Komendant niewinny samobójstwa policjata?
30.06.2011
, aktualizacja: 06.09.2010 20:44
Komendant z Gniezna nie prześladował podwładnych i nie odpowiada za samobójstwo jednego z nich - uznała prokuratura.
ZOBACZ TAKŻE
- Nieetyczny głos o Libickim (07-09-10, 09:00)
- Pat w Merkurym: rada bezradna (06-09-10, 21:02)
- Zły biznes i dobre intencje (06-09-10, 20:58)
"Gazeta" dowiedziała się, że poznańska prokuratura umorzyła śledztwo w głośnej sprawie samobójstwa oficera dyżurnego z gnieźnieńskiej komendy. Rodzina zmarłego zaskarżyła tę decyzję do sądu, a sprawa wciąż kryje wiele tajemnic.
Przypomnijmy: Andrzej S. w policji pracował 24 lata. Przed rokiem przyszedł na nocną zmianę, wziął służbową broń i wyszedł do łazienki. Strzelił sobie w głowę. O jego życie lekarze walczyli pięć miesięcy.
Nazajutrz po samobójczej próbie kolegi policjanci z Gniezna przerwali pracę i wyszli przed komendę. Ich bunt odbił się echem w całym kraju. Policjanci wypowiedzieli bowiem posłuszeństwo swojemu szefowi. Obwiniali go o samobójstwo kolegi.
Komendant miał nakłaniać Andrzeja S. do przejścia na emeryturę, a gdy ten nie zgodził się, miał go prześladować.
Przy okazji wyszło na jaw, że w komendzie "działo się" od dwóch lat. Szef miał poniżać i obrażać policjantów, wszczynać postępowania dyscyplinarne w błahych sprawach, a najbardziej doświadczonych zmuszać do odejścia z pracy.
Po buncie podwładnych komendanta odwołano. Prokuratura wszczęła śledztwo, które jednak teraz umorzyła. Twierdzi, że nie ma dowodów, by komendant złamał prawo.
- Z Andrzejem S. rozmawiał o przejściu na emeryturę, ale miesiąc przed samobójczą próbą. Gdy policjant zdecydował się odejść, koledzy namówili go, by jednak został w policji. Zmienił zdanie, ale nie ma dowodów, że targnięcie się na życie było efektem działań komendanta - tłumaczy prokurator Piotr Kotlarski.
"Gazeta" dotarła też jednak do relacji składanych w prokuraturze. Żona Andrzeja S. mówiła, że mąż swojego szefa nazywał w domu "Hitlerem". Jeden z policjantów przyznał, że Andrzej żalił się na naciski szefa. Twierdził, że komendant chce się go pozbyć. Płakał, a koledzy musieli go pocieszać.
Adwokat Mariusz Paplaczyk, który reprezentuje żonę Andrzeja S., twierdzi, że prokuratura zignorowała te relacje. - One dowodzą, że stan psychiczny policjanta miał związek z naciskami, by odszedł na emeryturę. Nie wiem, jakich jeszcze dowodów potrzebuje prokuratura. Przecież nigdy nie dowiemy się, jak wyglądała rozmowa z komendantem, bo tę tajemnicę Andrzej S. zabrał do grobu - mówi Paplaczyk.
Prokuratura nie dopatrzyła się też łamania praw innych policjantów. - Komendant, owszem, był wymagający. Ale poprzeczkę stawiał wysoko także sobie. Chciał poprawić wyniki komendy, dlatego dokonywał zmian, które mogły budzić niezadowolenie. Nie można jednak powiedzieć, że szykanował podwładnych - przekonuje Kotlarski.
Inne wnioski wyciąga mec. Paplaczyk: - Zeznania kilkudziesięciu policjantów pokazują atmosferę zastraszonej komendy, nawet jeśli wielu miało problem z podaniem konkretnych przykładów. Bo jeśli chodzi o mobbing w tak hierarchicznej strukturze, to najczęściej odbywa się na osobności.
Na nieprawidłowe relacje z podwładnymi zwróciła uwagę wewnętrzna kontrola policji. Odwołany komendant miał przejść rozmowę dyscyplinującą. Odszedł jednak z policji na emeryturę.
Przypomnijmy: Andrzej S. w policji pracował 24 lata. Przed rokiem przyszedł na nocną zmianę, wziął służbową broń i wyszedł do łazienki. Strzelił sobie w głowę. O jego życie lekarze walczyli pięć miesięcy.
Nazajutrz po samobójczej próbie kolegi policjanci z Gniezna przerwali pracę i wyszli przed komendę. Ich bunt odbił się echem w całym kraju. Policjanci wypowiedzieli bowiem posłuszeństwo swojemu szefowi. Obwiniali go o samobójstwo kolegi.
Komendant miał nakłaniać Andrzeja S. do przejścia na emeryturę, a gdy ten nie zgodził się, miał go prześladować.
Przy okazji wyszło na jaw, że w komendzie "działo się" od dwóch lat. Szef miał poniżać i obrażać policjantów, wszczynać postępowania dyscyplinarne w błahych sprawach, a najbardziej doświadczonych zmuszać do odejścia z pracy.
Po buncie podwładnych komendanta odwołano. Prokuratura wszczęła śledztwo, które jednak teraz umorzyła. Twierdzi, że nie ma dowodów, by komendant złamał prawo.
- Z Andrzejem S. rozmawiał o przejściu na emeryturę, ale miesiąc przed samobójczą próbą. Gdy policjant zdecydował się odejść, koledzy namówili go, by jednak został w policji. Zmienił zdanie, ale nie ma dowodów, że targnięcie się na życie było efektem działań komendanta - tłumaczy prokurator Piotr Kotlarski.
"Gazeta" dotarła też jednak do relacji składanych w prokuraturze. Żona Andrzeja S. mówiła, że mąż swojego szefa nazywał w domu "Hitlerem". Jeden z policjantów przyznał, że Andrzej żalił się na naciski szefa. Twierdził, że komendant chce się go pozbyć. Płakał, a koledzy musieli go pocieszać.
Adwokat Mariusz Paplaczyk, który reprezentuje żonę Andrzeja S., twierdzi, że prokuratura zignorowała te relacje. - One dowodzą, że stan psychiczny policjanta miał związek z naciskami, by odszedł na emeryturę. Nie wiem, jakich jeszcze dowodów potrzebuje prokuratura. Przecież nigdy nie dowiemy się, jak wyglądała rozmowa z komendantem, bo tę tajemnicę Andrzej S. zabrał do grobu - mówi Paplaczyk.
Prokuratura nie dopatrzyła się też łamania praw innych policjantów. - Komendant, owszem, był wymagający. Ale poprzeczkę stawiał wysoko także sobie. Chciał poprawić wyniki komendy, dlatego dokonywał zmian, które mogły budzić niezadowolenie. Nie można jednak powiedzieć, że szykanował podwładnych - przekonuje Kotlarski.
Inne wnioski wyciąga mec. Paplaczyk: - Zeznania kilkudziesięciu policjantów pokazują atmosferę zastraszonej komendy, nawet jeśli wielu miało problem z podaniem konkretnych przykładów. Bo jeśli chodzi o mobbing w tak hierarchicznej strukturze, to najczęściej odbywa się na osobności.
Na nieprawidłowe relacje z podwładnymi zwróciła uwagę wewnętrzna kontrola policji. Odwołany komendant miał przejść rozmowę dyscyplinującą. Odszedł jednak z policji na emeryturę.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień




