Nowowiejski Feliks (1877 -1946)

Jan Nowowiejski
10.08.2009 , aktualizacja: 10.08.2009 13:22
A A A Drukuj
NA PIĘCIOLINII ŻYCIA - WSPOMNIENIA O OJCU

Wspomnienia, dotyczące mojego Ojca, Feliksa Nowowiejskiego, należą do najcenniejszych wartości, jakie są udziałem mojego życia. Zawsze są one nierozerwalnie związane mniej lub bardziej z muzyką, która zajmowała centralne miejsce w życiu naszego Taty - "Anioła', jak my, synowie go nazywaliśmy. Muzyka była w nim zawsze, nawet wtedy, kiedy aktualnie nie grał i nie komponował. Dostrzegał w niej, bowiem elementy, które należy wcielać w życie - łagodność, energię, dobroć, refleksję, mistycyzm - i zawsze, jak tylko pamiętam - tak właśnie robił.

Skłonność Ojca do stawiania muzyki w centralnym miejscu i przekazywania wszystkich myśli za jej pomocą, przejawiała się nawet podczas moich urodzin. Dowiedziawszy się o nich, Ojciec nie przerwał pracy, czyli komponowania, ale ułożył od razu pieśń na cześć swego nowo narodzonego syna. Tak, więc muzyka Ojca towarzyszyła mi zawsze, od momentu, w którym się urodziłem.

Ojciec, jak go pamiętam, był człowiekiem pełnym energii i autentycznym tytanem pracy. Punktualnie o godzinie dziewiątej rano rozpoczynał komponowanie, zasiadając przy biurku lub przy fortepianie. W południe przerywał swoje zajęcia i często wychodził do śródmieścia, gdzie zazwyczaj siadał w którejś z elegantszych kawiarni przy swojej południowej kawie. Potem wracał do domu na obiad. Później po odpoczynku, znowu pilnie pracował do wieczora. Zawsze lubiłem przysłuchiwać się, jak układał on swoje pomysły, przekształcając je w fortepianowe dźwięki. Wówczas nikomu obcemu nie wolno było wchodzić do jego pokoju, który nazywał pracownią lub kancelarią. W drodze wyjątku ja i mój brat Kazimierz mieliśmy możność asystować Ojcu przy pracy. Zapamiętałem dobrze głos Ojca, kiedy nucił po cichu, pod nosem nowo powstałe w jego głowie dźwięki. Jak już wspomniałem Ojciec nie lubił mieć przygodnego towarzystwa przy komponowaniu, jednakże bardzo ważna była dla niego obecność bliskich w domu. Atmosfera ciepła, jaką stwarzała Matka i inni domownicy, miała dla Ojca ogromne znaczenie. Było to bezpośrednio związane z charakterem Ojca, jego wrażliwością, ale przede wszystkim z jego mistycznym podejściem do tworzenia sztuki.

Mistycyzm odgrywał w życiu Ojca i w jego muzyce znaczną rolę. Na każdym niemal kroku podkreślał, iż jego talent muzyczny pochodzi od Boga, na koncertach prosił publiczność o oklaski dla Nieba. Dlatego także sam proces powstawania jego utworów miał w sobie coś z misterium.

Mój Ojciec nauczył mnie również podziwu dla piękna przyrody. Sam zachwycał się tym pięknem. Zwłaszcza w odniesieniu do polskich ziem i starał się uchwycić je w jak najdoskonalszy sposób w swoich utworach. Zawsze w uszach brzmieć mi będzie jego "Hymn do Bałtyku", w którym melodia faluje unoszona jak gdyby siłą morskiej wody, fragmenty "Legendy Bałtyku" czy też baletu "Tatry". Ojciec był pierwszym polskim kompozytorem, który "przeniósł" melodie górali podhalańskich na grunt muzyki organowej (np. w I Fantazji polskiej op. 9 nr 1, "Pasterka na Wawelu"). Ojciec napisał również wiele utworów patriotycznych (m. in. Rotę), w których wyraził swą miłość do Ojczyzny.

Kolejne moje wspomnienia muzyczne na temat Ojca, dotyczą Feliksa Nowowiejskiego stojącego na podium w roli dyrygenta. Mam jeszcze do tej pory w uszach brzmienie wielkich, dochodzących do liczby dwudziestu tysięcy członków, chórów. I widzę Ojca przed nimi, z batutą w ręku - tego łagodnego, drobnego człowieka o rozwianych włosach, przepełnionego wewnętrznym wigorem, który niczym mag lub zaklinacz kieruje tymi wielkimi zbiorowiskami ludzi.

Jeszcze inaczej objawiał mi się Ojciec jako artysta - wirtuoz. Jego wirtuozowska gra pełna była ekspresji, energii, a innym znów razem przepełniona refleksją, wewnętrznym napięciem, liryzmem i melancholią. Wypełniała ona wnętrza bardzo wielu kościołów i sal koncertowych.

Ojciec był postacią lubianą i towarzyską. Do tradycji muzycznej Poznania należą spotkania w domu Nowowiejskich po każdej premierze w Teatrze Wielkim czy ważniejszym koncercie filharmonicznym. Ojciec w tym aspekcie towarzyskim, jawił mi się zawsze jako wielki światowiec. Odbyte przez niego za granicą studia muzyczne u najlepszych, cenionych w świecie pedagogów, liczne podróże koncertowe przyczyniły się do wielu znajomości i uczyniły Ojca obywatelem świata.

Ojciec zmarł 18 stycznia 1946 r. Trumna ze zwłokami wystawiona była w poznańskiej Farze przez trzy dni. Pochód żałobny szedł kilka godzin, na Starym Rynku żałobnicy odśpiewali Rotę, a pogrzeb mego Ojca, Feliksa Nowowiejskiego stał się muzyczną i narodową manifestacją. Ciało jego spoczęło w Krypcie Zasłużonych w Kościele Świętego Wojciecha - zwanej popularnie Poznańską Skałką.

Życie moje i mojej rodziny, dzięki Ojcu związane jest z muzyką do tej pory, bo chociaż jego zabrakło, dzięki moim muzycznym, a także i ludzkim doznaniom z wszystkich lat z nim spędzonych, jego postać zawsze i wszędzie mi towarzyszy. W sposób szczególny duch Ojca zadomowił się w naszym domu na Sołaczu w Poznaniu, gdzie egzystuje jego żywa wciąż muzyka.

Myślę, że Ojciec wspiął się po stopniach pięciolinii swego życia na wyżyny muzyki i człowieczeństwa. Jego charakter, naturę, najlepiej obrazują przywiezione przez niego kiedyś z Florencji anioły będące dziełem Fra Angelika. Każdy z nich gra na innym instrumencie muzycznym, oblicze każdego przepełnione jest wewnętrznym światłem i dobrocią. Myślę, że te anioły musiały być zawsze dla Ojca muzyczną i duchową inspiracją - dlatego był właśnie taki, jak one.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy