Jak kominek Wilusia do Lublina zawędrował

Piotr Bojarski
20.08.2010 , aktualizacja: 19.08.2010 18:22
A A A Drukuj
Kto wie, że stół, przy którym siedział w Sali Błękitnej poznańskiego magistratu, pochodzi z jadalni Adolfa Hitlera? Albo że na kanapie z Instytutu Psychologii UAM siadała niegdyś cesarzowa Augusta Wiktoria?
Dwa marmurowe lwy oraz pięknie zdobiony mozaiką zaplecek ławy tronowej z kaplicy, która mieściła się w wieży zegarowej zamku, stoją zakryte pod brezentem przy przyczółku Śluzy Tumskiej. Należą do Kościoła. Na zdjęciu płachtę unosi Janusz Pazder, który zajmuje się ewidencją sprzętów, które kiedyś były na wyposażeniu zamku
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja
Dwa marmurowe lwy oraz pięknie zdobiony mozaiką zaplecek ławy tronowej z kaplicy, która mieściła się w wieży zegarowej zamku, stoją zakryte pod brezentem przy przyczółku Śluzy Tumskiej. Należą do Kościoła. Na zdjęciu płachtę unosi Janusz Pazder, który zajmuje się ewidencją sprzętów, które kiedyś były na wyposażeniu zamku
Równo sto lat temu, 20 sierpnia 1910 r. automobil wiozący cesarza Wilhelma II i jego żonę, cesarzową Augustę Wiktorię z Dworca Cesarskiego, wjechał do sieni, znajdującej się w przyziemiu wieży nowiutkiego zamku w Poznaniu. Tu na parę cesarską czekał budowniczy zamku Franz Schwechten, który z prawdziwą dumą wręczył cesarzowi klucz do rezydencji. Następnie budowniczy oprowadził cesarza i jego małżonkę po swoim monumentalnym dziele. Wieczorem na zamku odbył się wielki bankiet, a następnego dnia cesarzowa wydała przyjęcie dla pań. Nazajutrz na dziedzińcu zamkowym koncert dały zespoły Prowincjonalnego Towarzystwa Śpiewaczego.

Zamek cesarski w Poznaniu miał być odtąd widomym znakiem dla Polaków, kto w "Posen" rządzi, i potwierdzeniem wielkości Niemiec. Nic dziwnego, że polscy mieszkańcy miasta zbojkotowali te, jakże podniosłe dla tutejszych Niemców, uroczystości. Zamek posłużył jednak pierwotnym gospodarzom zaledwie 8 lat. W tym czasie cesarskie Niemcy rozpadły się w wyniku przegranej wojny światowej i wielka budowla została przejęta przez odrodzone państwo polskie. Do 1939 r. służyła jako rezydencja prezydentów RP i główny gmach uniwersytecki.

We wrześniu 1939 r. zamek na swoją siedzibę wybrał namiestnik Kraju Warty Arthur Greiser. Wkrótce naziści rozpoczęli przebudowę zamku na oficjalną siedzibę Fuhrera Rzeszy Adolfa Hitlera, nieodwracalnie niszcząc pierwotny wystrój wnętrz, w tym robiącą wielkie wrażenie kaplicę w zamkowej wieży.

Od czasu nazistowskiej przebudowy różne elementy wystroju i wyposażenia wnętrz zamku były wywożone i wykorzystywane do innych celów. Nie inaczej było po wyzwoleniu Poznania zimą 1945 roku. Zamek służył do lat 60. jako siedziba władz miejskich. Przez kolejne lata zmieniały się: wystrój wnętrz, meble i wszelakie detale. Dziś wiele z nich znajduje się poza murami zamku - często w zaskakujących miejscach.

Poszliśmy ich śladem.



Zamkowe meble u prezydenta

W saloniku prezydenta Poznania stoją okrągły stół i dwa kredensy z imitującą intarsję dekoracją malarską oraz siedem foteli, w których siadają zazwyczaj goście prezydenta (wśród nich często dziennikarze, gdy przepytują szefa miejskiego samorządu). - O ile się nie mylę, komplet ten stał niegdyś w sali kominkowej zamku, w kompleksie pomieszczeń wykorzystywanych po wojnie przez prezydenta miasta - opowiada Janusz Pazder, konsultant do spraw konserwatorskich zamku, który odpowiada za wyszukiwanie i opisywanie wszystkiego, co kiedykolwiek miało coś wspólnego z dawną siedzibą cesarza. - Władze Poznania przeprowadziły się na plac Kolegiacki w 1962 roku. To wtedy wraz z nimi do saloniku trafił rzeczony komplet mebli.

Niewykluczone, że z zamku może również pochodzić biurko, przy którym na co dzień pracuje prezydent Ryszard Grobelny, i szafa biblioteczna - choć w tej sprawie pewności nie ma. Wiadomo, że meble te w dokumentach Urzędu Miasta określono jako "poniemieckie, do Urzędu Miasta przeniesione w 1945 r. z mieszkania przy ul. Chełmońskiego". - Po wojnie, a być może już w czasie wojny, meble z zamku trafiały do prywatnych mieszkań. Z zamku usunięto przecież w trakcie wojny całe wyposażenie i zrobiono nowe. Być może meble z dzisiejszego gabinetu prezydenta dostał wtedy jakiś niemiecki urzędnik zamieszkały przy Chełmońskiego, a potem trafiły one do Urzędu Miasta - przypuszcza Pazder.

Problemem, z którym zmaga się Janusz Pazder, jest brak kompletnej dokumentacji wyposażenia zamkowych wnętrz. - Dość dobrze wiemy, jak wyglądały meble na pierwszym piętrze zamku. Całe drugie piętro, które przeznaczone było dla następcy tronu i jego małżonki, również musiało być umeblowane. Niestety, nie dysponujemy ani jednym zdjęciem, które by pokazywało wyposażenie tego piętra. Nie wiemy też, jak wyposażone było mieszkanie zarządcy zamku i inne służbowe pomieszczenia.



Stół dla Fuhrera

Mało kto wie, że stół w Sali Błękitnej poznańskiego magistratu, przy którym w ciągu lat zasiadały setki, jeśli nie tysiące znamienitych osób, to stół z zamkowej jadalni Fuhrera! Widać go świetnie na zdjęciu z 1944 roku, przedstawiającym jadalnię Hitlera (dzisiejsza sala nr 102 zamku): przy tym samym - tyle że jaśniejszym - długim na około sześciu metrów stole stoi 30 foteli. - Sześć z nich znajduje się dziś w Muzeum Henryka Sienkiewicza - informuje Janusz Pazder. - Stół został po 2000 roku bardzo mocno przerobiony i zyskał nową barwę.

Hitler nie zdążył zjeść przy tym stole ani jednego posiłku. Choć po zamachu w Wilczym Szańcu (20 lipca 1944 r. - red.) zażądał, by zamek był gotowy do jego wizyty, nigdy do niej nie doszło.

- Z zamku pochodzą również stół prezydialny w Sali Malinowej i ławy w małej sali sesyjnej. Wykonano je po wojnie na potrzeby ówczesnych władz miasta, pracujących w zamku. Z tego kompletu w zamku pozostała tylko mównica - opowiada Pazder.



Rzymskie popiersia z Poczdamu

W Sali Renesansowej poznańskiego Ratusza stoją dwie kopie starożytnych rzymskich popiersi: cesarza Marka Aureliusza oraz Cycerona. - Popiersia te wraz z kilkoma innymi ozdabiały zamkowe hole, co widać na archiwalnych zdjęciach - opowiada Pazder. - Ta kolekcja została zgromadzona w XVIII wieku przez francuskiego kardynała de Polignac. Po jego śmierci kupił ją Fryderyk Wielki i popiersia te posłużyły do dekoracji pałaców poczdamskich i berlińskich. W 1910 r. przeniesiono je do nowo wybudowanego zamku w Poznaniu.

W Ratuszu wisi też obraz Juliusa Knorra "Rynek poznański w 1838 roku", zakupiony do zbiorów królewskich w Berlinie. Widać na nim znane postaci ówczesnego miasta: m.in. Karola Marcinkowskiego, rabina Eggera i pruskich urzędników. - Kiedy zbudowano zamek w Poznaniu, obraz ozdobił jedno z jego wnętrz. Prawdopodobnie wisiał w zamku do wojny. Do zbiorów Muzeum Historii Miasta trafił dopiero w 1950 roku, przekazany przez władze miasta - relacjonuje Pazder.



Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów