Lewandowski Maksymilian Feliks
02.03.2010
, aktualizacja: 02.03.2010 13:44
Dzisiaj cmentarna cisza zalega obóz w Żabikowie - miejsce kaźni m.in. Wielkopolan.
Co wiemy o tym strasznym miejscu? Zdążyli o tym opowiedzieć ocaleni byli więźniowie. Ich wstrząsające relacje zamieszczał Głos Wielkopolski w wiosennych numerach gazety w 1945 r. Dziennie umierało w obozie od morderczej pracy i tortur do 15 więźniów.
Więźniowie polityczni przebywający w obozie wożeni byli na przesłuchania do Poznania do gestapo. Wieczorem wracali pobici, pokrwawieni, niektórzy nie mogli iść o własnych siłach i "silniejsi" towarzysze niedoli ich podtrzymywali.
Szczególnym bestialstwem w obozie sławili się niemieccy oprawcy torturujący więźniów osadzaniem w karcerze. W nim skuwano ze sobą łańcuchami większą liczbę więźniów w pozycji leżącej. Budynek był bez okien ale dzień i noc świecili światła elektryczne, a nad leżącymi ofiarami była przeciągnięta siatka metalowa pod wysokim napięciem!
Ostatni dramat rozegrał się nocą z 20 na 21 stycznia 1945 r. Noc ta była straszna. Oprawcy pospiesznie pozamykali więźniów w obozowych barakach, pozasłaniali okna. O godz. 23 więźniowie zauważyli że pali się tzw. barak wywozowy. Słyszeli niesamowite jęki - palili się ludzie. Tam ginęli więźniowie polityczni i chorzy niezdolni do ewakuacji, która rozpoczęła się po północy z 20 na 21 stycznia (Głos Wielkopolski nr 22/45 str.3). W środku stosu trupów były beczki po benzynie. Ułożenie spalonych ludzi pod oknami i drzwiami świadczyło, że tam toczyła się walka o przeżycie. Zginęli wszyscy - Męczennicy.
Przypominam te straszne opisy by poruszyć pamięć i serca.
Po 65 latach to nadal boli. To niezabliźniona rana. Wśród ginących w płomieniach, wcześniej maltretowanych w gestapo, we wspomnianym już bunkrze - karcerze był mój Ojciec Maksymilian Feliks Lewandowski z Leszna (nr obozowy 17168). W dniu męczeńskiej śmierci miał 31 lat. Był nauczycielem, phm. ZHP, por rez. Wojska Polskiego. Gdy Polska była w nieszczęściu przystąpił do organizowania działalności niepodległościowej wespół z innymi nauczycielami oficerami rezerwy WP.
Był zastępcą Szefa Inspektoratu Rejonowego Komendy Z.W.Z.-A.K. kryptonim "Ptaszarnia". W Inspektoracie Rejonowym kierował wydziałem Organizacyjnym i Kontrwywiadu. Przejściowo kierował obwodem A.K. kryptonim "Lelek" i do końca pozostał szefem komendy A.K. w Lesznie to jest do 22 czerwca 1944 - do aresztowania.
Aresztowanie por. M.F. Lewandowskiego nastąpiło w domu przy ul. Bocznej 11 (obecnie 13) w Lesznie przez dwóch żandarmów i trzech funkcjonariuszy gestapo. Został skuty kajdanami ale na usilną prośbę żony zezwolono Ojcu na pożegnanie z córką Krystyną - wtedy trzyletnią dziewczynką. Nie mógł objąć "Zuszka" (tak mnie nazywał) tylko serdecznie ucałował. Pierwszy etap przesłuchania nastąpił w gestapo w Lesznie. Następnie został wywieziony do gestapo w Poznaniu. Edmund Trojanowski - nowy szef rejonu, Maksymilian Lewandowski - jego zastępca, Antoni Filipowski - szef obwodu, Stefan Wygoda, Ernisław Kumel solidarnie dzielili piekło gestapowskich tortur. 2.07.1944 r. Ojciec został przewieziony do obozu w Żabikowie. Inny więzień - pan Ziemniak z Leszna uratowany w ewakuacji potwierdził po wojnie niezłomność i godność Ojca w obozie i na przesłuchaniach. Nie ominął ojca również karcer - bunkier przed likwidacją obozu.
Wyrokiem sądu doraźnego w Poznaniu z 3 i 5 stycznia 1945 r. ppor. M.F. Lewandowski został skazany na śmierć. Oczekiwał dopełnienia losu w bunkrze obozowym co nastąpiło w opisanej już tragedii z 20 na 21.01.1945. Po wyzwoleniu odbył się zbiorowy pogrzeb ofiar. Z obozu wyruszył żałobny kondukt, który od kościoła Łazarskiego na plac Zamkowy prowadził arcybiskup Walenty Dymek. W zbiorowej mogile na placu pochowano 70 trumien. Po kilku latach trumny przeniesiono na Cytadelę. W orszaku żałobnym 8.04.1945 szła żona Maksymiliana. W Lesznie rodzinnym miejscem pamięci Maksymiliana jest tablica na grobie jego zmarłej żony: Maksymilian Lewandowski nauczyciel - oficer A.K.
Swoją przyszłą żonę Maksymilian zapoznał w towarzystwie starszoharcerskim. Związek małżeński zawarli 22 sierpnia1939 r. 10 lipca 1941 r. urodziła się ich córka (Krystyna Maria obecnie Motylewicz). 11 lipca 1944 r. żona Maksymiliana z córką zostały aresztowane. Jej ojciec Stanisław Skrzypczak dzięki pomyślnemu zbiegowi okoliczności ocalił wnuczkę od wywózki. Moja Mama Hildegarda znalazła się w obozie przejściowym w Górczynie a następnie skierowana została do pracy w fabryce części samolotowych. Po wojnie pracowała w Inspektoracie Szkolnym w Lesznie prowadząc referat opieki nad dzieckiem, a następnie w Urzędzie Miejskim w Lesznie. Zmarła 10.07.1984.
Co roku odbywałyśmy z moja Mamą podróże zaduszkowe do Ojca. Smutne były to spotkania i mimo świadectw i przekazów współtowarzyszy Ojca - tych, którzy przeżyli, bardzo długo w naszych sercach tliła się iskra nadziei, że zdarzy się cud i że Ojciec przeżył. Cud się jednak nie zdarzył.
Co wiemy o tym strasznym miejscu? Zdążyli o tym opowiedzieć ocaleni byli więźniowie. Ich wstrząsające relacje zamieszczał Głos Wielkopolski w wiosennych numerach gazety w 1945 r. Dziennie umierało w obozie od morderczej pracy i tortur do 15 więźniów.
Więźniowie polityczni przebywający w obozie wożeni byli na przesłuchania do Poznania do gestapo. Wieczorem wracali pobici, pokrwawieni, niektórzy nie mogli iść o własnych siłach i "silniejsi" towarzysze niedoli ich podtrzymywali.
Szczególnym bestialstwem w obozie sławili się niemieccy oprawcy torturujący więźniów osadzaniem w karcerze. W nim skuwano ze sobą łańcuchami większą liczbę więźniów w pozycji leżącej. Budynek był bez okien ale dzień i noc świecili światła elektryczne, a nad leżącymi ofiarami była przeciągnięta siatka metalowa pod wysokim napięciem!
Ostatni dramat rozegrał się nocą z 20 na 21 stycznia 1945 r. Noc ta była straszna. Oprawcy pospiesznie pozamykali więźniów w obozowych barakach, pozasłaniali okna. O godz. 23 więźniowie zauważyli że pali się tzw. barak wywozowy. Słyszeli niesamowite jęki - palili się ludzie. Tam ginęli więźniowie polityczni i chorzy niezdolni do ewakuacji, która rozpoczęła się po północy z 20 na 21 stycznia (Głos Wielkopolski nr 22/45 str.3). W środku stosu trupów były beczki po benzynie. Ułożenie spalonych ludzi pod oknami i drzwiami świadczyło, że tam toczyła się walka o przeżycie. Zginęli wszyscy - Męczennicy.
Przypominam te straszne opisy by poruszyć pamięć i serca.
Po 65 latach to nadal boli. To niezabliźniona rana. Wśród ginących w płomieniach, wcześniej maltretowanych w gestapo, we wspomnianym już bunkrze - karcerze był mój Ojciec Maksymilian Feliks Lewandowski z Leszna (nr obozowy 17168). W dniu męczeńskiej śmierci miał 31 lat. Był nauczycielem, phm. ZHP, por rez. Wojska Polskiego. Gdy Polska była w nieszczęściu przystąpił do organizowania działalności niepodległościowej wespół z innymi nauczycielami oficerami rezerwy WP.
Był zastępcą Szefa Inspektoratu Rejonowego Komendy Z.W.Z.-A.K. kryptonim "Ptaszarnia". W Inspektoracie Rejonowym kierował wydziałem Organizacyjnym i Kontrwywiadu. Przejściowo kierował obwodem A.K. kryptonim "Lelek" i do końca pozostał szefem komendy A.K. w Lesznie to jest do 22 czerwca 1944 - do aresztowania.
Aresztowanie por. M.F. Lewandowskiego nastąpiło w domu przy ul. Bocznej 11 (obecnie 13) w Lesznie przez dwóch żandarmów i trzech funkcjonariuszy gestapo. Został skuty kajdanami ale na usilną prośbę żony zezwolono Ojcu na pożegnanie z córką Krystyną - wtedy trzyletnią dziewczynką. Nie mógł objąć "Zuszka" (tak mnie nazywał) tylko serdecznie ucałował. Pierwszy etap przesłuchania nastąpił w gestapo w Lesznie. Następnie został wywieziony do gestapo w Poznaniu. Edmund Trojanowski - nowy szef rejonu, Maksymilian Lewandowski - jego zastępca, Antoni Filipowski - szef obwodu, Stefan Wygoda, Ernisław Kumel solidarnie dzielili piekło gestapowskich tortur. 2.07.1944 r. Ojciec został przewieziony do obozu w Żabikowie. Inny więzień - pan Ziemniak z Leszna uratowany w ewakuacji potwierdził po wojnie niezłomność i godność Ojca w obozie i na przesłuchaniach. Nie ominął ojca również karcer - bunkier przed likwidacją obozu.
Wyrokiem sądu doraźnego w Poznaniu z 3 i 5 stycznia 1945 r. ppor. M.F. Lewandowski został skazany na śmierć. Oczekiwał dopełnienia losu w bunkrze obozowym co nastąpiło w opisanej już tragedii z 20 na 21.01.1945. Po wyzwoleniu odbył się zbiorowy pogrzeb ofiar. Z obozu wyruszył żałobny kondukt, który od kościoła Łazarskiego na plac Zamkowy prowadził arcybiskup Walenty Dymek. W zbiorowej mogile na placu pochowano 70 trumien. Po kilku latach trumny przeniesiono na Cytadelę. W orszaku żałobnym 8.04.1945 szła żona Maksymiliana. W Lesznie rodzinnym miejscem pamięci Maksymiliana jest tablica na grobie jego zmarłej żony: Maksymilian Lewandowski nauczyciel - oficer A.K.
Swoją przyszłą żonę Maksymilian zapoznał w towarzystwie starszoharcerskim. Związek małżeński zawarli 22 sierpnia1939 r. 10 lipca 1941 r. urodziła się ich córka (Krystyna Maria obecnie Motylewicz). 11 lipca 1944 r. żona Maksymiliana z córką zostały aresztowane. Jej ojciec Stanisław Skrzypczak dzięki pomyślnemu zbiegowi okoliczności ocalił wnuczkę od wywózki. Moja Mama Hildegarda znalazła się w obozie przejściowym w Górczynie a następnie skierowana została do pracy w fabryce części samolotowych. Po wojnie pracowała w Inspektoracie Szkolnym w Lesznie prowadząc referat opieki nad dzieckiem, a następnie w Urzędzie Miejskim w Lesznie. Zmarła 10.07.1984.
Co roku odbywałyśmy z moja Mamą podróże zaduszkowe do Ojca. Smutne były to spotkania i mimo świadectw i przekazów współtowarzyszy Ojca - tych, którzy przeżyli, bardzo długo w naszych sercach tliła się iskra nadziei, że zdarzy się cud i że Ojciec przeżył. Cud się jednak nie zdarzył.
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień



