5-letnia dziewczynka zginęła w Klinice Lalek
10.07.2011
, aktualizacja: 11.07.2011 12:31
Tragedia na warsztatach teatralnych: nie żyje pięcioletnia dziewczynka z Domu Dziecka nr 3 w Poznaniu. Przygniótł ją słup, na którym zawieszony był hamak.
Do wypadku doszło w sobotę wieczorem w Pobiednej koło Lubania (woj. dolnośląskie). - Grupa dzieci przebywała na warsztatach teatralnych. Troje z nich huśtało się na hamaku, rozwieszonym między dwoma drewnianymi słupami. Były dość wysokie, wyglądały na solidne, jednak nagle przewróciły się i jeden z nich przygniótł dziewczynkę - opisuje Wojciech Wybraniec z dolnośląskiej policji.
Świadkowie próbowali reanimować dziewczynkę, ale bez skutku. Dziecko zmarło w wyniku odniesionych obrażeń.
Warsztaty odbywały się w ośrodku Teatru Klinika Lalek. Jego siedziba mieści się w budynku starej stacji kolejowej, który artyści wyremontowali. Dziesięcioosobowa grupa dzieci (najmłodsze miało pięć, najstarsze 18 lat) z dwójką opiekunów przyjechała na warsztaty z poznańskiego Domu Dziecka nr 3. - W zeszłym roku też tu byliśmy. Teraz jest nam bardzo trudno. Wychowawcy byli blisko, ale to są setne sekundy. Nie zdążyli zareagować - tłumaczył w rozmowie z TVP Info dyrektor domu dziecka Artur Nawrot.
Dlaczego doszło do wypadku? Czy hamak był nienależycie zabezpieczony? - Przestańcie robić sensację. Wypadek się wydarzył. Nie mam teraz głowy, żeby rozmawiać. Przepraszam - powiedziała jedna ze współorganizatorek warsztatów, do której się dodzwoniliśmy. I odłożyła słuchawkę.
Właściciel teatru Wiktor Wiktorczyk na antenie TVP Info tłumaczył: - Hamak był bezpieczny. Sam go sprawdzałem, dźwignął nawet trzy dorosłe osoby. Ale to były dziecięce zabawy, tragiczny wypadek. Nie byłem naocznym świadkiem, bo byłem w sali i przygotowywałem kolejną część warsztatów. Tutaj nigdy nie zdarzyła się taka tragedia. Coś strasznego.
Policja przesłucha właściciela obiektu. - Będziemy wyjaśniać, czy doszło do zaniedbań z jego strony albo ze strony opiekunów - mówi Wybraniec. Przesłuchane zostaną również dzieci. Na razie wszystkie są pod opieką psychologa. Z Poznania przyjechali też dwaj dodatkowi opiekunowie.
Świadkowie próbowali reanimować dziewczynkę, ale bez skutku. Dziecko zmarło w wyniku odniesionych obrażeń.
Warsztaty odbywały się w ośrodku Teatru Klinika Lalek. Jego siedziba mieści się w budynku starej stacji kolejowej, który artyści wyremontowali. Dziesięcioosobowa grupa dzieci (najmłodsze miało pięć, najstarsze 18 lat) z dwójką opiekunów przyjechała na warsztaty z poznańskiego Domu Dziecka nr 3. - W zeszłym roku też tu byliśmy. Teraz jest nam bardzo trudno. Wychowawcy byli blisko, ale to są setne sekundy. Nie zdążyli zareagować - tłumaczył w rozmowie z TVP Info dyrektor domu dziecka Artur Nawrot.
Dlaczego doszło do wypadku? Czy hamak był nienależycie zabezpieczony? - Przestańcie robić sensację. Wypadek się wydarzył. Nie mam teraz głowy, żeby rozmawiać. Przepraszam - powiedziała jedna ze współorganizatorek warsztatów, do której się dodzwoniliśmy. I odłożyła słuchawkę.
Właściciel teatru Wiktor Wiktorczyk na antenie TVP Info tłumaczył: - Hamak był bezpieczny. Sam go sprawdzałem, dźwignął nawet trzy dorosłe osoby. Ale to były dziecięce zabawy, tragiczny wypadek. Nie byłem naocznym świadkiem, bo byłem w sali i przygotowywałem kolejną część warsztatów. Tutaj nigdy nie zdarzyła się taka tragedia. Coś strasznego.
Policja przesłucha właściciela obiektu. - Będziemy wyjaśniać, czy doszło do zaniedbań z jego strony albo ze strony opiekunów - mówi Wybraniec. Przesłuchane zostaną również dzieci. Na razie wszystkie są pod opieką psychologa. Z Poznania przyjechali też dwaj dodatkowi opiekunowie.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




