Rodzice żądają nowych żłobków w Poznaniu
29.05.2011
, aktualizacja: 29.05.2011 21:35
Podnieście liczbę miejsc w żłobkach, a nie ceny - domagali się w niedzielę uczestnicy pikiety na Ostrowie Tumskim. Demonstrowali tuż przy wejściu na festyn z okazji Dnia Dziecka, organizowany przez miasto i Caritas.
ZOBACZ TAKŻE
- Po debacie: Miasto poszuka pieniędzy na żłobki (20-09-11, 08:00)
- Skakali aż do nieba - zobacz zdjęcia (30-05-11, 10:00)
- Będą kształcić w Poznaniu specjalistów od autyzmu (01-07-11, 00:00)
Kasia ma półtora roku, na listę oczekujących po miejsce w żłobku została wpisana jeszcze przed urodzeniem. - Wcześniej niż w żłobku znajdzie się dla córki miejsce w przedszkolu - ubolewa jej mama Anna Janosik. Na to musi przynajmniej poczekać jeszcze rok, bo przedszkola przyjmują dzieci dwuipółletnie. Mama Kasi jest samotną matką. Do pracy nie może wrócić, dopóki nie zwolni się w żłobku miejsce dla Kasi. - A po podwyżce nie będzie mnie stać, aby oddać córkę do żłobka - mówi wprost.
Poznańscy urzędnicy zaproponowali podniesienie opłaty za żłobki o 175 zł. Rodzice płaciliby wówczas 525 zł miesięcznie (w cenę wliczone jest już wyżywienie). Miasto wyliczyło, że dzięki tej podwyżce można by dofinansować ok. 180 miejsc dla dzieci w tzw. klubikach (miniżłobki, w których będzie można zostawiać dzieci na czas do 5 godzin) i u opłacanych z publicznych pieniędzy opiekunów. Potrzeby są jednak dużo większe - w Poznaniu w kolejce po miejsce do żłobka czeka 1,6 tys. dzieci.
- Nie chcemy podwyżek w miejskich żłobkach, ale nie mamy też pieniędzy na wsparcie innych form opieki nad dziećmi do 3. roku życia - przyznaje Magdalena Walczak z wydziału zdrowia i polityki społecznej Urzędu Miasta.
Przeciwko podwyżkom demonstrowały Stowarzyszenia "Konsola" i "My-Poznaniacy", związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza oraz anarchiści. Pikietowali przy wejściu na festyn z okazji Dnia Dziecka na Ostrowie Tumskim. Wokół pikiety tłum: rodzice z dziećmi przez kilkadziesiąt minut stali w kolejce po paczki z prezentami na Dzień Dziecka. Działacze rozdawali im ulotki, w których zachęcali do przyjścia na dzisiejsze posiedzenie komisji zdrowia, na którym będą ważyć się losy ewentualnej podwyżki. - Wydział zdrowia i polityki społecznej zaplanował już na drugi kwartał konsultacje społeczne. Skoro ich nie prowadzi, to my informujemy mieszkańców o planach miasta. Na te podwyżki się nie godzimy - mówi Aleksandra Sołtysiak z Konsoli. - Opłata 525 zł to blisko 40 proc. płacy minimalnej. Polityka społeczna ma wspierać najuboższych, a nie opróżniać ich kieszenie - dodaje.
- Głos tych organizacji będzie wysłuchany - zapewnia Jerzy Stępień, wiceprezydent Poznania zajmujący się m.in. żłobkami. - Mamy kilka propozycji. Jedną z nich jest zróżnicowanie opłat w zależności od dochodów. Nie jest dobrze, gdy opłaty dla wszystkich są na tym samym poziomie. Będziemy o tym rozmawiać, a decyzje podejmą radni - mówi Stępień.
Radni podwyżkom nie są przychylni. - Pieniędzy należy szukać w budżecie - przekonuje Michał Tomczak z PO, przewodniczący komisji rodziny, zdrowia i polityki społecznej. Tomczak oczekuje, że miasto będzie dofinansowywało miejsca w niepublicznych klubikach, ale sprzeciwia się tworzeniu nowych żłobków przez miasto. Na komisjach radni jednak przyznają, że podwyżek zapewne nie da się uniknąć. Nie mówią jednak, jakie powinny być wysokie.
Za podwyżkami, ale zależnymi od dochodów, jest Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka PO zasiadająca w sejmowej komisji zdrowia: - Mamy alternatywę: albo utrzymamy niskie opłaty i nie wzrośnie liczba miejsc w żłobkach, albo zwiększymy dostęp do żłobków i podniesiemy opłaty. Nie może być tak, że jeden rodzic płaci niewiele, a drugi w tej samej sytuacji musi szukać miejsca w niepublicznych żłobkach. Większość samorządów idzie w kierunku zróżnicowania opłat w zależności od wysokości dochodów. To sprawiedliwe rozwiązanie.
Poznańscy urzędnicy zaproponowali podniesienie opłaty za żłobki o 175 zł. Rodzice płaciliby wówczas 525 zł miesięcznie (w cenę wliczone jest już wyżywienie). Miasto wyliczyło, że dzięki tej podwyżce można by dofinansować ok. 180 miejsc dla dzieci w tzw. klubikach (miniżłobki, w których będzie można zostawiać dzieci na czas do 5 godzin) i u opłacanych z publicznych pieniędzy opiekunów. Potrzeby są jednak dużo większe - w Poznaniu w kolejce po miejsce do żłobka czeka 1,6 tys. dzieci.
- Nie chcemy podwyżek w miejskich żłobkach, ale nie mamy też pieniędzy na wsparcie innych form opieki nad dziećmi do 3. roku życia - przyznaje Magdalena Walczak z wydziału zdrowia i polityki społecznej Urzędu Miasta.
Przeciwko podwyżkom demonstrowały Stowarzyszenia "Konsola" i "My-Poznaniacy", związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza oraz anarchiści. Pikietowali przy wejściu na festyn z okazji Dnia Dziecka na Ostrowie Tumskim. Wokół pikiety tłum: rodzice z dziećmi przez kilkadziesiąt minut stali w kolejce po paczki z prezentami na Dzień Dziecka. Działacze rozdawali im ulotki, w których zachęcali do przyjścia na dzisiejsze posiedzenie komisji zdrowia, na którym będą ważyć się losy ewentualnej podwyżki. - Wydział zdrowia i polityki społecznej zaplanował już na drugi kwartał konsultacje społeczne. Skoro ich nie prowadzi, to my informujemy mieszkańców o planach miasta. Na te podwyżki się nie godzimy - mówi Aleksandra Sołtysiak z Konsoli. - Opłata 525 zł to blisko 40 proc. płacy minimalnej. Polityka społeczna ma wspierać najuboższych, a nie opróżniać ich kieszenie - dodaje.
- Głos tych organizacji będzie wysłuchany - zapewnia Jerzy Stępień, wiceprezydent Poznania zajmujący się m.in. żłobkami. - Mamy kilka propozycji. Jedną z nich jest zróżnicowanie opłat w zależności od dochodów. Nie jest dobrze, gdy opłaty dla wszystkich są na tym samym poziomie. Będziemy o tym rozmawiać, a decyzje podejmą radni - mówi Stępień.
Radni podwyżkom nie są przychylni. - Pieniędzy należy szukać w budżecie - przekonuje Michał Tomczak z PO, przewodniczący komisji rodziny, zdrowia i polityki społecznej. Tomczak oczekuje, że miasto będzie dofinansowywało miejsca w niepublicznych klubikach, ale sprzeciwia się tworzeniu nowych żłobków przez miasto. Na komisjach radni jednak przyznają, że podwyżek zapewne nie da się uniknąć. Nie mówią jednak, jakie powinny być wysokie.
Za podwyżkami, ale zależnymi od dochodów, jest Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, posłanka PO zasiadająca w sejmowej komisji zdrowia: - Mamy alternatywę: albo utrzymamy niskie opłaty i nie wzrośnie liczba miejsc w żłobkach, albo zwiększymy dostęp do żłobków i podniesiemy opłaty. Nie może być tak, że jeden rodzic płaci niewiele, a drugi w tej samej sytuacji musi szukać miejsca w niepublicznych żłobkach. Większość samorządów idzie w kierunku zróżnicowania opłat w zależności od wysokości dochodów. To sprawiedliwe rozwiązanie.
- 14 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Rodzice żądają nowych żłobków w Poznaniu
whitenabuchodonozor
30.05.11, 11:44
Po co wam żłobki? Macie przecież stadion!»
-
VETO na podwyżki i uzaleznianie opłat od dochodów!
laura8
24.08.11, 11:18
Nie zgadzam się na podwyżki!Nie zgadzam się na uzależnianie opłat za żłobki od dochodów.Przeciez to paranoja! Dlaczego mam komuś sponsorować piwo i imprezy zakrapiane alkoholem ludziom, »
Najczęściej czytane24 htydzień




