Krzyżak Hieronim (1931-2009)
07.10.2010
, aktualizacja: 07.10.2010 15:43
„Dobrzy ludzie mają moc,
mogą żyć jeszcze po śmierci
w niejednym wspomnieniu.”
/Trygve Gulbranssen /
Hieronim Krzyżak (04.01.1931 - 28.05.2009). Wieloletni nauczyciel. Wychowawca wielu pokoleń. Dyrektor szkoły. Działacz społeczny. Budowniczy szkół. Inicjator działań artystycznych. Współzałożyciel i członek zespołu ludowego "Wesele Kaliskie". Organizator życia społeczności w Jastrzębnikach, Stropieszynie i Goliszewie. Mój Tato.
Jakże trudno pisać o kimś tak bliskim, kogo na zawsze się straciło.
Jaki był? Bez wątpienia był to człowiek wielkiego serca, człowiek, na którym można polegać. Żył nie tylko dla siebie, dawał oparcie w trudnych chwilach. Nasz dom był otwarty dla wszystkich. Ojciec z troską wysłuchiwał i wspomagał każdego, kto potrzebował rady, dobrego słowa lub jakiejkolwiek innej pomocy. Dzięki temu skupiał wokół siebie duże grono przyjaciół.
Angażował się w tak wielu dziedzinach życia lokalnej, wiejskiej społeczności, wśród której mieszkał i działał. Był wzorem pracowitości i bezinteresowności. W swoim długim życiu zawodowym posługiwał się zarówno piórem, jak i łopatą. Dając własny przykład zaangażowania, zmobilizował społeczeństwo do rozbudowy szkoły w Stropieszynie i budowy nowej szkoły w Goliszewie. Urządzał przy nich boiska sportowe, a wraz z mieszkańcami Stropieszyna zbudował nawet drogę.
Kiedy się czegoś podejmował, z uporem dążył do celu, nie poddawał się napotykając trudności. Można powiedzieć, że mierzył siły na zamiary. Nie ograniczał się do realizacji minimalistycznych planów. Zachęcił ludzi, żeby wybudować dodatkową kondygnację szkoły w Goliszewie (w planie miała być parterowa). W każdej sytuacji, czy to budując szkoły czy własny dom, organizując wypoczynek dla uczniów czy dla swojej rodziny, dbając o wizerunek szkoły czy pielęgnując przydomowy ogródek, w każdą pracę wkładał całe swoje serce i siły. W imię interesu społecznego często rezygnował z własnych przyjemności.
Zespół folklorystyczny "Wesele Kaliskie" - to wspólne dzieło mojego Ojca i Mamy. Odcisnęło tak duże piętno na naszej rodzinie, bo praca artystyczna jest ważną częścią życia zawodowego dla mojej siostry i dla mnie. Do zespołu wstępowali dorośli mieszkańcy wsi. Ludzie, którzy na co dzień zajmowali się pracą na roli. Wieczorami przygotowywali występy, a w soboty i niedziele jeździli razem po okolicznych miejscowościach kultywując tradycje i zwyczaje regionu kaliskiego. Ta praca nie przynosiła żadnych wymiernych zysków, ale dawała Rodzicom coś ważniejszego - poczucie, że dzięki niej przetrwa więź społeczna, tożsamość narodowa.
Wielką wartością dla mojego Ojca było szczęśliwe dzieciństwo wychowanków. Promował harcerstwo i sport. Sam trenował uczniów, którzy odnosili potem duże sukcesy podczas zawodów sportowych na szczeblu powiatowym. Był inicjatorem licznych imprez szkolnych oraz różnorodnych form wypoczynku, z których dzieci czerpały tak wiele radości, które najdłużej ludziom zapadają w pamięci. Organizował dla nich wycieczki turystyczno - krajoznawcze, współorganizował i prowadził obozy harcerskie, biwaki, kolonie i półkolonie. Chciał w ten sposób stworzyć swoim wychowankom warunki dla życia pełnego radości. Udało mu się ten cel osiągnąć, ponieważ do tej pory absolwenci kierowanych przez niego szkół z rozrzewnieniem wspominają te wszystkie wyjazdy i podkreślają, że ich szkolne lata były dzięki nim fascynujące.
Wychowywanie młodego pokolenia w duchu poszanowania drugiego człowieka było jego nadrzędnym celem. Całym swoim życiem uczył, co jest prawdziwą wartością. Żył i pracował w trudnym okresie historycznym, nie łatwo było kierować szkołą i nie ulegać presji innych. Mój Tato, zawsze wierny swoim ideałom, pełen godności osobistej i odwagi, był człowiekiem honoru, potrafił zachować twarz.
Za swoją działalność zawodową i społeczną był wielokrotnie nagradzany i odznaczany, m.in.:
Złotym Krzyżem Zasługi Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej; Złotą odznaką Związku Nauczycielstwa Polskiego; Złotym Krzyżem Zasługi dla Związku Harcerstwa Polskiego.
Jednak satysfakcję czerpał nie z odznaczeń, którymi został uhonorowany, lecz z dobrze spełnionego obowiązku, gdy widział radość i uśmiech na twarzach swoich podopiecznych oraz ich rodziców. Do końca pozostał człowiekiem skromnym.
Odszedł już ponad rok temu, ale w pamięci swoich wychowanków jest ciągle żywy. Wspomnienia nie pozwalają zatrzeć obrazu człowieka, który był dla nich mistrzem i przewodnikiem. Wielu uczniów odwiedza jego grób na cmentarzu w Gołuchowie, gdzie spędził ostatnie lata swojego pracowitego życia. Byli wychowankowie, składając podziękowanie i okazując szacunek swojemu wychowawcy, dyrektorowi szkoły, do której uczęszczali przez osiem lat, często podkreślają, że swoją wiedzą historyczną, charyzmą i autorytetem pan Krzyżak imponował uczniom, a jako arbiter w spornych sprawach, nie miał sobie równych. Lubili słuchać jego ciekawych opowieści, które przenosiły ich w inny wymiar, odległy świat i przybliżały w prosty sposób historię.
"Nie zapomnimy go nigdy!" - powtarzali ocierając ukradkiem łzy, gdy w licznym gronie zjawili się na pogrzebie mojego Taty, aby towarzyszyć mu w ostatniej drodze. Myślę, że na tę pamięć zasłużył sobie w pełni.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

