Czy ochrona polowała na oplutego kibica?
23.05.2011
, aktualizacja: 23.05.2011 08:36
Władze Lecha Poznań wzięły się za porządek na stadionie. Zaczęły od... kibica, którego opluł 'Litar', szef 'Wiary Lecha'. Tyle że wobec samego 'Litara' klub do dziś nie wyciągnął konsekwencji
ZOBACZ TAKŻE
- Płomienna Wiara (Lecha) i kasa (15-05-11, 11:47)
- Sąd uniewinnia kibica, którego opluł Litar (18-07-11, 18:14)
- Sprawa Macieja W. Czy to odwet Lecha? (30-06-11, 00:00)
- Zamkną II trybunę na stadionie Lecha? (02-06-11, 22:00)
- Odwet Lecha (23-05-11, 23:00)
- Odwet Lecha (23-05-11, 23:00)
- Afera na stadionie. Co zrobi Ryszard Grobelny? (18-05-11, 12:59)
- Kto rozpozna kibola? Serwery przeciążone (17-05-11, 21:25)
- Afera na stadionie cd. Lewy magazyn Wiary Lecha (17-05-11, 07:00)
- Wielkopolski tydzień. Wiaro, nic się nie stało? (14-05-11, 12:00)
- Nielegalne zajęcie. Jak Litar wziął magazyn na stadionie (14-05-11, 08:00)
- Kibol na aucie. Kolejorz zerwie współpracę z Wiarą Lecha? (12-05-11, 01:00)
- Marketing na serio, czyli o mariażu Lecha z Litarem (12-05-11, 01:00)
- Ryszard Grobelny - prezydent poznańskich kiboli (05-05-11, 19:48)
- Upadł mit poznańskich kibiców - najlepszych w Polsce (05-05-11, 09:00)
- Po zadymie w Bydgoszczy: Jest kac, winnych nie ma (04-05-11, 21:36)
- Nie można chować głowy w piasek, kiedy kibol pluje (09-02-11, 21:08)
- Pierwszy kibol RP (28-01-11, 01:00)
- Prywatny stadion - jak Poznań ceni nadkibola (28-02-11, 01:00)
Krzysztof M., "Litar", który stoi na czele poznańskich kiboli, usłyszał ostatnio zarzuty za atak na rodzinę podczas listopadowego meczu reprezentacji Polski. Na nagraniu ze stadionowego monitoringu, które ujawniła "Gazeta", widać, jak "Litar" wygania z trybuny rodzinę z dwójką dzieci, lekko uderza mężczyznę "z główki" i pluje mu w twarz, potem pluje w kierunku jednej z kobiet.
Zaatakowany Maciej W. nie zgłosił się na policję, ale śledczy odnaleźli go i przekonali do złożenia zeznań. Prokuratura - ze względu na ważny interes społeczny - rozpoczęła śledztwo z urzędu.
Tydzień po tym, jak prokuratura postawiła zarzuty szefowi kiboli, Lech Poznań grał w towarzyskim meczu z Borussią Dortmund. Na trybunach komplet 40 tys. widzów. Wśród nich Maciej W. Ma bilet na trybunę nr 2. Stoi na schodach, czego zabrania stadionowy regulamin.
- Zobaczyłem, że przez murawę idzie facet w garniturze i dwóch ochroniarzy. Poprosili mnie o bilet. Pokazałem. Zapytali też kibica za mną. Szukał po kieszeniach, ale biletu nie miał. Jego zostawili, mnie zabrali - opowiada Maciej W. Ochrona zbadała go alkomatem. Wykazał ok. promila alkoholu. Napisał o tym w sobotę "Głos Wielkopolski".
Maciej W.: - Tak, wypiłem przed meczem trzy piwa. Szwagier też, ale tylko mnie zabrali, choć stałem spokojnie. Przekazali mnie policji. Patrol spisał mnie i puścił. Wróciłem na stadion.
Opluty przez "Litara" twierdzi, że mężczyzną w garniturze, który osobiście sprawdzał jego bilet, był dyrektor ds. bezpieczeństwa Lecha Henryk Szlachetka. Policja - na podstawie zeznań Szlachetki - postawiła kibicowi zarzut niewykonywania poleceń ochrony. Grozi za to grzywna. Szlachetka przekonuje, że Maciej W. nie chciał opuścić schodów i zająć miejsca, które miał na bilecie. Kibic zaprzecza: - Nie było żadnych poleceń. Stała tam większa grupa. Szlachetka interesował się tylko mną.
Maciej W. uważa, że Lech szukał pretekstu, by odegrać się za zeznania obciążające "Litara", który z klubem współpracuje. Szlachetka: - Nie wiedziałem, kim jest ten pan.
Zbigniew Paszkiewicz z wielkopolskiej policji: - Podczas meczu ochrona przekazała nam tylko jedną osobę, czyli Macieja W.
Klub już zapowiedział ukaranie kibica. Maciej W. dostanie zakaz wejścia na mecze Lecha, bo przebywania pod wpływem alkoholu zabrania stadionowy regulamin.
Takich zakazów stadionowych Lech nie wydał po jesiennej zadymie na meczu z Wisłą Kraków. Szlachetka twierdził wtedy, że nie rozpoznaje uczestników bijatyki. Na pewno znał jednak "Rolnika", byłego szefa bojówkarzy Lecha, karanego za wymuszenie rozbójnicze. Gdy kibole Lecha ruszyli na wiślaków, niezatrzymywany przez ochronę "Rolnik" przeszedł przez cały stadion, pokonując po drodze kilka płotów. Razem z kompanami zaczął odwodzić kiboli Lecha od ataku, ale wcześniej złamał stadionowy regulamin. Zdaniem policji, niekontrolowane przemieszczanie się między trybunami i wyręczanie ochrony jest niedopuszczalne. "Rolnik" jednak zakazu nie dostał, a Szlachetka dwa tygodnie temu mówił nam: - To było mniejsze zło, wykroczenie mniejszej wagi. Zakazy powinni dostawać prawdziwi pseudokibice.
Na czele grupy atakującej wiślaków stał niejaki "Didi". "Didiego" i jego kompana "Lolę" nagraliśmy ukrytą kamerą przed meczem Ligi Europejskiej ze Sportingiem Braga. Nie musieli płacić za wejście na stadion, bo ochrona wpuściła ich boczną bramą. Obaj zajmują honorowe miejsce w "kotle" rządzonym przez poznańskich kiboli. "Didi", uczestnik zadymy, także nie dostał zakazu stadionowego.
Jeden z oficerów policji zajmujących się stadionową przestępczością: - Cieszy mnie nagła zmiana w postawie dyrektora Szlachetki. Szkoda tylko, że nie był tak gorliwy, gdy trzeba było identyfikować pseudokibiców Lecha po zadymie w Bydgoszczy - mówi.
Maciej W. w sobotę - w trybie przyspieszonym - stanął przed sądem. Nie przyznał się do winy. Jego wersję potwierdzają obecni na meczu członkowie rodziny. Sąd nie wydał wyroku, bo chce dokładnie wyjaśnić zdarzenie.
Maciej W. twierdzi, że działacze "Wiary Lecha" od dawna znali jego nazwisko. Dotarli do niego przed policją. Wiceprezes WL Andrzej Pleszkun odwiedził go w pracy. - Powiedziałem: wpłacicie 10 tys. zł na dom dziecka, a mojej rodzinie dacie karnety do końca sezonu, to o sprawie zapomnę. Ale usłyszałem, że płacić nie będą, a karnetów nie mają. Mówię: to niech chociaż "Litar" przyjedzie i osobiście mnie przeprosi. Ale nie przyjechał.
Po postawieniu zarzutów szefowi kiboli Lech Poznań zapowiedział rozwiązanie umowy z jego firmą kateringową Trocadero, która obsługuje gastronomię i zajmowała nielegalnie magazyn na stadionie. Za oplucie klub do dziś nie ukarał go zakazem stadionowym.
Zaatakowany Maciej W. nie zgłosił się na policję, ale śledczy odnaleźli go i przekonali do złożenia zeznań. Prokuratura - ze względu na ważny interes społeczny - rozpoczęła śledztwo z urzędu.
Tydzień po tym, jak prokuratura postawiła zarzuty szefowi kiboli, Lech Poznań grał w towarzyskim meczu z Borussią Dortmund. Na trybunach komplet 40 tys. widzów. Wśród nich Maciej W. Ma bilet na trybunę nr 2. Stoi na schodach, czego zabrania stadionowy regulamin.
- Zobaczyłem, że przez murawę idzie facet w garniturze i dwóch ochroniarzy. Poprosili mnie o bilet. Pokazałem. Zapytali też kibica za mną. Szukał po kieszeniach, ale biletu nie miał. Jego zostawili, mnie zabrali - opowiada Maciej W. Ochrona zbadała go alkomatem. Wykazał ok. promila alkoholu. Napisał o tym w sobotę "Głos Wielkopolski".
Maciej W.: - Tak, wypiłem przed meczem trzy piwa. Szwagier też, ale tylko mnie zabrali, choć stałem spokojnie. Przekazali mnie policji. Patrol spisał mnie i puścił. Wróciłem na stadion.
Opluty przez "Litara" twierdzi, że mężczyzną w garniturze, który osobiście sprawdzał jego bilet, był dyrektor ds. bezpieczeństwa Lecha Henryk Szlachetka. Policja - na podstawie zeznań Szlachetki - postawiła kibicowi zarzut niewykonywania poleceń ochrony. Grozi za to grzywna. Szlachetka przekonuje, że Maciej W. nie chciał opuścić schodów i zająć miejsca, które miał na bilecie. Kibic zaprzecza: - Nie było żadnych poleceń. Stała tam większa grupa. Szlachetka interesował się tylko mną.
Maciej W. uważa, że Lech szukał pretekstu, by odegrać się za zeznania obciążające "Litara", który z klubem współpracuje. Szlachetka: - Nie wiedziałem, kim jest ten pan.
Zbigniew Paszkiewicz z wielkopolskiej policji: - Podczas meczu ochrona przekazała nam tylko jedną osobę, czyli Macieja W.
Klub już zapowiedział ukaranie kibica. Maciej W. dostanie zakaz wejścia na mecze Lecha, bo przebywania pod wpływem alkoholu zabrania stadionowy regulamin.
Takich zakazów stadionowych Lech nie wydał po jesiennej zadymie na meczu z Wisłą Kraków. Szlachetka twierdził wtedy, że nie rozpoznaje uczestników bijatyki. Na pewno znał jednak "Rolnika", byłego szefa bojówkarzy Lecha, karanego za wymuszenie rozbójnicze. Gdy kibole Lecha ruszyli na wiślaków, niezatrzymywany przez ochronę "Rolnik" przeszedł przez cały stadion, pokonując po drodze kilka płotów. Razem z kompanami zaczął odwodzić kiboli Lecha od ataku, ale wcześniej złamał stadionowy regulamin. Zdaniem policji, niekontrolowane przemieszczanie się między trybunami i wyręczanie ochrony jest niedopuszczalne. "Rolnik" jednak zakazu nie dostał, a Szlachetka dwa tygodnie temu mówił nam: - To było mniejsze zło, wykroczenie mniejszej wagi. Zakazy powinni dostawać prawdziwi pseudokibice.
Na czele grupy atakującej wiślaków stał niejaki "Didi". "Didiego" i jego kompana "Lolę" nagraliśmy ukrytą kamerą przed meczem Ligi Europejskiej ze Sportingiem Braga. Nie musieli płacić za wejście na stadion, bo ochrona wpuściła ich boczną bramą. Obaj zajmują honorowe miejsce w "kotle" rządzonym przez poznańskich kiboli. "Didi", uczestnik zadymy, także nie dostał zakazu stadionowego.
Jeden z oficerów policji zajmujących się stadionową przestępczością: - Cieszy mnie nagła zmiana w postawie dyrektora Szlachetki. Szkoda tylko, że nie był tak gorliwy, gdy trzeba było identyfikować pseudokibiców Lecha po zadymie w Bydgoszczy - mówi.
Maciej W. w sobotę - w trybie przyspieszonym - stanął przed sądem. Nie przyznał się do winy. Jego wersję potwierdzają obecni na meczu członkowie rodziny. Sąd nie wydał wyroku, bo chce dokładnie wyjaśnić zdarzenie.
Maciej W. twierdzi, że działacze "Wiary Lecha" od dawna znali jego nazwisko. Dotarli do niego przed policją. Wiceprezes WL Andrzej Pleszkun odwiedził go w pracy. - Powiedziałem: wpłacicie 10 tys. zł na dom dziecka, a mojej rodzinie dacie karnety do końca sezonu, to o sprawie zapomnę. Ale usłyszałem, że płacić nie będą, a karnetów nie mają. Mówię: to niech chociaż "Litar" przyjedzie i osobiście mnie przeprosi. Ale nie przyjechał.
Po postawieniu zarzutów szefowi kiboli Lech Poznań zapowiedział rozwiązanie umowy z jego firmą kateringową Trocadero, która obsługuje gastronomię i zajmowała nielegalnie magazyn na stadionie. Za oplucie klub do dziś nie ukarał go zakazem stadionowym.
- 49 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
158 głosów
-
BRAWA dla Gazety za walkę z hołotą stadionową!
fokkusu
23.05.11, 09:43
BRAWA dla Gazety za walkę z hołotą stadionową. Jedyni odważni!»
-
i po co nam to Euro i przepłacony stadionik?
der-rauber
23.05.11, 11:02
1. Zdecydowanie popieram wywalenie chamstwa i bandytyzmu ze stadionów, ulic i życia codziennego z polityką na czele.2. Ciekawa wybiórczość działań ochronki potwierdzona przez Policję. »
-
Ustawki na płyty stadionów!
spinaker206
24.05.11, 05:27
Ustawki na stadiony! Po co mają się kryć po lasach.Będzie to chyba bardziej interesujące od rozgrywanych meczy.Frekwencja na trybunach chyba także większa i nareszcie spokój na trybunach.»
Najczęściej czytane24 htydzień




