Architektoniczne konkursy mają sens, nawet jeśli...

rozmawiał Michał Wybieralski
25.03.2011 , aktualizacja: 25.03.2011 19:04
A A A Drukuj
... zaproponowane w nich rozwiązania nigdy nie zostaną zrealizowane - przekonuje architekt miejski Andrzej Nowak po ostatnim zamieszaniu wokół przebudowy Arsenału
Andrzej Nowak
Fot. Lukasz Cynalewski / AG
Andrzej Nowak
Rozmowa z Andrzejem Nowakiem

Michał Wybieralski: Prezydent Ryszard Grobelny nazwał konkurs na przebudowę Arsenału "sympatyczną pracą koncepcyjną" i stwierdził, że zwycięski projekt na razie nie ma szans na realizację. Czy w takim razie konkursy mają sens, czy nie marnujemy w ten sposób miejskich pieniędzy?

Andrzej Nowak, architekt miejski: Oczywiście, że nie! Taki pogląd bierze się z niezrozumienia idei konkursów. One dzielą się na dwa typy - koncepcyjne i realizacyjne. Te pierwsze organizujemy, gdy szukamy dobrego rozwiązania urbanistycznego. Tak robimy np. gdy trzeba wydać warunki zabudowy dla ważnego terenu, ale nie objętego planem zagospodarowania. Urzędnicy mogliby to zrobić sami, ale dużo lepszą decyzję podejmą, gdy skorzystają z prac zgłoszonych do konkursów. Będą mieli do wyboru kilka rozwiązań, możliwość porównania ich ze sobą.

Jednak konkurs na Arsenał miał zmierzać do zrealizowania zwycięskiej pracy.

- Możliwe, że tak się stanie. Wszystko zależy od tego, jakie decyzje podejmą radni, pracując nad budżetem Poznania. Zresztą, nawet jeśli zwycięska praca nie zostanie nigdy zrealizowana, to konkurs, na który wpłynęły aż 52 projekty dał nam ogromną wiedzę o tych budynkach, uwarunkowaniach Starego Rynku, możliwych rozwiązaniach. Jeśli miasto zleci kiedyś przebudowę Arsenału, na pewno skorzysta z tej wiedzy. Proszę pamiętać, że większość konkursów w Poznaniu się udaje. Wśród miejskich inwestycji zgodnie z konkursami powstanie m.in. Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego czy nowe skrzydło Biblioteki Raczyńskich. W ten sam sposób projekty swoich budynków wyłania UAM, poznańska prokuratura oraz sądy. Co więcej, do konkursów coraz częściej przekonują się prywatni inwestorzy, również ci mniejsi. Zgodnie z konkursem powstaje m.in. kamienica u zbiegu Garbar i Wodnej.

Zdarza się też, że inwestorzy organizują konkursy, ale potem realizują inne budynki. Tak będzie np. w przypadku Galerii MM u zbiegu Św. Marcina i al. Marcinkowskiego, którą buduje Ataner.

- Rozmawiałem o tym z inwestorem, jemu zależy na dobrej architekturze i w żaden sposób nie ingerował w projekt. Zmiana fasady to decyzja samych architektów, za co mam do nich żal. To jednak jest zgodne z prawem, nie można nikogo przymusić, by trzymał się propozycji zgłoszonej do konkursu. Żałuję, że konkursów nie organizują inwestorzy stawiający centra handlowe. To przecież ogromne bryły, zmieniające pejzaż miasta, a czasem są słabej jakości.

Co zrobić, by konkursy częściej kończyły się realizacją zwycięskich prac lub wykorzystaniem zgłoszonych koncepcji? By nie była to jedynie ważna, ale kosztowna z punktu widzenia mieszkańców dyskusja o architekturze?

- Możemy zaostrzyć wymogi konkursowe, ale to ogranicza swobodę architektów, wyklucza wiele pomysłów. Niektórych z nich z przyczyn technicznych czy finansowych Poznań nie zrealizuje, ale po co ograniczać dyskusję? Jednak choćby w przypadku konkursu na zagospodarowanie parku Rataje przykręciliśmy śrubę z wymaganiami. Chcemy, by zaplanować tam też funkcje komercyjne, które pozwolą zbudować i utrzymać park.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów