując sto lat temu pnące się w górę mury zamku cesarza Wilhelma. Zamek miał być symbolem niemczyzny, a został symbolem polskiego zwycięstwa
ZOBACZ TAKŻE
- Sto lat zamku w widokówce (26-07-10, 18:20)
- Wilka, Niemka, która walczyła w AK (11-06-10, 12:00)
W sierpniu tego roku minie 100 lat od dnia, w którym cesarz Wilhelm II odebrał klucze do zamku w Poznaniu. Budowa zamku trwała pięć lat (1905-1910) i kosztowała budżet państwa niemieckiego astronomiczną, jak na ówczesne realia, sumę 5 milionów marek.
Rozmowa z Januszem Pazderem
Piotr Bojarski: Zamek zbudowano według projektu Franza Schwechtena, aczkolwiek w wielu przypadkach konkretne rozwiązania podsuwał cesarz. Jakie miał życzenia?
Janusz Pazder, konsultant ds. konserwatorskich w Centrum Kultury Zamek: Cesarz miał osobisty wpływ na wszelkie projekty przedstawiane mu przez Schwechtena, nie tylko zresztą w przypadku poznańskiego Zamku. Przyjmował je lub ich nie akceptował, wskazywał elementy, na których mu zależało. Zamek cesarski w Poznaniu był pomyślany jako rodzaj manifestacji i nie był tak naprawdę przeznaczony do rezydowania władcy. Oczywiście nadawał się do tego i wiadomo, że rodzina cesarska przebywała w nim dosyć często. Na przykład następca tronu bawił tutaj jeszcze w listopadzie 1918 roku. Natomiast Wilhelm II bywał w zamku tylko incydentalnie: istniało coś w rodzaju dorocznego "kalendarza objazdowego" cesarza i Poznania w nim nie umieszczono. Od momentu wybudowania Zamku cesarz był wszystkiego trzy razy. Przyjechał w 1910 roku, gdy Zamek ukończono, w 1913 roku, gdy ukończono budowę kaplicy w wieży i po raz ostatni w 1915 roku na naradę wojenną z Hindenburgiem.
Cesarz nie zaglądał tu często, bo nie lubił Poznania?
- Cesarz nie był po prostu w stanie regularnie odwiedzać wszystkich swoich rezydencji. Jaki był cel budowy tego zamku, świadczy o tym cały kontekst, w którym on powstał. To był element polityki „kulturalnego podniesienia” wschodnich prowincji Cesarstwa Niemieckiego i utwierdzenia niemczyzny na tych terenach. O tym, że Zamek miał być manifestacją określonych treści, świadczą formy, po które sięgnęli Schwechten i Wilhelm II. Nieprzypadkowo więc nawiązywano do cesarskiego pfalzu (pałacu) w Goslarze, czy odwoływano się do kaplicy pałacowej w Palermo. Nieprzypadkowo też we wnętrzach zamku w Poznaniu pojawiły się architektoniczne cytaty z Malborka. Palarnia na I piętrze wzorowana była na gotyckim refektarzu zamku Wielkiego Mistrza w Malborku. I nie są to bynajmniej domysły historyków sztuki. W jednym z przewodników, który ukazał się zaraz po zakończeniu budowy Zamku - bo kiedy nie przebywała w nim rodzina cesarska, był on od samego początku udostępniany do zwiedzania - była mowa o tym, że na zachodzie Rzeszy istnieją średniowieczne zabytki, potwierdzające potęgę państwa, a na wschodzie nie, należało więc taki ,,zabytek” zbudować.
Kiedy w 1918 roku Polacy opanowali władzę w mieście, nikt nie wpadł na pomysł, by Zamek wyburzyć - jak to było zaraz po II wojnie światowej?
- Nie, bo choć w polskich domach zdawano sobie sprawę z jego wymowy, to jednocześnie pojawiły się bardziej optymistyczne głosy. Powstała np. fraszka: ,,Wiluś zamek zbudował. I cóż w tym tak złego? Przyjdziemy może kiedyś już do gotowego". Myślę, że w 1918 roku przejęcie Zamku traktowano jako coś mocno symbolicznego. Oto obiekt, który miał być wyrazem dominacji niemieckiej, dostał się w polskie ręce. Bardzo szybko, bo już w 1919 roku, Zamek został ustanowiony rezydencją głowy polskiego państwa, a także stał się głównym budynkiem uniwersyteckim. W okresie międzywojennym Zamek traktowano więc jako symbol sprawiedliwości dziejowej. Poddawano go też różnym symbolicznym działaniom, m.in. usunięto z niego cesarski tron, który przekazano do katedry w Gnieźnie, i w to miejsce najpierw powieszono portret marszałka Piłsudskiego, a następnie ustawiono jego popiersie.
Czy to oznacza, że kiedy do Poznania przyjeżdżał prezydent RP, mieszkał w osobistych apartamentach cesarza?
- Podział był następujący: pierwsze piętro Zamku było rezydencją państwową, a parter i drugie piętro należało do uniwersytetu. Na zdjęciu Ulatowskiego z tego okresu widzimy na przykład ,,sypialnię pana prezydenta RP". Jest to dokładnie rzecz biorąc sypialnia cesarza ze wszystkimi sprzętami, z których on w niej korzystał. Podobnie jak w czasach cesarskich Zamek - o ile nie gościł w nim prezydent - był także udostępniany do zwiedzania. Pod koniec lat 30. ukazał się nawet poświęcony mu przewodnik.
W 1939 r. Zamek przeszedł znowu w niemieckie ręce. Rezydował w nim Namiestnik Kraju Warty Arthur Greiser, który zaczął przebudowywać wnętrze, niszcząc bezpowrotnie piękne neoromańskie sale.
- To, co mamy w Zamku dzisiaj, to są wnętrza z okresu II wojny światowej. To miała być rezydencja Hitlera, skrojona według jego gustu. Projekty nowych wnętrz Zamku były wzorowane na nowej Kancelarii Rzeszy. Niemcy hitlerowskie dystansowały się od cesarza, którego uważano za odpowiedzialnego za największą klęskę w dziejach Rzeszy. Naziści zmienili więc nie tylko wnętrza Zamku, ale również jego nazwę: teraz nazywał się on Deutsches Schloss (Zamek Niemiecki). Hitler, podobnie jak cesarz, bardzo interesował się pracami w Zamku i - choć najprawdopodobniej nigdy tu nie był - osobiście akceptował poszczególne rozwiązania, na przykład budowę balkonu na wieży zamkowej.
Już w lutym w 1945 r. władze miasta zdecydowały o rozbiórce Zamku. Trudno się chyba dziwić: poznaniacy traktowali go jako symbol władzy okupantów.
- Doświadczenie II wojny światowej, szczególnie w Poznaniu, gdzie Polacy zostali poddani niezwykłej presji, musiało zaowocować taką reakcją. Całkowicie rozumiem psychologicznie tę decyzję.
Czy to prawda, że Zamek ocalił przed zburzeniem trzeźwy głos generała Karola Świerczewskiego?
- Słyszałem, że miał on uznać Zamek za niemożliwy do wysadzenia. Ale to nieprawda. Zniszczeniu zamku sprzeciwił się premier Edwarda Osóbka-Morawski, bo Zamek był własnością państwa. Osóbka-Morawski nakazał przekazać Zamek ponownie Uniwersytetowi Poznańskiemu, który pilnie potrzebował pomieszczeń. Można więc powiedzieć, że poznaniacy wyjątkowo kierowali się w tym przypadku emocjami, a po poznańsku, pragmatycznie zachował się premier w Warszawie.
Rozmowa z Januszem Pazderem
Piotr Bojarski: Zamek zbudowano według projektu Franza Schwechtena, aczkolwiek w wielu przypadkach konkretne rozwiązania podsuwał cesarz. Jakie miał życzenia?
Janusz Pazder, konsultant ds. konserwatorskich w Centrum Kultury Zamek: Cesarz miał osobisty wpływ na wszelkie projekty przedstawiane mu przez Schwechtena, nie tylko zresztą w przypadku poznańskiego Zamku. Przyjmował je lub ich nie akceptował, wskazywał elementy, na których mu zależało. Zamek cesarski w Poznaniu był pomyślany jako rodzaj manifestacji i nie był tak naprawdę przeznaczony do rezydowania władcy. Oczywiście nadawał się do tego i wiadomo, że rodzina cesarska przebywała w nim dosyć często. Na przykład następca tronu bawił tutaj jeszcze w listopadzie 1918 roku. Natomiast Wilhelm II bywał w zamku tylko incydentalnie: istniało coś w rodzaju dorocznego "kalendarza objazdowego" cesarza i Poznania w nim nie umieszczono. Od momentu wybudowania Zamku cesarz był wszystkiego trzy razy. Przyjechał w 1910 roku, gdy Zamek ukończono, w 1913 roku, gdy ukończono budowę kaplicy w wieży i po raz ostatni w 1915 roku na naradę wojenną z Hindenburgiem.
Cesarz nie zaglądał tu często, bo nie lubił Poznania?
- Cesarz nie był po prostu w stanie regularnie odwiedzać wszystkich swoich rezydencji. Jaki był cel budowy tego zamku, świadczy o tym cały kontekst, w którym on powstał. To był element polityki „kulturalnego podniesienia” wschodnich prowincji Cesarstwa Niemieckiego i utwierdzenia niemczyzny na tych terenach. O tym, że Zamek miał być manifestacją określonych treści, świadczą formy, po które sięgnęli Schwechten i Wilhelm II. Nieprzypadkowo więc nawiązywano do cesarskiego pfalzu (pałacu) w Goslarze, czy odwoływano się do kaplicy pałacowej w Palermo. Nieprzypadkowo też we wnętrzach zamku w Poznaniu pojawiły się architektoniczne cytaty z Malborka. Palarnia na I piętrze wzorowana była na gotyckim refektarzu zamku Wielkiego Mistrza w Malborku. I nie są to bynajmniej domysły historyków sztuki. W jednym z przewodników, który ukazał się zaraz po zakończeniu budowy Zamku - bo kiedy nie przebywała w nim rodzina cesarska, był on od samego początku udostępniany do zwiedzania - była mowa o tym, że na zachodzie Rzeszy istnieją średniowieczne zabytki, potwierdzające potęgę państwa, a na wschodzie nie, należało więc taki ,,zabytek” zbudować.
Kiedy w 1918 roku Polacy opanowali władzę w mieście, nikt nie wpadł na pomysł, by Zamek wyburzyć - jak to było zaraz po II wojnie światowej?
- Nie, bo choć w polskich domach zdawano sobie sprawę z jego wymowy, to jednocześnie pojawiły się bardziej optymistyczne głosy. Powstała np. fraszka: ,,Wiluś zamek zbudował. I cóż w tym tak złego? Przyjdziemy może kiedyś już do gotowego". Myślę, że w 1918 roku przejęcie Zamku traktowano jako coś mocno symbolicznego. Oto obiekt, który miał być wyrazem dominacji niemieckiej, dostał się w polskie ręce. Bardzo szybko, bo już w 1919 roku, Zamek został ustanowiony rezydencją głowy polskiego państwa, a także stał się głównym budynkiem uniwersyteckim. W okresie międzywojennym Zamek traktowano więc jako symbol sprawiedliwości dziejowej. Poddawano go też różnym symbolicznym działaniom, m.in. usunięto z niego cesarski tron, który przekazano do katedry w Gnieźnie, i w to miejsce najpierw powieszono portret marszałka Piłsudskiego, a następnie ustawiono jego popiersie.
Czy to oznacza, że kiedy do Poznania przyjeżdżał prezydent RP, mieszkał w osobistych apartamentach cesarza?
- Podział był następujący: pierwsze piętro Zamku było rezydencją państwową, a parter i drugie piętro należało do uniwersytetu. Na zdjęciu Ulatowskiego z tego okresu widzimy na przykład ,,sypialnię pana prezydenta RP". Jest to dokładnie rzecz biorąc sypialnia cesarza ze wszystkimi sprzętami, z których on w niej korzystał. Podobnie jak w czasach cesarskich Zamek - o ile nie gościł w nim prezydent - był także udostępniany do zwiedzania. Pod koniec lat 30. ukazał się nawet poświęcony mu przewodnik.
W 1939 r. Zamek przeszedł znowu w niemieckie ręce. Rezydował w nim Namiestnik Kraju Warty Arthur Greiser, który zaczął przebudowywać wnętrze, niszcząc bezpowrotnie piękne neoromańskie sale.
- To, co mamy w Zamku dzisiaj, to są wnętrza z okresu II wojny światowej. To miała być rezydencja Hitlera, skrojona według jego gustu. Projekty nowych wnętrz Zamku były wzorowane na nowej Kancelarii Rzeszy. Niemcy hitlerowskie dystansowały się od cesarza, którego uważano za odpowiedzialnego za największą klęskę w dziejach Rzeszy. Naziści zmienili więc nie tylko wnętrza Zamku, ale również jego nazwę: teraz nazywał się on Deutsches Schloss (Zamek Niemiecki). Hitler, podobnie jak cesarz, bardzo interesował się pracami w Zamku i - choć najprawdopodobniej nigdy tu nie był - osobiście akceptował poszczególne rozwiązania, na przykład budowę balkonu na wieży zamkowej.
Już w lutym w 1945 r. władze miasta zdecydowały o rozbiórce Zamku. Trudno się chyba dziwić: poznaniacy traktowali go jako symbol władzy okupantów.
- Doświadczenie II wojny światowej, szczególnie w Poznaniu, gdzie Polacy zostali poddani niezwykłej presji, musiało zaowocować taką reakcją. Całkowicie rozumiem psychologicznie tę decyzję.
Czy to prawda, że Zamek ocalił przed zburzeniem trzeźwy głos generała Karola Świerczewskiego?
- Słyszałem, że miał on uznać Zamek za niemożliwy do wysadzenia. Ale to nieprawda. Zniszczeniu zamku sprzeciwił się premier Edwarda Osóbka-Morawski, bo Zamek był własnością państwa. Osóbka-Morawski nakazał przekazać Zamek ponownie Uniwersytetowi Poznańskiemu, który pilnie potrzebował pomieszczeń. Można więc powiedzieć, że poznaniacy wyjątkowo kierowali się w tym przypadku emocjami, a po poznańsku, pragmatycznie zachował się premier w Warszawie.
- 48 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
Przekorny stulatek - rozmowa o Zamku cesarskim
kontemplator07
22.01.10, 18:52
Może jednak nalezy mu odbudować te wieże. I dlaczego nie zachować nazwy Zamek Cesarski? Historii się nie zakopie, a świadomość, że mamy Zamek Cesarski daje miastu większy splendor, także »
-
Czy Świerczewski był kiedyś trzeżwy? Budziszyn?
woytolo
22.01.10, 21:12
Trzeba przegonić konserwatora zabytków w Poznaniu (pozwolił na wybudowanieszpetnego akwarium w porcie nad Wartą) i swobodnie przebudować czerep zamku nacoś ładnego. Przywrócenie nazwy »
Najczęściej czytane24 htydzień





