Adamiec Jerzy (1927-2009)
08.03.2010
, aktualizacja: 08.03.2010 14:19
Płk. pilot Jerzy Adamiec
11 września tego roku na cmentarzu parafialnym przy ul. Nowina w Poznaniu pożegnaliśmy płk. pilota Jerzego Adamca, człowieka, którego piękne i pożyteczne życie upłynęło w dużej części na patriotycznej służbie żołnierskiej, a po jej zakończeniu na wytrwałej pracy zawodowej i społecznej.
Urodził się w niezamożnej, robotniczej rodzinie w Pabianicach 26 maja 1927 roku. Jak wielu innych młodych ludzi fascynował się sukcesami polskich lotników i postanowił, że i on będzie latał.
Nie uniknął jednak trudnego losu swego pokolenia, doświadczonego wojną, okupacją i niełatwymi latami powojennymi. Już w 1938 roku wstąpił do harcerstwa - akurat w porę, by wziąć czynny udział w nadchodzących wydarzeniach, najpierw w paramilitarnym Pogotowiu Harcerzy na początku wojny a potem, podobnie jak tysiące dzielnych młodych ludzi, działał aktywnie w Szarych Szeregach, wykonując między innymi zadania wywiadowcze dla Armii Krajowej. W 1944 roku znalazł się na robotach przymusowych na terenie hitlerowskich Niemiec, gdzie był świadkiem bombardowania Drezna przez lotnictwo alianckie. Pod koniec wojny podjął udaną próbę ucieczki z Rzeszy i po długich i pełnych przygód peregrynacjach dotarł wreszcie do rodzinnych Pabianic w ostatniej już chyba w dziejach "wędrówce ludów", podjętej przez miliony mieszkańców Europy, gdy ucichły wreszcie fronty wielkiej wojny.
Po wojnie postanowił zrealizować swoje młodzieńcze marzenia i w 1947 roku został członkiem Aeroklubu Łódzkiego. Na szybowisku na Borowej Górze odbył swój pierwszy, pamiętny dla każdego pilota, lot.
Już w trakcie zasadniczej służby wojskowej zetknął się z lotnictwem wojskowym, służąc w 1-szym Pułku Lotnictwa Myśliwskiego "Warszawa" a w roku 1948 został słuchaczem Oficerskiej Szkoły Wojsk Lotniczych w Dęblinie, sławnej "Szkoły Orląt", której absolwenci sławili imię polskich skrzydeł na niebie ogarniętej wojną Europy. Po promocji w 1951 roku został pilotem w 7-mym Pułku Lotnictwa Bombowego w Malborku a potem w 1952 roku w 35 Pułku L.B. w Inowrocławiu, gdzie latał na wymagającym dla pilotów bombowcu Pe-2, przeżywając w powietrzu wiele niebezpiecznych przygód. Często wspominał, jak awaryjnie lądował z pełnym ładunkiem bomb, których nie można było zrzucić nad poligonem z powodu awarii jednego silnika!
Nowa epoka samolotów odrzutowych zastała go w 33 Pułku Lotnictwa Bombowego stacjonującym w Bydgoszczy, gdzie przechodził kolejne szczeble lotniczej kariery, zostając najpierw dowódcą klucza, w roku 1954 dowódcą eskadry, a rok później zastępcą dowódcy pułku ds. pilotażu, latając cały czas na najnowocześniejszych wówczas samolotach bombowych IŁ-28. We wrześniu 1956 roku, gdy skończył zaledwie 29 lat został dowódcą 33 Pułku Lotnictwa Bombowego i dowodził nim przez następne 4 lata. W 1960 roku prowadził jako lider pamiętną defiladę nad polami grunwaldzkimi w 550 rocznicę bitwy a szesnaście Iłów-28 z jego pułku leciało w figurze rombu, po raz pierwszy utworzonej w powietrzu.
W 1960 roku rozpoczął studia w Akademii Sztabu Generalnego, by po czterech latach objąć dowództwo utworzonego od podstaw 33-go Pułku Rozpoznania Operacyjnego, stacjonującego w Powidzu. Dowodzony przezeń pułk jako jedyny osiągnął ocenę wzorową w ogromnych, angażujących praktycznie całe polskie lotnictwo wojskowe, manewrach "Jesienne Niebo". Kilka miesięcy wcześniej jako lider ponownie prowadził defiladę lotniczą nad Warszawą z okazji 1000-lecia państwa polskiego z samolotami IŁ-28, które tworzyły formację Orła. W latach 1967 i 1968 jego pułk zdobywał pierwsze miejsce w rywalizacji jednostek Wojsk Lotniczych.
W roku 1969 rozpoczął pracę sztabową na stanowisku Szefa Wydziału Szkolenia Lotnictwa Rozpoznawczo-Bombowego, by w rok później objąć obowiązki Szefa Oddziału Rozpoznawczego Dowództwa Wojsk Lotniczych.
W roku 1972 został dowódcą 7 Brygady Lotnictwa Rozpoznania Operacyjnego w Powidzu, którą dowodził przez cztery lata. Służbę wojskową zakończył w roku 1976 z powodu pogorszenia się stanu zdrowia. Ale nie oznaczało to końca jego zawodowej aktywności, gdyż przez następne 15 lat, pracował wytrwale i z sukcesami w wojewódzkim oddziale Narodowego Banku Polskiego w Poznaniu.
Większość życia poświecił temu, co kochał najbardziej - lotnictwu. Ciekawe koleje swego życia opisał we wspomnieniowej książce W cieniu białoczerwonej szachownicy.
Gdy wspominamy tych, którzy odeszli od nas na zawsze, zastanawiamy się zwykle, jak zapisali się w pamięci tych, którzy mieli okazję ich bliżej poznać. Zapamiętamy płka Adamca przede wszystkim jako ogromnie życzliwego ludziom, zarówno w towarzyskich kontaktach jak i w pracy zawodowej. Wielu z nas zapamiętało tę charakterystyczną i często przezeń powtarzaną maksymę, że tak jak nie ma ludzi pozbawionych wad, tak i nie ma ludzi pozbawionych jakichś zalet i obowiązkiem naszym jest owe zalety dostrzegać i rozwijać z ogólnym dla wszystkich pożytkiem, miast koncentrować się na eliminowaniu wymyślonych często niedoskonałości. Zasadę tę stosował ze znakomitym skutkiem w czasie całego swego życia a zaświadczyć o tym mogą wszyscy wspominający go przyjaciele, współpracownicy, dalsi i bliżsi znajomi, dowódcy i podkomendni z eskadr, pułków i brygad, z którymi spotkał się w ciągu parudziesięciu lat swej służby w lotnictwie.
Możemy o tym zaświadczyć i my, członkowie Jego rodziny. Dla nas był On przede wszystkim kochającym i troskliwym mężem, ojcem, dziadkiem, pradziadkiem, szczerze szanowanym, prawdziwym seniorem naszej licznej, wielopokoleniowej rodziny. Zawsze o nas myślał z miłością, często mądrze słuchał, zawsze dobrze radził.
Pożegnaliśmy Go tłumnie owego wrześniowego popołudnia, a podniosły i przejmujący ceremoniał wojskowego pogrzebu nikogo zapewne nie pozostawił obojętnym wobec nieuchronnej ostateczności ludzkiego losu.
Będziemy Go zawsze pamiętać!
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



