Marcin Muth: 'Poznaniacy już nie milczą'
11.03.2011
, aktualizacja: 11.03.2011 12:23
Nie wszyscy mieszkańcy Poznania są ślepi i głusi na to, co się dzieje w ich mieście. Poznań już nie milczy, Poznań bardzo energicznie walczy o głos - pisze Marcin Muth*
ZOBACZ TAKŻE
- Grobelny dobrze "czyta" swoje miasto (11-03-11, 21:44)
- Nie jesteśmy zależni od urzędników i wiceprezydenta Hinca (14-02-11, 18:39)
- Prezydent powinien odwołać Hinca (01-07-11, 00:00)
- Ludzie kultury biją w Teatr Ósmego Dnia. Listem (17-08-10, 21:36)
- Pierwszy kibol RP (28-01-11, 01:00)
- Prywatny stadion - jak Poznań ceni nadkibola (28-02-11, 01:00)
Czekamy na Wasze opinie. Piszcie: czytelnicy@poznan.agora.pl
W artykule "Poznań - wiara, duma i uprzedzenia" "Gazeta Świąteczna", 5-6 marca) redaktor Wojciech Bartkowiak dość wiernie oddał społeczny krajobraz swojego rodzinnego miasta. Słusznie piętnując milczenie przedstawicieli poznańskich elit wobec nawarstwiających się problemów społecznych oraz wstrząsających przykładów zachowań niemoralnych i nieetycznych, autor stawia jednak nieprawdziwą tezę, jakoby nikt - poza środowiskiem Teatru Ósmego Dnia - nie podejmował kroków mających na celu zmianę sytuacji.
O ile z warstwą krytyczną tekstu zgadzam się w całej rozciągłości, to jednak chciałbym zauważyć, że podobna krytyka już została w samym Poznaniu niejednokrotnie sformułowana i to na łamach poznańskiej "Gazety". Sam uczestniczyłem w kilku dyskusjach na temat kondycji miasta, piętnując przy tych okazjach wszystkie wymienione przez redaktora Bartkowiaka grzechy poznańskiej mentalności.
Dyskusje na łamach "Gazety" wytworzyły klimat, w których krytyka poznańskiego sposobu rozwiązywania problemów społecznych, gospodarczych i etycznych doczekała się przełożenia na konkretne działania. Wymieniony przez redaktora Bartkowiaka Teatr Ósmego Dnia jest z pewnością - obok cytowanego w tekście prof. Tomasza Polaka - bardzo mocnym i najbardziej, z racji światowej sławy, widocznym ogniwem sojuszu obywateli zmęczonych zakłamaniem i rozdrażnionych ignorancją grupy trzymającej Poznań. Nie jest jednak ogniwem jedynym ani też najmocniejszym.
Najmocniejszym szyldem, pod którym skupiają się krytycy zastygłego poznańskiego porządku, jest obecnie Stowarzyszenie My-Poznaniacy. To byt zbudowany oddolnie przez działaczy społecznych i osiedlowych, publicystów, naukowców, przedsiębiorców, menedżerów, specjalistów od rewitalizacji miast, transportu i komunikacji. Stworzony po to, żeby patrzeć władzy na ręce i walczyć w obronie interesu mieszkańców, często ignorowanego przez polityków, urzędników i związanych z nimi biznesmenów.
Stowarzyszenie w ciągu trzech lat potrafiło skupić wokół siebie także działaczy kulturalnych, ekologów, miłośników zrównoważonego transportu i zniesmaczonych poziomem poznańskich elit: intelektualistów oraz artystów. W ostatnich wyborach odniosło realny sukces, osiągając poparcie na poziomie 9,5 proc. Choć ten ciężko wypracowany wynik wyborczy, "dzięki" szkodliwej ordynacji wyborczej, zabezpieczającej interesy dużych partii, nie przyniósł mandatów radnych, to jednak pozwolił zbudować markę, dzięki której będzie można jeszcze skuteczniej walczyć o sprawy ważne dla miasta.
Niezrażeni porażką liderzy Stowarzyszenia kontynuują monitorowanie poznańskich władz oraz wspieranie mieszkańców w konfliktach z władzą czy np. deweloperami, rozwijając przy tym działalność publicystyczną ogniskującą się wokół portalu my-poznaniacy.org, gdzie publikują nie tylko poznańscy członkowie stowarzyszenia, ale i eksperci oraz sympatycy z całego świata. Już dziś można tam czytać teksty specjalisty od rewitalizacji miast Andreasa Billerta, dr. Krzysztofa Nawratka czy wspomnianego już prof. Polaka.
Nie wszyscy mieszkańcy Poznania są i chcą być ślepi i głusi na to, co się dzieje w ich mieście. Najlepszy dowód to wypowiedzi członków stowarzyszenia w kwestiach opisywanych przez redaktora Bartkowiaka. Wiceprezes Andrzej Białas, prywatnie syn legendarnego piłkarza Edmunda Białasa, ostro i emocjonalnie zareagował na skandaliczne zachowanie prezesa Wiary Lecha Krzysztofa Markowicza, ps. "Litar" oraz jeszcze bardziej skandaliczne milczenie władz klubu w tej sprawie. Natomiast Włodzimierz Nowak, prywatnie syn słynnego filozofa prof. Leszka Nowaka, dał odpór prezydentowi Grobelnemu, który na swoim blogu wystąpił przeciw "kalającym swoje gniazdo" dziennikarzom lokalnej "Wyborczej".
Poznań już nie milczy, redaktorze, Poznań bardzo energicznie walczy o głos. Chyba żadne miasto w Polsce nie ma tak silnej społecznej opozycji wobec rządzących nim polityków.
* Marcin Muth (1979) - filozof, pisarz internetowy, dyrektor kreatywny agencji reklamowych
W artykule "Poznań - wiara, duma i uprzedzenia" "Gazeta Świąteczna", 5-6 marca) redaktor Wojciech Bartkowiak dość wiernie oddał społeczny krajobraz swojego rodzinnego miasta. Słusznie piętnując milczenie przedstawicieli poznańskich elit wobec nawarstwiających się problemów społecznych oraz wstrząsających przykładów zachowań niemoralnych i nieetycznych, autor stawia jednak nieprawdziwą tezę, jakoby nikt - poza środowiskiem Teatru Ósmego Dnia - nie podejmował kroków mających na celu zmianę sytuacji.
O ile z warstwą krytyczną tekstu zgadzam się w całej rozciągłości, to jednak chciałbym zauważyć, że podobna krytyka już została w samym Poznaniu niejednokrotnie sformułowana i to na łamach poznańskiej "Gazety". Sam uczestniczyłem w kilku dyskusjach na temat kondycji miasta, piętnując przy tych okazjach wszystkie wymienione przez redaktora Bartkowiaka grzechy poznańskiej mentalności.
Dyskusje na łamach "Gazety" wytworzyły klimat, w których krytyka poznańskiego sposobu rozwiązywania problemów społecznych, gospodarczych i etycznych doczekała się przełożenia na konkretne działania. Wymieniony przez redaktora Bartkowiaka Teatr Ósmego Dnia jest z pewnością - obok cytowanego w tekście prof. Tomasza Polaka - bardzo mocnym i najbardziej, z racji światowej sławy, widocznym ogniwem sojuszu obywateli zmęczonych zakłamaniem i rozdrażnionych ignorancją grupy trzymającej Poznań. Nie jest jednak ogniwem jedynym ani też najmocniejszym.
Najmocniejszym szyldem, pod którym skupiają się krytycy zastygłego poznańskiego porządku, jest obecnie Stowarzyszenie My-Poznaniacy. To byt zbudowany oddolnie przez działaczy społecznych i osiedlowych, publicystów, naukowców, przedsiębiorców, menedżerów, specjalistów od rewitalizacji miast, transportu i komunikacji. Stworzony po to, żeby patrzeć władzy na ręce i walczyć w obronie interesu mieszkańców, często ignorowanego przez polityków, urzędników i związanych z nimi biznesmenów.
Stowarzyszenie w ciągu trzech lat potrafiło skupić wokół siebie także działaczy kulturalnych, ekologów, miłośników zrównoważonego transportu i zniesmaczonych poziomem poznańskich elit: intelektualistów oraz artystów. W ostatnich wyborach odniosło realny sukces, osiągając poparcie na poziomie 9,5 proc. Choć ten ciężko wypracowany wynik wyborczy, "dzięki" szkodliwej ordynacji wyborczej, zabezpieczającej interesy dużych partii, nie przyniósł mandatów radnych, to jednak pozwolił zbudować markę, dzięki której będzie można jeszcze skuteczniej walczyć o sprawy ważne dla miasta.
Niezrażeni porażką liderzy Stowarzyszenia kontynuują monitorowanie poznańskich władz oraz wspieranie mieszkańców w konfliktach z władzą czy np. deweloperami, rozwijając przy tym działalność publicystyczną ogniskującą się wokół portalu my-poznaniacy.org, gdzie publikują nie tylko poznańscy członkowie stowarzyszenia, ale i eksperci oraz sympatycy z całego świata. Już dziś można tam czytać teksty specjalisty od rewitalizacji miast Andreasa Billerta, dr. Krzysztofa Nawratka czy wspomnianego już prof. Polaka.
Nie wszyscy mieszkańcy Poznania są i chcą być ślepi i głusi na to, co się dzieje w ich mieście. Najlepszy dowód to wypowiedzi członków stowarzyszenia w kwestiach opisywanych przez redaktora Bartkowiaka. Wiceprezes Andrzej Białas, prywatnie syn legendarnego piłkarza Edmunda Białasa, ostro i emocjonalnie zareagował na skandaliczne zachowanie prezesa Wiary Lecha Krzysztofa Markowicza, ps. "Litar" oraz jeszcze bardziej skandaliczne milczenie władz klubu w tej sprawie. Natomiast Włodzimierz Nowak, prywatnie syn słynnego filozofa prof. Leszka Nowaka, dał odpór prezydentowi Grobelnemu, który na swoim blogu wystąpił przeciw "kalającym swoje gniazdo" dziennikarzom lokalnej "Wyborczej".
Poznań już nie milczy, redaktorze, Poznań bardzo energicznie walczy o głos. Chyba żadne miasto w Polsce nie ma tak silnej społecznej opozycji wobec rządzących nim polityków.
* Marcin Muth (1979) - filozof, pisarz internetowy, dyrektor kreatywny agencji reklamowych
- 34 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
23 głosy
-
Re: Po tekście Bartkowiaka: 'Poznaniacy już
pozmigun
11.03.11, 12:52
Nazwę cię porzundnym szczunem i przyklasnę, tym bardziej że sam od lat zdzieram ulotki z sygnalizatorów na przejściach (w różnych miastach). Ale nie drwij z gadających głów. Gadanie, »
-
Ten tekst ma na celu dyskredytację My-Poznaniaków?
plendz
11.03.11, 23:28
Pan Marcin przesadził w swoim zapale krzewienie chwały Stowarzyszenia. Wyszło raczej śmiesznie niż przekonująco...»
Najczęściej czytane24 htydzień




