Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzić sami
12.01.2011
, aktualizacja: 11.01.2011 21:10
Urzędnicy spotkali się wczoraj z poznaniakami z ul. Gwarnej i Kościuszki, by stwierdzić, że nie są w stanie zamknąć dzikiej dyskoteki, która utrudnia ludziom życie. - Pozwijcie jej właścicieli do sądu - poradzili mieszkańcom
ZOBACZ TAKŻE
- Czy miasto dobrze wydało miliony na koncerty Poznań dla Ziemi? (12-01-11, 07:00)
- Grobelny powinien mieć kaca po sprawie Broadwayu (07-09-11, 09:00)
- Wyrok bez przesłuchania w sprawie klubu Broadway? (25-02-11, 20:02)
- Nie dotarł na rozprawę, bo... auto się zepsuło (17-01-11, 15:56)
- Powstaje oddział dla pijanych i odurzonych dzieci (01-07-11, 00:00)
- Kiedy eksmitują Broadway? Musi wyzdrowieć właściciel (30-06-11, 00:00)
- Eksmisja Broadwayu nie tak szybko (30-06-11, 00:00)
- Dzika dyskoteka na Gwarnej? Będzie musiała się wyprowadzić (06-04-10, 11:00)
- Rozbój pod Broadwayem na Gwarnej (19-03-10, 20:38)
- Broadway wreszcie zamknięty. Mieszkańcy szczęśliwi (04-03-11, 19:55)
- Miasto zapewnia: Broadwayowi nie odpuścimy (13-01-11, 09:00)
- Pod Broadwayem krew się leje (13-12-10, 19:32)
- Nie ma mocnych na Club Broadway w centrum Poznania (13-12-10, 10:00)
- Strażacy ją zamykają, a dyskoteka wciąż gra (27-11-10, 06:00)
- Jak walczyć z głośną dyskoteką? Postawić kontener! (26-08-10, 11:00)
- Nocny nalot na dziką dyskotekę przy ul. Gwarnej (22-08-10, 21:41)
- Znalazł się hak na dziką dyskotekę? To się okaże (25-07-10, 20:34)
- Dyskoteka samowolka: urzędnicy są bezradni (20-07-10, 08:00)
- Dzika dyskoteka w centrum miasta (19-03-10, 10:00)
- Wyszedłem wieczorem do apteki. W bramie stało kilku wyrostków w kapotach na głowie. Usłyszałem za plecami: "To ten, co nakręca sprawę". Oni wiedzą, kto z nimi walczy. Bałem się, że mnie pobiją - opowiadał wczoraj emeryt z ul. Gwarnej 9.
W bramie jego kamienicy od ponad roku działa Club Broadway. Cztery razy w tygodniu organizuje dyskoteki z muzyką house i dance, które kończą się o piątej nad ranem. Hałas i głośna muzyka nie pozwalają zasnąć mieszkańcom. Jakby tego było mało - dyskoteka powstała nielegalnie, bez pozwolenia na przebudowę, a jej właściciele nie płacą czynszu. Sprawa o eksmisję utknęła jednak w sądzie, bo zasłaniają się zwolnieniami lekarskimi. Piszemy o tym w "Gazecie" od wielu miesięcy.
Po ostatnich artykułach urzędnicy zaprosili mieszkańców ul. Gwarnej i Kościuszki na spotkanie w wydziale zarządzania kryzysowego. Przyszło siedem osób. - Godz. 11 to niefortunna pora, bo większość mieszkańców jest teraz w pracy - żaliła się Mirosława Halilović z ul. Kościuszki.
Po drugiej stronie stołu zasiedli przedstawiciele policji i straży miejskiej oraz zaproszony prawnik. - Ta dyskoteka jest solą w oku mojego komisariatu - przyznał Roman Naderża, szef policji na Starym Mieście. - Reagujemy na zgłoszenia mieszkańców. W sądzie grodzkim zapadło już kilkanaście wyroków za zakłócanie ciszy nocnej i porządku. Grzywny wahają się od 500 do 5 tys. zł. Nie płacą ich jednak właściciele, lecz odpowiedzialni w danym dniu za lokal menedżerowie. Oni zaś zmieniają się nieustannie.
Komendant opowiadał o nocnych nalotach na dyskotekę, które organizował razem ze skarbówką i ZAIKS-em. Sypały się po nich mandaty. - Widzę jednak, że to nie przynosi skutku - przyznał Naderża.
Policja zauważyła, że po otwarciu Broadwaya na Gwarnej wzrosła przestępczość. - Są kradzieże w dyskotece i bójki przed nią. Co weekend kierujemy tam dodatkowe patrole - zapewniał Naderża.
- Nie mamy pretensji do policji - odpowiadali mieszkańcy. - Ale niech ktoś w końcu zamknie ten przybytek.
Administratorka kamienicy Ewa Sokolnicka: - Mówili mi inspektorzy budowlani, że można tę dyskotekę wyciszyć. Ale właścicielom nie opłaca się tego robić. Czym jest 5 tys. zł kary, jeśli z najazdów policji wiemy, że bawi się tam po kilkaset osób co noc. Co miesiąc Broadway przynosi co najmniej 100 tys. zł.
- Mamy żal do instytucji, do miasta, że nie chcą lub nie potrafią zrobić z tym porządku - mówiła w imieniu mieszkańców Mirosława Halilović.
- Ogranicza nas prawo - rozkładał ręce Hieronim Węclewski, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego. I tłumaczył: - Mamy swobodę działalności gospodarczej. Przepisy bardziej chronią przedsiębiorcę niż mieszkańców.
Co więc miasto może zaoferować sąsiadom dzikiej dyskoteki? Węclewski: - Zaprosiliśmy prawnika.
- Prawo chroni dobra osobiste. Spokój człowieka i jego prawo do wypoczynku jest takim dobrem, więc można pozwać właścicieli dyskoteki. Sąd może wydać wyrok całkowicie zakazujący prowadzenia działalności w pewnych godzinach. I to będzie do wyegzekwowania - przekonywał adwokat Zbigniew Standar.
Emeryt z ul. Gwarnej: - Czyli miasto wrzuca nas do ringu, żebyśmy sami boksowali się z tymi łobuzami, a urzędnicy będą stać z boku i bić brawo?
Standar: - Policja może rozpatrywać każde zgłoszenie, ale państwu nie chodzi przecież o wlepianie kar, tylko o święty spokój. A przy takim pozwie materiał zgromadzony przez policję w zasadzie przesądzałby rozstrzygnięcie.
Ewa Sokolnicka: - Ja bym się martwiła, kiedy zapadnie taki wyrok, bo znów będą wysyłać zwolnienia lekarskie.
Standar: - Na pewno to nie jest sprawa na trzy miesiące.
Dyrektor Węclewski obiecał ustalić w ciągu tygodnia, czy prawnicy miasta mogliby napisać pozew w imieniu mieszkańców. Ci jednak ze spotkania wychodzili rozczarowani. - Mam wrażenie, że miasto próbuje przerzucić na nas ciężar całej sprawy - mówiła mieszkanka ul. Gwarnej.
Kto i co robił w sprawie Broadwaya?
* Miasto odebrało klubowi koncesję na sprzedaż alkoholu. Samorządowe kolegium odwoławcze uznało jednak, że decyzja była pochopna i uchyliło ją. Miasto drugi raz nie podniosło rękawicy.
* Powiatowy nadzór budowlany nakazał przywrócenie stanu sprzed przebudowy. Jednak nadzór wojewódzki dopatrzył się braków formalnych w decyzji. Sprawa ma być ponownie rozpatrzona. Kiedy - nie wiadomo.
* Straż pożarna nakazała zamknięcie dyskoteki, bo właściciele ignorowali jej zalecenia i notorycznie wpuszczali więcej osób niż powinni. Po wydaniu decyzji strażacy zwlekali z jej wyegzekwowaniem. W końcu sami ją uchylili, bo właściciel poprawił zabezpieczenia przeciwpożarowe.
W bramie jego kamienicy od ponad roku działa Club Broadway. Cztery razy w tygodniu organizuje dyskoteki z muzyką house i dance, które kończą się o piątej nad ranem. Hałas i głośna muzyka nie pozwalają zasnąć mieszkańcom. Jakby tego było mało - dyskoteka powstała nielegalnie, bez pozwolenia na przebudowę, a jej właściciele nie płacą czynszu. Sprawa o eksmisję utknęła jednak w sądzie, bo zasłaniają się zwolnieniami lekarskimi. Piszemy o tym w "Gazecie" od wielu miesięcy.
Po ostatnich artykułach urzędnicy zaprosili mieszkańców ul. Gwarnej i Kościuszki na spotkanie w wydziale zarządzania kryzysowego. Przyszło siedem osób. - Godz. 11 to niefortunna pora, bo większość mieszkańców jest teraz w pracy - żaliła się Mirosława Halilović z ul. Kościuszki.
Po drugiej stronie stołu zasiedli przedstawiciele policji i straży miejskiej oraz zaproszony prawnik. - Ta dyskoteka jest solą w oku mojego komisariatu - przyznał Roman Naderża, szef policji na Starym Mieście. - Reagujemy na zgłoszenia mieszkańców. W sądzie grodzkim zapadło już kilkanaście wyroków za zakłócanie ciszy nocnej i porządku. Grzywny wahają się od 500 do 5 tys. zł. Nie płacą ich jednak właściciele, lecz odpowiedzialni w danym dniu za lokal menedżerowie. Oni zaś zmieniają się nieustannie.
Komendant opowiadał o nocnych nalotach na dyskotekę, które organizował razem ze skarbówką i ZAIKS-em. Sypały się po nich mandaty. - Widzę jednak, że to nie przynosi skutku - przyznał Naderża.
Policja zauważyła, że po otwarciu Broadwaya na Gwarnej wzrosła przestępczość. - Są kradzieże w dyskotece i bójki przed nią. Co weekend kierujemy tam dodatkowe patrole - zapewniał Naderża.
- Nie mamy pretensji do policji - odpowiadali mieszkańcy. - Ale niech ktoś w końcu zamknie ten przybytek.
Administratorka kamienicy Ewa Sokolnicka: - Mówili mi inspektorzy budowlani, że można tę dyskotekę wyciszyć. Ale właścicielom nie opłaca się tego robić. Czym jest 5 tys. zł kary, jeśli z najazdów policji wiemy, że bawi się tam po kilkaset osób co noc. Co miesiąc Broadway przynosi co najmniej 100 tys. zł.
- Mamy żal do instytucji, do miasta, że nie chcą lub nie potrafią zrobić z tym porządku - mówiła w imieniu mieszkańców Mirosława Halilović.
- Ogranicza nas prawo - rozkładał ręce Hieronim Węclewski, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego. I tłumaczył: - Mamy swobodę działalności gospodarczej. Przepisy bardziej chronią przedsiębiorcę niż mieszkańców.
Co więc miasto może zaoferować sąsiadom dzikiej dyskoteki? Węclewski: - Zaprosiliśmy prawnika.
- Prawo chroni dobra osobiste. Spokój człowieka i jego prawo do wypoczynku jest takim dobrem, więc można pozwać właścicieli dyskoteki. Sąd może wydać wyrok całkowicie zakazujący prowadzenia działalności w pewnych godzinach. I to będzie do wyegzekwowania - przekonywał adwokat Zbigniew Standar.
Emeryt z ul. Gwarnej: - Czyli miasto wrzuca nas do ringu, żebyśmy sami boksowali się z tymi łobuzami, a urzędnicy będą stać z boku i bić brawo?
Standar: - Policja może rozpatrywać każde zgłoszenie, ale państwu nie chodzi przecież o wlepianie kar, tylko o święty spokój. A przy takim pozwie materiał zgromadzony przez policję w zasadzie przesądzałby rozstrzygnięcie.
Ewa Sokolnicka: - Ja bym się martwiła, kiedy zapadnie taki wyrok, bo znów będą wysyłać zwolnienia lekarskie.
Standar: - Na pewno to nie jest sprawa na trzy miesiące.
Dyrektor Węclewski obiecał ustalić w ciągu tygodnia, czy prawnicy miasta mogliby napisać pozew w imieniu mieszkańców. Ci jednak ze spotkania wychodzili rozczarowani. - Mam wrażenie, że miasto próbuje przerzucić na nas ciężar całej sprawy - mówiła mieszkanka ul. Gwarnej.
Kto i co robił w sprawie Broadwaya?
* Miasto odebrało klubowi koncesję na sprzedaż alkoholu. Samorządowe kolegium odwoławcze uznało jednak, że decyzja była pochopna i uchyliło ją. Miasto drugi raz nie podniosło rękawicy.
* Powiatowy nadzór budowlany nakazał przywrócenie stanu sprzed przebudowy. Jednak nadzór wojewódzki dopatrzył się braków formalnych w decyzji. Sprawa ma być ponownie rozpatrzona. Kiedy - nie wiadomo.
* Straż pożarna nakazała zamknięcie dyskoteki, bo właściciele ignorowali jej zalecenia i notorycznie wpuszczali więcej osób niż powinni. Po wydaniu decyzji strażacy zwlekali z jej wyegzekwowaniem. W końcu sami ją uchylili, bo właściciel poprawił zabezpieczenia przeciwpożarowe.
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
-
Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzi...
rockville
12.01.11, 02:20
Brawo dla urzednikow, ci mieszkancy ktorzy domagaja sie ciszy to nieudacznicy ktorzy nie potrafia zarobic wiecej niz srednia krajowa. Polska jest panstwem prawa i nie mozemy dopuscic, aby »
-
Widzą jak Grobelny pracuje, ...
zaczarowany-olowek-jest-moj
12.01.11, 08:08
to biorą z niego przykład. Mieszkańcy dostali wyraźny sygnał: "Dajcie w łapę to może przebijecie ofertę właściciela dzikiej dyskoteki". A mieszkańcy, naiwnie wierzą, że mają prawa. W teorii »
-
Dyskoteka Broadway: mieszkańcy mają sobie radzi...
merry-1950
12.01.11, 09:42
Witam i wcale nie żałuje nikogo w tej sprawie poza poczciwymi lokatorami z Gwarnej i Kościuszki a najbardziej nie żałuje skąpych właścicieli nieruchomości . Proponowałem im że ten temat »
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć