Malta każe się zastanowić: w jakim mieście żyjemy?
11.07.2011
, aktualizacja: 10.07.2011 20:43
Czy władze zza spektakularnych inwestycji, z trybun miejskiego stadionu dostrzegają jeszcze mieszkańców? A jak my sami reagujemy na innych poznaniaków, czy jesteśmy tolerancyjni i solidarni z potrzebującymi pomocy?
ZOBACZ TAKŻE
- Listy. Ostrzeżenie przed nagością (11-07-11, 11:22)
- Kobiety radzą kobietom, jak osiągnąć sukces (11-07-11, 10:00)
- 5-letnia dziewczynka zginęła w Klinice Lalek (10-07-11, 20:52)
- Nostalgiczny Poznań marzy o starej Malcie (09-07-11, 11:00)
- Czas osadzonych. Czas wykluczonych, czyli Malta... (09-07-11, 09:00)
- Jak poznańska policja dzieci przed Maltą chroniła (08-07-11, 21:22)
- Teatr z Francji był w całej Europie. A w Poznaniu - mandat za nagość (07-07-11, 22:00)
GALERIA ZDJĘĆ
- Mróz, kaczki i owady - wasze zdjęcia z Wartą w tle (11-07-11, 13:00)
- Kataloński spektakl zakończył Maltę [ZDJĘCIA] (10-07-11, 11:30)
Intrygujące rzeczy działy się podczas tegorocznej Malty poświęconej wykluczonym. Nie mam na myśli policjantów goniących z mandatami za gołymi aktorami czy widowiska kończącego festiwal. Chodzi o rzeczy ważniejsze, ukryte w maltańskim zgiełku.
Zaczęło się od kolacji inaugurującej Maltę, którą jej szef Michał Merczyński zjadł z prezydentem Ryszardem Grobelnym w restauracji Piano Bar. Czyli w lokalu, gdzie Romowie są wykluczani, nie wpuszczani przez obsługę. W jednej chwili festiwalowe hasło stało się pustym sloganem, a list prezydenta do restauratorów, w którym apelował o zaprzestanie dyskryminacji i budowanie otwartej i tolerancyjnej wspólnoty - tylko wizerunkowym zagraniem.
Potem było spotkanie dotyczące "Minaretu" Joanny Rajkowskiej. Artystka chciała przerobić komin starej papierni przy rogu Garbar i Estkowskiego na kształt minaretu, tworząc przestrzeń do symbolicznego spotkania z muzułmanami. Projekt zablokowały władze Poznania, choć wcześniej zaprosiły Rajkowską do współpracy. Rządzący kulturą wiceprezydent Sławomir Hinc nie przyszedł na dyskusję, zastępująca go dyrektor wydziału kultury Beata Mitmańska wyszła bez słowa. O swoich działaniach mieli odwagę porozmawiać tylko urzędnicy blokujący projekt z powodów administracyjnych. Ci od decyzji politycznych woleli nie zabierać głosu. Nie pierwszy raz w władza podejmuje decyzje i wyklucza mieszkańców z debaty o nich.
W festiwalowym tygodniu szef Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych Jarosław Pucek ogłosił, że jesienią chce ustawić kontenery dla "trudnych lokatorów", niepłacących czynszu i przeszkadzających sąsiadom. Jeśli władze Poznania rzeczywiście tak zrobią, złamią obietnicę dotyczącą zbadania skutków kontenerów daną organizacjom pozarządowym, radnym, czy naukowcom. Rządzący obiecywali też program pracy socjalnej z "trudnymi lokatorami". Ale urzędnikom na analizach i programie pomocy nie zależy, wolą na siłę forsować budowę getta wykluczenia.
Podczas Malty przekonaliśmy się, jak ideały festiwalu, kwieciste urzędowe pisma i deklaracje władz mają się do poznańskiej rzeczywistości.
Joannie Erbel - socjolożce miasta z Uniwersytetu Warszawskiego i kuratorce cyklu Nowe Sytuacje poprzedzającego Maltę - udało się zwrócić uwagę na inne problemy miasta: na rządzący Poznaniem modernizacyjny paradygmat, który zakłada, że ważne jest tylko kładzenie asfaltu na kolejne ulice, lanie betonu pod nowe budowle, gigantyczne inwestycje. Zapatrzeni w takie wzorce rozwoju zapominamy o podstawowych potrzebach mieszkańców.
Erbel i jej współpracownicy oznaczali miejsca w przestrzeni publicznej nieprzyjazne młodym mamom z dziećmi w wózku. Nie doczekają się one szybkiej poprawy, bo wcześniej trzeba wyrównać chodniki przed stadionem. W ramach Nowych Sytuacji przez sześć tygodniu artyści i animatorzy rewitalizowali Śródkę, pracując z jej mieszkańcami. Ludzie mieszkający obok siebie od kilkunastu lat stali się sąsiadami, zaczęli sobie mówić "dzień dobry", współpracując zbudowali meble miejskie, które pozwolą im razem wypoczywać w dzielnicy, gdzie nie ma żadnej miejskiej ławki. Był to pierwszy taki projekt na Śródce, od lat objętej urzędowym programem rewitalizacji. Ci, którzy go realizują, wyraźnie zapomnieli o potrzebach mieszkańców dzielnicy, na które przecież powinna odpowiadać rewitalizacja.
Innym projektem z Nowych Sytuacji było zawiązanie kilkunastoosobowego stada, które przez tydzień dryfowało przez Poznań, obozowało w parkach, żyło w mieście na przekór jego regułom. Poznaniacy stada nie dostrzegali, odwracali wzrok od grupy roześmianych, kolorowo ubranych ludzi. Naruszenie utartych norm, do których jesteśmy przyzwyczajeni, budziło niepokój? A może zazdrość, że nie trzeba gnać z pracy do centrum handlowego, by poczuć się szczęśliwym?
Czy rządzący Poznaniem zza swoich biurek, spektakularnych inwestycji, z trybun miejskiego stadionu dostrzegają jeszcze mieszkańców i starają się odpowiadać na ich potrzeby? A czy my jesteśmy solidarni z potrzebującymi pomocy, tolerancyjni dla inności? Tegoroczna Malta, czasem świadomie, czasem wbrew lub przeciw sobie, każe nam się zastanowić nad tym, w jakim mieście żyjemy.
Zaczęło się od kolacji inaugurującej Maltę, którą jej szef Michał Merczyński zjadł z prezydentem Ryszardem Grobelnym w restauracji Piano Bar. Czyli w lokalu, gdzie Romowie są wykluczani, nie wpuszczani przez obsługę. W jednej chwili festiwalowe hasło stało się pustym sloganem, a list prezydenta do restauratorów, w którym apelował o zaprzestanie dyskryminacji i budowanie otwartej i tolerancyjnej wspólnoty - tylko wizerunkowym zagraniem.
Potem było spotkanie dotyczące "Minaretu" Joanny Rajkowskiej. Artystka chciała przerobić komin starej papierni przy rogu Garbar i Estkowskiego na kształt minaretu, tworząc przestrzeń do symbolicznego spotkania z muzułmanami. Projekt zablokowały władze Poznania, choć wcześniej zaprosiły Rajkowską do współpracy. Rządzący kulturą wiceprezydent Sławomir Hinc nie przyszedł na dyskusję, zastępująca go dyrektor wydziału kultury Beata Mitmańska wyszła bez słowa. O swoich działaniach mieli odwagę porozmawiać tylko urzędnicy blokujący projekt z powodów administracyjnych. Ci od decyzji politycznych woleli nie zabierać głosu. Nie pierwszy raz w władza podejmuje decyzje i wyklucza mieszkańców z debaty o nich.
W festiwalowym tygodniu szef Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych Jarosław Pucek ogłosił, że jesienią chce ustawić kontenery dla "trudnych lokatorów", niepłacących czynszu i przeszkadzających sąsiadom. Jeśli władze Poznania rzeczywiście tak zrobią, złamią obietnicę dotyczącą zbadania skutków kontenerów daną organizacjom pozarządowym, radnym, czy naukowcom. Rządzący obiecywali też program pracy socjalnej z "trudnymi lokatorami". Ale urzędnikom na analizach i programie pomocy nie zależy, wolą na siłę forsować budowę getta wykluczenia.
Podczas Malty przekonaliśmy się, jak ideały festiwalu, kwieciste urzędowe pisma i deklaracje władz mają się do poznańskiej rzeczywistości.
Joannie Erbel - socjolożce miasta z Uniwersytetu Warszawskiego i kuratorce cyklu Nowe Sytuacje poprzedzającego Maltę - udało się zwrócić uwagę na inne problemy miasta: na rządzący Poznaniem modernizacyjny paradygmat, który zakłada, że ważne jest tylko kładzenie asfaltu na kolejne ulice, lanie betonu pod nowe budowle, gigantyczne inwestycje. Zapatrzeni w takie wzorce rozwoju zapominamy o podstawowych potrzebach mieszkańców.
Erbel i jej współpracownicy oznaczali miejsca w przestrzeni publicznej nieprzyjazne młodym mamom z dziećmi w wózku. Nie doczekają się one szybkiej poprawy, bo wcześniej trzeba wyrównać chodniki przed stadionem. W ramach Nowych Sytuacji przez sześć tygodniu artyści i animatorzy rewitalizowali Śródkę, pracując z jej mieszkańcami. Ludzie mieszkający obok siebie od kilkunastu lat stali się sąsiadami, zaczęli sobie mówić "dzień dobry", współpracując zbudowali meble miejskie, które pozwolą im razem wypoczywać w dzielnicy, gdzie nie ma żadnej miejskiej ławki. Był to pierwszy taki projekt na Śródce, od lat objętej urzędowym programem rewitalizacji. Ci, którzy go realizują, wyraźnie zapomnieli o potrzebach mieszkańców dzielnicy, na które przecież powinna odpowiadać rewitalizacja.
Innym projektem z Nowych Sytuacji było zawiązanie kilkunastoosobowego stada, które przez tydzień dryfowało przez Poznań, obozowało w parkach, żyło w mieście na przekór jego regułom. Poznaniacy stada nie dostrzegali, odwracali wzrok od grupy roześmianych, kolorowo ubranych ludzi. Naruszenie utartych norm, do których jesteśmy przyzwyczajeni, budziło niepokój? A może zazdrość, że nie trzeba gnać z pracy do centrum handlowego, by poczuć się szczęśliwym?
Czy rządzący Poznaniem zza swoich biurek, spektakularnych inwestycji, z trybun miejskiego stadionu dostrzegają jeszcze mieszkańców i starają się odpowiadać na ich potrzeby? A czy my jesteśmy solidarni z potrzebującymi pomocy, tolerancyjni dla inności? Tegoroczna Malta, czasem świadomie, czasem wbrew lub przeciw sobie, każe nam się zastanowić nad tym, w jakim mieście żyjemy.
- 39 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Malta każe się zastanowić: w jakim mieście żyjemy?
zawszehenia
11.07.11, 11:56
żyjemy w mieście, w którym :1.w pewnych dzielnicach lepiej się nie pokazywać-zwłaszcza po zmroku, pan red.chyba nie wie co się dzieje na Śródce. Sąsiedzi "mówią dzień dobry"? może i tak, ale»
-
Prawdziwy poznaniak
rieker
11.07.11, 12:54
jest jak swarzędzki mebel: w miarę solidny, ciężki i bez wdzięku.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Zanim znów zaatakuje... Historia nekrofila
- Fiskus sprawdzi twój dobytek w Google Earth
- Powojenny Poznań w 1945 r. i dziś. Jak ...
- Pimpek, Kafel i Tofik, czyli wasze koty ...
- Na studentkę spadł gzyms. Kto odpowie za ...
- Tną ceny. Z Poznania do Warszawy taniej ...
- Nowe trasy tramwajowe w Poznaniu. Jak się uda




więcej zdjęć
