Dlaczego trzeba odwołać prezesa Radia Merkury?
06.09.2010
, aktualizacja: 05.09.2010 20:13
- Kontynuowanie rządów prezesa Filipa Rdesińskiego może być groźne dla Radia Merkury. Dziś składam wniosek o jego odwołanie - mówi Tomasz Naganowski, członek rady nadzorczej poznańskiej publicznej rozgłośni
ZOBACZ TAKŻE
- Prezes zarabia 3 średnie i czuje się dyskryminowany (13-10-10, 13:41)
- Minister skarbu chce odwołania prezesa Radia Merkury (11-10-10, 17:34)
W sierpniu prezydent Bronisław Komorowski podpisał nowelizację ustawy medialnej przygotowaną przez PO. Wkrótce w mediach publicznych powołane zostaną nowe rady nadzorcze i zarządy, a to oznacza, że dni namaszczonego przez PiS prezesa Radia Merkury Filipa Rdesińskiego są już policzone. Jeden z członków obecnej rady nadzorczej Merkurego chce odwołania Rdesińskiego jak najszybciej.
Rozmowa z Tomaszem Naganowskim*
Tomasz Cylka: Czy już podczas konkursu na prezesa Radia Merkury zorientował się pan, że wszystko jest ułożone? Że Filip Rdesiński, były jeleń z demonstracji "Naszości", bez wieloletniego doświadczenia na kierowniczych stanowiskach pokieruje spółką obracającą milionami?
Tomasz Naganowski: - Z góry zakładałem, że PiS i SLD wcześniej się w tej sprawie dogadały. Ale łudziłem się, że wybiorą przynajmniej jakąś poważną kandydaturę. Taką osobą jest drugi członek zarządu Ryszard Ćwirlej. Wybór Rdesińskiego to była tylko i wyłącznie decyzja polityczna, bez merytorycznego uzasadnienia. Dlatego po dwóch miesiącach jego rządów apeluję do pozostałych członków rady nadzorczej o głęboką refleksję. Ktoś im kazał głosować na Rdesińskiego i pewnie zapewnił o jego kompetencji. Ale teraz powinni sprawę przemyśleć. Kontynuowanie rządów Rdesińskiego może być groźne dla firmy. Stracić słuchacza jest bardzo łatwo, wystarczy kilka bulwersujących audycji politycznych.
Co groźnego robi Rdesiński?
- Przez 20 lat Radio Merkury starało się być obiektywne. Rezygnacja ze współpracy z Niną Nowakowską i zaangażowanie do publicystyki Marcina Wolskiego i Marka Króla, a na stanowisko kierownicze Rafała Kotomskiego, dziennikarza "Gazety Polskiej", to oddanie anteny w ręce ludzi o poglądach skrajnie prawicowych. To jest działanie na szkodę pluralistycznej misji radia publicznego.
Powieszenie krzyży w siedzibie rozgłośni też zaszkodzi?
- Wieszanie krzyży, gdy na Krakowskim Przedmieściu toczy się ostry spór polityczny, to jawna manifestacja. Prezes Rdesiński wie, że zostanie odwołany. Być może w przyszłości będzie się tłumaczył, że walczył o krzyż i z tego powodu został wywalony. Wspomnę też kuriozalne zakazy udzielania informacji dziennikarzowi "Gazety" i wpuszczania go do rozgłośni. Takie decyzje ośmieszają nie tylko prezesa, ale i całą firmę.
Prezes zatrudnił albo nawiązał współpracę z nowymi ludźmi.
- Przez 20 lat radio radziło sobie bez asystenta prezesa. Po co teraz asystent do relacji z pracownikami i światem zewnętrznym? Angażowanie doradców prawnego i ekonomicznego w ogóle jest niezrozumiałe, do tego generuje nieuzasadnione koszty. Radio ma dyrektora ekonomicznego, a doradca [Ryszard Gitis, teść redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" - przyp. red.] ma wykonywać podobne zadania. Pan Rdesiński z rozgłośni robi prywatny folwark. Lata służbowo samolotami, jeździ w delegacje prywatnym samochodem, znosi dla siebie limity na służbowe telefony komórkowe. Na posiedzeniu rady nadzorczej zażądam konkretnych wyliczeń kosztów zarządu, wyjazdów służbowych prezesa i redaktora Kotomskiego.
Prezes jest oburzony, że zarabia tylko trzy średnie krajowe, czyli ok. 10 tys. zł. Chce dwa razy więcej. Jego pozew przeciwko Radiu Merkury ma szansę powodzenia?
- Prezesem nie może być człowiek, który po dwóch miesiącach pracy składa pozew przeciwko swojej spółce. Ja wnioskowałem o dwukrotność średniej krajowej, ale minister przyznał trzy średnie. Ten pozew nie ma żadnych szans.
W radzie nadzorczej jest pan jedynym, który nie boi się krytykować Rdesińskiego.
Dziś składam wniosek o odwołanie Filipa Rdesińskiego i zmniejszenie składu zarządu do jednej osoby. Zaproponuję powierzenie obowiązków prezesa Ryszardowi Ćwirlejowi do czasu powołania nowego zarządu.
Niedługo nowe rady nadzorcze wybiorą nowych szefów mediów publicznych. Nie boi się pan, że znowu łupy wezmą ludzie z partyjnego namaszczenia?
Przed nami jawne konkursy. Kandydatów do rad nadzorczych będą wskazywały m.in. uczelnie akademickie. Wierzę, że będą odporne na partyjne naciski. Na początku lat 90. w radach i zarządach zasiadali fachowcy. Potem dopiero zwyciężyło partyjniactwo i kolesiostwo. Chcę wierzyć, że teraz będzie inaczej. Zresztą upartyjnienie mediów publicznych zawsze obraca się na niekorzyść ugrupowań, które się na to decydują.
* Tomasz Naganowski, reprezentant skarbu państwa w radzie nadzorczej Radia Merkury, wykładowca akademicki, specjalista w dziedzinie prawa prasowego
Rozmowa z Tomaszem Naganowskim*
Tomasz Cylka: Czy już podczas konkursu na prezesa Radia Merkury zorientował się pan, że wszystko jest ułożone? Że Filip Rdesiński, były jeleń z demonstracji "Naszości", bez wieloletniego doświadczenia na kierowniczych stanowiskach pokieruje spółką obracającą milionami?
Tomasz Naganowski: - Z góry zakładałem, że PiS i SLD wcześniej się w tej sprawie dogadały. Ale łudziłem się, że wybiorą przynajmniej jakąś poważną kandydaturę. Taką osobą jest drugi członek zarządu Ryszard Ćwirlej. Wybór Rdesińskiego to była tylko i wyłącznie decyzja polityczna, bez merytorycznego uzasadnienia. Dlatego po dwóch miesiącach jego rządów apeluję do pozostałych członków rady nadzorczej o głęboką refleksję. Ktoś im kazał głosować na Rdesińskiego i pewnie zapewnił o jego kompetencji. Ale teraz powinni sprawę przemyśleć. Kontynuowanie rządów Rdesińskiego może być groźne dla firmy. Stracić słuchacza jest bardzo łatwo, wystarczy kilka bulwersujących audycji politycznych.
Co groźnego robi Rdesiński?
- Przez 20 lat Radio Merkury starało się być obiektywne. Rezygnacja ze współpracy z Niną Nowakowską i zaangażowanie do publicystyki Marcina Wolskiego i Marka Króla, a na stanowisko kierownicze Rafała Kotomskiego, dziennikarza "Gazety Polskiej", to oddanie anteny w ręce ludzi o poglądach skrajnie prawicowych. To jest działanie na szkodę pluralistycznej misji radia publicznego.
Powieszenie krzyży w siedzibie rozgłośni też zaszkodzi?
- Wieszanie krzyży, gdy na Krakowskim Przedmieściu toczy się ostry spór polityczny, to jawna manifestacja. Prezes Rdesiński wie, że zostanie odwołany. Być może w przyszłości będzie się tłumaczył, że walczył o krzyż i z tego powodu został wywalony. Wspomnę też kuriozalne zakazy udzielania informacji dziennikarzowi "Gazety" i wpuszczania go do rozgłośni. Takie decyzje ośmieszają nie tylko prezesa, ale i całą firmę.
Prezes zatrudnił albo nawiązał współpracę z nowymi ludźmi.
- Przez 20 lat radio radziło sobie bez asystenta prezesa. Po co teraz asystent do relacji z pracownikami i światem zewnętrznym? Angażowanie doradców prawnego i ekonomicznego w ogóle jest niezrozumiałe, do tego generuje nieuzasadnione koszty. Radio ma dyrektora ekonomicznego, a doradca [Ryszard Gitis, teść redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" - przyp. red.] ma wykonywać podobne zadania. Pan Rdesiński z rozgłośni robi prywatny folwark. Lata służbowo samolotami, jeździ w delegacje prywatnym samochodem, znosi dla siebie limity na służbowe telefony komórkowe. Na posiedzeniu rady nadzorczej zażądam konkretnych wyliczeń kosztów zarządu, wyjazdów służbowych prezesa i redaktora Kotomskiego.
Prezes jest oburzony, że zarabia tylko trzy średnie krajowe, czyli ok. 10 tys. zł. Chce dwa razy więcej. Jego pozew przeciwko Radiu Merkury ma szansę powodzenia?
- Prezesem nie może być człowiek, który po dwóch miesiącach pracy składa pozew przeciwko swojej spółce. Ja wnioskowałem o dwukrotność średniej krajowej, ale minister przyznał trzy średnie. Ten pozew nie ma żadnych szans.
W radzie nadzorczej jest pan jedynym, który nie boi się krytykować Rdesińskiego.
Dziś składam wniosek o odwołanie Filipa Rdesińskiego i zmniejszenie składu zarządu do jednej osoby. Zaproponuję powierzenie obowiązków prezesa Ryszardowi Ćwirlejowi do czasu powołania nowego zarządu.
Niedługo nowe rady nadzorcze wybiorą nowych szefów mediów publicznych. Nie boi się pan, że znowu łupy wezmą ludzie z partyjnego namaszczenia?
Przed nami jawne konkursy. Kandydatów do rad nadzorczych będą wskazywały m.in. uczelnie akademickie. Wierzę, że będą odporne na partyjne naciski. Na początku lat 90. w radach i zarządach zasiadali fachowcy. Potem dopiero zwyciężyło partyjniactwo i kolesiostwo. Chcę wierzyć, że teraz będzie inaczej. Zresztą upartyjnienie mediów publicznych zawsze obraca się na niekorzyść ugrupowań, które się na to decydują.
* Tomasz Naganowski, reprezentant skarbu państwa w radzie nadzorczej Radia Merkury, wykładowca akademicki, specjalista w dziedzinie prawa prasowego
- 7 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Nina Nowakowska
wlodzimierz_nowak
06.09.10, 08:55
Niezwykle cenię audycje Niny Nowakowskiej. Słuchałem kiedy tylko mogłem jejWidziane z Poznania. Znam ją jeszcze przez ojca. I bardzo byłem ciekaw, czyspotkam kogoś kto ma wobec jej pracy »
-
Dlaczego trzeba było odwołać prezesa Radia Trójka?
mapo0
06.09.10, 15:41
Zamiast zajmować się prezesem niszowego lokalnego radia o niewielkiej słuchalności, zbadaj może Gazeto Wyborcza dlaczego przy wybitnej pomocy GW odwołano najlepszego od lat szefa najlepszego»
-
Dlaczego trzeba odwołać prezesa Radia Merkury?
gra_planszowa
07.09.10, 07:49
Działania jakie podejmuje Pan Tomasz Naganowski są zupełnie nie uzasadnione. Przy wniosku o odwołanie obecnego prezesa Rdesińskiego nie podaje się żadnych argumentów a»
Najczęściej czytane24 htydzień




