Paluszkiem po mapie, i to podwójnym!

Lech Bojarski
25.08.2010 , aktualizacja: 25.08.2010 12:11
A A A Drukuj
Bartosz Głodowski ma ułamek procent w krajowym rynku, ale już snuje plany eksportu do Niemiec, Włoch i Holandii. Czy unijna dotacja pomoże podwójnym paluszkom z Polski podbić Europę?
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Fundusze europejskie dziś i jutro
Artykuł sfinansowany w ramach konkursu dotacji organizowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, współfinansowanego ze środków rozwoju Unii Europejskiej w ramach Programu Operacyjnego Pomoc Techniczna
Jedliście kiedyś podwójne paluszki? Takie jakby sklejone. Pewnie, że jedliście! Mało tego, ten kto wyciągnął takiego podwójnego paluszka, uważany był za szczęściarza. Ale w 999 przypadkach na tysiąc historia kończyła się po prostu schrupaniem przekąski i sięgnięciem do paczki po kolejną.

Tymczasem dla Bartosza Głodowskiego wyciągnięcie podwójnego paluszka oznaczało odwrócenie życia do góry nogami. Bo oto chrupiąc paluszka przy piwie postanowił zostać przedsiębiorcą. Nie tylko zresztą postanowił, ale nim został. Oczywiście w branży paluszków. I to wyłącznie podwójnych!

Paluszki poznańskiej firmy Beer Fingers należącej do Bartosza Głodowskiego to jedyne na rynku podwójne paluszki. Można je kupić głównie w małych sklepach osiedlowych, niektórych pubach, knajpkach. Głodowski ma ułamek procent rynku w segmencie paluszków, a mimo to właśnie buduje strategię ekspansji za granicami Polski. Za pomocą unijnych dotacji. Firma Beer Fingers jest jednym z beneficjentów Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (POIG). W ramach Działania 6.1 "Paszport do eksportu" dostanie w pierwszym etapie 10 tys. zł na tzw. plan rozwoju i eksportu, a w drugim może liczyć na kwotę 200 tys. zł na jego realizację.

Pomysł przy piwie

Głodowski nigdy nie szukał na siłę pomysłu na biznes. Sam mówi, że "wyszło tak jakoś samo, spontanicznie". Po technikum łączności odbył służbę wojskową w Marynarce Wojennej, a potem postanowił jeszcze postudiować. - Wszyscy po szkole jak moja szli na politechnikę, a ja wybrałem politologię - opowiada.

Ale to nie pójście na politologię, lecz do jednego z poznańskich pubów przesądziło o tym, czym dziś zajmuje się Bartosz Głodowski.

Grudzień 2005 roku. Przy piwie siedzą dwaj studenci Bartek i Łukasz. Zagryzają paluszkami. Bartosz wyciąga podwójnego. Decyzję, by produkować same podwójne paluszki, podejmują w pół minuty. Dalej historia rozwija się równie szybko. Najpierw obserwacje w barach, u znajomych, rodziny. Już takie prymitywne badania fokusowe pokazują, że aż pięciu na dziesięciu zjadaczy paluszków sięgając do paczki szuka właśnie podwójnych. W połowie stycznia 2006 roku w urzędzie patentowym Bartosz Głodowski i Łukasz Graczyk zgłaszają podwójne paluszki. - Od razu zgłosiliśmy dziesięć wzorów, m.in. podwójne, potrójne, poczwórne. Na zapas - opowiada Głodowski. W maju tego samego roku z decyzją potwierdzającą zarejestrowanie patentu zakładają z Graczykiem spółkę cywilną. Nazywają ją Beer Fingers. Kapitał - 25 tys. uzbierane samemu lub po rodzinie.

Od początku stawiają na pełen outsourcing. W jednej fabryce zlecają produkcję, w drugiej zamawiają opakowania, wówczas - jak sami dziś przyznają - beznadziejne, bo rozpadające się w rękach. Sami zajmują się tylko dystrybucją gotowego, zapakowanego produktu. A i tak nie jest lekko. Na samochodzie napis "paluszki solone" i w trasę. Puby, restauracje, cukiernie, piekarnie, małe sklepiki, hipermarkety. Wszyscy mogą być potencjalnymi odbiorcami. Tylko jak ich do tego przekonać? - Jak nie ma marketingu, reklamy, to jest ciężko. Słyszeliśmy: panie, co to jest? Co z tego, że podwójne, jak nikt o to nie pyta - opowiada Głodowski.

Król podwójnych paluszków

2006 rok firma zamyka stratą. 2007 rok to samo. Do tego drogi wspólników się rozchodzą. Od listopada 2007 roku Beer Fingers to już tylko Głodowski. Jednoosobowe mikroprzedsiębiorstwo. - Sam jak paluszek, ale za to podwójny! - śmieje się pan Bartek.

Jego biuro to dom. Ma 35 współpracowników - przedstawicieli handlowych w całym kraju. Od 2008 roku wychodzi na plus. Bo ten biznes w Polsce ma przyszłość. Wartość rynku słonych przekąsek szacowana jest na 1,8 mld zł. Królują chipsy - ponad 50 proc. udziałów, paluszki mają 14 proc. Jest się o co bić, tym bardziej że w Polsce sprzedaż powinna z roku na rok rosnąć. Jedna osoba spożywa w naszym kraju rocznie mniej niż 2 kg słonych przekąsek, podczas gdy w Niemczech czy Włoszech - 7 kg.

Beer Fingers walczy o swój tyci kawałeczek tortu w Polsce, ale i chce poszukać szansy za granicą. Zwłaszcza że w całej Unii Europejskiej nikt inny nie może produkować podwójnych paluszków.

Jak przydatne mogą być unijne fundusze, Głodowski przekonał się robiąc studia podyplomowe. Zamiast zapłacić 4 tys. zł, wydał 1 tys. zł. Resztę dołożyła Unia. Wiedzę nabytą na kierunku zarządzanie sprzedażą w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu wykorzystuje z powodzeniem w prowadzeniu własnego biznesu.

W ubiegłym roku postanowił sięgnąć po dotację na rozwój eksportu. W ramach Działania 6.1. Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka przedsiębiorcy mogą liczyć na pomoc finansową przy wyjazdach na misje gospodarcze i targi. Unijne dotacje pomagają w nawiązywaniu kontaktów biznesowych, doradztwie w zakresie rynków zagranicznych, czy w dostosowywaniu produktów do rynku zagranicznego.

- Jestem członkiem Polskiej Izby Gospodarczej Importerów Eksporterów i Kooperacji. W Poznaniu Izba działa w Zamku. Jest tam też punkt konsultacyjny, w którym popytałem, jakie są możliwości otrzymania jakiejś pomocy z Unii - mówi Głodowski. - Moja firma jest typowo handlowa, a na to jest mniej pieniędzy. Ale za to jestem innowacyjny, bo nikt nie ma podwójnych paluszków. Taki Lajkonik jest na rynku 100 lat, marka jest zakorzeniona w świadomości konsumentów. To jest dziś międzynarodowy koncern. Ale ja z nimi konkuruję! Bo oni nie mogą mieć podwójnych paluszków. I kombinują z tymi talarkami, precelkami - śmieje się przedsiębiorca.

Uwaga na atrament!

Wniosek o dotację do Wielkopolskiej Agencji Rozwoju Przemysłu, która pełni rolę Regionalnej Instytucji Finansującej w ramach POIG, napisał sam jesienią ubiegłego roku. - Trzeba na to trochę czasu poświęcić. Żeby poznać wszystkie reguły, bo najważniejsze okazują się czasem małe szczególiki - doradza. - Na przykład na różnych stronach muszą być podpisy złożone długopisem o tym samym odcieniu atramentu, bo inaczej wniosek może być wstrzymany. I trzeba go będzie poprawiać. A to wszystko wydłuża procedurę.

W ramach pierwszego etapu Działania 6.1. "Paszport do eksportu" otrzyma do 10 tys. zł refundacji kosztów planu rozwoju i eksportu, za który zapłacił firmie doradczej 12,5 tys. zł.

Celem Beer Fingers jest nawiązanie współpracy z większymi odbiorcami na rynkach zagranicznych. Jak to zrobić? - Muszę realizować wskazówki i rady zawarte w planie rozwoju i eksportu. Plan jest rozpisany na dwa lata, począwszy od stycznia 2011 roku Zakłada wydatki na wyjazdy na misje gospodarcze, targi, na przygotowanie produktu do wejścia na rynki zagraniczne - wylicza Głodowski.

Plan rozwoju i eksportu firmy Beer Fingers został już pozytywnie zweryfikowany i zaopiniowany przez Regionalną Instytucję Finansującą (czyli WARP). A to otwiera drogę do większych pieniędzy w ramach drugiego etapu, gdzie przedsiębiorcy składają wnioski o dotację na wdrażanie swojego planu.

Wartość całego projektu, który przygotował Bartosz Głodowski to ponad 600 tys. Z tego 400 tys. to koszty kwalifikowane, czyli takie, które podlegają refundacji. W ramach Działania 6.1. przedsiębiorcy mogą liczyć na zwrot do 50 proc. poniesionych kosztów kwalifikowanych. Beer Fingers liczy na 200 tys. zł. - Jedyny problem polega na tym, że najpierw i tak muszę pozyskać kapitał z banku, wydać pieniądze, a dopiero potem mogę liczyć na zwrot - narzeka przedsiębiorca. - No i biurokracji jest jednak dość dużo - dodaje.

Od stycznia Beer Fingers zaczyna wdrażać swój plan rozwoju i eksportu. Głodowski jedzie do Berlina na Grune Woche, największe i najważniejsze w Europie targi branży rolno-spożywczej. Na razie na rekonesans, zobaczyć, jak się można wystawić, podejrzeć coś, co można będzie wykorzystać za rok już na własnym stoisku.

Beer Fingers ma dziś w ofercie siedem produktów (m.in. paluszki z sezamem i w polewie czekoladowej) oraz jasno postawione cele na przyszłość. Stawia na eksport do Niemiec, Włoch i Holandii, czyli do krajów, gdzie spożycie słonych przekąsek jest największe.

Bartosz Głodowski ma też jednak ciche marzenie: - Teraz Beer Fingers to ja. Bo jestem właścicielem marki. Ale może za jakiś czas ktoś będzie chciał ją kupić wraz z licencją na podwójne paluszki? Oczywiście za dobre pieniądze - zaznacza.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 8 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Paluszkiem po mapie, i to podwójnym! cegla000 25.08.10, 14:32

    Czytając artykuł byłem cały czas pod wrażeniem, aż do ostatniego zdania panaBartosza.Wszyscy się dzisiaj sprzedają! jak artyści ...Mimo wszystko - powodzenia.»

  • Paluszkiem po mapie, i to podwójnym! cineq31 28.04.11, 08:38

    Może teraz dzięki wygranej 400.000zł w Dragon's Den uda się jeszcze lepiej i szybciej plany wcielić w życie. Każdy dobry produkt eksportowy z Polski idzie na plus więc takie podejście jeśli »

  • Paluszkiem po mapie, i to podwójnym! magdalenne8 31.03.12, 23:18

    Podwójne paluszki wśród moich znajomych zrobiły furorę. Rozgryzanie, rozdzielanie dało im mega frajdę»