Kotański Marek (1942-2002)

Przemysław Przybecki, Prezes Stowarzyszenia Pomocy Bliźniemu Mar - Kot
08.03.2010 , aktualizacja: 08.03.2010 14:28
A A A Drukuj
List do Nieba

Marku,

Patrz jak to jest, nie widzieliśmy się już siedem lat, a ja dzięki Tobie, znowu czegoś się nauczyłem.

Chodzi mi o pojęcie życia zwielokrotnionego, które doświadczam w czasie i przestrzeni bez Ciebie.

Tak naprawdę, to jeszcze nie zdążyłem oswoić się z myślą, że nasz czas wspólny, zatrzymał się na szosie pod Nowym Dworem Mazowieckim w tamtą sierpniową noc z niedzieli na poniedziałek.

Wspominam naszą ostatnią rozmowę, którą przerwał dzwonek telefonu i Twoje zapewnienie, że dokończymy ją jutro rano.

Wiele razy zastanawiałem się, ile mieliśmy przed sobą studni do wykopania, ile domów do zbudowania i ludzi do przekonania, że trzeba chcieć żyć, a reszta się jakoś ułoży.

Marku.

Uwielbiam ten czas, kiedy tuż przed zaśnięciem robię sobie mały bilans wielkich spraw i wychodzi mi, że warto jest brać się za bary z oporem materii, obezwładniającą inercją i pokusą pójścia na skróty.

Dobrze wiesz, że niezwykle trudną misję odzyskiwania ludzi dla życia, w której o doraźną satysfakcję nie jest łatwo, wynagradzają te momenty, kiedy w świeżej pościeli, pośród bielonych ścian, na tymczasowych łóżkach zasypiają ci, dla których dom Mar - Kotu, jawi się kresem podróży niczym Itaka dla Odyseusza.

W liście do Ciebie, nie da się uniknąć uduchowionej retoryki i barwnych dookreśleń, którymi zwykle szary świat z przyległościami malowałeś, na użytek przydania mu piękna i czynienia go bardziej przyjaznym.

Robiłeś to z rozmysłem, by masa krytyczna otaczającego nas zła i przejawy bezinteresownie złej woli, nie zdominowały rzeczywistości, w której wyścig szczurów nie był dla Ciebie metaforą, lecz dosłownym współzawodnictwem ludzi i gryzoni o dostęp do śmietnikowych resztek pożywienia.

Wiem, mocne słowa, ale prawdziwe i dojmujące tak bardzo, jak ból wykluczenia społecznego, wyrzucenia poza nawias podmiotowości i odarcie z resztek przyrodzonej godności ludzkiej.

Marku.

Dziękuję Ci za to, że przez wszystkie lata współpracy, uczyłeś mnie bezwarunkowego miłowania bliźniego.

Dziękuję za przestrogi, w których starałeś się uczulić mnie na potrzebę unikania fałszywych komunikatów, zbędnych eufemizmów i relatywizowania rzeczywistości.

Dzięki temu mam świadomość, że nazwanie rzeczy po imieniu, jest najlepszym otwarciem w licytacji dobra na giełdzie szczególnego rodzaju papierów wartościowych.

Dziś, znowu będę u Ciebie.

Zdam sprawę z pojmowania służby Bliźniemu i opowiem Ci, jak pięknie jest czynić tak, by wieczorne sumowanie zdarzeń, było dowodem na prawdziwość tezy o życiu zwielokrotnionym

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów