Skok z okna był wypadkiem przy pracy?
30.06.2011
, aktualizacja: 17.02.2011 20:55
Pracownica Telekomunikacji Polskiej, która próbowała popełnić samobójstwo, skacząc z trzeciego piętra biurowca, chce udowodnić, że do desperackiego kroku pchnęła ją sytuacja w pracy.
ZOBACZ TAKŻE
- Krzyż cara odnaleziono na Allegro (18-02-11, 13:23)
- W centrum zamiast mieszkań będą biura? (17-02-11, 21:00)
- Wróciła biała zima i trochę potrzyma (17-02-11, 20:56)
- Chcieli podłączyć rurę na lewo (17-02-11, 18:07)
- Pijana matka leżała na schodach, obok 5-letnia córka (17-02-11, 14:01)
- Jak przyciągnąć berlińczyka do Poznania (16-02-11, 20:01)
- Wyskoczyła z okna, bo bała się zwolnienia? (08-03-10, 21:09)
Wczoraj w sądzie pracy rozpoczął się proces w tej sprawie.
Gdyby Bernadetta Ł. nie utykała, wchodząc na salę rozpraw, trudno byłoby uwierzyć, że przed rokiem otarła się o śmierć. Lekarze - diagnozując uraz głowy, kręgosłupa i liczne wewnętrzne obrażenia - nie wiedzieli nawet, czy przeżyje.
W marcu ub.r. Bernadetta Ł., 38-letnia matka dwójki dzieci, otworzyła okno i wyskoczyła z trzeciego piętra biurowca TP SA przy ul. 23 Lutego.
Ł. skończyła studia ekonomiczne. W TP SA pracowała za biurkiem w dziale wsparcia i analiz. Gdy w ramach restrukturyzacji dział zmniejszono, dostała propozycję pracy na Błękitnej Linii. To telefoniczne biuro obsługi abonenta, gdzie - jak twierdzą pracownicy - często dzwonią ludzie sfrustrowani. Denerwują się, krzyczą, wyładowują swoją złość.
Plany sprzedaży i rankingi podkręcają presję, a początkujący pracownik musi szybko poznać wszystkie usługi i procedury. - Dla kogoś, kto miał spokojną pracę za biurkiem, różnica jest kolosalna - opowiadał nam Ryszard Zielonka z zakładowej Solidarności.
Bernadetta Ł. szkoliła się na Błękitnej Linii. Z nowymi obowiązkami nie radziła sobie jednak najlepiej. Jej koledzy opowiadali, że chodziła podenerwowana i bała się zwolnienia.
Wewnętrzna komisja, która badała sprawę, stwierdziła, że próba samobójcza nie była wypadkiem przy pracy. A to konieczne, by Bernadetta Ł. mogła starać się o odszkodowanie czy rentę.
Pracownica TP SA skierowała sprawę do sądu pracy. W pozwie domaga się sprostowania protokołu powypadkowego i uznania, że był to wypadek przy pracy. - Kluczowe jest stwierdzenie, czy to zdarzenie miało związek z pracą. Naszym zdaniem - tak. To sytuacja w pracy, niewłaściwe traktowanie i stres wywołały depresję i doprowadziły do tej sytuacji - mówi Michał Kublicki, reprezentujący kobietę radca prawny.
- Nie miałam innych stresów niż praca. Żadnych problemów rodzinnych i finansowych, żadnych chorób w rodzinie - zeznawała wczoraj Bernadetta Ł. w sądzie. - Z samego zdarzenia pamiętam tylko moment przyjścia do pracy, odebrania kluczy i wejścia do pokoju. Nie pamiętam, co działo się potem.
Na następnej rozprawie sąd rozpocznie przesłuchiwanie świadków, w tym także pracowników TP SA.
Bernadetta Ł. nie wróciła do pracy. Przechodzi rehabilitację. Wybiera się na turnus w sanatorium.
Gdyby Bernadetta Ł. nie utykała, wchodząc na salę rozpraw, trudno byłoby uwierzyć, że przed rokiem otarła się o śmierć. Lekarze - diagnozując uraz głowy, kręgosłupa i liczne wewnętrzne obrażenia - nie wiedzieli nawet, czy przeżyje.
W marcu ub.r. Bernadetta Ł., 38-letnia matka dwójki dzieci, otworzyła okno i wyskoczyła z trzeciego piętra biurowca TP SA przy ul. 23 Lutego.
Ł. skończyła studia ekonomiczne. W TP SA pracowała za biurkiem w dziale wsparcia i analiz. Gdy w ramach restrukturyzacji dział zmniejszono, dostała propozycję pracy na Błękitnej Linii. To telefoniczne biuro obsługi abonenta, gdzie - jak twierdzą pracownicy - często dzwonią ludzie sfrustrowani. Denerwują się, krzyczą, wyładowują swoją złość.
Plany sprzedaży i rankingi podkręcają presję, a początkujący pracownik musi szybko poznać wszystkie usługi i procedury. - Dla kogoś, kto miał spokojną pracę za biurkiem, różnica jest kolosalna - opowiadał nam Ryszard Zielonka z zakładowej Solidarności.
Bernadetta Ł. szkoliła się na Błękitnej Linii. Z nowymi obowiązkami nie radziła sobie jednak najlepiej. Jej koledzy opowiadali, że chodziła podenerwowana i bała się zwolnienia.
Wewnętrzna komisja, która badała sprawę, stwierdziła, że próba samobójcza nie była wypadkiem przy pracy. A to konieczne, by Bernadetta Ł. mogła starać się o odszkodowanie czy rentę.
Pracownica TP SA skierowała sprawę do sądu pracy. W pozwie domaga się sprostowania protokołu powypadkowego i uznania, że był to wypadek przy pracy. - Kluczowe jest stwierdzenie, czy to zdarzenie miało związek z pracą. Naszym zdaniem - tak. To sytuacja w pracy, niewłaściwe traktowanie i stres wywołały depresję i doprowadziły do tej sytuacji - mówi Michał Kublicki, reprezentujący kobietę radca prawny.
- Nie miałam innych stresów niż praca. Żadnych problemów rodzinnych i finansowych, żadnych chorób w rodzinie - zeznawała wczoraj Bernadetta Ł. w sądzie. - Z samego zdarzenia pamiętam tylko moment przyjścia do pracy, odebrania kluczy i wejścia do pokoju. Nie pamiętam, co działo się potem.
Na następnej rozprawie sąd rozpocznie przesłuchiwanie świadków, w tym także pracowników TP SA.
Bernadetta Ł. nie wróciła do pracy. Przechodzi rehabilitację. Wybiera się na turnus w sanatorium.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Skok z okna był wypadkiem przy pracy?
good_vibrations
17.02.11, 15:57
Wydaje mi się, że jest całkiem spora szansa, aby ta pani dostała jednak rentę. Z jednej strony patrząc szkoda człowieka, nie zazdroszczę sytuacji.Ale z drugiej - życie to nie tylko praca. »
-
Skok z okna był wypadkiem przy pracy?
czerwonylech
18.02.11, 13:53
Nie bez powodu mówi się "dziki kapitalizm",a ja dodam,że zdziczały,bez ochrony człowieka pracy. A jesli ktoś chciałby udowodnić,ze kobieta wyskoczyła z 3 pietra,by zyskac korzyść »
-
Kobiecie sie nic nie nalezy
boobooo
18.02.11, 21:53
Wyskoczyla bo nie radizla sobie z praca. To bzdura sadzic teraz pracodawce. Zreszta czego tu sie spodziewac po kobiecie z takim imieniem :)»
Najczęściej czytane24 htydzień




