Architekt o rynkach: nie likwidować ale porządkować

Joanna Leśniewska
17.01.2011 , aktualizacja: 17.01.2011 21:09
A A A Drukuj
Miasto chce ograniczyć handel na śródmiejskich placach - pisaliśmy w sobotnio-niedzielnej "Gazecie". Po naszej publikacji urzędnicy zaczęli się wycofywać. - Nie będziemy likwidować rynków, tylko je uporządkujemy. Jesteśmy gotowi do rozmów z mieszkańcami - podkreśla Andrzej Nowak, miejski architekt
Andrzej Nowak
Fot. Lukasz Cynalewski / AG
Andrzej Nowak
Zdaniem Andrzeja Nowaka, architekta miejskiego, rynki są bez wyrazu i nijakie. - Chciałbym, żeby dzielnicowe rynki były jak salony, którego ścianami byłyby odnowione fasady kamienic. Handel takich miejsc nie zdobi. Może się przenieść do wnętrz kamienic albo do utworzonych pomiędzy nimi pasaży - sugeruje Andrzej Nowak. Nowa wizja rynków znalazła się w "Strategii rozwoju Poznania do 2030 r." - dokumencie wytyczającym rozwój miasta. Nasi czytelnicy murem stanęli za rynkami: - Nie chcemy salonów, chcemy miasta, w którym da się żyć - podkreślali. Po naszej publikacji urzędnicy złagodnieli. Mówią, że sprawa nie jest jeszcze przesądzona.

Rozmowa z Andrzejem Nowakiem, dyrektorem wydziału urbanistyki i architektury w Urzędzie Miasta

Joanna Leśniewska: Środek kampanii prezydenckiej. Na rynku można było spotkać wszystkich kandydatów z ulotkami. Oni wiedzą, że rynek to serce dzielnicy, miejsce, gdzie toczy się życie. Czy trzeba je likwidować?

Andrzej Nowak: Ja także uważam, że rynek jako przestrzeń publiczna jest ważny, kto wie, czy nie najważniejszy.

Więc skąd pomysł, aby je zlikwidować?

Nie jest tak, że te rynki mają zniknąć, jak to sugerował państwa artykuł. Nie chcemy likwidować handlu, ale go przeorganizować. To nie ja wpadłem na ten pomysł, ale wypracowywaliśmy go przez rok w ramach zespołu gospodarki przestrzennej.

(Przerywamy rozmowę, bo do dyrektora Nowaka dzwoni wiceprezydent Tomasz Kayser).

Ale przecież mówił pan, że handel rynkom nie służy? Czy zmienił pan zdanie, upomniany przez wiceprezydenta Kaysera?

- Nie mamy zamiaru administracyjnie ograniczać handlu. Tak twierdzimy od początku i prezydent Kayser mnie w tym wspiera. Chodzi o to, że handel, w takiej formie, w jakiej w tej chwili funkcjonuje, nie służy dzielnicom. W żadnym wypadku nie chodzi o likwidację stoisk. Chcemy je uporządkować, zorganizować. W niektórych miejscach chcemy ograniczyć handel, bo nie spełnia swojej funkcji.

A pan gdzie kupuje owoce i warzywa?

- Sam rzadko robię zakupy, raczej zajmuje się tym żona. Z tego co wiem zaopatruje się w małych sklepikach na Grunwaldzie, czasami robi zakupy w Biedronce. Ostatnio towarzyszyłem jej w zakupach na Świcie. W pełni popieram życzenia handlowców i klientów, że ten rynek powinien tam być, nawet po planowanej rewitalizacji. Tam handel jest jak najbardziej na swoim miejscu.

A gdzie nie jest?

- Ograniczyłbym handel na pl. Bernardyńskim. W tej chwili działa tam może jeden stragan z warzywami. Reszta to blaszane kioski, w których sprzedawane są ubrania. Ta odzież, fruwająca na wietrze, wygląda jak rozwieszone pranie. Czy w naszym salonie, jakim jest miasto, chcemy handlować odzieżą?

Ale są mieszkańcy, którzy ją kupują, którym się podoba.

- Nie to tam powinno być sprzedawane. Na pl. Bernardyńskim wszystko sprawia wrażenie pobojowiska. To, co teraz jest w tym miejscu, to nie handel, tylko jakieś dziadostwo. Tymczasem stoiska powinny cieszyć swoim kolorem, być estetyczne, ale po kilku godzinach powinny znikać. Jak na Zachodzie. Handel na placu powinien się odbywać dwa razy w tygodniu. W inne dni, np. co wtorki, mogłyby być sprzedawane kwiaty z całej okolicy, albo prezentowane ptaki domowe. Oglądałem to kiedyś na rynku w Brukseli. Albo znaczki pocztowe jak w Madrycie.

Dwa dni handlu? To jak handlowcy mieliby się utrzymać?

- A martwimy się, czy inni ludzie mają pracę? Dlaczego mamy się martwić o kupców? Gdybyśmy zaczęli badać dokładnie, ile osób żyje z handlu, jakie płacą podatki, może okazałoby się, że te punkty nie mają znacznego wpływu na rynek pracy.

Więc które rynki chce pan ograniczyć?

- Trudno to w tej chwili ocenić. Nie chciałbym stawiać sprawy zero-jedynkowo. Tu potrzebne są rozmowy z zarządcami nieruchomości, mieszkańcami, kupcami, z ludźmi, którzy wokół rynku żyją. Nie przesądzamy sprawy, jesteśmy otwarci na rozmowę.

Podziel się

  • 28 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Ja o rynku "kolegiackim" porządkować ... zezzem 17.01.11, 22:43

    jak się nie da to zlikwidować. Przecież takie czerwone buraki nie mogą szpecić miasta. A że nie będzie roboty to mnie nie obchodzi byle by było ładnie.»

  • Ciuchy z rynków bym wywalił! kosztorysik 18.01.11, 07:51

    Może nie ze wszystkich, ale na niektórych, tych wewnątrz dzielnic bym zabronił handlu ciuchami - to miejsce na warzywa, owoce, ewentualnie produkty żywnościowe przetworzone (puszki, dżemy, »

  • Architekt o rynkach: nie likwidować ale porządk... skrzydla 18.01.11, 10:45

    Pamiętam z dawnych lat, że stragany były rozłozone na wszystkich targowiskach w miescie od wczesnych godzin rannych do godz.15-16tej, apóźniej stragany były zwiniete, wywożone i plac po »