Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzić sami

Piotr Żytnicki
12.01.2011 , aktualizacja: 11.01.2011 21:10
A A A Drukuj
Urzędnicy spotkali się wczoraj z poznaniakami z ul. Gwarnej i Kościuszki, by stwierdzić, że nie są w stanie zamknąć dzikiej dyskoteki, która utrudnia ludziom życie. - Pozwijcie jej właścicieli do sądu - poradzili mieszkańcom
Club Broadway przy ul. Gwarnej w Poznaniu
Fot. Andrzej Monczak / AG
Club Broadway przy ul. Gwarnej w Poznaniu
- Wyszedłem wieczorem do apteki. W bramie stało kilku wyrostków w kapotach na głowie. Usłyszałem za plecami: "To ten, co nakręca sprawę". Oni wiedzą, kto z nimi walczy. Bałem się, że mnie pobiją - opowiadał wczoraj emeryt z ul. Gwarnej 9.

W bramie jego kamienicy od ponad roku działa Club Broadway. Cztery razy w tygodniu organizuje dyskoteki z muzyką house i dance, które kończą się o piątej nad ranem. Hałas i głośna muzyka nie pozwalają zasnąć mieszkańcom. Jakby tego było mało - dyskoteka powstała nielegalnie, bez pozwolenia na przebudowę, a jej właściciele nie płacą czynszu. Sprawa o eksmisję utknęła jednak w sądzie, bo zasłaniają się zwolnieniami lekarskimi. Piszemy o tym w "Gazecie" od wielu miesięcy.

Po ostatnich artykułach urzędnicy zaprosili mieszkańców ul. Gwarnej i Kościuszki na spotkanie w wydziale zarządzania kryzysowego. Przyszło siedem osób. - Godz. 11 to niefortunna pora, bo większość mieszkańców jest teraz w pracy - żaliła się Mirosława Halilović z ul. Kościuszki.

Po drugiej stronie stołu zasiedli przedstawiciele policji i straży miejskiej oraz zaproszony prawnik. - Ta dyskoteka jest solą w oku mojego komisariatu - przyznał Roman Naderża, szef policji na Starym Mieście. - Reagujemy na zgłoszenia mieszkańców. W sądzie grodzkim zapadło już kilkanaście wyroków za zakłócanie ciszy nocnej i porządku. Grzywny wahają się od 500 do 5 tys. zł. Nie płacą ich jednak właściciele, lecz odpowiedzialni w danym dniu za lokal menedżerowie. Oni zaś zmieniają się nieustannie.

Komendant opowiadał o nocnych nalotach na dyskotekę, które organizował razem ze skarbówką i ZAIKS-em. Sypały się po nich mandaty. - Widzę jednak, że to nie przynosi skutku - przyznał Naderża.

Policja zauważyła, że po otwarciu Broadwaya na Gwarnej wzrosła przestępczość. - Są kradzieże w dyskotece i bójki przed nią. Co weekend kierujemy tam dodatkowe patrole - zapewniał Naderża.

- Nie mamy pretensji do policji - odpowiadali mieszkańcy. - Ale niech ktoś w końcu zamknie ten przybytek.

Administratorka kamienicy Ewa Sokolnicka: - Mówili mi inspektorzy budowlani, że można tę dyskotekę wyciszyć. Ale właścicielom nie opłaca się tego robić. Czym jest 5 tys. zł kary, jeśli z najazdów policji wiemy, że bawi się tam po kilkaset osób co noc. Co miesiąc Broadway przynosi co najmniej 100 tys. zł.

- Mamy żal do instytucji, do miasta, że nie chcą lub nie potrafią zrobić z tym porządku - mówiła w imieniu mieszkańców Mirosława Halilović.

- Ogranicza nas prawo - rozkładał ręce Hieronim Węclewski, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego. I tłumaczył: - Mamy swobodę działalności gospodarczej. Przepisy bardziej chronią przedsiębiorcę niż mieszkańców.

Co więc miasto może zaoferować sąsiadom dzikiej dyskoteki? Węclewski: - Zaprosiliśmy prawnika.

- Prawo chroni dobra osobiste. Spokój człowieka i jego prawo do wypoczynku jest takim dobrem, więc można pozwać właścicieli dyskoteki. Sąd może wydać wyrok całkowicie zakazujący prowadzenia działalności w pewnych godzinach. I to będzie do wyegzekwowania - przekonywał adwokat Zbigniew Standar.

Emeryt z ul. Gwarnej: - Czyli miasto wrzuca nas do ringu, żebyśmy sami boksowali się z tymi łobuzami, a urzędnicy będą stać z boku i bić brawo?

Standar: - Policja może rozpatrywać każde zgłoszenie, ale państwu nie chodzi przecież o wlepianie kar, tylko o święty spokój. A przy takim pozwie materiał zgromadzony przez policję w zasadzie przesądzałby rozstrzygnięcie.

Ewa Sokolnicka: - Ja bym się martwiła, kiedy zapadnie taki wyrok, bo znów będą wysyłać zwolnienia lekarskie.

Standar: - Na pewno to nie jest sprawa na trzy miesiące.

Dyrektor Węclewski obiecał ustalić w ciągu tygodnia, czy prawnicy miasta mogliby napisać pozew w imieniu mieszkańców. Ci jednak ze spotkania wychodzili rozczarowani. - Mam wrażenie, że miasto próbuje przerzucić na nas ciężar całej sprawy - mówiła mieszkanka ul. Gwarnej.

Kto i co robił w sprawie Broadwaya?

* Miasto odebrało klubowi koncesję na sprzedaż alkoholu. Samorządowe kolegium odwoławcze uznało jednak, że decyzja była pochopna i uchyliło ją. Miasto drugi raz nie podniosło rękawicy.

* Powiatowy nadzór budowlany nakazał przywrócenie stanu sprzed przebudowy. Jednak nadzór wojewódzki dopatrzył się braków formalnych w decyzji. Sprawa ma być ponownie rozpatrzona. Kiedy - nie wiadomo.

* Straż pożarna nakazała zamknięcie dyskoteki, bo właściciele ignorowali jej zalecenia i notorycznie wpuszczali więcej osób niż powinni. Po wydaniu decyzji strażacy zwlekali z jej wyegzekwowaniem. W końcu sami ją uchylili, bo właściciel poprawił zabezpieczenia przeciwpożarowe.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzi... rockville 12.01.11, 02:20

    Brawo dla urzednikow, ci mieszkancy ktorzy domagaja sie ciszy to nieudacznicy ktorzy nie potrafia zarobic wiecej niz srednia krajowa. Polska jest panstwem prawa i nie mozemy dopuscic, aby »

  • Widzą jak Grobelny pracuje, ... zaczarowany-olowek-jest-moj 12.01.11, 08:08

    to biorą z niego przykład. Mieszkańcy dostali wyraźny sygnał: "Dajcie w łapę to może przebijecie ofertę właściciela dzikiej dyskoteki". A mieszkańcy, naiwnie wierzą, że mają prawa. W teorii »

  • Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzi... merry-1950 12.01.11, 09:42

    Witam i wcale nie żałuje nikogo w tej sprawie poza poczciwymi lokatorami z Gwarnej i Kościuszki a najbardziej nie żałuje skąpych właścicieli nieruchomości . Proponowałem im że ten temat »