Czy uda się zatrzymać reklamową powódź?
22.08.2010
, aktualizacja: 22.08.2010 22:22
Rząd chce, by gminy decydowały o lokalizacji reklam, ich wielkości i materiałach, z których będą wykonane. Bydgoszcz i Kraków już wypowiedziały wojnę pstrokaciźnie i tandecie w centrum. A poznańscy urzędnicy mówią, że prawo nie pozwala skutecznie walczyć z nielegalną reklamą. I nawołują do jego zmiany.
ZOBACZ TAKŻE
- Kute szyldy zamiast reklamowego chaosu (30-08-10, 17:43)
- Wykluczyć Poznań, czyli gry i zabawy posła Palikota (01-07-11, 00:00)
- Wybieramy wielkopolską potrawę wszechczasów! (23-08-10, 07:00)
- Minister sportu: Będzie piwo na stadionie (22-08-10, 21:44)
- Bierzmy przykład z Ameryki i Głogowa (22-08-10, 21:39)
- Nocny nalot na dziką dyskotekę przy ul. Gwarnej (22-08-10, 21:41)
- Nawet co druga reklama w Poznaniu może być nielegalna - szacuje Paweł Łukaszewski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Jego służby trzeci rok tropią bezprawne reklamy, które zalewają Poznań. Problemów jest wiele: ekrany z diodami LED oślepiają kierowców, inwestorzy stawiają przed budynkami rusztowania tylko po to, by zawiesić tam gigantyczną reklamę, a remontu nie planują. Do tego dochodzą dziesiątki dzikich tablic i szyldów. - Tandetna, nieestetyczna reklama zalewa Poznań i psuje jego krajobraz. Nie oszczędziła nawet centrum. Musimy się z tym jakoś uporać - apeluje przewodnik turystyczny Paweł Sowa.
Ale to nie jest proste. Na przełomie roku poznańscy inspektorzy budowlani zdołali usunąć 13 nielegalnych reklam, a w ciągu ostatniego kwartału kolejnych dziesięć. - I to po długich bojach - mówi Łukaszewski. - Prawo nie nadąża za branżą reklamową. Rusza inwestycja, powstają gigantyczne rusztowania a na nich pojawiają się płachty z napisem "Miejsce na twoją reklamę" lub od razu reklamy. Nic nie możemy z tym zrobić, bo to plac budowy. Jak ustalimy, że jakaś tablica lub billboard stoi bez pozwoleń, to nie oznacza, że zaraz ją usuniemy. Zaczyna się skomplikowana procedura, wpierw upominamy, nakładamy karę, dopiero na końcu możemy wywieźć reklamę na koszt tego, kto ją ustawił. Wszystko trwa, właściciele reklam na każdym kroku odwołują się od naszych decyzji i przeciągają sprawę - tłumaczy.
Poznańscy urzędnicy przygotowali projekt zmian w prawie budowlanym oraz ustawie o planowaniu przestrzennym. - Jesteśmy praktykami, wiemy co poprawić - mówi Łukaszewski. - Nasze propozycje wysłaliśmy do głównego inspektora nadzoru budowlanego, ten przekazał je do Ministerstwa Infrastruktury. Chcemy, by o lokalizacji reklam w mieście decydowali radni, uchwalając regulamin reklamowy. Inspektorzy budowlani powinni dostać narzędzia do błyskawicznego usuwania nielegalnych nośników - dodaje. Nasi urzędnicy już wcześniej zgłaszali do Warszawy podobne propozycje zmiany w prawie. - Z marnym skutkiem - przyznaje Łukaszewski.
Tymczasem warszawskie stowarzyszenie MojeMiastoAwNim, które walczy z zalewem reklamowym w miastach, domaga się przygotowania ustawy o estetyce przestrzeni publicznej. Jednak ona nie powstanie. - Problem reklam dotyczy wielu dziedzin regulowanych licznymi przepisami. Odrębna ustawa może spowodować ich niespójność - uważa Olgierd Dziekoński, wiceminister infrastruktury. W zamian proponuje nowe narzędzie prawne - miejscowe przepisy urbanistyczne, które gminni lub miejscy radni będą uchwalać podobnie jak plany zagospodarowania. To właśnie m.in. proponowali poznańscy inspektorzy budowlani. - Przepisy będą ustalały zasady sytuowania reklam, rodzaj materiałów, z których mogą być wykonane, ich wielkość i możliwość umieszczenia na budynkach - wyjaśnia Dziekoński. Projektem zajmuje się komitet stały rządu.
Rutkiewicz krytykuje: - Nie będzie ogólnopolskiej walki o jakość przestrzeni publicznej. Nie będzie uproszczenia procedury usuwania nielegalnych reklam.
Ale rozwiązanie proponowane przez rząd od lat z powodzeniem funkcjonuje w Niemczech. Dr Andreas Billert, specjalista od rewitalizacji miast: - Niemieckie gminy przyjmują uchwały o obrazie miasta. To grube zeszyty, w których opisuje się wszystkie dopuszczalne aspekty architektury, np. wielkość okien. Ta sama uchwała reguluje kwestię reklamy. Gmina może na zakazać ich podświetlania, wieszania powyżej I piętra, czy zaklejania reklamami szyb. Może też np. w całości zakazać billboardów. Każda nowa reklama jest konsultowana z plastykami miejskimi, którzy sprawdzają jej zgodność z uchwałą o obrazie miasta.
Inne polskie miasta, nie czekając na zmianę ogólnopolskich przepisów same wymyślają, jak uporać się reklamową szpetotą. - Chwytamy się różnych sposobów - mówi Marcin Kandafer, rzecznik prezydenta Krakowa. - Np. każdemu przedsiębiorcy działającemu w centrum, który skonsultuje swój szyld lub reklamę z plastykiem miejskim, oferujemy darmową reklamę na stronie www.krakow.pl. A w Bydgoszczy pod koniec roku radni mają przegłosować absolutną ciszę reklamową w centrum. Handlowcy będą mogli tam umieścić jedynie szyldy. Zapis trafi do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
- Miasta muszą eksponować swoje naturalne piękno, a nie przykrywać je reklamową pstrokacizną - uważa Marcin Kandafer.
Ale to nie jest proste. Na przełomie roku poznańscy inspektorzy budowlani zdołali usunąć 13 nielegalnych reklam, a w ciągu ostatniego kwartału kolejnych dziesięć. - I to po długich bojach - mówi Łukaszewski. - Prawo nie nadąża za branżą reklamową. Rusza inwestycja, powstają gigantyczne rusztowania a na nich pojawiają się płachty z napisem "Miejsce na twoją reklamę" lub od razu reklamy. Nic nie możemy z tym zrobić, bo to plac budowy. Jak ustalimy, że jakaś tablica lub billboard stoi bez pozwoleń, to nie oznacza, że zaraz ją usuniemy. Zaczyna się skomplikowana procedura, wpierw upominamy, nakładamy karę, dopiero na końcu możemy wywieźć reklamę na koszt tego, kto ją ustawił. Wszystko trwa, właściciele reklam na każdym kroku odwołują się od naszych decyzji i przeciągają sprawę - tłumaczy.
Poznańscy urzędnicy przygotowali projekt zmian w prawie budowlanym oraz ustawie o planowaniu przestrzennym. - Jesteśmy praktykami, wiemy co poprawić - mówi Łukaszewski. - Nasze propozycje wysłaliśmy do głównego inspektora nadzoru budowlanego, ten przekazał je do Ministerstwa Infrastruktury. Chcemy, by o lokalizacji reklam w mieście decydowali radni, uchwalając regulamin reklamowy. Inspektorzy budowlani powinni dostać narzędzia do błyskawicznego usuwania nielegalnych nośników - dodaje. Nasi urzędnicy już wcześniej zgłaszali do Warszawy podobne propozycje zmiany w prawie. - Z marnym skutkiem - przyznaje Łukaszewski.
Tymczasem warszawskie stowarzyszenie MojeMiastoAwNim, które walczy z zalewem reklamowym w miastach, domaga się przygotowania ustawy o estetyce przestrzeni publicznej. Jednak ona nie powstanie. - Problem reklam dotyczy wielu dziedzin regulowanych licznymi przepisami. Odrębna ustawa może spowodować ich niespójność - uważa Olgierd Dziekoński, wiceminister infrastruktury. W zamian proponuje nowe narzędzie prawne - miejscowe przepisy urbanistyczne, które gminni lub miejscy radni będą uchwalać podobnie jak plany zagospodarowania. To właśnie m.in. proponowali poznańscy inspektorzy budowlani. - Przepisy będą ustalały zasady sytuowania reklam, rodzaj materiałów, z których mogą być wykonane, ich wielkość i możliwość umieszczenia na budynkach - wyjaśnia Dziekoński. Projektem zajmuje się komitet stały rządu.
Rutkiewicz krytykuje: - Nie będzie ogólnopolskiej walki o jakość przestrzeni publicznej. Nie będzie uproszczenia procedury usuwania nielegalnych reklam.
Ale rozwiązanie proponowane przez rząd od lat z powodzeniem funkcjonuje w Niemczech. Dr Andreas Billert, specjalista od rewitalizacji miast: - Niemieckie gminy przyjmują uchwały o obrazie miasta. To grube zeszyty, w których opisuje się wszystkie dopuszczalne aspekty architektury, np. wielkość okien. Ta sama uchwała reguluje kwestię reklamy. Gmina może na zakazać ich podświetlania, wieszania powyżej I piętra, czy zaklejania reklamami szyb. Może też np. w całości zakazać billboardów. Każda nowa reklama jest konsultowana z plastykami miejskimi, którzy sprawdzają jej zgodność z uchwałą o obrazie miasta.
Inne polskie miasta, nie czekając na zmianę ogólnopolskich przepisów same wymyślają, jak uporać się reklamową szpetotą. - Chwytamy się różnych sposobów - mówi Marcin Kandafer, rzecznik prezydenta Krakowa. - Np. każdemu przedsiębiorcy działającemu w centrum, który skonsultuje swój szyld lub reklamę z plastykiem miejskim, oferujemy darmową reklamę na stronie www.krakow.pl. A w Bydgoszczy pod koniec roku radni mają przegłosować absolutną ciszę reklamową w centrum. Handlowcy będą mogli tam umieścić jedynie szyldy. Zapis trafi do miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.
- Miasta muszą eksponować swoje naturalne piękno, a nie przykrywać je reklamową pstrokacizną - uważa Marcin Kandafer.
- 43 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Pan.zaskroniec
to_me
22.08.10, 23:23
Wprawdzie o gustach się nie dyskutuje, ale skoro to wolny kraj, jak Pan twierdzi (bo ja jestem innego zdania), to pozwolę sobie skomentować Pana gust. A raczej jego brak.Otóż, przez takich »
-
Czy uda się zatrzymać reklamową powódź?
wroniegniazdo
23.08.10, 18:13
"warszawskie stowarzyszenie MojeMiastoAwNim, które walczy z zalewem reklamowym w miastach"To prawda, jest takie stowarzyszenie, ale nazywa się Miasto moje a w nim»
-
Czy uda się zatrzymać reklamową powódź?
jagakomo
24.08.10, 10:08
jak widać jest tu kilku frustratów. Merytoryczna dyskusja przeradza się w pyskówkę - bez żadnej argumentacji. Nie ma sensu więc odwoływać się do jakiegoś poczucia estetyki, obywatelskiej »
Najczęściej czytane24 htydzień




