Co się stało z naszą kasą? - pyta lider My-Poznaniacy

..
08.05.2011 , aktualizacja: 06.05.2011 19:28
A A A Drukuj
Przed elitą władzy Poznania stoi poważne zadanie: wiarygodne, przekonujące wyjaśnienie mieszkańcom, jaka jest sytuacja finansowa miasta. Bez tego opowieści o budżecie partycypacyjnym to zwykła propaganda. Chcemy wiedzieć, co się stało z naszą wspólną kasą - pisze Lech Mergler, lider Stowarzyszenia My-Poznaniacy.
Lech Mergler
fot. Jan Felcyn
Lech Mergler
O budżecie Poznania na 2012 r. wypowiedzieli się niedawno na łamach "Gazety" szef klubu radnych PO Marek Sternalski oraz lider PiS w Poznaniu, radny Tadeusz Dziuba.

A główny rozgrywający, prezydent Ryszard Grobelny, też wykonał ruch: zapowiedział sondaż deliberatywny, żeby mieszkańcy mieli wpływ na budżet. Już taki sondaż mieliśmy w zeszłym roku, dotyczył przyszłości Stadionu Miejskiego. Niestety - nie dość, że przeprowadzono go o kilka lat za późno, to jeszcze wynik został kompletnie zignorowany. Czy sondaż deliberatywny na temat budżetu nie ma być tylko pozorem współdecydowania, takim wygodnym dla władz parawanem? Można to sprawdzić, zaczynając od postawienia kilku podstawowych pytań - tak radzie, jak i prezydentowi.

Warunek - zaufanie

Zastanawiam się, dlaczego nowa rada miasta zadowoliła się w debacie budżetowej jedynie kosmetycznymi poprawkami na poziomie 0,7 proc. wartości budżetu. Prezydent nie ma przecież w radzie większości, więc debatę można było przedłużyć o miesiąc (na luty) i podjąć próbę restrukturyzacji budżetu. Żeby już w tym roku rozpocząć ratowanie finansów publicznych. Czy to była gospodarna postawa?

Jakże łatwo rada ugięła się przed prezydenckim szantażem za pomocą Euro 2012 w sprawie wyrzucenia pieniędzy na kolejny wiadukt widmo nad trzecią ramą, tym razem w ulicy Grunwaldzkiej. Jak łatwo odrzuciła pewne propozycje społeczne - np. w sprawie paru złotych na miejscowe plany przestrzenne, od których tak wiele zależy.

Szkoda, że tak się stało. Otwarta rozmowa o pieniądzach ma zasadnicze znaczenie dla odbudowy zaufania między władzą publiczną a mieszkańcami Poznania. Między odpowiedzialnymi, rozważnymi ludźmi nie ma przecież rozmowy o pieniądzach bez minimum zaufania. O poziomie zainteresowania, a więc i zaufania do demokratycznych procedur w Poznaniu świadczy fakt, że blisko dwie trzecie uprawnionych zignorowało ostatnie wybory samorządowe (drugą turę - aż trzy czwarte). Prezydenta wybrało około jednej szóstej uprawnionych, najsilniejszy klub PO w radzie miasta - jeszcze mniej. Władza publiczna w Poznaniu jest więc słaba, bo ma słabą legitymację demokratyczną. Na zaufanie większości, swoją wiarygodność, musi ciężko popracować.

Jawność jest niezbędna

Jednak fakt, że elita władzy - bo i prezydent, i szef największego klubu radnych - za własną przyjęła frazeologię dotyczącą budżetu partycypacyjnego, jest sukcesem. Idea partycypacji społecznej weszła na polityczne salony i do medialnego mainstreamu. Ale to nie prezydent ma tworzyć obywatelski budżet, tylko mieszkańcy. Zadaniem władzy jest skonstruowanie ram instytucjonalnych dla wykonania tego zadania. Jest jednak kardynalny warunek wstępny, który na prezydencie powinna wymusić rada miasta: gra w otwarte karty. Musimy wiedzieć, na czym stoimy, jeśli mamy się serio zaangażować. Maria Pasło-Wiśniewska podczas spotkania naszego Stowarzyszenia z prezydentem Ryszardem Grobelnym 17 stycznia br. wyraziła to dobitnie: "finanse muszą być jawne, rączki na stół, panie prezydencie!". Prezydent złożył wtedy deklarację upublicznienia, po uchwaleniu budżetu, wszystkich istotnych parametrów sytuacji finansów miasta. Ale tej obietnicy nie dotrzymał! Do dziś ma ręce głęboko w kieszeniach i nie wiadomo, co w nich trzyma. Wiadomo tylko, że niemal co dzień tnie budżet.

Podstawowe pytania o finanse

Żeby przymiarka do budżetu partycypacyjnego miała poważny sens, musimy znać prawdę o finansach Poznania, opowiedzianą językiem przystępnym, nawet jeśli jest ona zła czy niewygodna. Czego od prezydenta musi się dowiedzieć rada miasta, a szczególnie PO?

- Musimy dowiedzieć się prawdy o dochodach własnych Poznania w najbliższych latach. Prognoza finansowa zakłada ich wzrost, dzięki czemu spłata zadłużenia, przy obcięciu inwestycji, ma nie odbić się na wydatkach bieżących. Ale, poza prywatyzacją, nie widać żadnego realnego pomysłu na większe wpływy. Dochody miasta od lat zależą wprost od liczby zatrudnionych w Poznaniu mieszkańców miasta. Ma się ona nagle zwiększyć? A prezydent już tnie wydatki bieżące: w edukacji, komunikacji publicznej, pomocy społecznej.

- Trzeba ujawnić stan finansów spółek miejskich. Jak pisze prasa, Poznań jest rekordzistą w ukrywaniu długu miasta w spółkach. Te spółki przerzucają na nas, swoich "klientów", swoje zadłużenie w cenach, na za wodę i ścieki. Tyle że opłaty za usługi komunalne są już rekordowo wysokie i ustawowo maksymalne, więc co dalej?

- Powinniśmy dowiedzieć się, czy i jaką Poznań ma oszczędnościową strategię racjonalizacji wydatków - tak, żeby utrzymać jakość i zakres świadczeń i usług komunalnych przy zmniejszeniu ich kosztów.

- Ile jeszcze będzie nas kosztować Euro 2012? Jakie miasto wyznaczy nieprzekraczalne limity? Dotąd byliśmy zaskakiwani nagłymi wydatkami ekstra na Euro2012, niekiedy gigantycznymi, wymuszanymi przez szantaż - bo Euro, bo stadion.... Tak było w poprzedniej kadencji, kiedy rada dwukrotnie przyznała duże kwoty ekstra na budowę stadionu (raz ok. 100 mln zł, potem 93 mln). Później okrojony budżet został obciążony po dwakroć niepotrzebnymi wydatkami na wiadukty widma Po co szukać oszczędności, skoro wszystkie te wysiłki skonsumuje jedna impreza piłkarska?

Co się stało z naszą kasą?

Przed elitą władzy Poznania stoi poważne zadanie: wiarygodne, przekonujące wyjaśnienie mieszkańcom, na czym stoimy, jaka jest strategiczna sytuacja finansowa miasta. Jest to warunek konieczny współpracy, zaufania, a może i pokoju społecznego. Bez tego opowieści o budżecie partycypacyjnym to zwykła propaganda. Chcemy wiedzieć, co się stało z naszą wspólną kasą!

Oto Poznań, jedno z najbogatszych miast, jest w czołówce zadłużenia bezpośredniego i poprzez swoje spółki (a powstały one po to, by efektywniej gospodarować pieniędzmi). Jednocześnie ma rekordowo wysokie, maksymalne opłaty za usługi komunalne. Czyli ogromne pieniądze płynęły przez lata z naszych kieszeni do kas miasta i jego firm. Co się z nimi stało? Jak zostały wydatkowane? Niech się władza wytłumaczy, na co poszły długi i najwyższe w Polsce opłaty? Bo "na mieście" tego nie widać. Od kilkunastu lat mało przybyło miejskich inwestycji publicznych, poza kilkoma dużymi modernizacjami ulic oraz stadionem. Żadnych nowych mostów przez Wartę, ani jednego wiaduktu nad torami kolejowymi (według Miejskiej Pracowni Urbanistycznej brakuje ich do trzydziestu paru do czterdziestu paru), przybyła jedna nowa linia tramwajowa (na Rataje), a potrzeba kilkunastu; i jedna nowa ulica (Zawady). I jedna nowa szkoła. Brak mieszkań komunalnych, socjalnych przez lata całe, sypie się Śródmieście, zdewastowane obiekty sportowe, braki w infrastrukturze (kanalizacja choćby - na terenie prawobrzeżnego Poznania). To przez Euro 2012?

Panie Prezydencie, bez uników, ręce na stół!

Państwo radni - jeśli nie wyciągniecie rąk prezydenta z kieszeni, odium spadnie i na was, bo macie, jako rada, swój udział w powyższej, kompletnie nietransparentnej sytuacji. Sondaż deliberatywny nic tu nie da, jest "obok" pytań najważniejszych. Być może ma od nich odwrócić uwagę.

Podziel się

  • 32 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów

  • Re: Co się stało z naszą kasą? - pyta lider My-Po alfalfa 12.05.11, 18:15

    Remonty wiaduktów na Obornickiej i nad pętlą górczyńską plus remont Głogowskiej. Dzisiaj widziałem, że "przejście śmierci" na Grochowskiej, koło pogotowia, będzie miało światła. Poważniej - »

  • Co się stało z naszą kasą? - pyta lider My-Pozn... emissarius 13.05.11, 11:44

    Bardzo sobie cenię fakt istnienia stowarzyszenia, choć z ich poglądami niezbyt często się zgadzam. Irytują mnie niektóre ich wizje, fobie, i bezkrytyczne uwielbienie dla wszystkiego, co "na »