http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Poznań >  Polityka

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Poznań - Gazeta.pl

Polityczne jest apolityczne - tylko zdaniem Grobelnego

Dariusz Lipiński*
2009-11-12, ostatnia aktualizacja 2009-11-12 19:32

Udawanie przez Ryszarda Grobelnego, że polityczne jest apolityczne, blokuje polityczną dyskusję o mieście - pisze poseł Dariusz Lipiński.

Dariusz Lipiński (PO)
Fot.Lukasz Cynalewski / AG
Dariusz Lipiński (PO)
Pomijając zarzut braku wizji Poznania, większość zastrzeżeń formułowanych pod adresem Ryszarda Grobelnego w toczącej się na łamach "Gazety" dyskusji o "grobelizmie" dałoby się sprowadzić do jednego: mechanizmu podejmowania przez niego decyzji. Uczestnicy dyskusji opisywali różne formy, w jakich przejawia się ten mechanizm: "dwór" (radny SLD Tomasz Lewandowski), "miasto w opozycji do jego mieszkańców" (europoseł PO Filip Kaczmarek), domniemana własna nieomylność prezydenta (Andreas Billert, radny PiS Szymon Szynkowski vel Sęk). Wszystkie te opisy zawierały część prawdy. Sądzę jednak, iż sposób zarządzania miastem przez obecnego prezydenta dałoby się najkrócej i zarazem najpełniej określić formułą, że jest to udawanie, iż decyzje polityczne mogą być apolityczne.

Arystoteles rozumiał politykę jako rodzaj sztuki rządzenia, której celem jest dobro wspólne i w takim znaczeniu będę używał w tym tekście słów polityka/polityczny. Poprzednik prezydenta Grobelnego Wojciech Szczęsny Kaczmarek mawiał, że rura kanalizacyjna jest apolityczna, co miało oznaczać, iż jest ona czymś niezależnym od bieżących sporów.

Sama w sobie rura istotnie posiada tylko parametry techniczne. Ponieważ jednak z braku odpowiednich środków finansowych nie można położyć jej wszędzie tam, gdzie jest potrzebna, w praktyce decyzję o jej lokalizacji podejmuje się na podstawie wypadkowej różnych przesłanek: technicznych i finansowych, ale także wpływów różnych indywidualnych i grupowych lobbies, skuteczności poszczególnych radnych, widzimisię urzędników. W demokracji (ustroju, jak wiadomo, niedoskonałym, ale nie ma lepszego) o tym, czym jest dobro wspólne i jak wygląda owa wypadkowa, decyduje większość wybrana w sposób polityczny przez wyborców i tylko przez nich i przez prawo kontrolowana.

W mieście tak dużym jak Poznań decyzja o miejscu położenia rury jest więc zawsze polityczna (czytaj: powinna być podejmowana w oparciu o kryterium dobra wspólnego, określonego przez uprawnioną większość). Ważne jest właśnie to, czy jest to większość uprawniona, czyli wskazana przez wyborców w politycznym akcie głosowania, czy też większość ustanowiona ad hoc w inny sposób. Obecna ustawa samorządowa przyznaje ogromne uprawnienia prezydentowi i dość ograniczone Radzie Miasta. Jednak w niektórych sprawach (m.in. budżet, zaciąganie zobowiązań finansowych wykraczających poza zwykły zarząd, podatki lokalne - czyli czysta polityka) decyzję na wniosek prezydenta podejmuje właśnie Rada. I tu zaczyna się problem z prezydenckim udawaniem, że polityczne jest apolityczne.

Rada Miasta, która jest miejskim parlamentem i która - w odróżnieniu od prezydenta - reprezentuje szerokie spectrum poglądów mieszkańców, którzy ją wybrali, powinna te poglądy odzwierciedlać w swym działaniu. W jaki sposób? Ano w taki sam, w jaki została wybrana: poprzez partie polityczne, ale także organizacje pozarządowe, stowarzyszenia, grupy mieszkańców itd. Tymczasem o współpracy władz Poznania z organizacjami pozarządowymi czy stowarzyszeniami nie ma nawet co marzyć: jeśli ktoś nie dość entuzjastycznie akceptuje pomysły prezydenta, jest z definicji wykluczony z debaty publicznej (casus niektórych stowarzyszeń czy obywatela, który dopiero w sądzie wywalczył dostęp do informacji jawnej z mocy ustawy). Ale nie ma też współpracy z partiami politycznymi, a nawet z ich samorządowymi emanacjami: klubami radnych. Projekty wielu ważnych uchwał radni otrzymują w ostatniej chwili, bez możliwości dyskusji alternatywnych rozwiązań, mając do wyboru albo odrzucenie potrzebnej a niedoskonałej uchwały, albo przyjęcie jej w postaci wadliwej. Skoro zarządzanie miastem przez prezydenta polega na udawaniu, że polityczne jest apolityczne, Ryszard Grobelny nie traci czasu na współpracę z instytucjami politycznymi, ograniczając się do zbierania większości ad hoc przed głosowaniem kolejnego projektu.

To przeprowadzanie projektów przez Radę Miasta opiera się o zasadę klientyzmu: klient w zamian za poparcie patrona wspiera wszelkie jego poczynania. Korzyść klienta polega np. na skuteczności w załatwianiu różnych spraw, którymi jest zainteresowany, korzyść patrona - na budowaniu wsparcia w Radzie Miasta bez konieczności zaciągania zobowiązań politycznych. Bliski prawdy był w swoim tekście radny Lewandowski pisząc, że "prezydent stworzył wokół siebie quasi-polityczny dwór, do którego należą osoby formalnie pozostające członkami wszystkich partii politycznych działających w Poznaniu". To klienci. Niestety w dalszej części swego wywodu pan Lewandowski (podobnie jak w innym tekście radny Szymon Szynkowski vel Sęk) odszedł od pisania o polityce (w znaczeniu Arystotelesa) i zajął się czystym politykierstwem, tzn. dość rytualnym zarzucaniem Platformie Obywatelskiej jakiegoś szczególnego udziału w tym zjawisku. Tymczasem ma ono charakter ponad- czy też pozapolityczny. Udawanie, że polityczne jest apolityczne zaciera różnice między partiami. Dlatego "dwór" prezydenta w Radzie Miasta i poza nią jest międzypartyjny i pozapartyjny. Dlatego kilka lat temu radny opozycyjnego ponoć SLD [chodzi o Zbigniewa Kopkę - przyp. red.] mógł wyciągnąć duże miejskie pieniądze na lodowisko, które nigdy nie powstało i dlatego ówczesny szef Klubu Radnych PiS był nazywany kadrowym urzędu, gdyż skutecznie obsadził swoimi ludźmi wiele kluczowych stanowisk w mieście.

Doskonałą ilustrację zjawiska klientyzmu stanowi uchwała dotycząca olbrzymiej kwoty 42 milionów złotych na festiwal Rock in Rio. W sprawie typowo politycznej w rozumieniu Arystotelesa (bo związanej z dużymi pieniędzmi publicznymi) nie pofatygowano się zapytać o zdanie partii politycznych, NGOs-ów czy jakichkolwiek innych zorganizowanych grup opinii publicznej. W sprawie dotyczącej każdego mieszkańca, którego ten pomysł ma kosztować prawie 80 zł (od oseska po najbardziej wiekowego seniora) nie zasięgnięto w żaden sposób opinii mieszkańców. Zamiast tego współpracownicy i klienci prezydenta przez 2 miesiące indywidualnie "przekonywali" poszczególnych radnych do poparcia tego pomysłu. Głosowanie odbyło się w poprzek partii politycznych, z wyjątkiem klubu LiD, którego wszyscy obecni na sali radni pomysł poparli. Nawiasem mówiąc wyjątek ten polecam pamięci radnego Lewandowskiego, z zainteresowaniem oczekując w jaki sposób po tej decyzji radni LiD będą okazywali swoją wrażliwość społeczną przy cięciu wydatków socjalnych w przyszłorocznym budżecie miasta.

Na dodatek mam poważne wątpliwości, czy dawanie przez miasto gwarancji prywatnemu podmiotowi jest zgodne z ustawą o finansach publicznych [jeśli na festiwal Rock in Rio nie sprzeda się co najmniej 100 tys. biletów, miasto ma zapłacić odszkodowanie - do 10 mln zł - przyp. red.].

Udawanie, że polityczne jest apolityczne ma jeszcze jeden, najważniejszy i najbardziej negatywny dla miasta skutek. Blokuje polityczną (czyli o dobru wspólnym) dyskusję o mieście. Skoro bowiem prezydent miasta udaje, że jego propozycje nie są polityczne tylko merytoryczne, to nie pozostawia żadnego pola dla dyskusji. Pozostaje pytanie, po co to robi? Być może istotnie jest przekonany o swych racjach, ważniejszy jednak wydaje mi się aspekt wizerunkowy takiego postępowania. Prezydent kreuje swój wizerunek "merytorycznego" fachowca w opozycji do "politycznej" Rady. A większości wyborców epitet "polityczny" nie kojarzy się z Arystotelesem czy dobrem wspólnym, tylko z politykierskimi swarami. Przewaga piarowska prezydenta jest w takiej sytuacji oczywista. Nie ma więc racji radny Lewandowski, że "bez Platformy nie ma grobelizmu". Grobelizmu nie byłoby bez udawania, że polityczne jest apolityczne.



* Dariusz Lipiński jest posłem na Sejm z ramienia Platformy Obywatelskiej, szefem PO w Poznaniu. Były radny i przewodniczący Rady Miasta

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3.2

13 głosów

  • Polityczne jest apolityczne - tylko zdaniem Gro... gauge 12.11.09, 21:18

    Arogancja Grobelnego nie zna granic. Tnie się inwestycje, ale na festiwale są pieniądze. Apeluje do partii politycznych, by wystawiły kandydatów, którzy mają poparcie mieszkańców i nie będą »