Drobnomieszczańskie cnoty nie zapewnią nam sukcesu
14.03.2011
, aktualizacja: 13.03.2011 21:22
O przyszłości naszego miasta i naszych dzieci zadecyduje nieporównanie bardziej poziom edukacji i kultury niż poziom piłki nożnej. A jednak w Poznaniu lobby piłkarskie odniosło zwycięstwo nad lobby kulturalnym i edukacyjnym
ZOBACZ TAKŻE
- Co zdaniem szefa poznańskiej PO trapi poznaniaków? (30-03-11, 09:00)
- Nie jesteśmy w Poznaniu aż tak skostniali (23-03-11, 17:00)
- Mergler: w Poznaniu obniżyły się standardy (23-03-11, 12:58)
- Nowy Arsenał: ażury, taras i przesuwane ściany (13-03-11, 21:19)
- Gigant 2010 dla ojca dyrektora Malty (13-03-11, 20:49)
- Grobelny dobrze "czyta" swoje miasto (11-03-11, 21:44)
- Poznań - wiara, duma i uprzedzenia (05-03-11, 00:23)
- Wiara w nacjonalizm. Marszałek odcina się od "Wiary Lecha" (02-03-11, 10:00)
- Nie można chować głowy w piasek, kiedy kibol pluje (09-02-11, 21:08)
- Wiara Lecha gangstera ceni. On zatrzymał atak (10-11-10, 08:00)
- Smutne 5 minut Poznania, których mogłoby nie być (04-09-10, 09:00)
- Pierwszy kibol RP (28-01-11, 01:00)
- Prywatny stadion - jak Poznań ceni nadkibola (28-02-11, 01:00)
Czym mąż stanu różni się od polityka? Tym, że ten pierwszy myśli o następnych pokoleniach, a ten drugi jedynie o następnych wyborach. O tym klasycznym rozróżnieniu Maxa Webera zapomniał chyba mój znakomity kolega, prof. Waldemar Łazuga, pisząc swoją nieco przewrotną apoteozę prezydenta Ryszarda Grobelnego jako polityka skutecznego. Prezydenta, który zrozumiał, że nie "wykształciuchy", lecz kibice stanowią jego zaplecze polityczne. "Psy" (oderwana podobno od rzeczywistości inteligencja) szczekają, karawana jedzie dalej.
Postawioną przez Łazugę diagnozę strategii politycznej Grobelnego podzielam. Chciałbym jednak wiedzieć, dokąd ta karawana zmierza. Czy tylko do Euro? Czy jedno, nawet tak medialne wydarzenie, może być celem 600-tysięcznej, względnie dobrze wykształconej, proeuropejsko zorientowanej społeczności 20 lat po obaleniu komunizmu?
Autor przeciwstawia inteligentów kibicom Lecha. To uproszczenie, bo przecież te dwie zbiorowości w pewnej mierze się pokrywają. Na meczach Lecha nie brakuje "wykształciuchów". Ze względów retorycznych pozostańmy jednak przy tej opozycji: inteligencja i kibice. Traktowana dosłownie jest ona fałszywa, ale ma sens, jeżeli jest rozumiana metaforycznie jako opozycja dwóch kulturowych typów: "twórcy" i "kibola". W tym sensie rzeczywiście możemy mówić o różnych "światach". Stereotypowi "twórcy" chcą tworzyć, czyli zmieniać otaczającą ich rzeczywistość, są otwarci na inność, na nowe wyzwania i nowe prądy. Stereotypowi "kibole" budują tożsamość na kulcie "swojskości", na niechęci do innych, na lokalnej plemienności. Jednym bardziej odpowiada mentalność "twórcy", innym mentalność "kibola". W społeczeństwie potrzebna jest pewna równowaga między "kosmopolitami" a "lokalnymi patriotami". Problem polega na tym, która mentalność sprzyja bardziej rozwojowi.
Żyjemy w epoce "globalizacji", "postnowoczesności", "społeczeństwa ryzyka", "społeczeństwa informacyjnego", "społeczeństwa wiedzy". W tym świecie o sukcesie bardziej decyduje kreatywność w nauce, technologii i kulturze niż tradycyjne wielkopolskie drobnomieszczańskie cnoty. W naszych czasach kultura i sztuka nie są tylko już przysłowiowym kwiatkiem do kożucha, luksusem dla "jajogłowych". Są motorem zmian cywilizacyjnych. Amerykański ekonomista Richard Florida w książce "Narodziny klasy kreatywnej" wykazuje, że szybciej rozwijają się te miasta, w których znaczącą część stanowi "klasa kreatywna": uczeni, profesjonaliści, ale także bohema artystyczna.
Tymczasem Poznań ma z "klasą kreatywną" problem. Nie od dzisiaj. Inteligencja w zaborze pruskim miała znacznie gorsze warunki rozwoju niż w zaborach pozostałych. Profesor Witold Molik w monografii "Inteligencja polska w Poznańskiem w XIX i początkach XX wieku" pisał: "w połowie lat czterdziestych XIX wieku inteligencja polska w Poznańskiem liczyła tylko około 600 osób, w tym około 460 księży, około 60 urzędników państwowych i sądowych, 30 nauczycieli gimnazjalnych, 15 lekarzy, po kilku aptekarzy, artystów". To zaborcze dziedzictwo, skutek polityki germanizacyjnej, odbija nam się czkawką do dziś. Nasza stosunkowo młoda poznańska inteligencja nie odgrywa jeszcze takiej roli w życiu miasta jak starsza inteligencja Krakowa czy Warszawy. Właśnie dlatego władze miasta i regionu powinny zachęcać do osiedlenia się u nas ludzi twórczych. Jednak dzieje się inaczej. O kryzysie wielkopolskiej kultury, na co zwraca uwagę Waldemar Łazuga, pisze się niemal od zawsze. Rzadziej o edukacji. Tymczasem od lat wielkopolscy gimnazjaliści i maturzyści osiągają gorsze wyniki niż ich rówieśnicy z tak pogardzanej przez wielu Wielkopolan "ściany wschodniej". Renomowane poznańskie licea (I LO, II LO, LO MM) sytuują się dopiero w czwartej dziesiątce najlepszych liceów w kraju. Te dwa wskaźniki powinny bardzo niepokoić zarówno władze, jak i obywateli. Słabsze szkoły i słabsi absolwenci źle rokują rozwojowi Poznania w dobie gospodarki opartej na wiedzy.
O przyszłości naszego miasta i naszych dzieci zadecyduje nieporównanie bardziej poziom edukacji i kultury niż poziom piłki nożnej. Miasto powinno rozwijać się w sposób zrównoważony. Tej równowagi w ostatnich latach w działaniach władz zabrakło. Lobby piłkarskie odniosło zwycięstwo nad lobby kulturalnym i edukacyjnym. Czy na pewno z korzyścią dla poznaniaków?
Postawioną przez Łazugę diagnozę strategii politycznej Grobelnego podzielam. Chciałbym jednak wiedzieć, dokąd ta karawana zmierza. Czy tylko do Euro? Czy jedno, nawet tak medialne wydarzenie, może być celem 600-tysięcznej, względnie dobrze wykształconej, proeuropejsko zorientowanej społeczności 20 lat po obaleniu komunizmu?
Autor przeciwstawia inteligentów kibicom Lecha. To uproszczenie, bo przecież te dwie zbiorowości w pewnej mierze się pokrywają. Na meczach Lecha nie brakuje "wykształciuchów". Ze względów retorycznych pozostańmy jednak przy tej opozycji: inteligencja i kibice. Traktowana dosłownie jest ona fałszywa, ale ma sens, jeżeli jest rozumiana metaforycznie jako opozycja dwóch kulturowych typów: "twórcy" i "kibola". W tym sensie rzeczywiście możemy mówić o różnych "światach". Stereotypowi "twórcy" chcą tworzyć, czyli zmieniać otaczającą ich rzeczywistość, są otwarci na inność, na nowe wyzwania i nowe prądy. Stereotypowi "kibole" budują tożsamość na kulcie "swojskości", na niechęci do innych, na lokalnej plemienności. Jednym bardziej odpowiada mentalność "twórcy", innym mentalność "kibola". W społeczeństwie potrzebna jest pewna równowaga między "kosmopolitami" a "lokalnymi patriotami". Problem polega na tym, która mentalność sprzyja bardziej rozwojowi.
Żyjemy w epoce "globalizacji", "postnowoczesności", "społeczeństwa ryzyka", "społeczeństwa informacyjnego", "społeczeństwa wiedzy". W tym świecie o sukcesie bardziej decyduje kreatywność w nauce, technologii i kulturze niż tradycyjne wielkopolskie drobnomieszczańskie cnoty. W naszych czasach kultura i sztuka nie są tylko już przysłowiowym kwiatkiem do kożucha, luksusem dla "jajogłowych". Są motorem zmian cywilizacyjnych. Amerykański ekonomista Richard Florida w książce "Narodziny klasy kreatywnej" wykazuje, że szybciej rozwijają się te miasta, w których znaczącą część stanowi "klasa kreatywna": uczeni, profesjonaliści, ale także bohema artystyczna.
Tymczasem Poznań ma z "klasą kreatywną" problem. Nie od dzisiaj. Inteligencja w zaborze pruskim miała znacznie gorsze warunki rozwoju niż w zaborach pozostałych. Profesor Witold Molik w monografii "Inteligencja polska w Poznańskiem w XIX i początkach XX wieku" pisał: "w połowie lat czterdziestych XIX wieku inteligencja polska w Poznańskiem liczyła tylko około 600 osób, w tym około 460 księży, około 60 urzędników państwowych i sądowych, 30 nauczycieli gimnazjalnych, 15 lekarzy, po kilku aptekarzy, artystów". To zaborcze dziedzictwo, skutek polityki germanizacyjnej, odbija nam się czkawką do dziś. Nasza stosunkowo młoda poznańska inteligencja nie odgrywa jeszcze takiej roli w życiu miasta jak starsza inteligencja Krakowa czy Warszawy. Właśnie dlatego władze miasta i regionu powinny zachęcać do osiedlenia się u nas ludzi twórczych. Jednak dzieje się inaczej. O kryzysie wielkopolskiej kultury, na co zwraca uwagę Waldemar Łazuga, pisze się niemal od zawsze. Rzadziej o edukacji. Tymczasem od lat wielkopolscy gimnazjaliści i maturzyści osiągają gorsze wyniki niż ich rówieśnicy z tak pogardzanej przez wielu Wielkopolan "ściany wschodniej". Renomowane poznańskie licea (I LO, II LO, LO MM) sytuują się dopiero w czwartej dziesiątce najlepszych liceów w kraju. Te dwa wskaźniki powinny bardzo niepokoić zarówno władze, jak i obywateli. Słabsze szkoły i słabsi absolwenci źle rokują rozwojowi Poznania w dobie gospodarki opartej na wiedzy.
O przyszłości naszego miasta i naszych dzieci zadecyduje nieporównanie bardziej poziom edukacji i kultury niż poziom piłki nożnej. Miasto powinno rozwijać się w sposób zrównoważony. Tej równowagi w ostatnich latach w działaniach władz zabrakło. Lobby piłkarskie odniosło zwycięstwo nad lobby kulturalnym i edukacyjnym. Czy na pewno z korzyścią dla poznaniaków?
- 42 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Drobnomieszczańskie cnoty nie zapewnią nam sukcesu
przecinak1961
14.03.11, 12:26
Zgadzam się!! Nic dodać nic ująć!!!»
-
Drobnomieszczańskie cnoty nie zapewnią nam sukcesu
podpismoj
14.03.11, 13:24
Widzę, że potrzebujemy w Poznaniu debaty formacyjnej. Dopóki nie odpowiemy sobie na pytanie jacy jesteśmy i chcemy być, dopóty będziemy się poruszać od pragmatyzmu do drobnomieszczaństwa, od»
-
Drobnomieszczańskie cnoty nie zapewnią nam sukcesu
rockville
14.03.11, 14:00
Najlepsza jest ta reklama Infiniti M pod artykulem. Samochod za 300 000, ktory z nieudacznikow zarabiajacych 10 000 miesiecznie kupi ten samochod ? Nic dziwnego, ze poznanczycy sa tak bardzo»
Najczęściej czytane24 htydzień




