Bez Warty nie byłoby Poznania

- mówi Piotr Libicki*
08.07.2011 , aktualizacja: 07.07.2011 18:25
A A A Drukuj
Powrót nad rzekę musimy zacząć w naszych głowach, zmienić mentalność i potem zacząć stawiać małe kroki, jak choćby przystrzyżenie trawy nad Wartą
Piotr Libicki
Fot. Karol Wysmyk / Agencja Gazeta
Piotr Libicki
Michał Wybieralski: Czym byłby Poznań bez Warty?

Piotr Libicki: Poznania nie byłoby bez Warty! W czasach grodowych rzeka pełniła funkcję obronną. Potem stała się trasą komunikacyjną, którą spławiano towary. Była źródłem wody i kanałem oczyszczającym. Dostarczała energii dla rzecznych młynów. One nie tylko mełły zboże, ale też napędzały maszyny służące do garbowania skór, cięcia drewna, folowania sukna, a nawet produkcji papieru.

Kiedy Warta dla Poznania była najważniejsza?

- Od samego początku miasta, aż do I wojny światowej trudno wyobrazić sobie Poznań bez rzeki. W XVI i I połowie XVII w. Wartą spławiano wielkie ilości towarów, ale w celach transportowych została uregulowana na dużym odcinku dopiero w II połowie XIX w. To spowodowało, że jej wielkopolski bieg skrócił się o 50 km. Dzięki temu wygodniej pływało się po niej barkami i łodziami. Wcześniej była znacznie bardziej pozakręcana, pełna zakoli.

Co spławiano Wartą?

- Do Szczecina płynęło drewno, zboże, popiół drzewny i smoła. Barki były w Szczecinie rozbierane. Łodzie natomiast wracały głównie ze śledziami. Duży port powstał w Poznaniu na początku XX w. na wysokości ul. Szyperskiej. Stąd jej nazwa. Ciągnął się od dzisiejszego mostu kolejowego aż do dawnego mostu Chwaliszewskiego, dobre kilkaset metrów. Port działał jeszcze po II wojnie światowej. Sam pamiętam, jak stały tam barki, choć wtedy już transport rzeczny wyraźnie osłabł, a po 1990 r. niemal przestał istnieć. Na Warcie odbywały się też rejsy rekreacyjne. Parostatki pływały w górę rzeki do Owińsk i w dół do Puszczykowa. Kursowały od połowy XIX w. do 1914 r. Np. parowiec salonowy, jak go nazywano, "Oberbürgermeister Witting" zabierał na pokład kilkaset osób, był luksusowo wyposażony w kabiny I i II klasy. Choć takie warunki kojarzą nam się z podróżami oceanicznymi, to mieliśmy je także na tych krótkich trasach. To była rozrywka demokratyczna. Niemal wszyscy mogli pozwolić sobie na taki rejs. Różnica polegała tylko na tym, czy płynęło się na pokładzie, czy w kajutach. W Puszczykowie wycieczkowicze zostawali na plaży lub szli do jednego z rozrywkowych ogródków, gdzie bawili się, słuchali muzyki, zajadali kiełbaski i popijali piwo. Zamożniejsi zostawali potem w swoich willach. Na Warcie w Poznaniu nie pływano rekreacyjnie łódkami, nie kursował też tramwaj wodny, bo miasto było zwarte.

Gdzie poznaniacy wypoczywali nad rzeką?

- W XIX w. popularny był ogólnodostępny ogród Tivoli, który znajdował się w miejscu dzisiejszego kampusu Politechniki Poznańskiej. Ładna trasa spacerowa wiodła na Szeląg, gdzie w okresie międzywojennym otwarto siedzibę Bractwa Kurkowego z pięknym ogrodem. Po drodze znajdowały się dzikie plaże. Zgorszenie niektórych spacerujących budziło to, że odważniejsza młodzież kąpała się tam nago. Takie wydarzenia opisywano w ówczesnych gazetach. Działały też płatne kąpieliska rzeczne, oddzielne dla kobiet i mężczyzn. Znajdowały się za mostem Królowej Jadwigi od strony Dębca. Kąpielisko w Puszczykowie działało jeszcze po II wojnie. Wypoczynek nad wodą przez wieki był stałym elementem życia poznaniaków, bez względu na ich status społeczny. W ciasno zabudowanym i ograniczonym murami mieście nie było zieleni i świeżego powietrza, które nad Wartą można było znaleźć. Parki miejskie to późny wynalazek, zaczęły powstawać dopiero z końcem XVIII w.

Jak wyglądała panorama miasta oglądana z perspektywy rzeki na początku XX w.?

- Była różnorodna. Ktoś, kto płynął Wartą w kierunku Poznania, najpierw widział głównie łąki i pojedyncze domy. Po wpłynięciu do Poznania krajobraz wyraźnie zmieniał się na miejski. Od Drogi Dębińskiej pojawiały się kąpieliska i tereny rekreacyjne, potem mury oporowe, nad którymi wznosiły się kamienice z balkonami wiszącymi nad wodą. To był niewielki odcinek, nasza Wenecja, czyli Chwaliszewo. Takiego nadbrzeża nie miało żadne inne miasto w obecnej Polsce poza Wrocławiem, który jest przecież miastem o niemieckiej przeszłości. Chwaliszewo było niewątpliwie dzielnicą mniej zamożną, niż np. Jeżyce, ale mieszkali tam też przemysłowcy, a jeden z nich, Sigismund Engel, fabrykant mydła, miał tam nawet swój pałacyk. Były też wyszynki, oberże, czyli odpowiedniki dzisiejszych pubów, barów i knajp. Można w nich było spotkać pływających na statkach szyprów i flisaków. Ale przy rzece stały też obiekty przemysłowe, choćby gazownia. Dalej był długi port, znów łąki i trasa na Szeląg, ogród Bractwa Kurkowego...

Kiedy więc zaczęliśmy się odwracać od Warty?

- W PRL, ale to była powszechna tendencja w światowej urbanistyce. Znam wiele przypadków europejskich miast, które zasypywały koryta rzek lub ich odnogi zgodnie z radykalnym modernizmem lat 60. i 70. Wtedy nie widziano sensu jej istnienia w mieście, bo straciła swoje historyczne funkcje, a jeszcze nie dostrzegano jej walorów estetycznych, które wpływają na atrakcyjność miasta. We francuskim Lille, czy holenderskiej Bredzie - tak samo jak w Poznaniu - zasypano stare koryta rzek i stworzono w nich parkingi. Dlatego dziś nie ma sensu stawiać zarzutów tym, którzy zdecydowali o zasypaniu Starego Koryta Warty, bo taka była ogólnoświatowa tendencja. Zarzut trzeba postawić tym, którzy nie dostrzegają, że ona przeminęła i miasta na całym świecie starają się rzeki odzyskać.

Częstym argumentem przeciw powrotowi nad rzekę jest zagrożenie powodziowe. Kiedy Warta poczyniła w mieście największe spustoszenie?

- Największa powódź miała miejsce w 1736 r. To po niej na rynku, na który woda wdzierała się regularnie, wystawiono zachowaną do dziś figurę św. Jana Nepomucena, która miała chronić mieszkańców przed żywiołem. Następne dwie duże powodzie nawiedziły Poznań w 1888 i 1889 r. Poważne powodzie ze stratami w mieście pojawiały się średnio co siedem - osiem lat, tak często, że ludzie się do nich przyzwyczaili. Czas powodzi był wpisany w rytm życia miasta. W końcu poradzono sobie z tym problemem na przełomie XIX i XX w., kiedy zbudowano mury oporowe i zakazano stawiać domy w niektórych miejscach. Podczas powodzi w 1924 r., która była porównywalna do tych z lat 1888 i 1889, okazało się, że te działania przyniosły świetny efekt - Warta zalała tylko łąki, a miasto ocalało.

Odrzucam argument, że ewentualne powodzie powinny nas dziś powstrzymać przed zagospodarowywaniem brzegów rzeki. W Paryżu ulice biegnące wzdłuż Sekwany są czasem zalewane. Wtedy wyłącza się je z ruchu, a jak woda opadnie, po prostu się je sprząta i przywraca do funkcjonowania. Czy Poznań musi być jakimś niezwykłym przypadkiem, który nie jest w stanie wykorzystać kilometrów łąk nad rzeką, argumentując, że są to tereny zalewowe?

Ale na co dzień pomiędzy wałami a lustrem wody jest spora przestrzeń. Gdzie więc powinny powstawać bulwary?

- Ze względów estetycznych warto mieć dużo wody. Jestem za tym - a to projekt już z lat 60. - by podnieść poziom rzeki w Poznaniu, by nie płynęła tylko tym kanalikiem ściekowym, w którym mieści się dziś. Tak robią miasta na całym świecie. Szprewa to rzeka porównywalna z Wartą albo mniejsza, a w Berlinie pojawia się na każdym kroku. To efekt jej spiętrzenia. Oczywiście spiętrzenie Warty w Poznaniu oznaczałoby, że pozbylibyśmy się łąk. Program minimum to nadanie tym łąkom nowego wymiaru - zadbanej przestrzeni zielonej. Jestem przekonany, że przystrzyżona, czysta trawa będzie przyciągać ludzi, którzy będą na niej leżeć, grać w badmintona itd. To są proste rozwiązania, trzeba tylko przemóc w sobie ten lęk, złe nastawienie do rzeki. Potem możemy zbudować wzdłuż Warty drogi spacerowe i rowerowe. Takie trasy są już choćby w Krakowie. A że je zaleje? Niech zalewa, potem wystarczy je tylko posprzątać.

Podoba ci się współczesna zabudowa brzegów Warty?

- Nie podoba mi się nieprzemyślana i niekontrolowana planem zagospodarowania zabudowa Chwaliszewa. Ale mamy nad rzeką udane realizację, choćby "Wstęgę Warty" Jerzego Gurawskiego i Przemysława Cieślaka przy moście Rocha, to nowa architektura, która dobrze koresponduje z otoczeniem. Pod nią biegnie bulwar. Dobrze zaplanowane tereny nad rzeką mamy też na Ratajach przy os. Piastowskim. Tam bloki schodzą ku rzece, niżej pojawiają się tereny rekreacyjne, zieleń, skate park. Szkoda, że w okolicy ulicy Szyperskiej, nad murem oporowym, pojawiła się zabudowa nie pozostawiająca miejsca nawet na chodnik, którym można by pospacerować sobie na Cytadelę. A dostęp do brzegu rzeki powinni mieć wszyscy. Poza tym szkoda, że przed wybudowaniem domów nie pomyślano o marinie. W tamtym miejscu byłaby czymś naturalnym, skoro tam właśnie znajdował się port. Dziś musimy znaleźć w końcu dla niej miejsce w Poznaniu, bo mają ją nawet małe miasteczka jak Pyzdry.

Po co dziś Warta Poznaniowi?

- By rozwijał się gospodarczo. To jest nowoczesna doktryna zarządzania miastem - inwestycje w przestrzeń publiczną, poprawę estetyki i w kulturę są przecież inwestycjami w miejską gospodarkę. Dziś nie uda się ściągnąć poważnych inwestycji do miasta, którego oferta nie jest rozumiana szeroko. Dostrzegł to dawno temu Wrocław, dostrzegły też miasta mniejsze, często pogardzane przez poznaniaków, jak Konin czy Ślesin. Dziś budują bulwary i przystanie. Może nieprzyjemnie to usłyszeć, ale są one pod tym względem bardziej światowe, niż Poznań i mogą nas tym zawstydzić.

Wyobrażam sobie, że miasto odkopuje Stare Koryto Warty, spiętrza rzekę, uruchamia stały tramwaj wodny, którym z Naramowic dopływa się do centrum szybciej, niż dojeżdża samochodem. Wiem, że to inwestycje na lata, ale warto wyznaczać sobie takie cele. Jednak powrót nad rzekę musimy zacząć w naszych głowach, zmienić mentalność i potem zacząć stawiać małe kroki, jak choćby przystrzyżenie trawy nad Wartą.

* Piotr Libicki - historyk sztuki, ekspert od krajobrazu w Instytucie Sobieskiego, autor licznych przewodników turystycznych i albumów, m.in. "Warta w Poznaniu"

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 14 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

  • Bez Warty nie byłoby Poznania wodz.wielka.woda 08.07.11, 13:49

    Wrocław przystępuje do analizy realności budowy metra.U nas: strzyżenie trawników nad Wartą, badminton i tramwaj wodny.»

  • Bez Warty nie byłoby Poznania emissarius 08.07.11, 14:34

    Będąc świadom stanu budżetu - uznałbym na początek za wielki sukces proste uporządkowanie obu brzegów Warty w obrębie miasta (terenów zalewowych) - wyrównanie terenu, wycięcie krzaków, »