Co się stało z Ziętarą
29.04.2011
, aktualizacja: 29.04.2011 02:14
Jarosław Ziętara jest jedynym polskim dziennikarzem, który przepadł bez wieści. Jego koledzy dziennikarze porównują sprawę do uprowadzenia Krzysztofa Olewnika
ZOBACZ TAKŻE
- Wielkie poszukiwania i porażka. Nie odnaleźli ciała Ziętary (24-05-12, 10:20)
- Sprawa Ziętary. Dali mu cynk, nie dali ochrony? (27-10-11, 22:26)
- UOP werbował zaginionego dziennikarza. Przez lata zaprzeczał (25-10-11, 10:21)
- Esbecy zamieszani w zniknięcie Ziętary? Prokuratura pyta IPN (25-10-11, 09:37)
- Znów śledztwo po zaginięciu dziennikarza (15-06-11, 01:00)
- Co się stało z Ziętarą? Nowe okoliczności (14-06-11, 21:09)
- Prokuratura wznowiła śledztwo w sprawie zaginięcia dziennikarza (14-06-11, 12:07)
- Wznowiono śledztwo w sprawie śmierci Ziętary (14-06-11, 12:05)
- Apel naczelnych największych gazet: "Wznówcie śledztwo w sprawie zaginięcia Ziętary" (29-04-11, 08:37)
- Wspólnie w sprawie Jarosława Ziętary (29-04-11, 01:00)
- Sprawa Ziętary: gryps do mordercy, ślady kopania - prokuratura zbada czy był przeciek (13-04-11, 16:35)
- Zaginięcie dziennikarza. Apel do Tuska: Ujawnić akta UOP (28-03-11, 15:47)
- Dziennikarz zaginął 17 lat temu - ruszyły przesłuchania (03-02-10, 13:42)
- 17 lat temu zaginął bez śladu. Wykrył aferę? (28-10-09, 15:59)
SONDAŻ
Ziętara, dziennikarz "Gazety Poznańskiej" (wcześniej pracował m.in. we "Wprost" i w "Gazecie Wyborczej"), wychodzi z domu rankiem 1 września 1992 r. Ostatnia widzi go dziewczyna.
Miał 24 lata. Koledzy opisują go: bystry, inteligentny, zdolny. Ale i skryty, tajemniczy. Pisał o polityce i aferach gospodarczych. Stąd najpopularniejsza dzisiaj wersja: zniknął, bo się komuś naraził. Komu? W jednym z ostatnich artykułów opisywał straty w prywatyzowanej zajezdni samochodów ciężarowych. Większość notatek, które po nim zostały, dotyczy tej sprawy. Inny trop: przed zniknięciem opowiada w redakcji, że chce napisać o sekcie religijnej.
Redakcja "GP" wyznacza nagrodę za pomoc w odnalezieniu pracownika. Bez odzewu.
Policja szuka Ziętary przez rok po zaginięciu, ale nie wszczyna śledztwa, bo nie ma przesłanek, że doszło do przestępstwa. Dopiero jesienią 1993 r. powstaje policyjna specgrupa. To efekt interwencji ojca dziennikarza, który w pismach m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich skarży się na ignorancję śledczych. A prokuratura zaczyna poszukiwania z paragrafu "uprowadzenie".
Były szef poznańskiej policji Maciej Szuba: - Nie było na to dowodów, ale jakąś hipotezę trzeba było przyjąć.
Policja ustala, że Ziętara wyszedł z domu, zostawiając swój notes i portfel, z którymi się nie rozstawał. Że nie układało mu się z dziewczyną. Że miał przyjaciółkę w Londynie. Ale te informacje nie układają się w logiczną całość. Pojawia się wtedy hipoteza, że zniknął na własne życzenie i żyje.
Prokurator Jacek Tylewicz, który prowadził wtedy poszukiwania, przyzna po latach w jednym z wywiadów, że nie miał na śledztwo żadnego pomysłu. W 1995 r. zamknął je, uznając, że sprawdził wszystkie wątki i hipotezy.
Trzy lata później śledztwo wznawia prokurator Andrzej Laskowski. Ogłasza nową hipotezę: grupa kilku osób mogła zabić Ziętarę na zlecenie. Bo świadkowie incognito wskazują domniemanego zabójcę i miejsca ukrycia zwłok. Policja wykorzystuje psy, kamery termowizyjne, a nawet georadar mierzący gęstość gleby. Ciała nigdzie nie ma, a rzekomy zabójca się wypiera. I prokuratura w 1999 r. po raz drugi umarza śledztwo.
Członkowie Komitetu Społecznego "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary", głównie dziennikarze znający zaginionego, twierdzą, że domniemany zabójca został uprzedzony o działaniach prokuratury, zaś jego zleceniodawcy mogli przenieść zwłoki w inne miejsce. Tak twierdzi "Głos Wielkopolski". Potwierdzać mają to zeznania osób siedzących w celi z domniemanym zabójcą i strażnika więziennego. Czy doszło do przecieku? Sprawdzi to prokuratura w Opolu.
Piotr Talaga, dziennikarz i członek komitetu: - Jesteśmy pewni, że gdyby nie przeciek, sprawa zostałaby rozwiązana.
Talaga jest pewien, że Ziętara został zamordowany na zlecenie: - Ale nie wiemy na czyje. Odpowiedź może być w tajnej części akt prokuratorskich, do których nie mamy dostępu.
Koledzy Ziętary uważają też, że należy zbadać tajne archiwa służb specjalnych. Sugerują, że dziennikarz mógł być werbowany przez Urząd Ochrony Państwa. Dowody ich zdaniem to na przykład koperta po liście, którą Ziętara dostał z centrali UOP. I relacja nieżyjącego już ojca dziennikarza, który twierdził, że służby dzwoniły do domu, proponując synowi pracę.
Maciej Szuba twierdzi, że policjanci znali ten trop kilkanaście lat temu: - Ale UOP odmawiał nam informacji.
Oficjalnie służby zaprzeczyły, by werbowały dziennikarza.
Przeczytaj apel redaktorów naczelnych ws. Jarosława Ziętary
Miał 24 lata. Koledzy opisują go: bystry, inteligentny, zdolny. Ale i skryty, tajemniczy. Pisał o polityce i aferach gospodarczych. Stąd najpopularniejsza dzisiaj wersja: zniknął, bo się komuś naraził. Komu? W jednym z ostatnich artykułów opisywał straty w prywatyzowanej zajezdni samochodów ciężarowych. Większość notatek, które po nim zostały, dotyczy tej sprawy. Inny trop: przed zniknięciem opowiada w redakcji, że chce napisać o sekcie religijnej.
Redakcja "GP" wyznacza nagrodę za pomoc w odnalezieniu pracownika. Bez odzewu.
Policja szuka Ziętary przez rok po zaginięciu, ale nie wszczyna śledztwa, bo nie ma przesłanek, że doszło do przestępstwa. Dopiero jesienią 1993 r. powstaje policyjna specgrupa. To efekt interwencji ojca dziennikarza, który w pismach m.in. do Rzecznika Praw Obywatelskich skarży się na ignorancję śledczych. A prokuratura zaczyna poszukiwania z paragrafu "uprowadzenie".
Były szef poznańskiej policji Maciej Szuba: - Nie było na to dowodów, ale jakąś hipotezę trzeba było przyjąć.
Policja ustala, że Ziętara wyszedł z domu, zostawiając swój notes i portfel, z którymi się nie rozstawał. Że nie układało mu się z dziewczyną. Że miał przyjaciółkę w Londynie. Ale te informacje nie układają się w logiczną całość. Pojawia się wtedy hipoteza, że zniknął na własne życzenie i żyje.
Prokurator Jacek Tylewicz, który prowadził wtedy poszukiwania, przyzna po latach w jednym z wywiadów, że nie miał na śledztwo żadnego pomysłu. W 1995 r. zamknął je, uznając, że sprawdził wszystkie wątki i hipotezy.
Trzy lata później śledztwo wznawia prokurator Andrzej Laskowski. Ogłasza nową hipotezę: grupa kilku osób mogła zabić Ziętarę na zlecenie. Bo świadkowie incognito wskazują domniemanego zabójcę i miejsca ukrycia zwłok. Policja wykorzystuje psy, kamery termowizyjne, a nawet georadar mierzący gęstość gleby. Ciała nigdzie nie ma, a rzekomy zabójca się wypiera. I prokuratura w 1999 r. po raz drugi umarza śledztwo.
Członkowie Komitetu Społecznego "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary", głównie dziennikarze znający zaginionego, twierdzą, że domniemany zabójca został uprzedzony o działaniach prokuratury, zaś jego zleceniodawcy mogli przenieść zwłoki w inne miejsce. Tak twierdzi "Głos Wielkopolski". Potwierdzać mają to zeznania osób siedzących w celi z domniemanym zabójcą i strażnika więziennego. Czy doszło do przecieku? Sprawdzi to prokuratura w Opolu.
Piotr Talaga, dziennikarz i członek komitetu: - Jesteśmy pewni, że gdyby nie przeciek, sprawa zostałaby rozwiązana.
Talaga jest pewien, że Ziętara został zamordowany na zlecenie: - Ale nie wiemy na czyje. Odpowiedź może być w tajnej części akt prokuratorskich, do których nie mamy dostępu.
Koledzy Ziętary uważają też, że należy zbadać tajne archiwa służb specjalnych. Sugerują, że dziennikarz mógł być werbowany przez Urząd Ochrony Państwa. Dowody ich zdaniem to na przykład koperta po liście, którą Ziętara dostał z centrali UOP. I relacja nieżyjącego już ojca dziennikarza, który twierdził, że służby dzwoniły do domu, proponując synowi pracę.
Maciej Szuba twierdzi, że policjanci znali ten trop kilkanaście lat temu: - Ale UOP odmawiał nam informacji.
Oficjalnie służby zaprzeczyły, by werbowały dziennikarza.
Przeczytaj apel redaktorów naczelnych ws. Jarosława Ziętary
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
18 głosów
-
Co się stało z Ziętarą
jimir
29.04.11, 08:11
Rodzina Olewników postawiła cały aparat państwowy ,bo ma pieniądze i stać Ją na to.W podobny sposób powinno się postąpić w wypadku śmierci tego dziennikarza.»
-
Co się stało z Ziętarą
maxixxx
29.04.11, 17:53
współczucie itp itd dla rodzinki zaginionego ale wielkich oczekiwań po tylu latach mieć nie powinni»
Najczęściej czytane24 htydzień



