Za plagiat prokuratura kary się nie domaga
21.05.2011
, aktualizacja: 20.05.2011 18:45
Za plagiat pracy magistrantki uczelnia pozbawia profesora prawa wykonywania zawodu. A prokuratura prosi o warunkowe umorzenie, bo "zdarzenie miało incydentalny charakter"
Księgarnia medyczna w Poznaniu. Pielęgniarka z 21-letnim stażem przegląda najnowszą książkę swojej promotorki Grażyny B. Gdy zatrzymuje się przy jednym z rozdziałów, odkrywa, że profesor przepisała jedną trzecią jej pracy magisterskiej. Studentka broniła pracę rok wcześniej.
Książkę prof. Grażyny B. z pracą magisterską porównuje dr Marek Wroński, publicysta "Forum Akademickiego", w którym od lat demaskuje plagiaty na polskich uczelniach. Wroński ocenia: - Ewidentny plagiat. Profesor na 41 stronach swojej książki skopiowała pracę magisterską, której była promotorem. W niektórych miejscach zamieniła pojedyncze słowa, ale większość skopiowała dosłownie, łącznie z przypisami, w tych samych miejscach, z tych samych źródeł.
Warszawskie wydawnictwo Wolters Kluwer Business od razu po ujawnieniu plagiatu wstrzymuje sprzedaż książki prof. Grażyny B., wycofuje ją z księgarni. Z nakładu 700 egzemplarzy udaje się odzyskać 400.
Grażyna B. do połowy 2008 r. była rektorem Zachodniej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Zielonej Górze. Jej studentka pisała pracę na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Ale gdy przed rokiem plagiat wychodzi na jaw, Grażyna B. jest już profesorem poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Uczelnia zawiesza ją, a rzecznik dyscyplinarny żąda surowej kary: pozbawienia prawa wykonywania zawodu na trzy lata. Komisja dyscyplinarna pozbawia Grażynę B. tego prawa na rok.
Plagiatem zajmuje się też prokuratura i potwierdza, że profesor przepisała pracę magisterską studentki. Ale do sądu kieruje wniosek o warunkowe umorzenie postępowania. To rozwiązanie stosowane wobec osób, które popełniły przestępstwa zagrożone karą do trzech lat więzienia, pod warunkiem, że: okoliczności przestępstwa nie budzą wątpliwości, sprawca wcześniej nie był karany i można przypuszczać, że nie złamie już prawa. Prof. Grażyna B. te warunki spełnia. Ale jest jeszcze jeden warunek: wina i szkodliwość czynu nie są znaczne. I tak jest - zdaniem śledczych - jeśli chodzi o przepisanie w książce 41 stron pracy magisterskiej. Prokurator Szymon Dąbrowski we wniosku do sądu o warunkowe umorzenie pisze: "Zdarzenie miało jednostkowy, incydentalny charakter i nie było przejawem lekceważenia porządku prawnego".
- Zawsze można powiedzieć, że to tylko incydent - komentuje Marek Wroński, który jest także rzecznikiem rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Nie kryje wzburzenia decyzją prokuratury: - Naukowiec ma obowiązek pracować rzetelnie i uczciwie, bo jest wzorem dla studentów. Od niego należy wymagać więcej. Bo jeśli profesor plagiatuje prace, prokuratura mu pobłaża, to co pomyśli sobie student?
Nie ma tygodnia, by Wroński nie dostawał kolejnych zawiadomień o kantach w środowisku naukowym. - To plaga. Uznając, że szkodliwość plagiatu jest nieznaczna, państwo ośmiela kolejnych oszustów. A sygnał powinien pójść inny: nieuchronna kara spotka każdego plagiatora - mówi.
Zdaniem dr. Wrońskiego są w Polsce prokuratorzy, którzy nie wahają się oskarżać plagiatorów: - Kilka takich aktów oskarżenia przygotowała prokuratura w Toruniu.
Poprosiliśmy o wyjaśnienie wiceszefową prokuratury na poznańskim Starym Mieście. Ale prokurator Małgorzata Mikoś-Fita nie chce komentować decyzji swojego podwładnego. - Sąd nie musi uwzględniać naszego wniosku. To do niego będzie należała ostateczna ocena - powiedziała nam tylko.
Pielęgniarka, której pracę splagiatowała prof. Grażyna B., chce pozostać anonimowa. W mailu pisze nam tylko: "Prawo okazuje litość wobec oskarżonego, wobec pokrzywdzonego jest obojętne".
Książkę prof. Grażyny B. z pracą magisterską porównuje dr Marek Wroński, publicysta "Forum Akademickiego", w którym od lat demaskuje plagiaty na polskich uczelniach. Wroński ocenia: - Ewidentny plagiat. Profesor na 41 stronach swojej książki skopiowała pracę magisterską, której była promotorem. W niektórych miejscach zamieniła pojedyncze słowa, ale większość skopiowała dosłownie, łącznie z przypisami, w tych samych miejscach, z tych samych źródeł.
Warszawskie wydawnictwo Wolters Kluwer Business od razu po ujawnieniu plagiatu wstrzymuje sprzedaż książki prof. Grażyny B., wycofuje ją z księgarni. Z nakładu 700 egzemplarzy udaje się odzyskać 400.
Grażyna B. do połowy 2008 r. była rektorem Zachodniej Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Zielonej Górze. Jej studentka pisała pracę na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Ale gdy przed rokiem plagiat wychodzi na jaw, Grażyna B. jest już profesorem poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Uczelnia zawiesza ją, a rzecznik dyscyplinarny żąda surowej kary: pozbawienia prawa wykonywania zawodu na trzy lata. Komisja dyscyplinarna pozbawia Grażynę B. tego prawa na rok.
Plagiatem zajmuje się też prokuratura i potwierdza, że profesor przepisała pracę magisterską studentki. Ale do sądu kieruje wniosek o warunkowe umorzenie postępowania. To rozwiązanie stosowane wobec osób, które popełniły przestępstwa zagrożone karą do trzech lat więzienia, pod warunkiem, że: okoliczności przestępstwa nie budzą wątpliwości, sprawca wcześniej nie był karany i można przypuszczać, że nie złamie już prawa. Prof. Grażyna B. te warunki spełnia. Ale jest jeszcze jeden warunek: wina i szkodliwość czynu nie są znaczne. I tak jest - zdaniem śledczych - jeśli chodzi o przepisanie w książce 41 stron pracy magisterskiej. Prokurator Szymon Dąbrowski we wniosku do sądu o warunkowe umorzenie pisze: "Zdarzenie miało jednostkowy, incydentalny charakter i nie było przejawem lekceważenia porządku prawnego".
- Zawsze można powiedzieć, że to tylko incydent - komentuje Marek Wroński, który jest także rzecznikiem rzetelności naukowej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Nie kryje wzburzenia decyzją prokuratury: - Naukowiec ma obowiązek pracować rzetelnie i uczciwie, bo jest wzorem dla studentów. Od niego należy wymagać więcej. Bo jeśli profesor plagiatuje prace, prokuratura mu pobłaża, to co pomyśli sobie student?
Nie ma tygodnia, by Wroński nie dostawał kolejnych zawiadomień o kantach w środowisku naukowym. - To plaga. Uznając, że szkodliwość plagiatu jest nieznaczna, państwo ośmiela kolejnych oszustów. A sygnał powinien pójść inny: nieuchronna kara spotka każdego plagiatora - mówi.
Zdaniem dr. Wrońskiego są w Polsce prokuratorzy, którzy nie wahają się oskarżać plagiatorów: - Kilka takich aktów oskarżenia przygotowała prokuratura w Toruniu.
Poprosiliśmy o wyjaśnienie wiceszefową prokuratury na poznańskim Starym Mieście. Ale prokurator Małgorzata Mikoś-Fita nie chce komentować decyzji swojego podwładnego. - Sąd nie musi uwzględniać naszego wniosku. To do niego będzie należała ostateczna ocena - powiedziała nam tylko.
Pielęgniarka, której pracę splagiatowała prof. Grażyna B., chce pozostać anonimowa. W mailu pisze nam tylko: "Prawo okazuje litość wobec oskarżonego, wobec pokrzywdzonego jest obojętne".
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




