Kaczmarski Kazimierz

Sąsiad B. M.
10.08.2009 , aktualizacja: 10.08.2009 13:53
A A A Drukuj
Pod koniec stycznia 2008 r. zmarł w Poznaniu śp. Kazimierz Kaczmarski, emerytowany dyrektor Rozlewni Gazu Płynnego BP., wcześniej kierownik i dyrektor techniczny Komunalnej Rozlewni Gazu Płynnego, człowiek bardzo zasłużony w tworzeniu i rozbudowie sieci rozlewni i stacji gazu płynnego. Posiadał średnie wykształcenie techniczne (a wyższe administracyjno-prawnicze), lecz wiedzę z zakresu zastosowania gazu płynnego posiadał ogromną, gdyż było to jego hobby. Stale powiększał swoje wiadomości teoretyczne i praktyczne, gromadząc z czasem pokaźną bibliotekę i szczegółową dokumentację techniczną, a bardzo szeroka praktyka w projektowaniu i budowie gazowych urządzeń technicznych uczyniła z Niego czołowego fachowca w tej dziedzinie.

Kazimierz Kaczmarski był bardzo bezpośredni, czasem sprawiał nawet wrażenie gburowatego, potrafił ostro i dosadnie skrytykować niewłaściwe działania, lecz zawsze w granicach słownictwa dopuszczalnego do druku. W gruncie rzeczy był to człowiek o gołębim sercu i nad wyraz uczynny. Nigdy nie stawiał sprawy "co ja z tego będę miał?", pomagał ludziom w potrzebie: zatrudniał w podległym sobie zakładzie na odpowiedzialnych stanowiskach osoby wyrzucone gdzie indziej, które tam "nie pasowały" do układów korupcyjno-kierowniczych. Także pracownikom fizycznym po wyrokach dawał szansę, twardą jednak ręką pilnując ich nienagannego zachowania.

W gronie znajomych i sąsiadów nazywaliśmy go Kazio. No więc Kazio, który w swoim garażu miał najpierw Skodę, potem Poloneza, a nigdy "Malucha", specjalizował się w pomaganiu nam w samodzielnych naprawach szczególnie tych ostatnich aut.

Zawsze chętnie, często nawet z własnej inicjatywy zabierał się do naprawy z użyciem swoich narzędzi i materiałów (przy czym nie było mowy o jakimkolwiek wynagrodzeniu lub rekompensacie). Wszyscy sąsiedzi i okoliczni znajomi korzystaliśmy z Jego czynnej i wielogodzinnej pomocy (nieraz do bardzo późnej nocy). Ale nie tylko samochody były jego pasją. Potrafił też rozwiązać każdy inny techniczny kłopot i zawsze można było liczyć na Jego pomoc. Pamiętam taką historię z naszego podwórka: pracowaliśmy z Kaziem przy naprawie mojego Malucha pod jego garażem. Obok bawił się taki kilkuletni chłopiec (trochę niedorozwinięty). Kazio często z nim rozmawiał, i naprawiał mu jego zabawki. No i nagle zepsuł się rowerek chłopaka. Chłopak przyciągnął rowerek do Kazia, Kazio naprawił. Po chwili zastanowienia chłopiec podszedł, wyciągnął umorusaną, spoconą rękę, w której trzymał swój największy skarb - równie umorusany i oślizgły cukierek i powiedział: "niech pan weźmie". Patrzyłem na to z przerażeniem, a Kazio bez namysłu wziął cukierek i powiedział: "bardzo ci dziękuję, taki ładny i dobry cukierek, pozwolisz, że zachowam go sobie na później". Taki był Kazio! I takiego będziemy go pamiętać!

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów