Zły biznes i dobre intencje

Sylwia Sałwacka
06.09.2010 , aktualizacja: 06.09.2010 20:58
A A A Drukuj
- Z etycznego punktu widzenia dla takich działań nie powinno być usprawiedliwienia - Leszek Mellibruda, psycholog biznesu krytykuje menedżerów Fabryki Silników Agregatowych

Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
Dziwny układ między szefami Fabryki Silników Agregatowych a menedżerem duńskiej firmy MAN, która w ostatnich latach jest kluczowym klientem spółki, opisaliśmy w poniedziałek w "Gazecie".

W 2008 r. duński menedżer zarekomendował poznańskiej fabryce filtry firmy Oilcare, której jest szefem. Polska fabryka straciła 100 tys. euro. Śledztwo w tej sprawie prowadzi ABW. Szefowie poznańskiej fabryki tłumaczą, że doszło do pomyłki. Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki tłumaczył nam wczoraj: - Mamy na jednej szali 100 tys. euro, a na drugiej setki milionów i uratowane miejsca pracy. To nie jest czarno-biała historia.

Sylwia Sałwacka: - Szefowie fabryki idą na korupcjogenny układ, by za wszelką cenę ratować firmę. Czy zasługują na usprawiedliwienie?

Dr Leszek Mellibruda, psycholog biznesu: - Menedżerowie odwołują się do bardzo szlachetnych intencji. Ale usypiają wrażliwość etyczną. Jeśli ktoś w biznesie podaje jako główną linię obrony argument psychologiczny, a nie biznesowy, to zaczyna być podejrzany. W takich sytuacjach nie tyle motywy są istotne, ale przekraczanie dość wyraźnych granic. Trzeba sobie najpierw zadać pytanie, czy to było zgodne z procedurą, normami etycznymi?

Minister Janusz Steinhoff twierdzi, że sytuacja nie jest czarno-biała i pyta: Jeśli ktoś wiezie chorego do szpitala i przejeżdża na czerwonym świetle, to damy mu mandat?

- Tam, gdzie ustala się wyraźne granice i przestrzega się transparentności w biznesie, nie ma miejsca na psychologiczne usprawiedliwienia. Ale z biznesowego i psychologicznego punktu widzenia ludzie często sięgają po usprawiedliwienia, które mają za zadanie przymrużyć oko na ich postępowanie, i spowodować społeczną akceptację. Najpierw więc ktoś łamie prawo, potem, żeby zmniejszyć swoje poczucie winy, znajdują usprawiedliwienie, które odgrywa magiczną funkcję. Ten mechanizm jest uniwersalny, bez względu czy chodzi o kontrakt o wartości 500 złotych czy 500 milionów. Co ciekawe, osoby usprawiedliwiające się głęboko wierzą w swoją niewinność. Czasem dochodzi do tak głębokiego zafałszowania rozumienia wartości, że ludzie czują się często niezrozumiani, odrzuceni i deprecjonują tych, którzy ich negatywnie oceniają

Czy są takie sytuacje, kiedy granice etyczne w biznesie można, a nawet trzeba przesunąć?

- Zacznijmy od tego, że granice etyczne są trudne do wytyczenia, ale są firmy, które wyraźnie określają punkty graniczne. Współpracuję z amerykańską firmą farmaceutyczną. Amerykanie bardzo wyraźnie ustawili granice, gdzie zaczyna się przekupstwo i korumpowanie lekarzy. Tymczasem w Polsce większość firm te granice elastycznie przesuwa. I nasi lekarze są do tego przyzwyczajeni. Wiele zależy od tego, jak ludzie na wysokich stanowiskach traktują normy i zasady, która chcą wprowadzać w swoich firmach. Niestety, często jest tak, że co innego deklarują, co innego robią.

Sporo poznaniaków uważa, że szefowie fabryki wybrali po prostu "mniejsze zło"

- Moim zdaniem tu jest jasna sytuacja. Z etycznego punktu widzenia dla takich działań nie powinno być wytłumaczenia.

Jak bardzo jest to niebezpieczne?

- Takie postępowanie buduje w załodze fabryki fałszywy etos zawodowy. Ludzie wiedzą, że szef na najwyższym piętrze poszedł śliską droga, są skłonni mu to wybaczać, przechodzą na jego stronę, ale konsekwencje są takie, że jeśli nadarzy się okazja, to oni też będą przekraczać równie śliskie granice etycznych zachowań. Tak się rodzi nieuświadomiony sabotaż wewnątrz firmy, który polega na przymykaniu oka na jakość pracy, dbałość o zasady. Ja rozumiem, że tysiące ludzi może być zagrożonych, bo mogą stracić pracę lub nie dostaną pieniędzy, ale jednocześnie to powoduje demoralizację. Może więc lepiej stać na straży wartości? Na szczęście zadaniem śledczych nie jest uwzględnianie psychologicznych argumentów i szukanie społecznych usprawiedliwień. Dziennikarze też powinni pójść tą ścieżką.

Władza demoralizuje. Jednych w większym, innych w mniejszym stopniu. Choć są wyjątki. Tych wyjątków znam jednak bardzo mało.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów