Właściciele dyskoteki Broadway wszystkich przechytrzą?
11.04.2011
, aktualizacja: 11.04.2011 21:25
Komornikowi nie udało się zająć wyposażenia dzikiej dyskoteki przy ul. Gwarnej, które chce odzyskać jej właściciel Ryszard M. Sam jednak winny jest ponad 700 tys. zł czynszu właścicielom kamienicy
ZOBACZ TAKŻE
- Club Broadway działał, bo urzędnicy "przymknęli oko" (24-08-11, 08:00)
- Prokurator na gazie (11-04-11, 21:51)
- Broadway wreszcie zamknięty. Mieszkańcy szczęśliwi (04-03-11, 19:55)
- Miasto zapewnia: Broadwayowi nie odpuścimy (13-01-11, 09:00)
- Pod Broadwayem krew się leje (13-12-10, 19:32)
- Nie ma mocnych na Club Broadway w centrum Poznania (13-12-10, 10:00)
- Strażacy ją zamykają, a dyskoteka wciąż gra (27-11-10, 06:00)
- Jak walczyć z głośną dyskoteką? Postawić kontener! (26-08-10, 11:00)
- Nocny nalot na dziką dyskotekę przy ul. Gwarnej (22-08-10, 21:41)
- Znalazł się hak na dziką dyskotekę? To się okaże (25-07-10, 20:34)
- Dyskoteka samowolka: urzędnicy są bezradni (20-07-10, 08:00)
- Dzika dyskoteka w centrum miasta (19-03-10, 10:00)
- Spaliśmy jak w raju. Bo Broadway nie zagrał (07-03-11, 08:00)
- Włamanie do dyskoteki Broadway (04-04-11, 11:34)
- Dla kogo majątek po Broadwayu? (10-04-11, 20:33)
- Przez komornika chcą odzyskać wyposażenie Broadwaya (29-03-11, 20:05)
Club Broadway przy ul. Gwarnej nie działa od początku marca. Jego zamknięcie to także zasługa "Gazety", która przez ponad rok opisywała kłopoty mieszkańców sąsiednich kamienic. Hałas i głośna muzyka nie pozwalały im zasnąć do rana. A miasto było bezradne.
Broadway zamknięto dopiero, gdy prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nielegalnych przeróbek w lokalu, który wcześniej był domem kupieckim. Ryszard M., właściciel dyskoteki, zapewne zrozumiał, że to już koniec dzikiego biznesu, bo poprzez komornika postanowił odzyskać wyposażenie klubu. Chodzi o głośniki, światła, loże i bary z alkoholami, które zostały w środku. Zamykając Broadway, policja wymieniła zamki i zaplombowała wejścia.
Ryszard M. twierdzi, że jego dłużnikiem jest spółka Broadway, którą kieruje... jego brat Zbigniew. Klub był ich wspólnym interesem. To Ryszard wynajął pomieszczenia zaadaptowane później bez pozwolenia na dyskotekę. Gdy nie płacił czynszu i zaczęła grozić mu eksmisja, próbował przepisać umowę na Zbigniewa. Ten obiecał nawet, że spłaci połowę długów Ryszarda. Teraz okazuje się, że jego firma jest dłużniczką brata.
- To wygląda na zmowę. Oni wiedzą, że tej dyskoteki już nie otworzą, ale przecież wyposażenie zawsze się przyda. Można je sprzedać albo otworzyć kolejną dyskotekę. Po to wymyślili ten dług - tłumaczy Ewa Sokolnicka, która zarządza kamienicą przy ul. Gwarnej. Jej właścicielom Ryszard M. zalega z czynszem ponad 700 tys. zł. Ci pozwali już właściciela dyskoteki, domagając się zapłaty zobowiązań.
- Teraz czekamy, aż sąd rozpatrzy nasz wniosek o zabezpieczenie na poczet długu wyposażenia dyskoteki - mówi Sokolnicka.
Ale Ryszard M. robi wszystko, by ubiec swoich wierzycieli. W poniedziałek na jego zlecenie pod Broadwayem pojawił się komornik z Ostrzeszowa. Chciał zająć wyposażenie dyskoteki, choć nie wiadomo nawet, do kogo należą wspomniane głośniki, kanapy czy bary. Czy do firmy Zbigniewa, jak chciałby jego brat? A może jednak do Ryszarda, który otwierał dyskotekę? - Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie - uciął rozmowę komornik Marek Stolarczyk. Nie chciał też wytłumaczyć, dlaczego na poczet długu nie zajął konta firmy Zbigniewa.
Ewa Sokolnicka próbowała zablokować egzekucję: - Wyposażenie jest teraz we władaniu właścicieli kamienicy. Nie wiemy, co i do kogo należy, więc nie zgadzamy się na zajęcie niczego.
Komornik w asyście policji zdjął jednak plomby i wszedł do dyskoteki. Egzekucję uniemożliwił jednak... brak światła. Komornik nie miał latarki, a nikt nie wiedział, jak obsłużyć rozdzielnię prądu.
Sokolnicka: - Powiedziałam, że skoro nie mają elektryka, to mogą majstrować tam na własną odpowiedzialność.
Komornik odpuścił, ale wychodząc z Broadwaya, zapowiedział, że to nie koniec: - Będą następne czynności.
Sokolnicka: - Mam nadzieję, że do tego czasu sąd zabezpieczy wyposażenie na poczet długu Ryszarda M.
Z komornikiem pojawił się prawnik Broadwaya Witold Gabryś. Gdy wychodził, spytaliśmy, dlaczego dyskoteka powstała nielegalnie, utrudniała życie mieszkańcom, a jej właściciel nie płacił czynszu. Gabryś nie odezwał się ani słowem.
Komornikowi asystowali w poniedziałek policjanci, którzy jeszcze niedawno niemal co noc interweniowali w hałaśliwej dyskotece. - Głupio nam, ale komornikowi odmówić nie możemy - powiedział nam jeden z policjantów.
Broadway zamknięto dopiero, gdy prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie nielegalnych przeróbek w lokalu, który wcześniej był domem kupieckim. Ryszard M., właściciel dyskoteki, zapewne zrozumiał, że to już koniec dzikiego biznesu, bo poprzez komornika postanowił odzyskać wyposażenie klubu. Chodzi o głośniki, światła, loże i bary z alkoholami, które zostały w środku. Zamykając Broadway, policja wymieniła zamki i zaplombowała wejścia.
Ryszard M. twierdzi, że jego dłużnikiem jest spółka Broadway, którą kieruje... jego brat Zbigniew. Klub był ich wspólnym interesem. To Ryszard wynajął pomieszczenia zaadaptowane później bez pozwolenia na dyskotekę. Gdy nie płacił czynszu i zaczęła grozić mu eksmisja, próbował przepisać umowę na Zbigniewa. Ten obiecał nawet, że spłaci połowę długów Ryszarda. Teraz okazuje się, że jego firma jest dłużniczką brata.
- To wygląda na zmowę. Oni wiedzą, że tej dyskoteki już nie otworzą, ale przecież wyposażenie zawsze się przyda. Można je sprzedać albo otworzyć kolejną dyskotekę. Po to wymyślili ten dług - tłumaczy Ewa Sokolnicka, która zarządza kamienicą przy ul. Gwarnej. Jej właścicielom Ryszard M. zalega z czynszem ponad 700 tys. zł. Ci pozwali już właściciela dyskoteki, domagając się zapłaty zobowiązań.
- Teraz czekamy, aż sąd rozpatrzy nasz wniosek o zabezpieczenie na poczet długu wyposażenia dyskoteki - mówi Sokolnicka.
Ale Ryszard M. robi wszystko, by ubiec swoich wierzycieli. W poniedziałek na jego zlecenie pod Broadwayem pojawił się komornik z Ostrzeszowa. Chciał zająć wyposażenie dyskoteki, choć nie wiadomo nawet, do kogo należą wspomniane głośniki, kanapy czy bary. Czy do firmy Zbigniewa, jak chciałby jego brat? A może jednak do Ryszarda, który otwierał dyskotekę? - Nie mam nic do powiedzenia w tej sprawie - uciął rozmowę komornik Marek Stolarczyk. Nie chciał też wytłumaczyć, dlaczego na poczet długu nie zajął konta firmy Zbigniewa.
Ewa Sokolnicka próbowała zablokować egzekucję: - Wyposażenie jest teraz we władaniu właścicieli kamienicy. Nie wiemy, co i do kogo należy, więc nie zgadzamy się na zajęcie niczego.
Komornik w asyście policji zdjął jednak plomby i wszedł do dyskoteki. Egzekucję uniemożliwił jednak... brak światła. Komornik nie miał latarki, a nikt nie wiedział, jak obsłużyć rozdzielnię prądu.
Sokolnicka: - Powiedziałam, że skoro nie mają elektryka, to mogą majstrować tam na własną odpowiedzialność.
Komornik odpuścił, ale wychodząc z Broadwaya, zapowiedział, że to nie koniec: - Będą następne czynności.
Sokolnicka: - Mam nadzieję, że do tego czasu sąd zabezpieczy wyposażenie na poczet długu Ryszarda M.
Z komornikiem pojawił się prawnik Broadwaya Witold Gabryś. Gdy wychodził, spytaliśmy, dlaczego dyskoteka powstała nielegalnie, utrudniała życie mieszkańcom, a jej właściciel nie płacił czynszu. Gabryś nie odezwał się ani słowem.
Komornikowi asystowali w poniedziałek policjanci, którzy jeszcze niedawno niemal co noc interweniowali w hałaśliwej dyskotece. - Głupio nam, ale komornikowi odmówić nie możemy - powiedział nam jeden z policjantów.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień






więcej zdjęć