Walter - Lehmann Aniela (1923-2009)

Mikołaj Pukianiec
26.02.2010 , aktualizacja: 26.02.2010 10:37
A A A Drukuj
Życiem Anieli można by obdarzyć grupę ludzi Urodziła się w niewielkim miasteczku Krzywiń, w powiecie kościańskim w dniu gdy międzynarodowa Rada Ambasadorów uznała wschodnią granicę naszego kraju w 1923 r. Rodziła się Polska. Aniela była czwartym dzieckiem Ludwika Waltera - kupca, wybitnego artysty muzyka i Rozalii z domu Sikora z Łuszkowa. Czas, w którym przypadło jej wczesne dzieciństwo nie należał do prostych, choć rodzina Walterów należała do średniozamożnych. Gdy miała cztery lata urodziła się jej młodsza siostra Teresa, która w sposób naturalny, jako najmłodsze dziecko stała się oczkiem w głowie rodziców. Mimo to Anielka bardzo szybko odnalazła się w pracy charytatywnej, której idee przyświecały jej do ostatnich dni życia. Jako mała dziewczynka, nieraz zabierała z domu cały chleb i biegła do niedaleko położonej Bożej Woli by nim nakarmić chorujących na gruźlicę. Nieraz dostała za to w domu burę (rodzice panicznie bali się o jej zdrowie) ale wszelkie uwagi do niej nie trafiały. Uwielbiała pomagać. Jako dziesięcioletnia panna uratowała córkę kierownika szkoły krzywińskiej, swoją koleżankę Wacie, którą niosła bisko 2 km gdy ta straciła przytomność. Potem okazało się, że owa koleżanka chorowała ciężko na serce i gdyby nie pomoc mogłaby umrzeć. Anielka miała także miejsce, które uwielbiała ponad wszystko. Było to Łuszkowo, rodzinne gniazdo, gdzie mieszkała rodzina matki- wuj Stanisław Sikora z żoną i kuzynkami w jej wieku. Z rozbawieniem wspominała, już jako dojrzała osoba jak brała rozbieg z Krzywnia, zbiegała z Gierłachowskiej Górki i już była w Łuszkowie. Chyba od tego właśnie i od nietypowej dla Walterów karnacji nazywana była w rodzinie "Sikorzanką". W szkole uczyła się bardzo dobrze, toteż po ukończeniu siedmiu klas rodzice, za namową zaprzyjaźnionego benedyktyna O. Stanisława Lorkiewicza postanowili wysłać ją do wyższej szkoły, o bardzo dobrej renomie w Nieświeżu na Litwie. Trudo sobie dziś wyobrazić, co musiała czuć czternastoletnia dziewczyna wysłana samotnie na drugi koniec ówczesnej Rzeczpospolitej. Na miejscu sytuacja wydała się jej jeszcze gorsza, szkołę z internatem prowadziły siostry zakonne, narzucając młodym panienkom regułę niemalże klasztorną. Po paru miesiącach Aniela postanowiła uciec. Sama, bez grosza przy duszy powróciła do Krzywinia. Musiało to być nie małym szokiem dla rodziców i pozostałego rodzeństwa.

Kolejnym dramatycznym etapem w jej życiu była II Wojna Światowa. W marcu 1941 r. wraz z rodzicami i rodzeństwem została w nocy wyrzucona z domu, załadowana do bydlęcego wagonu i wywieziona do małej wsi Bronocice w Generalnej Guberni. Mieszkała w starym drewnianym kurniku, śpiąc na klepisku. Nieco lepiej zaczęło się dziać po wysiedleniu Walterów do Działoszyc. Tam ojciec otworzył mały sklep. Anielka chodziła do niedalekiej Szarbi by pomóc wychować małe dzieci, których matka zmarła po porodzie. Nie skarżyła się na nic. Cieszyła się, że z obozu udało się uciec bratu Staszkowi, który natychmiast po powrocie do rodziny rozpoczął służbę w AK.

W czasie wojny uczęszczała do szkoły handlowej, ukończywszy ją małą maturą. Wraz z siostrą Trudą dostarczała żywność do wiosek najuboższych, zniszczonych działaniami wojennymi. Pewnego razu obie zostały złapane przez niemiecki patrol na dworcu, gdy wiozły walizki pełne mięsa i kiełbasy. Swoim urokiem osobistym i urodą, a także dzięki znajomości niemieckiego, tak oczarowała komendanta kolejowego posterunku, że obie dziewczyny puścił wolno nie rekwirując nawet wiezionych towarów. Po wojnie wraz z rodziną trafiła do Kościana gdzie ukończyła 1947 roku gimnazjum i liceum im. Św. Stanisława Kostki. Tam odkryto dopiero jej talent humanistyczny. Cały czas poświęcała się pracy społecznej dla bliźnich i od tego przezywano ją " pierwsza blizna". Zawsze starła się być wzorem i przykładem. Szybko rozpoczęła studnia na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Krótko potem poznała w tramwaju swego przyszłego męża Marka, jak twierdziła od razu wiedziała po pierwszym spojrzeniu, że albo ten albo żaden. No i był ślub. Potem przeżyła ogromną tragedię związaną ze śmiercią pierwszego dziecka, Jureczka który żył kilka dni. Nadzieję na lepsze przyniosły narodziny drugiego syna- Piotra. Po paru latach urodził się chory Pawełek. Najmłodszy syn wymagał nieustanej opieki, pomagała w tym siostra Truda. Ogromnym obciążeniem okazała się budowa domu przy ul. Ścinawskiej. Aniela i Marek byli zmuszeni odejmować od ust sobie i dzieciom niemal wszystko by tylko skończyć budowę. Nieraz potem wspominała jak przez nerwy i poczucie winy i biedę nocami płakała tak by nikt jej nie słyszał. Ale w końcu się udało. Cały czas promykiem radości był Piotr, który kształcił się, wkrótce poszedł na studia i ukończył Akademię Medyczną. Aniela wciąż do swego siedemdziesiątego szóstego roku życia zajmowała się Pawełkiem kiedy odszedł Wcześniej mąż Marek zmarł w latach 80. tych po długiej i ciężkiej chorobie nowotworowej.

Aniela mimo tak wielu trosk nigdy nie straciła wigoru i animuszu. Myślę, że w pamięci rodziny pozostanie obraz jej osiemdziesiątych urodzin, które wyprawiała w Pałacu w Kobylnikach. Był to wielki zjazd rodzinny, podczas którego wygłosiła długi wykład o historii rodziny i swoim życiu. Wielu z nas zadawało sobie pytanie jak jedna osoba wytrzymała w życiu tak wiele?

Po jubileuszu wydała książkę ze swymi wspomnieniami pt. "Ja Amber. Dopóki życie się we mnie kołacze.", w której dała wyraz swej niezwykłej, godnej naśladowania erudycji

Miała to niezwykłe szczęście, że jeszcze w Wigilię 2008 r. trzymała na rękach swoją prawnuczkę Marysię Marinę.

A teraz już jej z nami nie ma, ale może czuwa , jak zwykle nad całą rodziną.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów