'Litar' z zarzutami. Lech wyrzuca jego firmę

Piotr Żytnicki
11.05.2011 , aktualizacja: 12.05.2011 00:42
A A A Drukuj
Szefowi "Wiary Lecha" Krzysztofowi M. grozi rok więzienia za atak na rodzinę z dziećmi podczas meczu reprezentacji. Dzisiaj policjanci postawili mu zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej i publicznego znieważenia poprzez oplucie. Władze Lecha Poznań postanowiły rozwiązać umowę z firmą Krzysztofa M.

Źródło: Monitoring stadionu
"Litar" atakuje rodzinę z dziećmi na meczu reprezentacji Polski w Poznaniu (zdjęcie z monitoringu)
W styczniu ujawniliśmy wideo z monitoringu stadionowego, na którym Krzysztof M., ksywa "Litar" szef Stowarzyszenia Kibiców "Wiara Lecha", tuż przed meczem polskiej reprezentacji poniewiera rodzinę z dziećmi. Na nagraniu widać kibica w biało-czerwonym stroju, do którego podchodzi "Litar", popycha, uderza głową i opluwa. Gdy inny kibol powala oplutego, z górnej części trybuny schodzą dwie kobiety i dzieci. To rodzina zaatakowanego mężczyzny. Kobiety próbują uspokoić sytuację, ale "Litar" pluje w kierunku jednej z nich.

- Opluto nas i sponiewierano, bo byliśmy w biało-czerwonych strojach - mówiła nam jedna z kobiet. Ale nie poszła z tym na policję: - Wszyscy widzieli nagranie. Skoro ktoś atakuje rodzinę z dziećmi, to do czego jeszcze się posunie? - tłumaczyła.



"Litar" ścigany z urzędu

Naruszenie nietykalności cielesnej, bo taki zarzut dostał dzisiaj szef poznańskich kiboli, jest ścigane z oskarżenia prywatnego. A to oznaczało, że bez wniosku rodziny prokuratura nie mogła nic zrobić. Policjantom ze specgrupy do walki z przestępczością stadionową udało się jednak dotrzeć do oplutego mężczyzny. Złożył zeznanie i opisał w nim to, o czym pisaliśmy. Że stał na trybunie, czekając na swoją rodzinę, a "Litar" zaatakował, bo nie podobały mu się biało-czerwone stroje. Został też wyzwany od "pikników", dla których, zdaniem "Litara", nie ma miejsca na trybunie zajmowanej przez fanatycznych kibiców. Mężczyzna, bojąc się o siebie i rodzinę, nie złożył jednak wniosku o ściganie szefa kiboli. Poprosił nawet o utajnienie swoich danych w śledztwie.

Jednak jego zeznanie wystarczyło, by prokuratura mogła ścigać "Litara". Śledczy skorzystali z art. 60 kodeksu postępowania karnego: pozwala on, mimo braku doniesienia od poszkodowanego, ruszyć ze śledztwem, gdy wymaga tego interes społeczny. A tak, zdaniem prokuratury, było w tym wypadku.

Dzisiaj Krzysztof M. stawił się w komendzie wielkopolskiej policji. Postawiono mu zarzut naruszenia nietykalności cielesnej, za które grozi grzywna lub rok więzienia.

"Litar" podobnie zachował się kilka tygodni temu podczas wyjazdowego meczu Lecha w Bradze w Portugalii. Wyrzucił z trybuny, na której stali kibole Lecha, dwie kobiety, które miały na twarzach napisy: "Lech Poznań". Kibice, którzy byli tego świadkami, mówią "Gazecie": - "Litar" zaczął wrzeszczeć: "Wyp... stąd, to nie cyrk!". I kobiety przeszły na trybunę Bragi.

Według kibiców świadkiem incydentu był dyrektor Lecha ds. bezpieczeństwa. Nie reagował. - Nie komentuję - mówił "Gazecie" Henryk Szlachetka.

Lech rozwiązuje umowę z Trocadero

Krzysztof M. nie jest zwykłym kibicem, ale szefem Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców, organizacji przyjmowanej i hołubionej przez urzędników Kancelarii Prezydenta, RPO i PZPN. To partner w dyskusjach nad ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych. "Wiara Lecha", której szefuje "Litar", działa w symbiozie z klubem Lech Poznań. Ma siedzibę na stadionie, a na trybunę nr 2, którą zajmują najbardziej fanatyczni kibice, ochrona się nie zapuszcza.

"Litar" jest też właścicielem firmy kateringowej Trocadero, której klientem jest Lech Poznań i urząd miejski. Firma kibola dostarczała katering na wieczór wyborczy prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego.

Rzeczniczka Lecha Poznań Joanna Dzios poinformowała, że w związku z zarzutami postawionymi Krzysztofowi M. klub podjął decyzję o rozwiązaniu umowy z firmą Trocadero. - Umowa zostanie rozwiązana wraz z końcem maja - mówi Dzios.

To "Litar" wyznacza kibicowskie trendy. Przyznaje, że komfort oglądania meczów ma "w d...": Kto za cicho śpiewa, temu grozi "masażem twarzy", mało aktywnych nazywa "piz...".

Gdy ponad rok temu CBŚ zatrzymało grupę poznańskich kiboli, którzy umawiali się na ustawki, czyli bijatyki (kilku postawiono też zarzut udziału handlu narkotykami), "Litar" napisał w internecie: "My nie jesteśmy politykami i w ramach obrony wizerunku nie będziemy odsuwać się od osób, które znamy wiele lat i które zrobiły wiele dla środowiska kibicowskiego. Jeśli ktoś wybiera wizerunek, a nie kolegę, niech się trzyma z daleka od nas, bo my reprezentujemy inne wartości i zawsze tak będzie".

Okazało się wtedy, że Krzysztof M. wystawił fałszywe zaświadczenie o zatrudnieniu w swojej firmie Łukaszowi W., ps. "Gucio", kibolowi, który ma na koncie rozboje, kradzieże oraz posiadanie narkotyków. "Litar" jest też właścicielem firmy kateringowej, której klientem jest Lech Poznań i urząd miejski. Firma kibola dostarczała katering na wieczór wyborczy prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego.

Podziel się

  • 101 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    273 głosy

  • bardzo dobrze. dwabe 11.05.11, 11:52

    stadiony zbudowaliśmy dla całego społeczeństwa, a nie dla jakichś zaburzonych frustratów.»

  • Zarzuty to jeszcze nie wyrok plendz 11.05.11, 13:13

    Pamiętajmy o tym. Dochodzenie i postępowanie przed sądem pozwoli ocenić przebieg tej sytuacji z pluciem. Na razie - po ponad 3 miesiącach , a ponoć sprawa "oczywista" - zebrano materiał »

  • 'Litar' z zarzutami. Lech wyrzuca jego firmę gajane4 11.05.11, 21:09

    Cóż, dopiero groźba dobrania się przez prokuraturę do gangu we władzach Lecha sprawiły, że zdecydowały się na gest pozorujący ich prawomyślność. Przecież cała liga począwszy od sędziów, »