Poznań płaci miliony właścicielom kamienic
06.10.2010
, aktualizacja: 05.10.2010 20:07
Już ponad milion złotych wydał w tym roku Poznań na same tylko opłaty procesowe i odsetki w sprawach sądowych o odszkodowania z właścicielami kamienic. - To wyrzucanie w błoto publicznych pieniędzy - mówi adwokat Tomasz Przybecki, który w sądach reprezentuje kamieniczników
ZOBACZ TAKŻE
- Na Wilczaku nie chcą nowych bloków (05-10-10, 18:58)
- Przegrana wojna o nowe bloki przy Cytadeli? (01-10-10, 20:00)
- Miał być hotel. Będzie osiedle nad jeziorem? (29-09-10, 09:00)
- Ganowicz o centrum: miasto robi mniej niż powinno (24-09-10, 08:00)
Każda taka historia zaczyna się podobnie: w prywatnej kamienicy ktoś nie płaci właścicielowi czynszu. Ten idzie do sądu i rodzina otrzymuje nakaz eksmisji. W takiej sytuacji miasto powinno zapewnić wyrzucanym lokatorom mieszkanie socjalne. Jeśli go nie ma, rodzina wciąż mieszka tam, gdzie mieszkała, bo w Polsce nie ma eksmisji na bruk. Właściciel kamienicy musi zaś dostać od miasta odszkodowanie. Bo nie może zajętego lokalu wynająć po rynkowej cenie.
Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych nie zapewnia mieszkań socjalnych, więc płaci odszkodowania. Ale płaciłby mniej, gdyby urzędnicy szli na ugodę, a nie do sądu.
Pisaliśmy już o tym kilka lat temu - od tamtego czasu zasady wypłaty odszkodowań nie zmieniły się ani na jotę. Wzrosła za to ilość samych pozwów, bo w Poznaniu z roku na rok coraz więcej osób czeka na lokal socjalny z wyrokiem eksmisyjnym w szufladzie (w tej chwili ok. 1800 rodzin). A że mieszkań socjalnych właściwie nie przybywa, kwoty, które miasto musi przeznaczać na odszkodowania, rosną w zastraszającym tempie: w 2007 r. - 2,6 mln zł, w zeszłym roku - ponad 6 mln zł, a w tegorocznym budżecie zarezerwowano na ten cel aż 8,5 mln zł. Z tego na odszkodowania i kosztowne procesy wydano już prawie 7 mln zł.
Tymczasem adwokat Tomasz Przybecki (reprezentuje właścicieli kamienic) przekonuje, że gdyby miasto szło na ugodę z kamienicznikami, mniej traciłoby na ustawowe odsetki i procesy. - Czasem te dodatkowe koszty sięgają 50 proc. kwoty samego odszkodowania - mówi. I podaje przykład: - Mój klient, właściciel domu, w którym lokator z wyrokiem eksmisyjnym zajmuje około 100 m kw., żądał odszkodowania w wysokości 18 tys. zł rocznie, licząc według niewygórowanej stawki: 15 zł za m kw. miesięcznie. ZKZL nie chciał jednak wypłacić odszkodowania bez wyroku sądu. Dodatkowe koszty dla miasta w związku ze sprawą sądową to wpis sądowy (zapłacony przez właściciela, ale w wyroku zasądzony od ZKZL) - 900 zł. Do tego dochodzi wynagrodzenie adwokata: 2,4 tys. zł (stawki ustalane przez sąd według rozporządzenia), koszty biegłego (ok. 2 tys. zł), którego sąd powołał tylko dlatego, że ZKZL negował wysokość odszkodowania. Do tego ustawowe odsetki za zwłokę w wysokości 13 proc. rocznie, czyli 2,3 tys. zł, bo sprawa trwała rok - wylicza adwokat. I podsumowuje: - dodatkowe koszty to 7 tys. 640 zł przy odszkodowaniu w kwocie 18 tys. zł! Magdalena Gościńska, rzeczniczka ZKZL, potwierdza, że zarząd coraz więcej pieniędzy wydaje na odsetki i koszty sądowe: - W tym roku to już łącznie ponad 1 mln zł - przyznaje. Ale przekonuje też, że procesy nie są regułą: - Jeśli to możliwe, próbujemy dojść do ugody poza sądem. Nie zawsze się udaje, bo musimy mieć pewność, że odszkodowanie rzeczywiście właścicielowi się należy.
Tomasz Przybecki twierdzi jednak, że ZKZL zmusza właścicieli do występowania z powództwem nawet w najbardziej oczywistych sprawach: - Kuriozalnym przykładem takiej polityki jest sytuacja, w której właściciel po wygranym procesie za 2008 r., zgłasza miastu kolejne roszczenia za rok 2009, dotyczące tego samego lokalu. I choć wcale nie żąda więcej, ZKZL odmawia.
- Takich sytuacji nie ma! - protestuje Magdalena Gościńska.
"Gazeta": - W ilu przypadkach udało się ustalić wysokość odszkodowania poza sądem?
Magdalena Gościńska: - W tym roku w 21, w ubiegłym - w 12.
"Gazeta: - A ile spraw toczy się w sądach?
Gościńska: - Ponad 400. Średnio w co piątej udaje się zawrzeć ugodę, a wtedy płacimy tylko połowę kosztów sądowych i zastępstwa procesowego.
Tomasz Lewandowski, radny SLD: - O ile w czasie, gdy procesy się zaczynały, ZKZL mógł mieć wątpliwości dotyczące wysokości odszkodowań i chciał je wyjaśniać w sądach, o tyle teraz wynik sprawy z kamienicznikiem można oszacować z dużym prawdopodobieństwem. Dlatego szkoda, że ugody zawierane są tak rzadko. Oszczędziłoby to pieniędzy wydawanych na procesy, a być może również na same odszkodowania. Do mnie zgłaszali się właściciele kamienic, którzy mówili wprost, że zgodziliby się na mniejsze kwoty, pod warunkiem uniknięcia procesu. Wydaje mi się, że miastu brakuje odwagi do takich negocjacji, a to tylko napędza klientów kancelariom prawnym. Wielu kamieniczników zresztą zaczyna doceniać zalety takiej sytuacji, bo w dzisiejszych czasach znalezienie najemcy wcale nie jest łatwe. A tu płaci miasto i to często z solidnymi odsetkami.
Zarząd Komunalnych Zasobów Lokalowych nie zapewnia mieszkań socjalnych, więc płaci odszkodowania. Ale płaciłby mniej, gdyby urzędnicy szli na ugodę, a nie do sądu.
Pisaliśmy już o tym kilka lat temu - od tamtego czasu zasady wypłaty odszkodowań nie zmieniły się ani na jotę. Wzrosła za to ilość samych pozwów, bo w Poznaniu z roku na rok coraz więcej osób czeka na lokal socjalny z wyrokiem eksmisyjnym w szufladzie (w tej chwili ok. 1800 rodzin). A że mieszkań socjalnych właściwie nie przybywa, kwoty, które miasto musi przeznaczać na odszkodowania, rosną w zastraszającym tempie: w 2007 r. - 2,6 mln zł, w zeszłym roku - ponad 6 mln zł, a w tegorocznym budżecie zarezerwowano na ten cel aż 8,5 mln zł. Z tego na odszkodowania i kosztowne procesy wydano już prawie 7 mln zł.
Tymczasem adwokat Tomasz Przybecki (reprezentuje właścicieli kamienic) przekonuje, że gdyby miasto szło na ugodę z kamienicznikami, mniej traciłoby na ustawowe odsetki i procesy. - Czasem te dodatkowe koszty sięgają 50 proc. kwoty samego odszkodowania - mówi. I podaje przykład: - Mój klient, właściciel domu, w którym lokator z wyrokiem eksmisyjnym zajmuje około 100 m kw., żądał odszkodowania w wysokości 18 tys. zł rocznie, licząc według niewygórowanej stawki: 15 zł za m kw. miesięcznie. ZKZL nie chciał jednak wypłacić odszkodowania bez wyroku sądu. Dodatkowe koszty dla miasta w związku ze sprawą sądową to wpis sądowy (zapłacony przez właściciela, ale w wyroku zasądzony od ZKZL) - 900 zł. Do tego dochodzi wynagrodzenie adwokata: 2,4 tys. zł (stawki ustalane przez sąd według rozporządzenia), koszty biegłego (ok. 2 tys. zł), którego sąd powołał tylko dlatego, że ZKZL negował wysokość odszkodowania. Do tego ustawowe odsetki za zwłokę w wysokości 13 proc. rocznie, czyli 2,3 tys. zł, bo sprawa trwała rok - wylicza adwokat. I podsumowuje: - dodatkowe koszty to 7 tys. 640 zł przy odszkodowaniu w kwocie 18 tys. zł! Magdalena Gościńska, rzeczniczka ZKZL, potwierdza, że zarząd coraz więcej pieniędzy wydaje na odsetki i koszty sądowe: - W tym roku to już łącznie ponad 1 mln zł - przyznaje. Ale przekonuje też, że procesy nie są regułą: - Jeśli to możliwe, próbujemy dojść do ugody poza sądem. Nie zawsze się udaje, bo musimy mieć pewność, że odszkodowanie rzeczywiście właścicielowi się należy.
Tomasz Przybecki twierdzi jednak, że ZKZL zmusza właścicieli do występowania z powództwem nawet w najbardziej oczywistych sprawach: - Kuriozalnym przykładem takiej polityki jest sytuacja, w której właściciel po wygranym procesie za 2008 r., zgłasza miastu kolejne roszczenia za rok 2009, dotyczące tego samego lokalu. I choć wcale nie żąda więcej, ZKZL odmawia.
- Takich sytuacji nie ma! - protestuje Magdalena Gościńska.
"Gazeta": - W ilu przypadkach udało się ustalić wysokość odszkodowania poza sądem?
Magdalena Gościńska: - W tym roku w 21, w ubiegłym - w 12.
"Gazeta: - A ile spraw toczy się w sądach?
Gościńska: - Ponad 400. Średnio w co piątej udaje się zawrzeć ugodę, a wtedy płacimy tylko połowę kosztów sądowych i zastępstwa procesowego.
Tomasz Lewandowski, radny SLD: - O ile w czasie, gdy procesy się zaczynały, ZKZL mógł mieć wątpliwości dotyczące wysokości odszkodowań i chciał je wyjaśniać w sądach, o tyle teraz wynik sprawy z kamienicznikiem można oszacować z dużym prawdopodobieństwem. Dlatego szkoda, że ugody zawierane są tak rzadko. Oszczędziłoby to pieniędzy wydawanych na procesy, a być może również na same odszkodowania. Do mnie zgłaszali się właściciele kamienic, którzy mówili wprost, że zgodziliby się na mniejsze kwoty, pod warunkiem uniknięcia procesu. Wydaje mi się, że miastu brakuje odwagi do takich negocjacji, a to tylko napędza klientów kancelariom prawnym. Wielu kamieniczników zresztą zaczyna doceniać zalety takiej sytuacji, bo w dzisiejszych czasach znalezienie najemcy wcale nie jest łatwe. A tu płaci miasto i to często z solidnymi odsetkami.
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Poznań płaci miliony właścicielom kamienic
cegla000
06.10.10, 11:23
Tytuł trochę nietrafiony, nieprawdaż pani Mario?Ale rozumiem. Chodziło o wywołanie 'małej sensacji'.»
-
Poznań płaci miliony właścicielom kamienic
der-rauber
06.10.10, 11:25
Panie Lewandowski to sam sobie pan doceń trzymanie kwaterunku na swoich lokalach. Zabieraj ich sobie pan do siebie, pan i reszta komuchów. Nie mogę normalnie biura prowadzić w mojej »
-
Poznań płaci miliony właścicielom kamienic
lukask73
06.10.10, 12:07
Uchylić ustawę o ochronie praw lokatorów. Problem zniknie natychmiast.Miasto, a w ogólności gmina, czy po prostu państwo, nie powinno zajmować się rzeczami, którymi mieszkańcy mogą zajmować »
Najczęściej czytane24 htydzień




