Nowe sposoby oszustów: na szpital i sąsiada
26.08.2010
, aktualizacja: 26.08.2010 13:41
Oszustwa na wnuczka to już przeżytek. Okradający starszych ludzi mają nowe sposoby. Na samych Jeżycach już pięć osób oszukano metodą na znajomego w szpitalu
ZOBACZ TAKŻE
- Poseł PiS ma kłopoty: nie płacił za biuro (01-07-11, 00:00)
- Ciężarówka zawisła nad rzeką (26-08-10, 07:39)
- Kibicu! Na mecz z Dnipro weź odporne buty! (26-08-10, 04:00)
- Lech idzie na wojnę z Kozakami (25-08-10, 21:28)
W poniedziałek 78-letni mężczyzna z ul. Polnej stracił portfel z dokumentami i pięć tysięcy złotych. Nikt nie napadł go na ulicy. Złodziei sam wpuścił do swojego domu.
A było tak. Dwaj mężczyźni i młoda kobieta wypatrzyli ofiarę w oknie. Powiedzieli, że są Węgrami. Do Poznania przyjechali, bo ich kolega - kierowca tira - miał poważny wypadek i walczy o życie w szpitalu. Oni muszą pilnie przywieźć pieniądze, by opłacić operację. Problem w tym, że przy sobie mają tylko dolary. Proszą więc staruszka o przysługę: niech pożyczy im złotówki, a oni w zastaw zostawią zwitek dolarów. Za cztery godziny wrócą i oddadzą dług.
78-latek dał oszustom 1,5 tys. zł. Gdy ci odjechali, zorientował się, że z domu zniknął też portfel i pozostałe oszczędności. A zwitek? Na wierzchu była jednodolarówka z prezydentem Waszyngtonem. Ale dalej tylko pocięte kawałki papieru.
Prawdopodobnie ta sama szajka dwa miesiące wcześniej oszukała 82-latkę z ul. Juraszów. Staruszkę wypatrzyli na ulicy, podjechali samochodem i zapytali o drogę do szpitala MSWiA. Kobieta próbowała tłumaczyć, ale oni zaproponowali, żeby wsiadła do auta i pokierowała nimi. Pod szpitalem opowiedzieli wzruszającą historię: na oddziale leży ich krewny, muszą opłacić leczenie, ale nie mają przy sobie gotówki. Staruszka zabrała ich do domu i "pożyczyła" 3 tys. zł. W zastaw dostała... historię choroby krewnego (oczywiście fałszywą). Oszuści mieli wrócić po trzech godzinach. Nie pojawili się, a 82-latka odkryła, że z domu zginęło jeszcze dodatkowo 1,5 tys. zł.
Tylko na Jeżycach metodą "na znajomego w szpitalu" oszukano w tym roku już pięć osób. Na Piątkowie policjanci odnotowali trzy takie przypadki.
Inną metodę stosują oszustki grasujące ostatnio na Grunwaldzie. Gdy pukają do drzwi, tłumaczą, że chciałyby zostawić sąsiadowi wiadomość. Proszą o zapisanie jej na kartce i w ten sposób wchodzą do środka. Kiedy jedna oszustka w kuchni dyktuje wiadomość, druga stoi w drzwiach kuchennych. Ofiara nie widzi więc, co dzieje się w mieszkaniu. W tym czasie trzecia osoba plądruje pokoje. Tylko w ostatnich kilku tygodniach na Grunwaldzie policji zgłoszono cztery takie przypadki. Z mieszkań ginęły pieniądze: od 500 zł do 8 tys. zł.
W walce z oszustami policja na razie nie może pochwalić się sukcesami. Sprawy są trudne, bo starsi ludzie nie pamiętają, jak wyglądali oszuści, albo jakim samochodem się poruszali. O ostatnim oszustwie na Jeżycach policjanci wiedzą jedynie, że dokonali go dwaj tędzy mężczyźni o ciemnej karnacji, w wieku około 40-45 lat. Była z nimi 20-letnia szczupła kobieta z długimi włosami sięgającymi za ramiona, także ciemnej karnacji. Wiele wskazuje na to, że mogli być to Romowie.
Policjanci zwracają uwagę, że oszuści stosują coraz bardziej wyrafinowane metody. Dotąd jedną z najbardziej popularnych była metoda na wnuczka: do starszych osób dzwoni oszust podający się za krewnego, prosi o pieniądze, najczęściej na okazyjny zakup, jak meble, telewizor czy auto. Sam rzekomo nie może przyjść po pożyczkę, więc wysyła kolegę. W ostatnich latach policja robiła jednak sporo, by ostrzec potencjalne ofiary. Pojawiły się nawet efekty: parę lat temu jedna z poznanianek zorientowała się, że ktoś podszywa się pod wnuczka i chce ją oszukać. Zadzwoniła na policję. Funkcjonariusze zrobili zasadzkę w mieszkaniu i złapali sprawcę.
Przestępcy wymyślają więc nowe sposoby. I choć historia o znajomym w szpitalu powinna budzić wątpliwości, starsi ludzie dają się nabrać.
Romuald Piecuch z wielkopolskiej policji tłumaczy, że oszuści przede wszystkim starają się wypaść wiarygodnie. - To nie są wytatuowani kryminaliści, ale osoby schludnie ubrane, zadbane - mówi Piecuch. Gdy ofiarę wybierają przypadkowo, improwizują, ujawniając aktorskie umiejętności. Ale często, tak jak w przypadkach z Grunwaldu, wcześniej zbierają informacje o ofiarach i ich sąsiadach. Wiedzą, kto jak się nazywa, ile ma dzieci.
Jak nie dać się oszukać? - Nigdy nie wpuszczać nieznajomych za próg. Poprosić, by przyszli kiedy indziej, gdy w domu będzie ktoś jeszcze. W takich sytuacjach złodzieje rzadko decydują się na kradzież - zaznacza Romuald Piecuch. - Apelujemy też do rodzin starszych ludzi, by ostrzegali bliskich przed zagrożeniem.
A było tak. Dwaj mężczyźni i młoda kobieta wypatrzyli ofiarę w oknie. Powiedzieli, że są Węgrami. Do Poznania przyjechali, bo ich kolega - kierowca tira - miał poważny wypadek i walczy o życie w szpitalu. Oni muszą pilnie przywieźć pieniądze, by opłacić operację. Problem w tym, że przy sobie mają tylko dolary. Proszą więc staruszka o przysługę: niech pożyczy im złotówki, a oni w zastaw zostawią zwitek dolarów. Za cztery godziny wrócą i oddadzą dług.
78-latek dał oszustom 1,5 tys. zł. Gdy ci odjechali, zorientował się, że z domu zniknął też portfel i pozostałe oszczędności. A zwitek? Na wierzchu była jednodolarówka z prezydentem Waszyngtonem. Ale dalej tylko pocięte kawałki papieru.
Prawdopodobnie ta sama szajka dwa miesiące wcześniej oszukała 82-latkę z ul. Juraszów. Staruszkę wypatrzyli na ulicy, podjechali samochodem i zapytali o drogę do szpitala MSWiA. Kobieta próbowała tłumaczyć, ale oni zaproponowali, żeby wsiadła do auta i pokierowała nimi. Pod szpitalem opowiedzieli wzruszającą historię: na oddziale leży ich krewny, muszą opłacić leczenie, ale nie mają przy sobie gotówki. Staruszka zabrała ich do domu i "pożyczyła" 3 tys. zł. W zastaw dostała... historię choroby krewnego (oczywiście fałszywą). Oszuści mieli wrócić po trzech godzinach. Nie pojawili się, a 82-latka odkryła, że z domu zginęło jeszcze dodatkowo 1,5 tys. zł.
Tylko na Jeżycach metodą "na znajomego w szpitalu" oszukano w tym roku już pięć osób. Na Piątkowie policjanci odnotowali trzy takie przypadki.
Inną metodę stosują oszustki grasujące ostatnio na Grunwaldzie. Gdy pukają do drzwi, tłumaczą, że chciałyby zostawić sąsiadowi wiadomość. Proszą o zapisanie jej na kartce i w ten sposób wchodzą do środka. Kiedy jedna oszustka w kuchni dyktuje wiadomość, druga stoi w drzwiach kuchennych. Ofiara nie widzi więc, co dzieje się w mieszkaniu. W tym czasie trzecia osoba plądruje pokoje. Tylko w ostatnich kilku tygodniach na Grunwaldzie policji zgłoszono cztery takie przypadki. Z mieszkań ginęły pieniądze: od 500 zł do 8 tys. zł.
W walce z oszustami policja na razie nie może pochwalić się sukcesami. Sprawy są trudne, bo starsi ludzie nie pamiętają, jak wyglądali oszuści, albo jakim samochodem się poruszali. O ostatnim oszustwie na Jeżycach policjanci wiedzą jedynie, że dokonali go dwaj tędzy mężczyźni o ciemnej karnacji, w wieku około 40-45 lat. Była z nimi 20-letnia szczupła kobieta z długimi włosami sięgającymi za ramiona, także ciemnej karnacji. Wiele wskazuje na to, że mogli być to Romowie.
Policjanci zwracają uwagę, że oszuści stosują coraz bardziej wyrafinowane metody. Dotąd jedną z najbardziej popularnych była metoda na wnuczka: do starszych osób dzwoni oszust podający się za krewnego, prosi o pieniądze, najczęściej na okazyjny zakup, jak meble, telewizor czy auto. Sam rzekomo nie może przyjść po pożyczkę, więc wysyła kolegę. W ostatnich latach policja robiła jednak sporo, by ostrzec potencjalne ofiary. Pojawiły się nawet efekty: parę lat temu jedna z poznanianek zorientowała się, że ktoś podszywa się pod wnuczka i chce ją oszukać. Zadzwoniła na policję. Funkcjonariusze zrobili zasadzkę w mieszkaniu i złapali sprawcę.
Przestępcy wymyślają więc nowe sposoby. I choć historia o znajomym w szpitalu powinna budzić wątpliwości, starsi ludzie dają się nabrać.
Romuald Piecuch z wielkopolskiej policji tłumaczy, że oszuści przede wszystkim starają się wypaść wiarygodnie. - To nie są wytatuowani kryminaliści, ale osoby schludnie ubrane, zadbane - mówi Piecuch. Gdy ofiarę wybierają przypadkowo, improwizują, ujawniając aktorskie umiejętności. Ale często, tak jak w przypadkach z Grunwaldu, wcześniej zbierają informacje o ofiarach i ich sąsiadach. Wiedzą, kto jak się nazywa, ile ma dzieci.
Jak nie dać się oszukać? - Nigdy nie wpuszczać nieznajomych za próg. Poprosić, by przyszli kiedy indziej, gdy w domu będzie ktoś jeszcze. W takich sytuacjach złodzieje rzadko decydują się na kradzież - zaznacza Romuald Piecuch. - Apelujemy też do rodzin starszych ludzi, by ostrzegali bliskich przed zagrożeniem.
- 30 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów
-
Nowe sposoby oszustów: na szpital i sąsiada
tomalamas
26.08.10, 09:55
No co?! Z czegoś muszą finansować "bujanie" się po Browarze... Przecież nie będą harowali dla jakiegoś Polaczka.»
-
Najgorsze, że odresaci porad tego nie przeczytają.
cest.l.a.vie
26.08.10, 15:20
Takie ostrzeżenia muszą być wplatane w jakieś M jak miłość, bo to oglądająnajczęściej oszukiwani.Oszuści mają więcej sposobów, a wszystkie opierają się na współczuciu, chęcioszczędzenia »
Najczęściej czytane24 htydzień




