'Litar' z zakazem. Na stadion nie wejdzie

Piotr Żytnicki
26.05.2011 , aktualizacja: 26.05.2011 20:22
A A A Drukuj
Szef "Wiary Lecha" Krzysztof M., który opluł rodzinę z dziećmi podczas meczu Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej, dostał zakaz stadionowy. Do końca śledztwa nie może wejść na mecze Lecha Poznań i reprezentacji narodowej

Źródło: Monitoring stadionu
"Litar" atakuje rodzinę z dziećmi na meczu reprezentacji Polski w Poznaniu (zdjęcie z monitoringu)
Prokuratura wezwała Krzysztofa M., ps. "Litar", by zakazać mu zbliżania się do oplutego kibica i członków jego rodziny, którzy są świadkami w śledztwie. Nałożyła też na niego zakaz stadionowy obejmujący "sportowe imprezy masowe z udziałem Lecha Poznań i reprezentacji Polski". Oznacza to, że "Litar" nie wejdzie na mecze poznańskiej drużyny do końca śledztwa, a jeśli sąd nie zmieni tej decyzji - również do końca procesu.

Śledztwo dotyczy wydarzenia, do którego doszło jesienią ub. roku na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Tuż przed meczem Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej "Litar" podszedł do kibica w biało-czerwonym stroju, popchnął go, uderzył głową i opluł. Gdy z górnej części trybuny zeszły dwie kobiety z dziećmi, "Litar" splunął w kierunku jednej z nich. Widać to na zapisie z monitoringu stadionowego, który "Gazeta" ujawniła w styczniu.

Po naszej publikacji sprawą zajęła się policja. "Litar" nie przyznał się do winy i odmówił składania zeznań. Zeznawał natomiast poszkodowany. W połowie maja Krzysztofowi M. postawiono dwa zarzuty: naruszenia nietykalności cielesnej kibica oraz znieważenia go przez plucie. Grozi za to kara grzywny albo rok więzienia.

Policjanci uznali, że "Litar" na czas trwania śledztwa powinien dostać zakaz stadionowy. Taki wniosek wysłali prokuraturze, a ta uwzględniła go.

Tymczasem Lech Poznań chce ukarać zakazem stadionowym Macieja W., czyli kibica oplutego przez "Litara". Nietrzeźwy Maciej W. podczas niedawnego meczu z Borussią Dortmund stał w przejściu na schodach, czego zabrania stadionowy regulamin. Zatrzymał go osobiście dyrektor ds. bezpieczeństwa Lecha Henryk Szlachetka. Twierdził, że kibic ignorował polecenia ochrony i nie chciał zejść ze schodów. Na podstawie zeznań Szlachetki policja skierowała sprawę do sądu.

Maciej W. zapewnia, że ochrona nie wydawała mu żadnych poleceń, a zarzuty wobec niego to odwet klubu za zeznania, które obciążają szefa "Wiary Lecha". Sprawa nie jest jednoznaczna nawet dla sądu, który zrezygnował z wydania wyroku w trybie przyspieszonym i chce ściągnąć z prokuratury akta śledztwa w sprawie oplucia.

Władze Lecha od kilku miesięcy bagatelizowały nagranie z monitoringu. Dopiero kiedy "Litarowi" postawiono zarzuty, zapowiedziały rozwiązanie umowy z jego firmą kateringową Trocadero, która miała wyłączność na stadionową gastronomię. Nadal jednak współpracują z nim jako szefem "Wiary Lecha", bo nie zrezygnował z kierowania stowarzyszeniem. A Lech, co zapowiedział jego wiceprezes Arkadiusz Kasprzak, uszanuje każdą decyzję kibiców.

Krzysztof M. zrezygnował jedynie z zasiadania w zespole Polskiego Związku Piłki Nożnej ds. kontaktów z kibicami. Jednak zrobił to dopiero wtedy, gdy władze związku zapowiedziały, że go odwołają. PZPN kazał zapłacić "Litarowi" tysiąc złotych kary za oplucie rodziny.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    63 głosy