Pseudokibice Lecha kazali zdjąć koszulki Widzewa

Piotr Żytnicki
16.04.2011 , aktualizacja: 16.04.2011 08:51
A A A Drukuj
Zamaskowani pseudokibice Lecha napadli na poznańskich piłkarzy amatorów, bo ci mieli na sobie koszulki Widzewa Łódź. - Nie zadzwoniliśmy na policję, bo się baliśmy. Wyglądali jak bandyci. Przypakowane osiłki, na sterydach, jeszcze te kominiarki - mówi jeden ze świadków.
Policja
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Policja
ZOBACZ TAKŻE
Czwartek wieczorem. Na boiskach przy ul. Promienistej kopią piłkę amatorskie drużyny z ligi Red Box. O godz. 19.30 swój mecz zaczynają piłkarze Carlsberga (drużynę tworzą pracownicy koncernu). Na boisko wychodzą w koszulkach Widzewa Łódź.

Po kilku minutach mecz przerywa 20-30 zamaskowanych pseudokibiców Lecha Poznań: kominiarki na głowach, część w niebiesko-białych koszulkach. Podbiegają do piłkarzy Carlsberga i szarpią ich za koszulki. Krzyczą: -Ściągajcie to! Nie będziecie w tym grać.

Jeden z zawodników ociąga się, więc dostaje od pseudokibica w twarz. Pozostali - szarpani i popychani - karnie zdejmują koszulki z herbem Widzewa. Gdy kładą je na trawie, szalikowcy schodzą z boiska, ale koszulki zostawiają. Nikt nie wzywa policji.

Jeden z organizatorów rozgrywek bagatelizuje: - Trochę było szarpaniny, kazali im pościągać te koszulki, ale nie robiłby z tego incydentu wielkiej afery.

Świadkowie, piłkarze innych drużyn, byli jednak przerażeni. To oni opowiedzieli nam o napaści: - Baliśmy się zareagować. Ci kibole wyglądali jak bandyci. Przypakowane osiłki, na sterydach, jeszcze te kominiarki. Nikt nie widział ich twarzy.

Gdy pseudokibice opuścili boisko, piłkarze... dokończyli mecz. Organizator: - Powiedziałem: jeśli chcecie, to zagracie w innym terminie. Ale zawodnicy stwierdzili, że nie ma takiej potrzeby. Zebrałem koszulki, które zdjęli, a im dałem kamizelki w tym samym kolorze.

Red Box to największe w Polsce amatorskie rozgrywki piłkarskie. Co roku w sześciu miastach rywalizuje ze sobą blisko tysiąc zespołów. Tworzą je znajomi, ale swoje reprezentacje wystawiają firmy. Piłkarzom z Carlsberga szefowie nie chcieli dać pieniędzy na koszulki. - Zaproponowali w zamian oryginalne stroje Widzewa. Carlsberg jest sponsorem łódzkiej drużyny. Na koszulkach, obok herbu Widzewa, jest logo Harnasia, jednej z marek Carlsberga. Chłopacy sami nazywają się teraz harnasiami - tłumaczy jeden z organizatorów.

Pseudokibice Lecha weszli na boisko przez furtkę. Minęli stróża. Dlaczego organizatorzy rozgrywek nie wezwali policji? - Skoro napastnicy sami odeszli, to nie było sensu dzwonić. Policja i tak nikogo by nie złapała - mówi nam organizator, który widział napad.

- My nie dzwoniliśmy, bo się baliśmy. Przecież ci bandyci dostali cynk od któregoś z zawodników. Ktoś chłopaków wystawił - mówi nam jeden ze świadków piłkarzy. I wyjaśnia: - Tutaj gra przecież wielu kibiców Lecha. Znają dobrze tych bandytów, a ja chcę żyć.

Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji potwierdza, że funkcjonariusze nie interweniowali, bo nie dostali zgłoszenia. W piątek atakiem pseudokibiców zainteresowali się jednak policjanci ze specjalnej grupy policji, zajmującej się stadionową przestępczością. Ale złapać napastników będzie niezwykle trudno.

Wrocławska policja do dziś nie znalazła sprawców pobicia rodziców 10-letnich piłkarzy Lecha Poznań, którzy przed miesiącem uczestniczyli w turnieju piłkarskim we Wrocławiu. Rodzice wyszli do sklepu w koszulkach z napisem "Lech 2001", od rocznika urodzenia swoich dzieci. Napastnicy zerwali z nich koszulki. - To za barwy - mieli krzyczeć. Poznaniacy twierdzili, że byli to kibole Śląska Wrocław.

Ostatnio po meczu Lecha ze Śląskiej poznańska policja zatrzymała trzech wrocławskich kibiców, którzy pod Stęszewem napadli kierowcę forda. Mężczyzna jechał z córkami na mecz. Kibole zajechali mu drogę, po czym siłą zabrali koszulkę Lecha.



Komentarz dziennikarza "Gazety" Marcina Kąckiego

Gdy czytam o kibolach zdzierających koszulki z piłkarzy amatorów, przypomina mi się "Życie seksualne dzikich" Bronisława Malinowskiego. Mowa tam o przebierankach samców zazdrosnych o stroje godowe konkurentów w środowisku egzotycznych plemion. Poczucie tożsamości grupowej u kiboli niewiele, jak widać, różni się od obyczajów dzikich. Fakt, że ukryli twarze za kominiarkami, można wytłumaczyć wstydliwością. Incydent ten powinien jednak, zgodnie z piłkarskim zwyczajem wymiany koszulek, mieć swój ciąg dalszy. Kibole mogliby pozostać w kominiarkach, ale - tak jak u Malinowskiego, zdemaskowałyby ich pewnie godowe tatuaże na piersiach.

Podziel się

  • 70 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów